Duchowość
2020.08.18 16:00

Homilia na Wniebowzięcie (RP 2020)

+

Wniebowzięcie

Homilia Przewielebnego Ojca Jeana Pateau

Opata Opactwa Matki Bożej w Fontgombault

(Fontgombault, 15 sierpnia 2020 r.)

 

 

Drodzy Bracia i Siostry,

Moi najdrożsi Synowie,

 

Wśród najgorętszych żarów lata, gdy liturgia roztacza przed nami splendory największych uroczystości, lekcja z Księgi Judyty przypomina o jednej z najciemniejszych kart w historii narodu wybranego.

Władca babiloński Nabuchodonozor wysłał swoją armię na podbój ziem na zachód od Asyrii. Po kolejnych zwycięstwach armia ta dotarła do granic Izraela i obległa miasto o nazwie Betulia. Wielu mieszkańców straciło jakąkolwiek nadzieję.

Ale oto powstaje pobożna wdowa Judyta. Po modlitwie udaje się do wrogiego obozu. Jej mądrość zachwyca wodza nieprzyjacielskich wojsk Holofernesa i wszystkich jego oficerów. Kilka dni później Judyta, wykorzystując pijaństwo Holofernesa, zabija go. Lud wiwatuje z radości, miasto jest ocalone, wroga armia ucieka w popłochu.

Czemuż mamy wspominać pochwały Judyty w ten poranek Wniebowzięcia? Co łączy pokorną Dziewicę z Nazaretu z oswobodzicielką Betulii?

Powrót zwycięskiej wdowy do swojego miasta tylko w bardzo odległy sposób może być zapowiedzią wejścia Maryi do niebiańskiej chwały. A zatem, jak się wydaje, gdzie indziej należy szukać powodu połączenia tych dwóch postaci.

Dziewica z Nazaretu, tak jak Judyta, znajduje się w centrum walki, w centrum najzacieklejszej z walk. Człowiek – podobnie jak miasto Betulia – od początku swych dziejów jest oblegany, grozi mu niewola grzechu, może stać się więźniem rozlicznych uzależnień.

W wyznaczonym czasie z morza ludzkości powstaje Maryja, dzięki wyjątkowemu przywilejowi – jedyna, której obca jest piekielna genealogia zła nieubłaganie wyciskająca swoje piętno na każdym człowieku przychodzącym na ten świat. Dziewica Maryja zwycięża szatana dlatego właśnie, że w sposób wolny zgadza się na doskonałe wypełnienie tego, czego Bóg chciał dla niej, i czego pragnie dla każdego z nas.

Na początku Bóg wyrzekł słowo: „Niech się stanie światłość”. I światłość rozbłysła i cały czas świeci w Bożych stworzeniach, w tym słońcu, które daje nam światło. Jednak u kresu dzieła stworzenia Bóg wypowiedział inne słowa: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz i na podobieństwo nasze”. Są to słowa zaskakujące, które zdają się wskazywać, że sama światłość z pierwszego dnia już nie jest wystarczy. Człowiek jest powołany do życia w innym świetle, żywszym i mocniejszym, a światłem tym jest sam Bóg. Między każdym człowiekiem a Bogiem winna istnieć nie tylko więź łącząca stworzenie ze swoim Stwórcę, ale także więź głębsza, którą wyraził słowami św. Paweł w Liście do Galatów: „I żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (2,20).

Choć ta perspektywa życia Boga w nas jest bardzo pociągająca, nie zdołała ona jednak usunąć sprzed ludzkich oczu pokusy samodzielnego budowania życia w oddaleniu od Boga. Człowiek uległ tej pokusie już na początku.

Dziś również dla wielu nam współczesnych, a nawet niekiedy dla nas samych, życie z dala od Boga, uwalnianie się od Jego przykazań stają się marszem zmierzającym do zdobycia bardziej aktualnej i zupełnej wolności, dziełem przyczyniającym się do postępu rodzaju ludzkiego… Ale, czy aby na pewno?

Samodzielnie wybrane życie z dala od Boga to odrzucenie światła Chrystusa, który powinien odradzać człowieka na obraz Boga. To także odrzucenie pełnego życia w tym świetle, o którym mówią pierwsze słowa dzieła stworzenia. Wolność polegająca na przyjęciu dzieła Bożego jako daru, na włączeniu się w piękną harmonię planu Bożego, na zgodzie na bycie mężczyzną albo kobietą, na rozwój swojej ludzkiej natury w relacjach z innymi stworzeniami, a zwłaszcza z ludźmi, ustępuje miejsca swej karykaturze – wolności bezwstydnej, zbuntowanej, przygniecionej samą sobą, skutej w kajdany gorączkowego pragnienia osiągnięcia tego, co nigdy przedtem nie zostało osiągnięte, i przeżycia tego, co dotąd jeszcze nie zostało przeżyte.

Stan naszej ziemi, stan ludzi, stan społeczeństw już dziś świadczą o konsekwencjach odrzucenia pięknego uporządkowania świata, a także daru uczestniczenia w poznaniu i miłości Boga. Oto chaos w świecie natury, chaos w rodzinach, chaos w społeczeństwie, chaos w sercu człowieka!

Człowiek, sprawca tego „postępu”, ogłasza się panem wszystkiego. Zostały przekroczone wszelkie granice, nawet granice absurdu. Już dawno machina legislacyjna weszła na kurs nieubłaganie wiodący do zguby. Tak łatwo jest uchwalać ustawy, które sprzeciwiają się zdrowemu rozsądkowi. Czy równie łatwo uda się podporządkować naszej nierozumności całą naturę i te stworzenia, które są tej nierozumności szczególnymi ofiarami? „Jakość cywilizacji mierzy się szacunkiem, jakim otacza ona najsłabszych członków ludzkiej społeczności” mawiał profesor Jérôme Lejeune. Dziś mamy wszelkie powody, aby się niepokoić.

Wizja, którą ukazuje nam liturgia dzisiejszego poranka, jest zupełnie inna. Maryja wchodzi do nieba. Radują się zastępy aniołów. Ta, która obleczona jest w płaszcz ze słońca, a księżyc ma pod stopami, cała promieniuje przenikającym ją na wskroś Boskim światłem. Oblubienica przybywa strojna dla swego Oblubieńca. Bóg wybrał Maryję, a Maryja wybrała Boga.

Ta wizja chwały kieruje nasze spojrzenie na ukryte przed oczami świata spotkanie w Nazarecie. Tam Maryja przyjmuje bez zastrzeżeń wolę Boga dotyczącą jej życia: „Oto ja służebnica Pańska”. Na zawsze uchroniona przed niewolą NIE, każdego dnia żyć będzie pełnią swojego TAK dla Boga.

Czyż nasza Mamusia z Nieba może mieć większe pragnienie niż widzieć swoje dzieci idące w ślad za Nią?! Trahe nos, Virgo Immaculata! „Pociągnij nas, Dziewico Niepokalana!” Prowadź nas za rękę w drodze do Nieba; nas, którzy chcemy być przy Tobie i tak jak Ty być sługami i służebnicami Pana. Za Twoim przewodem, Dziewico kontemplująca w chwale i ukoronowana, pragniemy wejść do Nieba i tam otrzymać wieniec chwały wybranych. Ta właśnie perspektywa odsłania prawdziwy sens dzisiejszego święta: jest to święto Maryi, święto Nieba, święto Kościoła i święto naszych dusz.

Maryja świadczy o pięknej wolności dzieci Bożych. Ziemia nie zdołała zatrzymać w sobie ani duszy, ani ciała Tej, która już za ziemskiego życia cała była w Bogu.

Henri Bergson zachęca nas do rachunku sumienia, pisząc: „Człowiek powinien z taką gorliwością przyłożyć się do uproszczenia swego życia, z jaką przykłada się do jego skomplikowania”. Jeśli nasze życie jest tak pokomplikowane, to znaczy że złu udało się do niego zakraść. Maryja z prostotą żyje obecną chwilą, dając Bogu możliwość wypełnienia w niej Jego dzieła i współpracując z Nim w tym dziele. Droga świętych jest prostsza niż droga występnych.

Niech światło Wniebowziętej oświeca drogi każdego ludzkiego życia. Niech rozbudzi w naszych sercach żarliwe pragnienie podążania bez wytchnienia drogą TAK, tą drogą, która wiedzie prosto do Nieba, abyśmy uwolnieni od wszelkich przeszkód mogli tam wszyscy uczestniczyć w chwale i radości wybranych.

Amen. Alleluja!

Dom Jean Pateau OSB

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.


Dom Jean Pateau OSB

(1969), mnich benedyktyński, opat Opactwa Najświętszej Maryi Panny w Fontgombault.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij