Polemiki
2020.01.24 12:02

Uwagi o architekturze kościołów

Jakiś czas temu pisałem dla Christianitas recenzję z książki Jakuba Turbasy pt. Ukryte piękno. Podzielając zachwyt autora nad czeskim opactwem trapistów Nový Dvůr, zawarłem tam m.in. taką opinię. Kluczowe jest zachowanie tradycyjnego podziału przestrzeni w kościele. W najbardziej na wschód wysuniętej części budynku mamy wyraźnie zaznaczoną, poprzez istotne podwyższenie, część sanktuaryjną z tabernaklulum przy ścianie w osi głównej kościoła; z wolnostojącym, kamiennym ołtarzem, na którego środku stoi piękny krucyfiks; z figurą Madonny z Dzieciątkiem umieszczoną na kolumnie ponad tabernakulum. Poniewaz ryt rzymski ma dwie formy, a w jednej z nich obowiązuje celebracja ad orientem, tylko taka aranżacja sakralnej przestrzeni pozwala temu obrzędowi bez przeszkód uzyskać swoją pełnię i pozostać zakorzenionym w Tradycji. 

Trochę na marginesie głównego wywodu pozwolę sobie tutaj na małą dygresję. Kardynał Kakowski podczas prowadzonych w latach II Rzeczypospolitej debat nad projektem Świątyni Opatrzności Bożej, nie bez racji zauważył, że katolicy głęboko wierzący, wszedłszy do kościoła, jeszcze nieznanego sobie, kierują się jednak w stronę, gdzie przechowuje się Najświętszy Sakrament, i nie mylą się, gdyż wewnętrzna struktura kościołów katolickich jest taka, że układem linii i form wskazuje na to miejsce, gdzie tabernakulum być powinno. Niestety dziś ten układ linii i form nazbyt często jest lekceważony tak przez duchownych - inwestorów jak i przez architektów.

Od kilku dni dość głośna stała się wśród polskich katolików sprawa projektu nowego wystroju wnętrza parafialnego kościoła pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach, zaproponowana przez prowadzących tę parafię ojców dominikanów. Rzecz stała się nie tylko głośna ale nawet bulwersująca, szczególnie że radykalnie minimalistyczny projekt odarty niemal całkowicie z jakiegokolwiek dodatku barwy,  zastąpił wariant wcześniejszy, na tle obecnego w kolorystyce niemal rozbuchanej, ale w gruncie rzeczy nieco przywiędłej. Dla mnie nowe rozwiązanie jest zdyskwalifikowane nie tyle dla swojej ascetyczności, co z powodu odrzucenia wyżej opisanego układu przestrzeni sakralnej. Gdyby jednak wprowadzić do niego centralne usytuowanie tabernakulum, dodać do tego krucyfiks ze ściany ołtarzowej z projektu wcześniejszego oraz umieścić gdzieś na pograniczu prezbiterium i nawy obraz/figurę Matki Boskiej, mielibyśmy w miarę udane dzieło architektury. A nawet całkiem udane, gdyby był to kościół wyłącznie zakonny. Ale surowość i ascetyzm, które pasują do zakonów, a szczególnie - tak jak we wspomnianym wyżej Novym Dvorze - do mnichów, niekoniecznie muszą być najszczęśliwszym rozwiązaniem w świątyni parafialnej. Dlatego dodałbym do projektu wystroju sensownie zaprojektowane stacje drogi krzyżowej i pomyślał o delikatnych witrażach przynajmniej w niektórych oknach.

W ciekawy sposób katowicki spór opisała na swoim blogu Ewa Chudyba. Mimo wszystko o ile skłonny jestem zgodzić się z jej tezą,  że rozwiązaniem dla architektury kościelnej nie jest ani historyzm obleczony w szaty obrony wiary (czyli tradycjonalizm, którego najdramatyczniejszym przykładem jest Licheń), ani silenie się na nowoczesność to nie zgadzam się z wnioskiem, że istnieje trzecia droga, ta która wskazał śp. Stanisław Niemczyk. Nie zgadzam się przede wszystkim dlatego, że nie wszystkie jego realizacje są tak udane jak przywołana przez Chudybę kaplica pw. Matki Boskiej Różańcowej u dominikanów na warszawskim Służewie. Wspomnę np. opisany przez Turbasę kościól pw.  Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach Dziedzicach. Co prawda nie widziałem go w naturze, ale po obejrzeniu setek zdjęć muszę powiedzieć, że w swej estetyce nie jest on wcale bardzo odmienny w swej istocie od tak bardzo dramatycznego Lichenia. A mimo to, ten kościół Niemczyka niewiele ma wspólnego z tradycjonalizmem, bo Mszy wg dawniejszego zwyczaju na ołtarzu głównym, jak się wydaje, nie da się w nim odprawić.

Muszę też powiedzieć, że Chudyba dość mocno ułatwia sobie krytykę modernizmu. A właściwie ułatwił jej tą krytykę o. Piotr Oleś OP, twierdząc, że mało gdzie można [sacrum] doświadczyć równie silnie co w kościele św. Józefa w Zabrzu, wybudowanym w 1931 roku wg projektu Dominikusa Böhma. Cóż! Pewne podobieństwo z wybudowanym kilka lat później w faszystowskim Rzymie tzw. Kwadratowym Koloseum nie ułatwia obrony tego dzieła. Są jednak modernistyczne kościoły, których tak łatwo zbyć się nie da. Wymieniłbym tutaj dwa obiekty. Kościół i Klasztor benedyktynów w Vaals, w Niderlandach, zbudowany po II wojnie światowej wg projektu o. Hansa van der Laana OSB i kościół z lat 50. pod wezwaniem NMP Królowej w Saarbrücken, autorstwa Rudolfa Schwarza. Paweł Milcarek, redaktor naczelny Christianitas zauważył kiedyś w prywatnej rozmowie w gronie redakcji, że dobrze zrealizowany modernizm w architekturze ma coś z romanizmu. Widać to po opactwie w Vaals.

Czy na Tamce.

Kościół z Saarbrücken pokazuje, że potrafi czerpać także z gotyku.

Jest oczywiście prawdą, że Bóg przekracza style w architekturze. Zresztą ostatecznie w liturgii, której elementem jest też przestrzeń celebracji, nie chodzi o to, żeby wierni, czy tym bardziej Bóg, czuli się w niej dobrze. Liturgia to rozumna służba Boża, która ma nas prowadzić do zbawienia. Tej rozumności powinna służyć też architektura, która jednak formy może przybierać różne.

Nie zmienia to jednak faktu, że z gustami wiernych też jakoś trzeba się liczyć. Podobno jak na razie ani katowiccy dominikanie (klerykalizm?), ani architekci nie chcą słuchać krytyki ascetycznego projektu szermując nawet zarzutami o prywatyzowaniu Kościoła. Przestrzegałabym przed taką postawą. Realizacja projektu skończyć się może ucieczką wiernych, albo do innych parafii w sąsiedztwie, albo nawet zupełnym porzuceniem Kościoła. Jak w ławach się przerzedzi wtedy kolejny proboszcz czy przeor rzuci sie rozpaczliwie do ocieplania wnętrza. Oczywiście bez pomyślunku i bez planu, a architekci będą mogli tylko poużalać się na utrata integralności ich wspaniałego dokonania. Albo pójdą do sądu w obronie swoich praw autorskich. O! To byłoby ciekawe. Tylko jakie z tego dobro wyniknie?

Piotr Chrzanowski

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas"

-----


Piotr Chrzanowski

(1966), mąż, ojciec; z wykształcenia inżynier, mechanik i marynarz. Mieszka pod Bydgoszczą.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij