Traditionis custodes
2021.08.05 21:05

Papież i liturgia

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.plZ góry dziękujemy.

 

Polemika ta nie została przyjęta do druku w Tygodniku Powszechnym.

 

Przekonanie, że wola papieży stwarza rzeczywistość Kościoła, jest przekonaniem nieprawdziwym. W niespokojnych czasach — takich jak czasy współczesne — przekonanie to wydaje się szczególnie pociągające, ponieważ momenty rewolucyjne wydają się wymagać komisarzy. Wszystko jedno, czy chodzi przy tym o tradycjonalistyczną kontrrewolucję, czy rewolucję „czułości i miłości” (jak nazwał kiedyś zmiany wprowadzane przez Papieża Franciszka kard. Walter Kasper). Jak wszystkie nieprawdziwe przekonania dotyczące ważnych spraw w naszym życiu, jest to zarazem przekonanie niebezpieczne.

Od piątku 16. lipca myślę o tym częściej niż zwykle, ale naprawdę nie mogę się opędzić od tej myśli, odkąd przeczytałem w Tygodniku Powszechnym (nr 31/2021) tekst dr. Sebastiana Dudy, Strażnicy tradycji. Stanowi on komentarz Dudy do opublikowanego właśnie 16. lipca listu apostolskiego motu proprio Papieża Franciszka Traditionis Custodes. Dokument tendotyczy celebracji Mszy św. w tzw. starszej formie rytu rzymskiego, nazywanej też czasem formą nadzwyczajną albo mszą trydencką, to znaczy w formie sprzed reformy liturgicznej przeprowadzonej po ostatnim Soborze. Papież Franciszek odwołuje tam wszelkie „normy, instrukcje, zgody i zwyczaje” (art. 8) ustanowione w tej materii przez jego poprzedników. Dotyczy to przede wszystkim motu proprio Summorum Pontificum Benedykta XVI, które potwierdzało możliwość celebracji w starszej formie i uznawało jej nigdy niezniesioną godność, którą posiada jako forma rytu Kościoła rzymskiego.

Zgodnie z zasadniczą tezą tekstu Dudy, decyzja Papieża Franciszka oznacza potwierdzenie „klęski modelu Kościoła, który Ratzinger promował po Soborze Watykańskim II”. Model ten Duda nazywa też „wizją” zrodzoną z „pobożnych życzeń”, wedle których istnieje możliwość pogodzenia soborowych założeń reformy z przedsoborową tradycją. Wizja ta stanowiła swoistą eklezjologię Ratzingera, której zasadniczą ideą jest idea ciągłości w życiu Kościoła, ciągłości mającej bezpośredni wyraz zewnętrzny (np. w liturgii). Wedle Dudy symbolicznym końcem tego „kościelnego wishful thinking była abdykacja Benedykta XVI”, a początkiem nowej epoki, powstałej na zgliszczach tamtej, ma być właśnie Traditiones Custodes Papieża Franciszka.

Co ciekawe, Sebastian Duda wydaje się w ten sposób na łamach Tygodnika Powszechnego mówić to samo, co przełożony generalny bractwa św. Piusa (tzw. lefebrystów) ks. Dawid Pagliarani w swoim liście opublikowanym po Traditionis Custodes: Logicznie rzecz ujmując, można stwierdzić, że era hermeneutyki ciągłości z jej dwuznacznościami, iluzjami i próżnymi wysiłkami zakończyła się w sposób dramatyczny, przekreślona jednym pociągnięciem pióra. Dlaczego tak różnym osobom tak bardzo zależy na tym, aby uznać Benedykta XVI za przegranego w dziejowej walce o kształt Kościoła? Ta zaskakująca zgodność tak różnych autorów wymaga głębszego zastanowienia.

Duda traktuje dokumenty i wypowiedzi papieskie tak, jakby nie tylko stanowiły prawo, ale kreowały rzeczywistość. Historia ostatnich pontyfikatów to w opowieści Dudy historia ścierających się „wizji” konkretnych osób, które korzystając z władzy danego im urzędu, starają się zmaterializować swoje „modele” eklezjalne. Nie ma tu właściwie miejsca na pytanie, która wizja Kościoła jest prawdziwsza albo która bardziej zgodna z Tradycją. A tej ostatniej papież jest przecież strażnikiem, a nie twórcą.

Widzę w tym podejściu oczywiście pewien zmysł teologa, który wie, że nauczanie papieży i stanowione przez nich prawo ma kapitalne znaczenie dla określenia tego, gdzie się znajduje i jak myśli Kościół. A więc wedle tego podejścia papieże, pośrednio, kształtują rzeczywistość Kościoła. Wszystko to racja i ktoś, kto chciałby po prostu zignorować Traditiones Custodes, np. w imię wierności Summorum Pontificum, rzeczywiście oddawałby się myśleniu życzeniowemu. Ale od tej tezy do stwierdzenia, że „wizja Ratzingera” poniosła klęskę, nie prowadzi żadna bezpośrednia droga.

W tej sprawie należy zawsze zaczynać od tego, że Summorum Pontificum w ogóle, również w zamyśle swojego autora, nie było po prostu realizacją żadnej wizji konkretnej osoby. Zasadnicze zawarte tam rozstrzygnięcie prawne (art. 1), było oficjalnym potwierdzeniem nigdy niezniesionego statusu rytu sprzed reformy soborowej. Benedykt XVI zrobił to, co zasadniczo powinien robić papież: swoim autorytetem potwierdził i zabezpieczył depozyt Tradycji, który przechowuje Kościół.

Papież wyciągnął też z tego wnioski praktyczne, gwarantując księżom i wiernym dostęp do liturgii tradycyjnej. Co więcej, wbrew temu co stwierdza Sebastian Duda, Benedykt XVI jasno potwierdził możliwość użycia nie tylko Mszału z 1962 r., ale również przedsoborowego Brewiarza i Rytuału do sprawowania innych sakramentów poza Mszą Św. Nie wiem, dlaczego Duda napisał, że na to wszystko „papieskiej zgody już nie było” skoro zgodę taką — i to dosłownie wyrażoną — zawiera właśnie art. 9 Summorum Pontificum.

Z takich właśnie przeinaczeń utkana jest zazwyczaj rekonstrukcja „wizji Ratzingera” (trzeba natychmiast dodać, że w tekstach nieprzychylnych Summorum Pontificum bywa ich znacznie więcej niż w artykule Dudy). Suma tych przeinaczeń składa się na wypaczony obraz rozwoju dyscypliny i doktryny sakramentów w najnowszej historii Kościoła. Ta mała dbałość o wierne zrekonstruowanie autentycznego nauczania i motywacji papieży dziwnie współgra z łatwością wydawania radykalnych, bardzo zobowiązujących sądów o porażce konserwatystów i niepowstrzymanym pochodzie rewolucjonistów.

Niestety można mieć poważne podejrzenia, że Ojciec Święty rozumuje podobnie do Sebastiana Dudy. Na podstawie znajomości innych tekstów i wypowiedzi tego ostatniego wnioskuję, że decyzja Papieża nie budzi jego entuzjazmu. Niemniej, podobnie jak Ojciec Święty, Duda wydaje się uważać, że władza papieża ma moc definiowania rzeczywistość wspólnoty, którą kieruje. Papież Franciszek wydaje się nawet iść dalej, bo podobne rozumienie przypisuje swojemu poprzednikowi (pod tym względem rekonstrukcja motywacji Benedykta XVI stojących za Summorum Pontificum przeprowadzona przez Dudę wydaje się bardziej adekwatna). Zarówno w Traditionis Custodes jak i w dołączonym do niego Liście do biskupów, dokument Benedykta XVI przedstawiany jest jako suwerenne udzielenie pozwolenia dyktowanego przede wszystkim pewnymi nadziejami duszpasterskimi związanymi z pojednaniem tradycjonalistów z Kościołem. Ponieważ nadzieje te zawiodły, decyzje zawarte w Summorum Pontificum można odwołać.

Tymczasem, jak już wspomniałem, treść tego ostatniego dokumentu, zwłaszcza zaś jego pierwszego artykułu nakazuje uważać, że Benedykt XVI kierował się przede wszystkim troską o depozyt, który pozostaje cenny zawsze i wszędzie. Nie tyle kreował rzeczywistość, ile potwierdzał status dawnej liturgii jako formy wyrazu rytu rzymskiego. Jeśli Benedykt XVI miał wówczas rację, to ten status nie jest czymś, co można starej liturgii odebrać. Oczywiście do natury rozporządzeń dyscyplinarnych zawartych w takich dokumentach jak motu proprio należy to, że mogą zostać odwołane. Niemniej Papież Franciszek odwołał ten dokument i to właśnie rozporządzenie nie odnosząc się do jego treści. Gdyby ją uwzględnił, musiałby zupełnie inaczej uzasadnić swoją decyzję, a może w ogóle odstąpić od jej podjęcia.
Co więcej, to, że Benedykt XVI nie mógł rozumieć swojej decyzji w taki sposób, w jaki zdaje się sugerować Traditionis Custodes, wynika z jego własnych słów, które zapisał w Duchu liturgii dokładnie na ten temat, jeszcze jako kardynał Ratzinger: papież mocą autorytetu Piotrowego coraz częściej wchodził w rolę liturgicznego prawodawcy, co w rezultacie stworzyło podstawę prawną do daleko idącego przekształcania liturgii. Im bardziej umacniał się prymat Piotrowy, tym bardziej oczywiste powinno było stać się pytanie o zakres i granicę tego pełnomocnictwa, jakkolwiek nad pytaniem tym nigdy się nie zastanawiano. Po Soborze Watykańskim II powstało wrażenie, że w sprawach liturgii papież może właściwie wszystko, szczególnie jeśli działa w imieniu soboru powszechnego. Ostatecznie w świadomości Zachodu idea odgórności liturgii, która nie jest podatna na dowolne jej „robienie”, w dużym stopniu zanikła. W rzeczywistości jednak Sobór Watykański I bynajmniej nie definiował papieża jako absolutnego monarchy, lecz wprost przeciwnie ‒ jako gwaranta posłuszeństwa wobec posłanego Słowa. Pełnomocnictwo papieża związane jest tradycją wiary, a to obowiązuje także w zakresie liturgii (J. Ratzinger, Duch liturgii, przeł. Eliza Pieciul, Poznań 2002, s. 148—149).

Na marginesie można dodać, że ta swoista ostrożność, aby mocą papieskiej wolą nie naruszyć depozytu tradycji, była uważana czasem za słabość Papieża Benedykta XVI. Tymczasem, w kontekście dzisiejszych działań Ojca Świętego a przede wszystkim łączonych z nimi nadziei i interpretacji widać coraz wyraźniej, że ta ostrożność jest być może jedną z najważniejszych lekcji, jakie Benedykt XVI zostawił swoim następcom oraz wszystkim wiernym.

Główną racją przytaczaną przez Dudę na poparcie sądu o końcu wizji Ratzingera, jest to, że środowiska tradycji zawiodły te nadzieje Benedykta XVI, których spełnienie było założeniem Summorum Pontificum. Nadzieje te wiązały się z pojednaniem środowisk tradycji z Kościołem oraz wzajemnym „ubogaceniem się” obu rytów. Tę samą rację jako zasadniczy powód swojej decyzji podaje także Papież Franciszek w swoim Liście do biskupów.

Tezę tę można kwestionować na dwa sposoby. Można więc argumentować, że nadzieje te w istocie nie zostały zawiedzione. Głównym źródłem informacji Ojca Świętego Franciszka w tej sprawie jest ankieta, którą rozesłano wśród biskupów. Nie znamy jej wyników, ale każdy znający rzeczywistość środowisk tradycji ma prawo mieć wątpliwości, czy rzeczywiście wyłaniający się z niej obraz był tak czarny, jak sugeruje Ojciec Święty, a przede wszystkim czy opinia biskupów jest zawsze miarodajnym wskaźnikiem stopnia zintegrowania tradycjonalistów z resztą Kościoła. Ponadto warto zauważyć, że na mocy Summorum Pontificum powstało wiele grup i wspólnot, które nie potrzebowały integracji z Kościołem, ponieważ od początku swojego istnienia wręcz manifestacyjnie podkreślały swoją wierność Rzymowi.

Ponadto można argumentować inaczej, celując w bardziej fundamentalne kwestie. Otóż można i należy stwierdzić, że te nadzieje, które Benedykt XVI rzeczywiście łączył ze swoją decyzją, nie były ani jedyną, ani zasadniczą przesłanką jej podjęcia. Była nią, jak powiedziałem wcześniej, chęć potwierdzenia statusu starszej formy rytu rzymskiego, oddanie jej sprawiedliwości i „pojednanie Kościoła z sobą samym”. Chodziło więc nie o doraźne regulacje duszpasterskie, ale zachowanie Tradycji i zapewnienie ciągłości wiary i obyczajów.

Na początku stwierdziłem, że przekonanie, iż wola papieży stwarza rzeczywistość Kościoła, jest nieprawdziwe. Czy zachowanie Ojca Świętego Franciszka temu przeczy? Nawet jeśli Papież myśli i działa tak, jakby jego wola miała taką moc, to nie oznacza to, że naprawdę ma moc stwarzania rzeczywistości Kościoła ex nihilo. Nie ma też mocy swobodnego wyrzucania ze skarbca Tradycji niepotrzebnych gratów. Ani też mocy czynienia nieprawdziwymi „wizji Kościoła”, które wczoraj były prawdziwe. W całej sprawie dotyczącej starszej formy rytu rzymskiego i różnic między papieżami nie chodzi w ogóle o niczyje wizje. Chodzi o dobro Kościoła i jego wiernych.

Paweł Grad 

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.

 


Paweł Grad

(1991), członek redakcji „Christianitas”, dr filozofii. Autor książki O pojęciu tradycji. Studium krytyczne kultury pamięci (Warszawa 2017). Żonaty, mieszka w Warszawie.