Komentarze
2018.03.29 13:29

Postchrześcijańska melancholia

Na stronie festiwalu Misteria Paschalia pojawiły się zdjęcia z koncertów z tegorocznej edycji festiwalu. Wśród nich obrazy z widowiska pt. Postelżbietańska melancholia, które miało miejsce w bazylice Bożego Ciała w dniu 27 marca 2018. Polegało ono na tym, że grającemu gitarzyście towarzyszył wymakijażowany artysta, który rozebrał się do slipek i wykonał tradycyjny taniec japoński butoh (taką informację można znaleźć w programie koncertu). Zdjęcia, niektóre, co bardziej drastyczne, potem zdjęte ze strony fejsbukowej, pokazują zatem m.in. rozebranego artystę, wypiętego w kierunku tabernakulum.

 

Zacznijmy ten komentarz od przywołania niedawno wydanego dokumentu - Instrukcji Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, która przygotowana została, jak to stwierdza się na samym wstępie, ze względu na pojawiające się coraz liczniej problemy związane z muzyką kościelną:

 

Zachodzące przemiany społeczne i kulturowe oraz postępująca sekularyzacja życia dotykają także liturgii. Przyczyna tego zjawiska tkwi przede wszystkim w fałszywym poczuciu wolności oraz nieznajomości nauki Kościoła.[1]

 

Sprawie koncertów w kościołach poświęcony jest osobny rozdział tej Instrukcji, stwierdza się w nim m.in.:

 

Trzeba pamiętać, że kościoły nie są zwyczajnymi miejscami „publicznymi” mogącymi służyć wszelkim zgromadzeniom. Są to miejsca święte, przeznaczone wyłącznie i na stałe, od momentu ich konsekracji lub poświęcenia, do sprawowania kultu Bożego. Pozostają one miejscem świętym również wtedy, gdy nie odbywają się w nim obrzędy liturgiczne. W Ewangelii czytamy: Mój dom będzie domem modlitwy  (Łk 19, 46).[2]

 

Odnośnie zaś stroju wykonawców Instrukcja stwierdza jednoznacznie:

 

Celem koncertów muzyki religijnej jest skierowanie serc słuchaczy ku Bogu, a nie promowanie wykonawców czy kompozytorów. Strój i zachowanie, zarówno wykonawców jak i słuchaczy, muszą odpowiadać sakralnemu charakterowi kościoła.[3]

 

Tyle mówią przepisy kościelne odnośnie tego rodzaju sytuacji. Trzeba jednak stwierdzić, że można się było spodziewać, że wcześniej czy później dojdzie jednak do profanacji w kościele, i to nie w ramach jakiegoś nocnego włamania chuliganów, tylko w świetle jupiterów, przy pełnej „widowni” i wśród oklasków tych, którzy w dodatku słono zapłacili za bilet na owo „przedstawienie”.

 

Ja do tego doszło? Szczegółowo tę kwestię omawiam w dwóch tekstach: W sprawie nowej instrukcji o muzyce kościelnej, w którym przyglądam się temu dokumentowi, jako rozszerzeniu, a zarazem zliberalizowaniu przepisów kościelnych dotyczących muzyki kościelnej, zwłaszcza właśnie w zakresie organizowania koncertów w kościołach i pobierania opłat za wstęp na takie wydarzenia.[4]

 

W drugim tekście pt. Czy koncert w kościele to świętokradztwo? rozważam szczegółowo od strony teologicznej godziwość organizowania koncertów w kościołach.

 

Samo dopuszczenie koncertów w kościele, jego tolerowanie, a wręcz snobowanie się na swego rodzaju „duchowość koncertową” zapowiadało, że wcześniej czy później wymknie się ono z rąk Kościoła i zacznie żyć własnym życiem. Stanęliśmy oto wobec sytuacji, gdy ktoś bezprawnie urządza happening w świątyni za zgodą i akceptacją władz kościelnych, a oburzonych tego rodzaju wybrykami, gani się za niedostateczną wrażliwość na sztukę.

 

Nie mam tu specjalnie żalu do samych artystów, bulwersujące są za to wyjaśnienia organizatorów. Pierwsze wyjaśnienie dotyczące tego koncertu ze strony organizatorów festiwalu brzmiało następująco:

 

Punktem wyjścia dla światowej premiery tego projektu była elżbietańska melancholia, która łączy się z nieszczęściem, pogardą i smutkiem. Od tych uczuć, emocji artysta przeszedł do misterium, które w jego założeniu było refleksją nad pogardą ludzi oraz próbą nawiązania kontaktu z odrzucającym go światem. W tej kreacji widać było także bardzo dosłowne nawiązanie do ofiary Chrystusa oraz jego ludzkiej natury. Przed koncertem rozmawialiśmy na ten temat z artystą, jednak dzięki jego interpretacji muzyka dawna, a także ofiara Chrystusa została osadzona w kontekście współczesnym.

 

Po fali oburzenia, która przetoczyła się pod tym wpisem, organizatorzy zdecydowali się dodać kolejne wyjaśnienia:

 

W odpowiedzi na Państwa komentarze, przesyłamy pogłębioną informację na temat wtorkowego wydarzenia. Cykl Lachrimae, którego częścią był koncert w Bazylice Bożego Ciała w Krakowie, prezentowany jest każdorazowo w jednej lokalizacji. Koncerty i spektakle oplatają wykłady, warsztaty, dyskusje. Jako organizatorzy festiwalu Misteria Paschalia jesteśmy świadomi kulturowych, religijnych uwarunkowań dla proponowanego programu, tworzonego zawsze w ścisłej harmonii i korelacji z charakterem przeżywanego Wielkiego Tygodnia, Triduum Paschalnego i Świąt Wielkiej Nocy. Wszak większość publiczności festiwalu traktuje propozycje muzyczne i spektakle festiwalu na równi z przeżyciem religijnym.

 

Podsumowując główną ideą cyklu Lachrimae stojąca za opisanym wydarzeniem była prezentacja wielokulturowego podejścia do tematyki cierpienia i pokuty, a sam artysta prezentując w tańcu śmierć i odrodzenie, odwoływał się do swojej rodzimej, japońskiej kultury.

 

Z pierwszego wyjaśnienia zatem wynika, że organizatorzy posługują się całkowicie postchrześcijańskim rozumieniem uobecnienia ofiary Chrystusa. Cóż bowiem może mieć z tym uobecnieniem wspólnego liturgia i sprawowanie Najświętszej Ofiary? Ano najwyraźniej nic. To już nie są żadne misteria, prawdziwym misterium, misterium postchrześcijańskim, jest właśnie zaprezentowany podczas tego koncertu performance. To on faktycznie, zdaniem organizatorów, osadzi tę ofiarę w kontekście współczesnym, to on ją uobecnia. Mieliśmy zatem niewątpliwe szczęście, że po wiekach, tym starym kościołom przywrócono ich właściwe przeznaczenie, a może nawet po raz pierwszy stały się przybytkiem prawdziwego misterium?

 

Drugie wyjaśnienie, jeszcze bardziej buńczuczne, przedstawione z prawdziwą wyższością, pokazuje nam, katolikom, że przecież dzięki temu doświadczeniu koncertowemu, mieliśmy wreszcie okazję wyzwolić się z naszej chrześcijańskiej, katolickiej zaściankowości, by wypłynąć na szerokie oceany wielokulturowości. Niestety najwyraźniej jeszcze chyba nie dorośliśmy do takiej otwartości, do zachwytu innym (w tym wypadku nad subtelnymi niuansami japońskiej kultury) co, da się to wyczytać między wierszami, z żalem konstatują organizatorzy.

 

Pod wpisem pojawiły się komentarze wykpiwające ignorancję oburzonych, którzy nawet nie wiedzą co to jest butoh. Zastanówmy się jednak czy większą ignorancją i wstydem jest nie wiedzieć co to jest butoh, czy też nie znać tradycji i sensu własnej religii, w tym także nie „czuć” co jest tak naprawdę niewłaściwego w tym, że ów taniec jest prezentowany w świątyni? Wiedza lub niewiedza co to jest butoh, nie ma najmniejszego wpływu na zmysł wiary (sensus fidei), który dokładnie pokazuje, że doszło w tym miejscu do profanacji.

 

Ponadto bez cienia zażenowania organizatorzy podnoszą wartość przeżycia estetyczno-artystycznego, które jest nie tylko na równi z „przeżyciem religijnym”, ono jest nawet jeszcze bardziej subtelne i podniosłe. Religia, zwłaszcza religia chrześcijańska, to rzecz dla prostaczków. Kult sztuki, jak wiadomo już od czasów romantyzmu, to dopiero prawdziwy przejaw wzniosłości ducha.

 

Jak można zatem skomentować to, co się wydarzyło 27 marca w krakowskiej bazylice? Ano tak, że można się było tego spodziewać. O ile dotąd kult sztuki, właśnie od czasów rewolucji romantycznej, zaprogramowany był jako alternatywny wobec religii kult przeznaczony dla burżuazji, teraz najwyraźniej zaczyna po prostu religię zastępować już całkiem jawnie. Przy okazji także przemycając banał narracji współczesnego świata o tym, że motyw cierpienia i pokuty w chrześcijaństwie sprowadza się tak naprawdę do odrzucenia i pogardy wobec inności. O tym mianowicie miałyby nas pouczać te świeckie misteria, do tego sprowadza się sens wtajemniczenia paschalnego.

 

[1] Instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, 3.

[2] Tamże, 44.

[3] Tamże, 47.

[4] Warto pamiętać, że poprzedni dokument, czyli Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego z 5 listopada 1987 r. O koncertach w kościołach w punkcie 10 zdecydowanie zabrania pobierania opłat za bilety na koncert organizowany w kościele, zob.:http://dsorzeszow.pl/files/O-koncertach-w-ko-cio-ach--1987_376621xf_9skon88m.pdf


Antonina Karpowicz-Zbińkowska

(1975), doktor nauk teologicznych, muzykolog, redaktor „Christianitas”. Publikowała w „Studia Theologica Varsaviensia”, "Christianitas", na portalu "Teologii Politycznej" oraz we "Frondzie LUX". Autorka książek "Teologia muzyki w dialogach filozoficznych św. Augustyna" (Kraków, 2013) i "Zwierciadło muzyki" (Tyniec/Biblioteka Christianitas, 2016). Mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij