Komentarze
2014.05.29 09:34

FSSPX a „archipelag ortodoksji” – kilka wątpliwości

Podyskutuj o tym artykule na FB

Msza Trydencka

Tekst jest odpowiedzią na artykuł Macieja Tryburcego "Tradycjonaliści w postchrześcijańskim świecie". Opublikowaliśmy ponadto polemikę Michała Barcikowskiego '"Radykalnej Ortodoksji warunek konieczny", a także przypominamy obszerne fragmenty tekstu, w którym Paweł Milcarek sformułował idee archipelagu ortodoksji radyklanej.

Jutro odpowiedź Macieja Tryburcego na opinie polemistów.

 

Po przeczytaniu tekstu Macieja Tryburcego Tradycjonaliści w postchrześcijańskim świecie ogarnęły mnie mieszane uczucia. Nie w odniesieniu do wyrażanych w nim ocen stanu cywilizacji chrześcijańskiej i jej relacji do „świata”, w tej warstwie utożsamiam się w zasadzie z narracją autora. Również nie w związku z postulatem powrotu do idei „archipelagu ortodoksji”, albo może raczej nie tyle do idei, co do przełożenia jej na praktykę przez przekroczenie poziomu wzajemnego etykietowania się w kierunku aliansu wokół tego, co najistotniejsze. Moje zmieszanie obudził dalszy ciąg wywodu, który z dużą siłą i na nowo uświadomił mi coś, co mnie zadziwia od samego początku mojej – jak to sobie określiłem – konwersji z katolicyzmu na katolicyzm, czyli drogi odkrywania dawnej liturgii i w ogóle Tradycji. Tym czymś jest stopień podziałów i rozbieżności perspektyw wśród tradycjonalistów. Rozumiem go w tym miejscu opisowo – po prostu zaprezentowany w tekście punkt widzenia był dla mnie bardzo nieoczywisty.

Ujmując rzecz wprost, tą nieoczywistą optyką było dla mnie rozumienie potencjalnego miejsca Bractwa św. Piusa X w ramach działań w kierunku urzeczywistnienia „archipelagu ortodoksji”. Maciej Tryburcy pisze o Bractwie i skupionych wokół niego wiernych jako o bliskich krewnych, którzy są jednak marginalizowani, pomijani milczeniem, używani w charakterze kozłów ofiarnych, oraz – jeżeli dobrze rozumiem – że wykluczanie ich poza ramy jakiejś możliwej konkordii środowisk „ortodoksji” jest instrumentalnie motywowane brakiem uregulowania ich sytuacji kanonicznej. Innymi słowy, FSSPX jest tu opisane tak, jakby była to grupa, która tylko czeka, aby reszta rodziny ją zauważyła i zechciała się na nią otworzyć, a rzuci się w otwarte bratnie ramiona i zacznie ramię w ramię z całą resztą "archipelagu" pracować nad restytucją cywilizacji chrześcijańskiej. Tymczasem jednak, jest ofiarą, która sama nie ponosi kompletnie żadnej odpowiedzialności za swoją separację. Czy to jest rzeczywiście obraz prawdziwy? Pytam poważnie i z dobrą wolą, przy czym zupełnie nie chodzi mi tu o kwestie jakichś urazów, tylko o sprawy obiektywne. Czy faktycznie to, iż aktualnie i "lefebvryści", i „ratzingeryści“ są w Kościele postrzegani jako radykałowie (tę zbieżność Maciej Tryburcy zauważa i widzi w niej jakąś potencjalną wspólna płaszczyznę) oznacza, że ci pierwsi są gotowi wejść w jakiś alians? Czy też ja po prostu czegoś tu zupełnie nie rozumiem?

Na pewno nie rozumiem, jak w aktualnej sytuacji miałby się realizować postulat, aby „integracja FSSPX ze słabnącą społecznością kościelną mogła się odbyć oddolnie”, tzn. za pośrednictwem „budowy jedności na poziomie znajomych, rodzin, czy wspólnot skupionych wokół miejsc celebracji Mszy św. Wszechczasów”. Nie wiem dokładnie, jak to wygląda w tej chwili, ale jeszcze kilka lat temu kapłani Bractwa ostrzegali przed „wspólnotami indultowymi” i Mszami tradycyjnymi odprawianymi przez „modernistycznych kapłanów”. Na ile więc można by przy takim podejściu budować jakąś jedność wokół miejsc, gdzie sprawuje się Mszę w KRR? Czy z punktu widzenia Bractwa nie musiałyby to być wyłącznie ich miejsca? Żeby była jasność: bardzo bym chciał, aby doszło do integracji, aby ten „zastrzyk” Tradycji, który zaaplikował Kościołowi za pośrednictwem Summorum Pontificum Benedykt XVI został wzmocniony. Ale, na ile oczywiście mam rozeznanie (chętnie to zweryfikuję w razie czego), odnoszę wrażenie, że na ten moment stopień autoseparacji i zakreślenia własnych granic wokół statycznie rozumianej niezmienności sięga w FSSPX takiego stopnia, że „integracja” musiałaby się sprowadzać do przechodzenia pojedynczych osób czy grup ze wspólnoty kościelnej pod coraz ciaśniej zwinięte skrzydła Bractwa. A fakt, że z formalnego punktu widzenia jest ono częścią tej wspólnoty w praktyce nie będzie miał znaczenia i de facto nie zostanie ona wzmocniona, a osłabiona jeszcze bardziej. Nie chcę żeby to zabrzmiało jak jakaś prognoza, którą można by odczytać jako kolejny zabieg w celu wykluczenia FSSPX. To raczej głośna myśl, zwerbalizowana obawa.

 

Tomasz Dekert


Tomasz Dekert

(1979), mąż, ojciec, z wykształcenia religioznawca, z zawodu wykładowca, członek redakcji "Christianitas", współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij