Liturgia
2017.12.31 11:07

Elżbieta Wiater - Ankieta 10 lat Summorum Pontificum

Pobierz pdf

fot. Paweł Kula

fot. Paweł Kula

Jakie owoce SP widzi Ksiądz/Siostra/Pani/Pan w swoim środowisku po 10 latach od publikacji dokumentu?

 

Do Listu apostolskiego motu proprio Summorum Pontificum mam bardzo osobisty stosunek, bo dzięki niemu poznałam nadzwyczajną formę rytu rzymskiego. Po jego wydaniu, czyli około dziesięciu lat temu, postanowiłam pojechać na rekolekcje, które wtedy nosiły jeszcze nazwę „Ars Serviendi” i odbywały się w Bukowinie Tatrzańskiej. Intuicja mówiła mi, że ryt jest czymś, do czego trzeba nawyknąć, nauczyć się tym duchowo „oddychać”, a więc potrzeba czasu na zżycie się z nim – jednorazowa wizyta na Mszy nie wystarczy. Okazało się to prawdą, ponadto na wyjeździe tym poznałam nie tylko ryt, ale też grono ludzi nim zafascynowanych i uznających za własny. Ich pozytywne świadectwo – między innymi pożyczenie mi mszalika (serdecznie pozdrawiam Monikę Karczewską!) – pozwoliło mi odkryć bogactwo tej formy liturgii.

Jednak dokument ten był przeznaczony dla Kościoła, nie tylko dla mnie. I kiedy patrzę w tej skali, nie waham się określić Summorum Pontificum jako tekstu prorockiego. Z mojej, ograniczonej, perspektywy to motu proprio oraz Konstytucja apostolska Anglicanorum coetibus to teksty, które wyznaczyły kurs Kościoła na najbliższe dziesięciolecia, jeśli nie na czas jeszcze dłuższy. Skupię się tu na uzasadnieniu takiego spojrzenia tylko na pierwszy z nich.

„Uwalniając” Mszę trydencką, Benedykt XVI przede wszystkim usunął z niej odium sekciarstwa – liturgii tylko dla grona przywiązanych do tego, co dawne, konserwatystów czy schizmatyków. Była to też forma nagłośnienia informacji o niej i danie zarówno kapłanom, jak i świeckim możliwości jej swobodnego sprawowania. Realizacja postanowień z tego dokumentu różnie potem wyglądała i wygląda w poszczególnych diecezjach i zakonach, ale najważniejsze było danie sygnału z Watykanu, że Kościół oficjalnie wspiera takie duszpasterstwo.

Bardzo bliskie jest mi też to, co potem Papież napisał na temat współistnienia NOM i NFRR. Mianowicie że te ryty mają z siebie nawzajem czerpać i się kształtować. Widzę to zarówno w swoim doświadczeniu, jak też świadectwach innych: wierni ukształtowani przez liturgię posoborową inaczej przeżywają liturgię także w rycie przedsoborowym. Korzystają z mszalika, starają się rozumieć to, w czym uczestniczą, aktywnie udzielać odpowiedzi. Może to drobiazgi, ale jeśli zna się wspomnienia na temat tego, jak wyglądał udział wiernych i sama liturgia przed Vaticanum II, to różnica jest widoczna. W końcu Sobór nie bez powodu zajął się reformą liturgii, przecież nawet abp Lefebvre był postulatorem zmian w tym zakresie.

Z kolei dla osoby, która na co dzień uczestniczy w Mszy sprawowanej według Mszału Pawła VI, Msza trydencka jest doświadczeniem ukazującym majestat Boga, akcentującym wymiar ofiarniczy celebracji, ale też wejściem w ciszę i odpoczynkiem w niej. Interesujące było dla mnie świadectwo pań uformowanych w Odnowie w Duchu Świętym, które zachęcone artykułem w prasie katolickiej, poszły na tridentinę. Wyszły zachwycone, choć mogłoby się wydawać, że nie ma nic odleglejszego od tej formy liturgii niż modlitwa uwielbienia praktykowanych przez „duchaczy”. I dla nich, i dla mnie te formy kultu dopełniają się, zresztą w obu działa przecież ten sam Duch. Msza trydencka uczy poszanowania dla ceremoniału, który daje poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie, kiedy staje się już czymś odruchowym, pozwala wchodzić coraz bardziej w głąb, bo nie trzeba tracić uwagi na ciągłe zmiany mające urozmaicić liturgię, najczęściej skutkujące po prostu rozproszeniem.

Nic więc dziwnego, że duszpasterstwo tradycji dynamicznie się rozrasta. Z roku na rok pojawia się coraz więcej miejsc stałej celebracji w tym rycie, coraz więcej osób stale uczestniczy w Mszy trydenckiej i to ona staje się dla nich podstawową formą oddawania Bogu czci. Widać to choćby po rekolekcjach, od których sama zaczynałam znajomość z NFRR: poza tym, że zmieniły nazwę na „Ars Celebrandi”, to jeszcze przeniosły się do Lichenia, bierze w nich udział kilkaset osób rocznie, zapraszani są goście spoza Polski, i to wysokiej rangi. Bardzo ważnym wskaźnikiem tendencji rozwojowej jest też wiek uczestników – w doskonałej większości są to młodzi ludzie. Fenomen ten wyjaśniła mi częściowo rozmowa podsłuchana w autobusie MPK. Stojący obok mnie nastoletni chłopak z fascynacją w głosie opowiadał swojej towarzyszce o tych rekolekcjach. Wśród ich zalet wymienił i bardzo podkreślił jedno: „Wreszcie ktoś potraktował mnie poważnie”. Jako ministranta, ale też jako szukającego dróg wewnętrznego rozwoju.

W tej beczce miodu jest jednak także łyżka dziegciu. Śledząc dyskusje na tematy okołoliturgiczne w internecie, widzę, że miałam szczęście, jeśli chodzi o pierwszych miłośników tradycji, na których trafiłam. Summorum Pontificum sprawiło też, że ujawniło się, jak wiele żalu, frustracji i goryczy jest po stronie tradycjonalistów. I niestety skutkuje to często agresją, a ta powoduje, że do całego środowiska przyklejona zostaje łatka czepialskich, często niemających głębszej teologicznej wiedzy (poza liturgiką), ale za to skorych do kłótni i awantur. Po obu stronach pojawia się już przewrażliwienie, a mnie zastanawia, czemu w ogóle są dwie strony. Jestem świadoma różnic w akcentach, jakie są obecne w obu rytach, ale, jak starałam się to wyżej opisać, one mogą się nawzajem budować, nie muszą prowadzić do wewnątrzkościelnej wojenki. Zresztą to pierwsze też postulował Benedykt XVI.

W obecnej sytuacji religijnej, ale także społecznej, szczególnie w krajach zachodnich, NFRR przez swój klarowny ceremoniał i hojne czerpanie z tradycji, także duchowości, Kościoła może okazać się odtrutką na wszechobecne rozmycie tożsamości.

 

Elżbieta Wiater

 

Wszystkie głosy w ankiecie:

Ks. Bartosz Gajerski
Marcin Gola
Dawid Gospodarek
O. Tomasz Grabowski OP
Ks. Krzysztof Irek
Antonina Karpowicz-Zbińkowska
Ks. Jeffrey R. Keys
Bogusław Kiernicki
O. Mark Kirby OSB
Ks. Andrzej Komorowski FSSP
Ks. Dariusz Kowalczyk SJ
Peter Kwasniewski
Justyna Melonowska
Teresa Milcarek
Ks. Jakub Raspaj
Arkadiusz Robaczewski
Ks. Adam Ryński
Ks. Jarosław Tomaszewski
Tomasz Warowny
S. Maria Assunta Wąchała FI
Kinga Wenklar
Elżbieta Wiater
Ks. Maciej Zachara MIC

 

 

 


Elżbieta Wiater

(1976), doktor teologii i historyk, publicystka, autorka książek (m.in. Filotea 2.1, Hildegarda z Bingen. Mistyczka z charakterem, C.S. Lewis. Pielgrzym radości). Mieszka w Krakowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij