Komentarze
2017.06.14 10:12

Terroryści osiągnęli swój cel

Dwa wydarzenia – kolejny zamach w Londynie i niemal równoczesne dramatyczne wypadki w Turynie podczas finału – Ligi Mistrzów stanowią zbieg okoliczności bardzo znamienny.

Oto trzech zamachowców uśmierciło blisko dziesięć i raniło kilkadziesiąt osób. Scenariusz działania trzech napastników był bardzo podobny do tego, który już znamy z poprzednich takich wydarzeń. Samochód lub ciężarówka, tłum przechodniów. Podobnie było i tym razem – pojazd typu van, którym terroryści poruszali się po London Bridge, rozjeżdża ludzi. Taranuje ich. Kiedy auto rozbija się o barierę, napastnicy wyskakują z niego i zaczynają atakować nożami przechodniów. Jest sobota, londyńczycy licznie gromadzą się w okolicznych pubach, gdzie spotykają się ze znajomymi i odpoczywają po tygodniu pracy.

Są krzyki, jest panika. W relacjach można przeczytać, że policja była przygotowana na atak w tym miejscu i dlatego napastnicy nie żyli już po ośmiu minutach od chwili, gdy zainicjowali swoja akcję. Czy osiem minut to rzeczywiście tak szybka reakcja dla funkcjonariuszy gotowych na atak i znajdujących się w pobliżu? Kiedy trwa na ulicy walka, kiedy napastnicy mają na sobie ładunki wybuchowe – tu okazały się one atrapą – osiem minut to niemal wieczność.

Może w tym zapewnieniu chodziło o to, by przekazać światu, że państwa jeszcze cokolwiek mogą i cokolwiek robią wobec zagrożenia, które jest już permanentne. Jednocześnie poza słowami oburzenia przedstawicieli głów państw i oficjeli nie widać, by zagrożenie terrorystyczne pociągało za sobą jakieś polityczne konsekwencje. Przypomniała mi się przy okazji tego zamachu opublikowana mniej więcej przed dekadą książka prof. Marcina Króla pt. „Bezradność liberałów”. Profesor pisał w niej o niezdolności kultury liberalnej do obrony tego, co uważa za swoje wartości. Liberalizm bowiem opiera swoją siłę na deklaratywnym przynajmniej zniesieniu granicy społecznej, ta bowiem jest kojarzona z przemocą, ograniczeniem wolności i przymusem. To oczywiście fikcja ideologiczna, ponieważ liberalizm doskonale potrafi tworzyć przemocowe granice społeczne, na przykład stygmatyzując jako „homofobów” chrześcijan czy konserwatystów. Ta przemoc wynika jednak z pewnej historycznej dynamiki i stosunku do własnej, europejskiej historii. Tam wszakże, gdzie konieczna jest decyzja polityczna, liberalizm okazuje bierność.

Wynika to także z tego, że kultura europejska przyjęła formę nieustannego szantażu na temat deklarowanych wartości. Ten szantaż dotyczy szczególnie samej Europy, która według wielu jej mieszkańców powinna odczuwać odpowiedzialność za wszystkie cierpienia tego świata, ponieważ wcześniej nad nim dominowała. Chrześcijan nie trzeba tolerować, ponieważ są częścią tej „niechlubnej przeszłości”, a przeciwciała liberalizmu jak gdyby wykształciły się w walce z chrześcijaństwem. Co jednak z innymi ludami, które mają teraz jakieś roszczenia do naszego kontynentu? Czy wystąpienie przeciwko nim nie będzie zaprzeczeniem własnym wartościom?

Jest jednak jeszcze sytuacja turyńska. Nie było żadnego zamachu, a jednak ludzie w popłochu uciekali i tratowali się, ponieważ spodziewali się go. Terroryści osiągnęli swój cel – Stary Świat żyje w zwierzęcym strachu i bierności. Rzeczywisty, polityczny i militarny protektorat Stanów Zjednoczonych Ameryki nad powojenną Europą wychował ludzi całkowicie niemal – w swojej
społecznej masie – niezdolnych do odwagi, bezradnych i wciąż oglądających się na innych lub przekonanych, że sprawy jakoś same się ułożą. Zajęta swoimi ideologiami lub konsumpcją Europa wciąż nie potrafi się wybudzić z postkolonialnej drzemki. Nie umie odmówić fali napływających imigrantów, ale też nie potrafi rodzić więcej potomstwa, nie jest też w stanie prowadzić twardej polityki wewnętrznej, która prowadziłaby do asymilacji, skoro uznano, że ludzie napływowi są potrzebni.

Wartości europejskie, wartości liberalne są niestety, jak się okazuje, zespołem anachronicznych społecznie i politycznie przekonań działających na szkodę społeczeństwa. Wartości te, jeśli nie są poddane roztropnej opinii, wedle której każda wspólnota ma swoje granice i tej, że na rzecz własnych wartości trzeba działać, są wyborem sprzecznym z życiem.

 

Tomasz Rowiński

 

Komentarz ukazał się pierwotnie na łamach Tygodnika Bydgoskiego.

 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; ostatnio wydał "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa". Mieszka w Piastowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij