Polemiki
2019.07.30 20:35

Nie istnieje "osoba LGBT"

Jako członek redakcji „Christianitas”, chciałabym się odnieść do artykułu Piotra Popiołka, w którym udziela on poparcia osobom LGBT w przestrzeni publicznej w reakcji na ostatnie teksty publikowane na naszym portalu, przede wszystkim na tekst Tomasza Rowińskiego pt. „Społeczne królowanie ideologów LGBT”. W artykule Piotra Popiołka dostrzegam kwestie, które pozwalam sobie poniżej skomentować.

Po pierwsze, uważam, że Piotr Popiołek przyjmuje błędną koncepcję przemocy. Istnieje przemoc sprawiedliwa. Jest nią użycie siły, mające na celu chronienie dobra wspólnego lub wyparcie przemocy niesprawiedliwej. W sprawie ideologii LGBT, której wyrazem była białostocka parada, dobrem wspólnym jest naturalna rodzina, będąca podstawą społeczeństwa. W jej obronie staje nie tylko Kościół, ale przede wszystkim państwo (w każdym razie państwo polskie, ponieważ niektóre państwa zachodnie, „zarządzając” niepłodnością homoseksualnych partnerów, wprowadziły już sztuczne zapłodnienia; zapłodnienia te są problematyczne, gdyż implikują zerwanie filiacji, czyli pozbawiają dziecko prawdziwego ojca lub matki). Natomiast próby zniszczenia rodziny przez ideologię LGBT to działania szkodliwe, czyli niesprawiedliwe. Dlatego też przeciwstawianie się im ma status przemocy sprawiedliwej.

W jaki sposób ideologia LGBT niszczy rodzinę? Otóż w taki, że kierując się logiką zniesienia wszelkich różnic, prowadzi do atomizacji norm, a w konsekwencji do chaosu. Zwolennicy „żenienia” osób homoseksualnych twierdzą, co prawda, że dwie osoby tej samej płci mogą z powodzeniem wychować dziecko (np. gdy jest osierocone, niepełnosprawne) i na tym poziomie można się nawet z nimi zgodzić (z zastrzeżeniem, że dzieci par homoseksualnych są pozbawione wzorców osobowych płci przeciwnej, co według większości psychologów zaburza prawidłowy rozwój osobowościowy). Jednak dynamika ideologii homoseksualnej, czyli gender, streszczająca się w rozwoju skrótu LGBTQI...+, pokazuje, że dla tej ideologii nie ma absurdu, którego nie zgłaszałaby jako normy. Niedawno przez francuski internet przetoczył się zabawny filmik, w którym dorosły facet z brodą, działacz LGBT, pytał dziennikarza prowadzącego z nim wywiad, na jakiej podstawie sądzi, że jest mężczyzną. Nie jestem ani mężczyzną, ani kobietą. Jestem niebinarny – oświadczył z pełną powagą. Wprowadzenie w stosunki między płciami arbitralnych koncepcji płciowości, np. wrodzonego homoseksualizmu, płynności tożsamości czy niebinarności, musi zachwiać podstawą społeczeństwa.

Czy kontrmanifestacje w Białymstoku były przemocą sprawiedliwą? Pomijając niewątpliwe chuligaństwo napastników (będące niesprawiedliwym użyciem przemocy), fakt organizacji tej parady był przemocą niesprawiedliwą. Wejście parad gejowskich w życie społeczne miast odbywa się wbrew moralnemu duchowi prawa i jest zwyczajem niegodziwym. Zwyczaj ten wprowadzają organizacje gejowskie, korzystające z pluralistycznej zasady demokracji, lecz wprowadzanie to odbywa się przy sprzeciwie obywateli, którzy rozumieją ducha praw. Sprzeciw taki ujawnia się systematyczne, gdy tylko organizacje LGBT wprowadzają do życia lub przestrzeni publicznej swoje prawa lub symbole. Białostocka parada była poprzedzona żywą niezgodą wielu mieszkańców miasta, a nawet orzeczeniem sądu. Prawo do parad gejowskich nie jest absolutne i może zostać ograniczone ze względu na obiektywnie nieuporządkowany charakter zachowań seksualnych, jakie promują. 

Przemoc sprawiedliwa jest nie tylko postulatem, lecz praktyką, z której nie można bez szkody zrezygnować. Żadne państwo świata nie rezygnuje z armii, policji czy systemu penitencjarnego. Kryterium przemocy sprawiedliwej jest cel. Gdy ten jest moralnie godziwy, przemoc – na poziomie teoretycznym, gdyż jej praktyczne realizacje trzeba oceniać w zależności od przypadku – jest usprawiedliwiona. Gdy Piotr Popiołek mówi: Wpadamy w bezsensowną spiralę mimetycznej przemocy, gdzie na walce Kościoła i ‘ideologii LGBT’ najwięcej zyskują ludzie zbijający na niej kapitał, to, jak sądzę, powtarza błąd późnego Girarda, gdy ten twierdził, że rywalizacja mimetyczna prowadzi wyłącznie do destrukcji. Nie: walka jest naturalnym sposobem życia istoty ludzkiej, a przemoc – jako skutek grzechu pierworodnego – jest zaliczona przez Boga na poczet dzieła zbawienia. Sądzę też, że Piotr Popiołek myli się, gdy twierdzi, że bylibyśmy przestępcami, gdybyśmy chcieli całą rzeczywistość grzechu ubrać w ramy prawne. Owszem, o ile niemożliwe jest, aby Kościół naprawił całe zło świata, wprowadzając do prawa świeckiego zasady Ewangelii (z tym, że On ani nie chce naprawiać całości, ani nie naprawia religią, lecz racjonalnymi postulatami prawa naturalnego), o tyle jest możliwe, że jakąś część rzeczywistości naprawi. Do czego, jako podmiot życia społecznego, ma pełne prawo.

Drugi zarzut: nierealistyczne postrzeganie świata, w którym obecność ideologii LGBT jest rzekomo niewielka i nieszkodliwa – nie jest poważnym zagrożeniem. Trzeba otworzyć oczy i dostrzec kolonizowanie wszystkich sfer życia przez ideologię ruchu homoseksualnego – prawa, szkolnictwa, medycyny, kultury. W przypadku samych parad nie można mówić o spontanicznych akcjach obywatelskich, lecz o działaniach propagandowych finansowanych z zagranicy. Fakt ten jest tak powszechnie znany, że powtarzanie go byłoby banałem. Od niedawna w Europie zamiast „dnia”, mamy „miesiąc LGBT”; wiele miast maluje tęczowe pasy na przejściach dla pieszych lub przystraja dworce i urzędy tęczowymi flagami; ONZ emituje znaczki LGBT; Unia Europejska wydaje mnóstwo przepisów i pieniędzy na rzecz wspierania LGBT; wiodące światowe firmy odzieżowe znakują swe produkty symbolami LGBT. Z praktykowania homoseksualizmu próbuje się tworzyć prawo człowieka. Stany Zjednoczone eksportują tę ideologię na cały świat jako synonim wysokiego poziomu cywilizacyjnego. Ideologia LGBT ma dynamikę ideologii totalitarnej, to znaczy takiej, którą muszą uznać wszyscy. Gdy ktoś jej nie uznaje (np. osoby homoseksualne nie godzące się ze swoją kondycją, psycholodzy stawiający hipotezę nabytego charakteru homoseksualizmu), są wyłączane z debaty publicznej. Kościół, który najbardziej radykalnie sprzeciwia się inwazji tej ideologii, jest przez aktywistów LGBT w brutalny sposób zwalczany; jest wrogiem numer jeden. Sedno ideologii LGBT stanowi normalizacja zła. „Ikona” LGBT Frank Kameny, którego prezydent Obama przyjął w 2009 r. w Białym Domu dla uczczenia 40. rocznicy Stonewall, czyli powstania nowoczesnego ruchu na rzecz praw gejów, był autorem słów: Homoseksualizm nie tylko nie jest niemoralny, ale jest moralny w sposób pozytywny (affirmatively moral). Jak widać, jego slogan z 1968 r. „Gay is good” został dobrze przyswojony przez autora słów: Mam nadzieję, że osoby LGBT (...) będą mogły normalnie żyć. Tymczasem gejowski styl życia nie jest normalny, bo antropologiczną normą jest pożycie mężczyzny i kobiety (może być natomiast przez państwo tolerowany, gdy nie zagraża instytucji rodziny, jak miało to miejsce w czasach sprzed narodzin ideologii). Ci, którzy nie widzą światowej inwazji ideologii LGBT, zachowują się jak niczego nie rozumiejąca młodzieżówka ZSMP w „szczęśliwych” latach PRL, gdyż każdy totalitaryzm posługuje się „efekciarstwem”, które najchętniej przyswaja sobie młodzież.

Zarzut trzeci: błąd w identyfikacji podmiotu. Piotr Popiołek pisze: Kibicuję osobom LGBT. Otóż nie istnieje „osoba LGBT”. Istnieje ktoś odczuwający homoseksualny pociąg, ktoś odczuwający pociąg do obu płci, ktoś odczuwający rozdźwięk między ciałem a płcią albo ktoś, kto nie wie, jaka jest jego płeć, ale nie istnieje nikt, kto by miał te wszystkie przypadłości naraz. Co więcej, ruch LGBT to przede wszystkim ruch homoseksualny, który posługuje się innymi kondycjami, żeby wzmocnić swoje szeregi i trwać przez idee pochodne. Realne życie aktywistów LGBT+ jest takie, że geje nie lubią się z lesbijkami, queer z transseksualistami, a osobom bi-, z natury rzeczy, jest wszystko jedno (btw. nie znam przypadku prześladowania kogokolwiek z powodu jego biseksualizmu, chyba że przez zazdrosnych partnerów). Dodatkowym elementem komplikującym obraz jest fakt, że idee LGBT są materią polityczną zawodowych heteroseksualnych polityków: bez obrony „uciśnionych” dzisiejsza liberalna lewica zwyczajnie by nie istniała. 

Piotr Popiołek pisze: Kibicuję osobom LGBT w przestrzeni publicznej, mając nadzieję, że nie będą musiały się bać, że przez głupi pocałunek na ławce w parku – albo trzymanie się za ręce na ulicy – ktoś nagle im przywali. Otóż właśnie: kluczem do ideologii LGBT jest fakt zgody lub niezgody na czyn homoseksualny. Ci, którzy szczycą się swoją przypadłością i praktykują współżycie homoseksualne to geje i lesbijki. Ci, którzy się nie godzą i nie praktykują (lub nie chcą tego robić, a upadają, co jest rzeczą każdego z nas, którzy grzeszymy, ale nie zmieniamy z tego powodu przekonań moralnych) to ludzie odczuwający pociąg do tej samej płci. Ci pierwsi stworzyli wokół swoich czynności ideologię, wystawiając się podczas parad na ryzyko przemocy. Ci drudzy – nie widzą powodu, aby podawać swoją skłonność do wiadomości publicznej i są wolni od takiego ryzyka. Co zatem lepsze? Jeśli ktoś jest ofiarą przemocy, jako obywatel ma prawo do obrony na zwykłych zasadach kodeksu karnego. Jeśli państwo wychowuje obywateli do zachowywania pokoju i niestosowania przemocy wobec osób seksualnie odmiennych, nie musi działać przez organizacje LGBT, które promują gejowski seks (a jego konsekwencją są zdrady, nerwice, choroby weneryczne, AIDS, prostytucja itp), lecz przez środki równie neutralne, co tabliczki na trawie „Szanuj zieleń”. 

W akcjach uwrażliwiających rodziców na problem z nastolatkami, rzeczywiście, psycholodzy, państwo i Kościół dali się wyprzedzić przez agresywną ideologię wyrastającą z rewolucji seksualnej lat 60. i hedonizmu epoki dobrobytu. Szkoda, że opinia publiczna tak mało wie na temat pochodzenia homoseksualizmu – a jest rzeczą dowiedzioną, że badania alternatywne w stosunku do „dogmatów” LGBT na temat jego natury i leczenia są przez propagatorów ideologii LGBT eliminowane z dyskusji. Alternatywne badania mówią np., że homoseksualizm może być skutkiem wyobcowania nastolatka z grona rówieśników tej samej płci i jest co najmniej częściowo odwracalny w drodze psychoterapii, walki duchowej lub praktyk religijnych. Gdyby rodzice, wychowawcy i społeczeństwo znało te hipotezy, mobbing w pracy i wyrzucanie z domu nie byłyby tak częste, a te typowe argumenty ideologii LGBT zostałyby poddane społecznej weryfikacji.   

Można zatem powiedzieć, że ideologia LGBT pogłębia społeczną segregację, na którą jako remedium proponuje się indoktrynację wszystkich społeczeństw. Nie tak dawne badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych, wskazujące na wzrost niechęci młodszego pokolenia wobec „osób LGBT” może być potwierdzeniem, że droga obrana przez polityczny ruch homoseksualny jest błędna także z perspektywy inżynierii społecznej. Ludzie bowiem – wychowani, czy to w chrześcijaństwie czy liberalizmie – nie chcą społecznego prześladowania homoseksualistów, co często prowadzi ich do zgody, by pod wpływem politycznej presji uprzywilejowywać prawnie osoby o skłonnościach homoseksualnych. Widać jednak, że przestają się godzić, by polityczny ruch homoseksualny kształtował cały system społeczny, ich styl życia, by zgoda na wszystkie postulaty LGBT była swoistą quasi-religijną lojalką. 

Niedługo przed swoją śmiercią św. Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość” przypomniał, że upadek ideologii i związanego z nią zła przychodzi niejako nieuchronnie, ponieważ zło sprzeciwia się dobrej naturze ludzkiej. Zło samo z siebie nie ma innej siły niż siła zniszczenia. Równocześnie współistnieje z dobrem. Papież zauważał, że jest tajemnicą, dlaczego na dobrych intencjach wyrasta zło. To pytanie jest także aktualne w dziejszym kontekście: dlaczego z intencji szanowania człowieka o nieuporządkowanej seksualności rodzi się żądza, by to nieuporządkowanie królowało – według terminu Tomasza Rowińskiego – nad społeczeństwem. Jednocześnie amerykańskie badania zdają się potwierdzać, że kiedy zło zaczyna dominować, ludzie reagują. Odzywa się w nich ich natura, która ma także charakter duchowy i moralny, a nie tylko materialny i biologiczny. 

Monika Grądzka-Holvoote

 

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów „Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj „Christianitas"

-----

 

Inne teksty:

bp Atanazy Schneider - Imprezy zwane „gay pride” – prawdziwa odpowiedź katolicka

Tomasz Rowiński - Społeczne królowanie ideologów LGBT

Tomasz Rowiński - LGBT nie istnieje

Piotr Chrzanowski - Chrześcijańska miłość wobec homoseksualistów, to nie akceptacja ideologii LGBT

Dominika Krupińska - Biskup Amsterdamu odważył się narazić homolobby

Paweł Grad - Katolik wobec "Karty LGBT+"

Tomasz Rowiński - Ruch homoseksualny jako trampolina polityczna

Paweł Grad - Prawo i przemoc

Michael Voris - Homoseksualizm nie jest prawdą

Paweł Grad - Przemoc walki z "homofobią"

Bogna Białecka - Dezorientacja seksualna

Philippe Arino - Słownik kodów homoseksualnych

Philippe Arino - Przeżywany w wierze, homoseksualizm kryje w sobie własną siłę i własną śmierć

Tomasz Rowiński - O jaki pokój tu chodzi?

Paweł Milcarek - Kampania półprawdy

Piotr Kaznowski - Kto się nie zgorszy

Tomasz Dekert - Szacunek dla wszystkich

Sławek Matacz - Nawet prorok i kapłan błąkając się po kraju nic nie rozumieją

Paweł Milcarek - Fałszywy "znak pokoju"

Paweł Grad - Znak podziału

Paweł Milcarek - "Lobby gejowskie"?

Tomasz Rowiński - Homoseksualizm nie istnieje

Tomasz Rowiński - Naturalizacja homonormatywności

Monika Grądzka-Holvoote - O interesach liberałów i homoideologii

Emilia Żochowska - Notatki z państwa wyznaniowego. Małżeństwa homoseksualistów


Monika Grądzka-Holvoote

(1970), romanistka, tłumaczka. Członek redakcji "Christianitas". Mieszka we Francji.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij