Felietony
2017.11.17 12:41

Zostawcie Pałac!

Spróbuję odnieść się do głośnej ostatnimi czasy idei zburzenia Pałacu Kultury. Nie będę rozpatrywać tego zamierzenia od strony czysto praktycznej, lecz raczej w wymiarze symbolicznym.

 

To prawda, że Pałac Kultury miał w swoim założeniu stanowić milczące przypomnienie grozy i wszechmocy naszego „sojusznika”. Zwłaszcza we wczesnych latach PRL-u, w nie do końca odbudowanej Warszawie, gmach ten złowrogo widoczny był z każdego miejsca w Warszawie, górował nad nią niczym wieża Saurona, przypominał, że wielki brat czuwa i nic się przed nim nie ukryje.

 

Dodatkowo byli i tacy, którzy twierdzili, że Pałac to wizualizacja, ucieleśnienie tego gwałtu, który zadał nam ZSRR. Nie na darmo w książkach Tadeusza Konwickiego znajdują się rozliczne aluzje falliczne odnośnie kształtu budowli; aluzje przecież nie wprost, ale sugerujące analogię stosunku Polski do ZSRR, do relacji pomiędzy ofiarą gwałtu a jego sprawcą. ZSRR nie tylko zgwałcił Polskę, ale jeszcze w sercu jej stolicy „wypalił” swój znak. Postawił pomnik ku czci Stalina, kwintesencję monumentalistycznego stylu socrealistycznego, budowlę, która miała służyć do wszystkiego, a tymczasem, jak to zwykle bywa, nie nadaje się do niczego. Polska, w ramach tej przemocowej relacji, musiała być oczywiście dozgonnie wdzięczna za ten dar. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi, zwłaszcza pamiętających tamte czasy, może mieć do Pałacu emocjonalny stosunek, jako do znaku naszej hańby.

 

A jednak ja jestem za pozostawieniem go teraz, jako pomnika PRL-u. Po pierwsze PKiN wrósł tak w polską kulturę i sztukę, że jego wyburzenie wyrwałoby z korzeniami sens wielu niezapomnianych dzieł doby PRLu. Pałac to pomnik niewoli, uwieczniony w niezliczonej masie filmów, wytworów popkultury, a także w literaturze. Niemal cała proza Konwickiego przeniknięta jest obsesją na temat PKiNu, proszę sobie przypomnieć chociażby Wniebowstąpienie. Powieść pełną karykatur chrześcijańskiej symboliki, opowieść o zeświecczonym, skarlałym, sięgnięciu przez człowieka po zbawienie (dość dosłownie potraktowanym), symbolicznie osiągniętym przez wdrapanie się na trzydzieste piętro Pałacu Kultury. Również w Małej Apokalipsie główny bohater ma dokonać samospalenia – właśnie pod Pałacem – w proteście przeciw niewoli komunistycznej. Wreszcie książka Czytadło jest zapisem zdarzeń dokonujących się podczas przyspieszenia historii, które miało miejsce w pamiętnym roku 1989. Wtedy to Pałac Kultury, świątynia i pomnik dawnego reżimu, stał się świadkiem wykwitu największego bazaru w środkowej Europie, budzenia się i odradzania młodego kapitalizmu, z jego logiką wolnego rynku. A bazar ten powstaje właśnie u stóp tej milczącej, jakby z zakłopotaniem, budowli. To, co się dzieje u jej stóp jest natomiast żywą kpiną z marsowej powagi i napuszenia odchodzącego w niebyt stylu „wiecznej władzy ludowej”. Dość wspomnieć tu jeszcze dzieła Tyrmanda, Białoszewskiego, czy wielu innych.

 

Wśród argumentów za wyburzeniem Pałacu pada również i taki, że skoro jest on symbolem wiecznego panowania ZSRR nad Polską, a my nie jesteśmy w stanie go zburzyć, to znaczy, że jesteśmy wewnętrznie zniewoleni i skolonizowani. Ale czy nie jest wręcz przeciwnie? To chęć wyburzenia można rozpatrywać właśnie jako strach przed tym, że jesteśmy nadal zniewoleni. Stąd odruch, by wymazać materialne ślady dawnej niewoli, by się ostatecznie z niej wyzwolić. Czy tak czyni ktoś wewnętrznie wolny?

 

Tymczasem także te relikty przeszłości są potrzebne, i to nie tylko ze względów sentymentalnych. Już w tej chwili, gdy patrzy się na zabytki socrealizmu, jak PKiN właśnie, czy MDM, wierzyć się nie chce, że kiedyś coś takiego traktowano jak najbardziej serio. Nas to już przecież śmieszy. A co miałyby powiedzieć przyszłe pokolenia, które już by tych zabytków nie ujrzały? Jak one mogłyby uwierzyć w tę grozę, w jej realność?

 

Ponadto widok Pałacu niemal napawa uczuciem melancholii, jak to przemija postać świata. W przeciągu życia jednego pokolenia coś, co wydawało się absolutnie nie do pokonania, ta mająca trwać po wieczne czasy niewola duchowa, całe to imperium, rozpadło się w proch i pył, zostały po nim bajkowe w swojej pompatyczności i grozie budowle, ślad i zapis pewnego stanu ducha, oddziaływania na duszę ludzką imperium zła. To prawda, że pewne elementy starej ideologii przeformatowały się i zamieszkały z nami, zapisując się w naszej mentalności być może jeszcze trwalej i jeszcze głębiej, niż moglibyśmy przypuszczać. A jednak warto mieć przed oczami, niczym memento, ślad tego, czego świadkami byliśmy. Pomnik przewrotności ludzkiej natury i kultury. Pomnik nietrwałości ziemskich imperiów. Pomnik-paradoks.

 

Antonina Karpowicz-Zbińkowska


Antonina Karpowicz-Zbińkowska

(1975), doktor nauk teologicznych, muzykolog, redaktor „Christianitas”. Publikowała w „Studia Theologica Varsaviensia”, "Christianitas", na portalu "Teologii Politycznej" oraz we "Frondzie LUX". Autorka książek "Teologia muzyki w dialogach filozoficznych św. Augustyna" (Kraków, 2013) i "Zwierciadło muzyki" (Tyniec/Biblioteka Christianitas, 2016). Mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij