Komentarze
2019.06.04 10:32

Upadek Lisińskiego nie unieważnia wezwania do czynienia sprawiedliwości

Sprawa Marka Lisińskiego, byłego już szefa Fundacji „Nie Lękajcie się”, zajmującej się przypadkami pedofilii w Kościele i pociąganiem Kościoła do finansowej odpowiedzialności za zaistnienie takich przypadków, wygląda na rozwojową. Pojawiają się coraz to nowsze informacje, zmuszające do zadania pytania, czy nie mamy do czynienia z szantażystą i defraudatorem. Piszą o tym w ostatnich godzinach przede wszystkim liberalne media, takie jak Gazeta Wyborcza”, czy największe portale internetowe „Onet” i „Wirtualna Polska”. Lisiński, jak czytamy, wyłudził pieniądze od jednej z ofiar molestowania, prawdopodobnie fałszywie oskarżył - choć kuria płocka wydała oświadczenie, że nie ma wątpliwości w sprawie tego, że Lisińskiego był ofiarą księdza - o molestowanie księdza Witkowskiego. Wcześniej pożyczał od niego pieniądze na leczenie na żony, która jak się okazało wcale nie była chora. Pieniędzy nie oddał, za to zaczął szantażować. Przede wszystkim, jednak według dziennikarzy „GW”, sam nie był nigdy ofiarą molestowania, a cała jego historia wydaje się bardzo wątpliwa. Ponoć miał też postawić warunek Tomaszowi Sekielskiemu, że jego udział w filmie „Tylko nie mów nikomu” może mieć miejsce jedynie za finansową gratyfikacją. Po skazaniu w kościelnym procesie ks. Witkowskiego za molestowanie domagał się stupięćdziesięciu, a potem dwustu tysięcy złotych w ramach zwrotu kosztów poniesionych z powodu terapii. Czy ta terapia miała rzeczywiście miejsce, skoro nie wiadomo czy doszło do jakiegoś molestowania? Nic nie jest już dziś w tej sprawie jasne.

Sprawa ta zapewne będzie miała swój ciąg dalszy i dowiemy się być może już niedługo jak było naprawdę. To, że Lisiński szybko ustąpił z pozycji w fundacji, którą tworzył, może być wymownym znakiem, że wątki, o których dziś czytamy nie były w jego wykonaniu czyste, ale też niczego to nie przesądza. Warto zadać jednak inne pytania. Dlaczego sprawa Lisińskiego została zwodowana dopiero teraz? Dlaczego te wątpliwości nie były ogłaszane wcześniej skoro śledztwo „Gazeta Wyborcza” prowadziła już od października, kiedy to Lisiński - jak czytamy - „nie chciał udostępnić uzasadnienia wyroku sądowego z procesu z księdzem”. Czy ustalenie kilku dość prostych faktów zajęło dziennikarzom „GW” aż tyle miesięcy i dopiero teraz posiedli wiedzą na tyle pewną by ją ujawnić? Czy, gdy pod koniec lutego br. Lisiński, posłanka Joanna Scheurig-Wielgus oraz warszawska radna Agata Diduszko-Zyglewska pojechali przedstawić Papieżowi Franciszkowi swój całkowicie nierzetelny raport o pedofilii w Kościele, nikt w liberalnych redakcjach „prowadzących śledztwo” nic nie wiedział. Dziś, gdy „Newsweek” dwuznacznie pyta, „czy papież przeprosił oszusta”, trzeba zapytać, kto Lisińskiego wypromował, kto promował “mapę kościelnej pedofilii”, kto milczał o finansowych oczekiwaniach wobec Sekielskich?

Bardzo dobrze, że oszustwo - jeśli się potwierdzi - zostanie zdemaskowane. Czy jednak nie jest tak, że sprawa została ujawniona tak późno, by nie zakłócała aplauzu, który miał zebrać film „Tylko nie mów nikomu”, by nie ucierpiały spodziewane dobre wyniki frakcji liberalnej podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego po skutecznym przygnieceniu Kościoła niesławą skandali? To oczywiście domysły, ale czy można uwierzyć, że w dużej redakcji ważnego medium, od początku swojego istnienia mającego świadomą politykę  każdej z ważnych spraw, prowadzi się wiele miesięcy śledztwo a datę ujawnienia jego efektów pozostawia przypadkowi? Wiele wysiłku trzeba włożyć w to, by uwierzyć, że sprawa Lisińskiego nie została po prostu odpowiednio długo przetrzymana w redakcyjnej zamrażarce.

Trzeba też zauważyć i kolejną kwestię. Spójrzmy na klimat jaki wytworzono w mediach i w wielu środowiskach nie tylko naszego kraju. Klimat, który pozwolił oszusta postawić w roli jednego z głównych oskarżycieli Kościoła. Skoro podaje się do wierzenia każde oskarżenie, ponieważ pasuje ono do ideologicznej strategii, do cywilizacyjnej wojny, w jaki sposób można uwierzyć w jakiekolwiek oskarżenie? Skoro każdy może - przynajmniej w na poziomie zniesławienia - skutecznie obarczyć dowolnego duchownego odpowiedzialnością o dowolnie zły czyn. Jak wtedy odróżnić złoczyńców od fałszywie oskarżonych? Jak wyegzekwować sprawiedliwość? A może wcale o nią nie chodzi? Wystarczy przywołać kontrowersyjną sprawę procesu kard. George’a Pella, w którym został on skazany na podstawie zupełnie niespójnych poszlak. W tym kontekście ujawnienie sprawy Lisińskiego bardzo prosto może być odebrane jako metoda na uwiarygodnienie się liberalnych mediów po wielu miesiącach tworzenia klimatu przyzwolenia na pozbawione odpowiedzialności zbiorowe oskarżanie duchownych, na tworzenie klimatu dyskryminacyjnego, nawet przedpogromowego. A może chodzi o podgrzewanie atmosfery, gdy brak kolejnych mocnych argumentów by oddawać salwy w stronę Kościoła.

Finalnie zmierzam jednak do czegoś innego. Klimat, o którym mowa sprawił, że sprawiedliwość znajduje się teraz realnie na dalszym planie wobec polityki. To stanowi także wielką pokusę dla Kościoła, dla biskupów, księży i świeckich. Jest to pokusa, by Lisiński stał się pretekstem usprawiedliwiania własnej bezczynności w przypadkach, gdy zło wydarzyło się realnie i było boleśnie namacalne. Kościół musi się wyrwać z plemiennych rozgrywek, które wciągają w swoje tryby nawet brud przestępstw seksualnych i wedle zapowiedzi ze swojego listu do wiernych w sprawie tych nadużyć działać i jeszcze raz działać, bardzo konkretnie. Skoro piszemy, że grzeszni kapłani, nawet przestępcy seksualni, nie kompromitują, a przynajmniej nie znoszą nauki i ofiary Chrystusa, to zachowując proporcje, upadek Marka Lisińskiego nie unieważnia wezwania do czynienia sprawiedliwości, które stoi przed każdym człowiekiem i z całą pewnością przed Kościołem.

Tomasz Rowiński

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas

-----

 

 

 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij