Wraz z postacią Magdaleny docieramy do serca powołania kobiety, do czegoś co zwykle czyni z niej matkę, ale istnieje już wcześniej: być nadzieją. Pamiętacie Charlesa Péguy? On mówił: nadzieja, ta mała dziewczynka. Powiedzmy dzisiaj: Maria Magdalena, ta nadzieja zwycięska.
W „Ukrytym”, jak u Sienkiewicza, miłość na początku nie ma wcale wymiaru szczególnie duchowego. Dotyczy jednak drugiego człowieka i uwalnia spętane złymi namiętnościami dobro.
Prawo i Sprawiedliwość nie zachowuje się jednak – przynajmniej w części swoich działań - jak ugrupowanie wybrane do Sejmu głosami konserwatystów i katolików.
Św. Antoni Padewski to szczególna postać w historii Kościoła.
Rocznicowe powroty do życia i dzieła Prymasa Wyszyńskiego rzadko lub zupełnie wyjątkowo dotyczą jego usytuowania wobec ruchu liturgicznego, soborowej dyskusji o liturgii i posoborowej reformy liturgicznej.
Jeżeli zatem Polska Rada Chrześcijan i Żydów rzeczywiście pragnie, żeby owoce dokonującego się w jej łonie dialogu trafiły pod strzechy, być może musi wyjść ze swoistej samoizolacji.
W świetle ostatniej adhortacji ciężar odpowiedzialności istotnie przesuwa się w dół.
Trudniej jest praktykować prawdziwą pokorę – niż zastąpić ją egzaltacją uniżenia.
Im dalej idziemy w „stopnie pokory”, tym mocniejsze jest wrażenie, że jest to cnota głęboko sprzeczna z mentalnością naszego świata.
Niedawno arcybiskup Georg Gänswein, osobisty sekretarz papieża-emeryta, powiedział, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by podsumowywać pontyfikat Benedykta XVI, gdyż on w pewien sposób trwa i dziś.
Choć wypowiedzi kard. Schönborna o adhortacji wzbudziły tak wieke kontrowersji to wygląda, że mało kto się z nimi zapoznał.
Pokora to znalezienie się w tej całości, lub w tych całościach, w których człowiek żyje z woli Bożej.
To są rzeczywiste problemy współczesnych katolickich uczelni i istotnie: świadczy to o ich zacofaniu.
Mentalność modernistyczna, która od ponad stu lat zajmuje się obalaniem form, co więcej podnosi to obalanie form do rangi sztuki, wmawia nam nieustannie, że nieważna jest forma, ważna jest treść.
W swojej filologiczno-historycznej analizie, opublikowanej w 1936 r. na łamach czasopisma „Ephemerides liturgicae” Erik Peterson dowodzi, że określenie perfidia iudaica nie oznacza wiarołomstwa Żydów.
„Niech wszyscy, nawet za cenę najboleśniejszych ofiar, ostatecznie poddadzą się wspólnemu Ojcu wiernych, gdyż bez tego można jedynie podążać na manowce, udawać się w najniebezpieczniejsze drogi, a w ten sposób poważnie zagrozić swemu zbawieniu wiecznemu”.
O cienie Lutra! O cienie reformacji i jej protestu przeciwko nic nie znaczącym rytuałom, przeciwko mechanicznej religii, łacinie jako językowi kultu, bezmyślnym recytowaniom litanii. Dziś, tu i teraz, na nowo przeżywamy bunt przeciwko rytualizmowi.
Zaraz po zdobyciu władzy w Polsce przez komunistów wydawało się czymś oczywistym, że katolicyzm musi wejść w zasadniczy spór z Nową Wiarą.
Widzę jak w tym dość krótkim czasie najgorętsi dyskutanci o różnych wrażliwościach zdążyli wytworzyć wrażenie, że w tym dokumencie „została otwarta furtka” do zmiany stanowiska Kościoła w sprawie dopuszczania rozwodników w ponownych związkach do Komunii świętej.
Duch Święty występował nieraz jako ten, który miał zadać kłam Bożemu ustanowieniu doczesnych struktur religijnych, reprezentujących w oczach reformatorów zepsucie tego świata.
Zanim spróbujemy odpowiedzieć na pytanie tytułowe, dobrze jest zapytać czy jest ono właściwie postawione lub nawet – czemu ono służy.