Komentarze
2020.08.14 20:46

Urząd Rzecznika Praw Obywatelskich jako pokusa polityczna

Zgodnie z ustawą powinniśmy już 9 września mieć nowego Rzecznika Praw Obywatelskich, jednak jak wiadomo mieć go nie będziemy. Żeby tak się mogło stać nowy rzecznik powinien być wybrany przed sejmowymi wakacjami, które trwają cały sierpień. Jednocześnie ustawa mówi, że rzecznik, którego kadencja mija pozostaje na stanowisku tak długo, jak długo parlament nie wybierze nowej osoby. Potrzebne jest też w tej sprawie poparcie Sejmu oraz Senatu. Tymczasem, choć terminy ustawowe mijają nawet nie słychać by Prawo i Sprawiedliwość przygotowywało jakiegoś swojego kandydata. Owszem są jakieś szepty za kulisami, że ten i ów z działaczy PiS by chciał zająć to stanowisko, ale ostatecznie może to być tylko chciejstwo, którego nie warto tu przywoływać. Dziś liczą się bowiem kandydaci zgłoszeni, a jedynym takim kandydatem jest Zuzanna Rudzińska-Bluszcz wystawiona przez Koalicję Obywatelską i Lewicę. Wyznaczony ustawą termin zgłoszeń minął 10 sierpnia. Kim jest Rudzińska-Bluszcz jako kandydatka dowiadujemy się wystarczająco wiele z notek, które na jej temat udostępniają media informacyjne. Od 2015 roku pracuje w biurze RPO jako główna koordynatorka sądowych postępowań strategicznych, w swojej dotychczasowej karierze była także sędzią Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury oraz członkiem Zespołu ds. Kobiet przy Naczelnej Radzie Adwokackiej. Poparło ją ponad 350 organizacji pozarządowych - wobec kilkudziesięciu tysięcy istniejących - takich jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacji WWF Polska, Greenpeace Polska, Kampania Przeciw Homofobii, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny czy warszawski Klub Inteligencji Katolickiej. To same liberalno-lewicowe organizacje, choć kandydatka próbowała w jednym z wywiadów określać KIK mianem prawicy. Warszawski KIK jest jednak znany w ostatnich czasach najbardziej z tego, że stał się gorliwym i bezkrytycznym, wewnątrzkościelnym sojusznikiem politycznego ruchu homoseksualnego.

Mówiąc zwięźle Rudzińska-Bluszcz jest dziedziczką Adama Bodnara i gdyby została wybrana stanie się kontynuatorką jego polityki. Można się zatem spodziewać, że nie będzie ona rzeczniczką wszystkich obywateli, tak jak nie był nim Adam Bodnar, wybierający sobie grupy szczególnego zainteresowania i wsparcia. W obszernym wywiadzie dla Onetu Rudzińska-Bluszcz nie wspomniała ani słowa o prawie rodziców do wychowania dzieci, ani słowa o ochronie życia na każdym etapie życia (wręcz przeciwnie), ani słowa o ochronie przed publiczną demoralizacją, ani słowa o coraz częstszych atakach na religię i ludzi wierzących, ani słowa o tłumieniu i wyciszaniu w mediach krytyki poglądów lewicowych. A to są problemy z jakimi mierzy się coraz większa liczba Polaków. Można się zatem spodziewać, że prawa człowieka i prawa obywatelskie w ręku Rudzińskiej-Bluszcz staną się narzędziem wykluczenia wielu z nas. Inaczej mówiąc, nie będziemy mogli liczyć na RPO gdy zechcemy sprzeciwić się liberalno-lewicowej ekspansji w obszarze ładu publicznego. Taką możliwą dynamikę zaangażowania po ewentualnym wyborze potwierdziła odmowa kandydatki by dyskutować o konwencji stambulskiej w perspektywy polskiej konstytucji, a pole do dyskusji jest tu szerokie, czy jasna deklaracja poparcia instytucjonalizacji związków homoseksualnych. Trzeba dziś zapytać czy państwo polskie zamierza w dalszym ciągu godzić się na dyskryminację swoich obywateli o innych poglądach niż lewicowo liberalne, którą od pięciu lat praktykuje RPO? Nie neguję aktywności RPO w obszarach, które nie budzą większych kontrowersji i które można śmiało określić jako pożyteczne. Chodzi jednak o te obszary najbardziej wrażliwe, gdzie ideologiczna stronniczość Bodnara bije po oczach .

Najwyraźniej swoją perspektywę polityczną Rudzińska-Bluszcz odsłoniła tam, gdzie postanowiła najmocniej zamanifestować swój symetryzm. “Tak jak nie mogę znieść języka pogardy wobec osób LGBT, tak samo irytuje mnie wyśmiewanie się z beneficjentów 500 plus” - głosił lead ze wspomnianego wywiadu na Onecie. To  propozycja ciekawego symetryzmu na poziomie nowej ugody społecznej, propozycja połączenia liberalizmu obyczajowego i solidaryzmu bytowego. Można ten głos potraktować jako porozumiewawcze oko puszczone w stronę Prawa i Sprawiedliwości. To jednak raczej pozór, bowiem taka propozycja to próba podsunięcia Jarosławowi Kaczyńskiemu jako kompromisu politycznego tego, co znajdziemy np. w programie partii Razem. Nawet jeśli bez jego radykalizmu i konkretnych szczegółów. Wizja polityczna proponowana przez Rzudzińską-Bluszcz zatem to sprytna próba kiwnięcia Kaczyńskiego lub - patrząc z innej strony - danie mu szansy. Szansy na zrobienie kroku w stronę wyjścia z dotychczasowego układu z własnym elektoratem, a przybliżenia się do nowej zgody między “socjalistami”. Symetryzm Rudzińskiej-Bluszcz jest jawnym symetryzmem przeciw katolikom i przeciw burżuazji III RP. W gruncie rzeczy to stara propozycja z łamów “Krytyki Politycznej” [zob. rozmowę w tym kontekście sprzed lat z udziałem Kingi Dunin jako przedstawicielki tego środowiska], która przeszła do polityki nowolewicowej. 

Kaja Godek napisała na swoim profilu facebookowym, że PiS “oddaje kolejne ważne stanowisko w ręce skrajnej lewicy”. Tego jeszcze nie wiemy, ale sytuacja rzeczywiście jest z jednej strony ciekawa, a z drugiej niepokojąca. Dla uzyskania szerszej perspektywy warto przypomnieć list Jarosława Kaczyńskiego do Piotra Ikonowicza z 14 października 2016 r. w którym prezes PiS pisał. “Pan Adam Bodnar jako Rzecznik Praw Obywatelskich podejmuje wiele działań wypełniających misję Jego urzędu, ale angażuje się także w sprawy wykraczające poza nią, wykazując przy tym zupełny brak bezstronności. Zauważamy to, jednocześnie musimy przykładać wagę do przestrzegania zasad odnoszących się do kadencyjności, a więc stabilności personalnej funkcji ważnych dla przestrzegania praw obywatelskich w naszym kraju. Dlatego nie zamierzamy podejmować dziś działań zmierzających do skrócenia kadencji Pana Ministra Bodnara”. W alternatywnym świecie list taki można by traktować jako deklarację jasną i prostą jednak w sytuacji nieustannego rewolucjonizowania instytucji państwa przez obóz Zjednoczonej Prawicy każde twierdzenie tego cytatu budzi podejrzenia. Można się zatem spodziewać choćby, że PJK ogłosi, że oddaje ten urząd obywatelom. Spróbujmy przeanalizować, co Jarosław Kaczyński może rzeczywiście zrobić z sytuacja końca kadencji Adama Bodnara jako RPO. 

Po pierwsze PJK może być całkiem na rękę dalsze trwanie Bodnara lub jakiegoś jego dziedzica czy też dziedziczki. Dlaczego? By podnosić temperaturę emocji swojemu elektoratowi i elektoratowi potencjalnemu. Poglądy i działania Adama Bodnara są dość bezpośrednim obrazem - nawet jeśli podkoloryzowanym - tego jak wyglądałaby polska rzeczywistość pod rządami liberałów i lewicy. Gdy ma się, jak PJK pod ręką takiego rzecznika, który na polską konstytucję i prawa obywateli patrzy przez okulary interesu tylko niektórych grup i wspierających ich w międzynarodowych instytucjach ekspertów, dość łatwo można na tym zyskać w nastrojach społecznych i wyborach dodatkowe punkty procentowe. Takie podejście do kwestii obsady tego urzędu to rzecz jasna wystawianie dobra wspólnego na ryzyko. Jednak PJK może uznać, że to ryzyko jest stosunkowo niewielkie. Związany z opozycją RPO, z którym obywatele muszą się procesować o swoje konstytucyjne prawa - jak w  przypadku drukarza z Łodzi czy samorządowych kart rodziny - jest układem potencjalnie pragmatycznie korzystnym dla PiS. Oczywiście przy założeniu, że akceptuje się instrumentalne prowadzenie polityki. RPO był przez ostatnie pięć lat ważnym głosem kojarzonym z opozycją i to głosem skrajnym, a zatem Zuzanna Rudzińska-Bluszcz jako RPO może się wydawać przydatna PJK w podobny sposób. Dla większego spokoju można zawsze obniżyć RPO budżet, tyle że osłabianie w ten sposób samej instytucji państwa to byłby kolejny zły ruch. Ostatecznie taka gra może okazać się kosztowna.

Rudzińska-Bluszcz konsekwentnie buduje swoją narrację symetryzmu - jednak nie, nazwijmy to, obywatelskiego, ponieważ tu obszary wykluczenia już zostały określone, ale politycznego. Mówi, że rozmawia z politykami, podkreśla, że rozmawia “rozmawia z PiS” i liczy na poparcie tej partii jako kandydatka społeczna. “Czuję się jak na polu bitwy. Ja ciągnę ten wózek z osobami, które są najsłabsze w Polsce, które stykają się z aparatem państwa i wychodzą z tego spotkania pokiereszowane, a nade mną świszczą kule z obu stron sceny politycznej. Moim celem jest bezpiecznie dowieźć ten wózek z tymi osobami. Tym się zajmowałam przez ostatnie pięć lat. Mnie interesuje człowiek i osoba najsłabsza” - mówi w kolejnej wypowiedzi dla Onetu. Nie wspomina ona jednak o tym, że nie wszyscy się na ten wózek załapują. 

Warto zwrócić uwagę na jeszcze element trwającej gry. Wczoraj (13 sierpnia) Adam Bodnar wygłosił w Senacie informację o swojej działalności. Została ona jednoznacznie oceniona przez senatorów Prawa i Sprawiedliwości a sam Bodanar był fetowany przez przez senatorów opozycji. Bez wnikania z merytorykę tego wystąpienia ustawił się w pozycji jednoznacznej politycznie zostawiając Rudzińskiej-Bluszcz obszar na jej fałszywy symetryzm. Media prawie nie podnoszą tej prostej informacji że Rudzińska-Bluszcz jest ważną postacią w biurze odchodzącego RPO i reprezentuje tę samą linię polityczną. Ja wskazałem jej pozorny symetrzym jest narracją faktycznie całkowicie jednoznaczną politycznie. 

Jest też możliwy inny scenariusz, w którym PJK będzie trzymał Adama Bodnara w osłabiającym jego pozycję zawieszeniu pomiędzy końcem kadencji a rzeczywistym odejściem. To tylko inny, może nawet lepszy, sposób bym “mieć” bezsilną instytucjonalną opozycję, w dodatku raz po raz przegrywają w sądach z Ordo Iuris w sprawach wrażliwych. Adam Bodnar urzędujący po końcu kadencji zawsze będzie łatwiejszy do usunięcia ze stanowiska i rozegrania w sytuacji potrzeby politycznej, niż osoba na kadencji. Co więcej porażki RPO w różnych sprawach procesowych zapewniają już dziś elektoratowi PiS emocjonalną rekompensatę i poczucie uczestniczenia w zwycięstwach nad lewicą, a samej partii Kaczyńskiego nie zwiększają zasadniczo kosztów rządzenia. Nawet jeśli nieco go zwiększają to bilans całej gry może być dodatki. Radykalny RPO spierający się z katolickimi organizacjami pozarządowymi, a więc dla wielu niewiarygodny, to rzeczywistość, którą może być żal PJK stracić. Co mógłby zrobić w zamian? Awansować jakiegoś dorobkiewicza i ambicjonera z szeregów Zjednoczonej Prawicy, który nic nie będzie robił na swoim stanowisku. Albo katolika głoszącego rzeczy zgodne z zasadami praworządności w Polsce, ale powodującego dodatkowe - niekontrolowane - perturbacje i napięcie polityczne w relacjach z lewicą i liberałami. Po suwerennym katolickim RPO można by się też spodziewać krytyki w sprawach ustrojowych, a tego PiS zapewne nie życzyłby sobie najbardziej.

Po tym jak fala tęczowego oburzenia niczym tsunami przeszła przez media, być może PJK będzie chciał pokazać ludzką twarz, a także nieco upokorzyć instrumentalny konserwatyzm Ziobry i powie opozycji: "daję Wam rzecznika na miarę waszych oczekiwań". Od lat przedstawiam tezę, że najbardziej prawdopodobna przyszłość PiS to dryf analogiczny do tego, który wykonała europejska chadecja czy brytyjscy konserwatyści, czyli ewolucja w tęczowy, ponowoczesny konserwatyzm, którego potencjał widzimy w pismach od Burke’a po Oakeshotta. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz proponuje PJK, żeby decyzję o przyspieszeniu kursu na społeczną dekompozycję podjął już teraz. 

Tomasz Rowiński

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata do potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.

-----

 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.