Felietony
2017.08.10 17:51

Uświęcenie szantażu emocjonalnego

Media liberalne lubią pleść narrację, w której ludzie Kościoła - szczególnie ci postrzegani jako “konserwatywni” - mieszają się różnego rodzaju aferami, szczególnie na tle seksualnym. Warto przypomnieć jak kilka lat temu belgijskie służby otwierały groby tamtejszych hierarchów w ramach śledztwa prowadzonego w związku z tego typu nadużyciami w Kościele. Nie za bardzo wiadomo było po co się to robi. Medialnie sprawa uderzyła w ówczesnego arcybiskupa Brukseli, “konserwatywnego” hierarchę Andre-Mutiena Leonarda. Równocześnie zamiatano pod dywan aferę pedofilska na dużą skalę, w którą byli zamieszani belgijscy urzędnicy państwowi czy nauczyciele. W ten sposób uciera się dość szeroko obecne społecznie przekonanie, że etyka katolicka prowadzi nieuchronnie do wynaturzeń, a w wersji łagodniejszej do hipokryzji. Co więcej piętnuje się ze szczególnym okrucieństwem ludzi za czyny, które poza sferą kościelną traktuje się jako nic nieznaczące. Te rozsiewane nieustannie ziarna post-prawdy warto wyłapywać i pokazywać ich manipulacyjne źródło. Tego typu strategie są stosowane także wewnątrz Kościoła, szczególnie przez tych, dla których np. zmiana zasad etyki katolickiej wydaje się sprawą życia i  śmierci. Przyjrzyjmy się jednemu przypadkowi.

 

Jakiś czas temu ujawniono wiarygodne informacje wedle, których jeden z księży “z Kongregacji Nauki Wiary” miał być inicjatorem i organizatorem homoseksualnych orgii w Watykanie. Sprawę powiązano z byłym już prefektem Kongregacji ds. Nauki Wiary Gerhardem Muellerem. Niechętni broniącemu tradycyjnej nauki o małżeństwie teologowi publicyści i dziennikarze niemal automatycznie przypisali związek ze sprawą. Ponieważ w mediach nikt dziś nie czyta tylko “taguje” informacje było to bardzo proste do zrobienia - #afera seksualna, #KNW, #kard. Mueller. Dodatkowo wiadomości o orgiach i narkotykach zbiegły się z dymisją, jaką otrzymał niemiecki kardynał, dymisją kończącą jego służbę na dotychczasowym stanowisku, właściwie najważniejszym w Kościele, zaraz po Papieżu - stanowisku obrońcy doktryny wiary. A jednak wątki tej afery prowadzą zainteresowanego czytelnika zupełnie gdzieś indziej niż chcieliby komentatorzy niechętni byłemu już prefektowi.   

 

Szybko jednak okazało się bowiem, że rzeczony ksiądz - jego nazwisko celowo przemilczę - tylko zamieszkiwał w budynku zajmowanym przez KNW i nie miał nic wspólnego z kard. Muellerem. Różnica to znacząca. Za to był w tym czasie sekretarzem kard. Francesca Coccopalmeria przewodniczącego Papieskiej Rady, ds. tekstów prawnych, bliskiego współpracownika Papieża Franciszka, który wynajmował pomieszczenie od KNW. Dla pełni obrazu trzeba dodać, że Coccopalmerio otrzymał kardynalski kapelusz jeszcze od Papieża Benedykta XVI, zatem nie jest on bezpośrednio człowiekiem argentyńskiego Papieża. Takie powiązanie bardzo pasowałoby znów tym, którzy kleją sobie narracje antybergogliańskie. Niewątpliwie również jednak kard. Coccopalmiero stał się w ciągu ponad już czterech lat trwającego pontyfikatu ważną postacią Watykanu Papieża Franciszka.

 

Pytanie o to czy kardynał Coccopalmerio mógł nie wiedzieć o tym, co dzieje się w jego najbliższym otoczeniu wydaje się zasadne, a odpowiedź także prawdopodobna. Raczej nie mógł. Jeszcze kilka dni wcześniej opowiadał o tym, że do godzin nocnych pracują ciężko razem z rzeczonym sekretarzem. Oznacza to, że w otoczeniu Papieża znajduje się kolejny duchowny ciągnący za sobą homoseksualny ślad. Innym jest abp Vincenzo Paglia przewodniczący Papieskiej Rady ds. rodziny (!) znany z lobbingu na rzecz politycznego ruchu homoseksualnego w Kościele (oraz dopuszczenia do Komunii Świętej rozwodników w ponownych związkach). Najbardziej spektakularnym śladem jego zaangażowania jest olbrzymi homoerotyczny mural w prezbiterium katedry diecezji Terni-Narni-Amelia autorstwa Ricardo Cinalliego kojarzonego ze środowiskami aktywistów ruchu oraz aktywność w czasach synodów poświęconych rodzinie.

 

Kardynał Coccopalmerio tymczasem to autor broszury, w której stara się on udowodnić, że jest wyrazem szczególnego miłosierdzia udzielać Komunii Świętej osobom żyjącym w grzechu, czyli rozwodnikom w ponownych związkach. Książeczka nosi tytuł “Radość miłości”, co jest faktycznym powtórzeniem tytułu budzącej kontrowersje papieskiej adhortacji “Amoris laetitia”. Jej kontrowersyjność polega przede wszystkim na niejasności zawartych w niej reguł w miejscu szczególnie wrażliwym doktrynalnie. Tymczasem kard. Coccopalmerio - w książce opublikowanej przez Tygodnik Powszechny - po prostu uznał, że ma moc rozstrzygnąć wszelkie wątpliwości przeciwko niezmiennej nauce Kościoła. Dodajmy, że nigdy przez całą historię Kościoła kwestia rozwodników w ponownych związkach nie była traktowana inaczej niż cudzołóstwo. W związku z tym, że sprawa dotyczy materii poważnej i grzechu ciężkiego dyscyplina tych okoliczności była jednoznaczna. Nie ma mowy o możliwości przystępowania takich osób do Komunii, także z tego względu, że niegodne komunikowanie pewniej jeszcze może ściągnąć na wierzącego potępienie.

 

Rzekomo najbardziej przekonujący w książce ma być przykład - kazus - na jaki powoduje się kardynał. Jest to argumentacja o tyle ciekawa, że Papież nie raz wypowiadał się w swoich homiliach przeciwko kazuistom, których utożsamiał z obrońcami nauczania zawartego choćby w adhortacji Familiaris consortio opublikowanej przez Jana Pawła II. A przecież historycznie “kazuistami” określono tych moralistów, którzy szukali sposobów na uniknięcie konsekwencji nauczania moralnego Kościoła, szydził z nich w Prowincjałkach Pascal. Co więcej - biorąc poprawkę na logikę przekazu medialnego - jeden błyskotliwy kazus miałby być skuteczną przyczyną rewizji całej doktryny. Chodziło o pokazanie, że ludzkie sytuacje są naprawdę trudne, bez wyjścia i nie można wtedy odmawiać pomocy w postaci dostępu do Eucharystii. Jednak ten jeden przypadek powodujący w konsekwencji rewizję doktryny oznaczałaby dopuszczenie do sakramentu wszystkich, którzy nie podlegają mocy żadnego szczególnego przypadku. Manipulacje te są jednak myślowym i praktycznym nadużyciem, ponieważ opierają postulat rewizji normy o hipotetyczne, abstrakcyjne i wysoce nieprawdopodobne sytuacje.

 

Powyższe rozważania też okazują się abstrakcyjne, ponieważ “przykład z życia” kardynała Coccopalmerio, który miałby kogoś przekonać budzi raczej zdegustowanie. Przytoczę dla skrótu streszczenie tego argumentu podane przez Artura Sporniaka w tekście komentarzu “Doktryna ruszyła”.

 

“Nieprzekonanym włoski hierarcha daje przykład konkretnej sytuacji. Kobieta wiąże się z mężczyzną porzuconym przez żonę z trójką dzieci, będącym na skraju załamania psychicznego. W ten sposób ratuje go od samobójstwa, a dzieciom stwarza dom. Po jakimś czasie pojawia się ich wspólne dziecko.

 

Celność tego przykładu polega na tym, że nawet jeśli kobieta gotowa byłaby na zaprzestanie współżycia, nie może tego wymagać od mężczyzny, choćby z uwagi na jego perturbacje psychiczne. Czy jest winna cudzołóstwa?”

 

Trzeba zapytać, co miałoby sprawiać, że cudzołóstwa nie ma? Polecam każdemu by zadał sobie pewne pytania pomocnicze. Jak jest w tym “przykładzie” przedstawiona kobieta, która poddaje się histerycznemu szantażowi erotomana? Jak przedstawiony jest mężczyzna, który musiałby w tej sytuacji powiedzieć kobiecie coś w rodzaju, „jeśli mi się nie oddasz rzucę się z okna”? Czy współżycie seksualne nie jest tu pokazane, jako jedyna nadzieja życia człowieka, a mężczyzna jako opętany wręcz przymusem współżycia do granicy sensu życia? Czy takie potraktowanie współżycia jest chrześcijańskie i czy ten przykład zniewolenia seksualnego może usprawiedliwić jakikolwiek grzech? Czy pozytywna waloryzacja - skoro miałoby nie być grzechu we współżyciu tej pary - postawy kobiety z kazusu nie jest jakąś apologią specyficznej “sakralnej prostytucji”, w której ratuje się drugiego człowieka od rozpaczy? Teraz może mogłoby się zrodzić jakieś szczególne powołanie w Kościele dla takich “pocieszycielek”? Mówiąc szczerze wygląda to na uświęcenie szantażu emocjonalnego oraz na traktowanie współżycia jako „sakramentu” zbawienia.

 

Przy tej logice trudno też wykluczyć konieczność ograniczonego homoseksualizmu. Życie jest naprawdę trudne tym bardziej wobec kompulsji homoerotycznej. Może sekretarz kard. Coccopalmiero był również na krawędzi załamania nerwowego i dlatego organizował orgie oraz trzymał u siebie narkotyki? Nie bądźmy takimi rygorystami.

 

Czy tak ma wyglądać miłosierdzie dla wszystkich?

 

Tomasz Rowiński 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; ostatnio wydał "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa". Mieszka w Piastowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij