Recenzje
2017.10.21 13:27

Teologia Polityczna Jana Chrzciciela Metza – pięćdziesiąt lat sporów z indywidualizmem

Pięćdziesiąt lat temu, w sierpniu 1967 roku, Jan Chrzciciel Metz wygłosił, podczas kongresu Teologów w Toronto, wykład zatytułowany „Problem teologii politycznej”. Oczywiście, obecna pięćdziesiąta rocznica tego wydarzenia, nie musi niczego dla nas oznaczać. Może jednak znaczyć dużo, zwłaszcza jeżeli uruchomimy mechanizmy myślenia magicznego, świętowanie jubileuszy ma bowiem w sobie coś z magii. Ale nawet z magią czy bez niej, trzeba uczciwie przyznać, że Metz nie był ani pierwszym, który użył zbitki słownej „teologia Polityczna”, ani też nie przywrócił owemu pojęciu należnego mu, ważnego, miejsca w dyskursie teologicznym i politycznym XX wieku. Dlaczego zatem warto – w moim przekonaniu – przypominać jego teksty i dlaczego warto powracać do prezentowanego w nich sposobu myślenia o teologii, świecie i ludziach?

Myśl teologiczna Johanna Chrzciciel Metza została polskim czytelnikom przybliżona przede wszystkim, w zbiorze zatytułowanym po prostu: „Teologia Polityczna”[i], ponadto na język polski przełożono jeszcze kilka poszczególnych artykułów i kilka książek, jednakże bez najmniejszego wahania można twierdzić, że jego myśl nie wywarła wyraźnego wpływu na polski namysł nad relacjami pomiędzy Kościołem a społeczeństwem. Nawet pobieżna kwerenda wskazuje, że nie można pisać o szerokiej i dogłębnej recepcji myśli niemieckiego teologa nad Wisłą[ii].

Nie tylko z kronikarskiego obowiązku chciałbym jednak wspomnieć trzy teksty odnoszące się do wydanej sumptem Wydawnictwa WAM książki. Obszerne omówienie zbioru tekstów Metza (i w ogóle jego myśli) znalazło się w pierwszym numerze rocznika Teologia Polityczna (zbieżność tytułów nieprzypadkowa)[iii]. Tekst Andrzeja Gniazdowskiego nie tylko prezentuje główne punkty koncepcji Metza, ale także wprowadza istotne dystynkcje, ukazując różnice między jego myślą, a innymi autorami podejmującymi analogiczne zagadnienia.

Ciekawym tekstem jest także próba (niestety z konieczności skrótowa) zestawienia myśli Metza i Josepha Ratzingera, dokonana w artykule księdza Rafała Czekalskiego, opublikowanym w salezjańskim piśmie Seminare[iv]. Istotnym elementem tekstu jest nie tylko prezentacja myśli omawianego w niniejszym tekście autora, ale także krytyka koncepcji teologii politycznej, prowadzona przez Ratzingera. 

J. Ratzinger poddaje krytyce sam termin „teologia polityczna”: „Teolog powinien wiedzieć, że Nowy Testament zna „etos” społeczny czy polityczny, ale nie godzi się na jakąś teologię społeczną czy polityczną. W oparciu o Nowy Testament można rozwijać teologię, tego co polityczne (Theologie des Politischen). Jednak taka teologia bynajmniej nie jest równoznaczna z teologią polityczną (Politische Theologie), która bezpośrednio wiąże politykę, gospodarkę czy życie społeczne z metafizyką wiary, aż do niebezpiecznych granic „teokratycznej rozciągłości” (theokratischer Ausdehnung)[v].

Trzecim jest próba zestawienia koncesji Metza, Bonhoeffera i Schmitta, dokonana przez Helenę Jędrzejczak[vi]. Autorka nie tylko prezentuje zarys koncepcji tych trzech – niezwykle prominentnych w dziejach teologii i filozofii – myślicieli. Podejmuje także próbę krytyki ich myśli, i wskazując na podstawy prezentowanych koncepcji, ukazuje szeroką gamę ujmowania teologii politycznej, jaka została wypracowana w XX wieku.

W tych, i kilku innych, tekstach możemy znaleźć interesujące diagnozy i opisy myśli Jana Chrzciciela Metza. Jednakże dla nas podstawowym powinno być pytanie na czym polega waga jego myśli? I wydaje się, że w obecnych czasach należy przede wszystkim wskazać na krytykę „prywatyzacji religii”.

Objawienie zostało jakby od początku sprywatyzowane i w pewnym sensie egzystencjalnie przesunięte do sfery czysto intymnej. Słowo Objawione interpretowane jest jako zwrot Boga ku człowiekowi, jako osobista rozmowa z samym Bogiem, a nie jako słowo obietnicy skierowane do całego społeczeństwa. Hermeneutyka egzystencjalnej interpretacji Nowego Testamentu zamyka się w kręgu prywatnych odniesień ja i ty. W tym miejscu właśnie konieczne wydaje się podjęcie krytycznego procesu odprywatyzowania podstaw teologii. Realizacja owego procesu odprywatyzowania jest pierwszorzędnym krytyczno-teologicznym zadaniem teologii politycznej.[vii]

Problem prywatyzacji Objawienia, po półwieczu wydaje się być jeszcze bardziej istotny. Niektórzy mogliby się nawet posunąć do twierdzenia, że Metz poniósł porażkę. Od czasu gdy wygłaszał swój referat w Toronto od-społecznienie religii postąpiło jeszcze bardziej. Zaś jedynym prądem teologicznym, jaki był zgodny z Metzowskimi koncepcjami, były tak zwane „teologie wyzwolenia”. Relacje miedzy jego pracami, a marksistowskimi rewolucjonistami z Ameryki Południowej są oczywiste, chciałoby się powiedzieć, że arcyboleśnie oczywiste.

Ale można, i koniecznie należy, zadać sobie pytanie o to czy odrzucenie chrześcijańskiej obojętności w odniesieniu do struktur tego świata (co jest nasza pokusą od pierwszych uczniów Chrystusa) wymaga sięgnięcia po marksowskie schematy odczytania praw rządzących dziejami świata?

Problem polega na czymś więcej, obecnie mamy do czynienia nie tylko z ową pokusą obojętności, stajemy twarzą w twarz z przekonaniem o czysto osobistym, indywidualistycznym charakterze naszej wiary. Nie pada już pytanie co wspólnego mają Akademia ze Świątynią. Ba… nawet już nie pytamy, ale z głębokim przekonaniem twierdzimy, że Świątynia nie ma nic wspólnego z Agorą.

Teologie wyzwolenia są obecnie w odwrocie, podczas gdy indywidualizm i jego nieodłączny towarzysz – relatywizm, postępują coraz wyraźniej, stając u podstaw nie tylko prywatnych ale nawet doktrynalnych wypowiedzi. Ojciec Święty Franciszek pisząc orędzie na światowy dzień Migranta dał przykład takiego indywidualistycznego sposobu myślenia w słowach:

Zasada centralnego miejsca osoby ludzkiej, mocno potwierdzona przez mojego umiłowanego poprzednika Benedykta XVI, zobowiązuje nas do przedkładania zawsze bezpieczeństwa osobistego ponad bezpieczeństwo narodowe[viii]

Rozumiejąc doskonale intencje i kontekst tego zdania, należy jednak stanowczo przeciw niemu i jego podstawowemu sensowi zaprotestować. Nie ma ono bowiem ani ewangelicznych, ani teologicznych podstaw. Franciszek powołuje się na Benedykta XVI i jego encyklikę Caritas In Veritate. Trzeba jednak z niejakim żalem przyznać, że wskazywany w orędziu fragment papieskiego dokumentu nie daje podstaw do twierdzenia o prymacie praw jednostki nad prawami społeczeństwa. Warto natomiast uświadomić sobie, że ta akurat encyklika jest prawdziwym hymnem wygłaszanym przez Benedykta XVI na cześć wspólnoty międzyludzkiej.

Istota ludzka, ze względu na swoją naturę duchową, realizuje się w relacjach międzyosobowych. W im bardziej autentyczny sposób je przeżywa, tym bardziej dojrzewa jej tożsamość osobista. Człowiek dowartościowuje siebie nie przez izolację, lecz poprzez relacje nawiązywane z innymi oraz z Bogiem. Relacje te mają zatem fundamentalną wartość. Odnosi się to również do narodów. Ich rozwojowi dobrze służy zatem metafizyczna wizja relacji między osobami. W odniesieniu do tego, rozum znajduje inspirację i ukierunkowanie w objawieniu chrześcijańskim, zgodnie z którym wspólnota ludzi nie pochłania osoby unicestwiając jej autonomię, jak dzieje się w różnych formach totalitaryzmu, ale dodatkowo ją dowartościowuje, ponieważ stosunek osoby i wspólnoty jest stosunkiem pełni do innej pełni[ix]

W tej wizji wspólnoty jako pełni, jako całości, trudno znaleźć przekonanie o przewadze jednostki nad wspólnotą. Zatem mamy do czynienia z wyraźnym odrzuceniem jedynie prywatnego charakteru naszej wiary, ze wszystkimi tego – także społecznymi – konsekwencjami. Być może zatem wieść o klęsce teologii politycznej jest nieco przesadzona.

Warto zatem jeszcze raz wyartykułować tezę Metza, jaka stoi u podstaw jego koncepcji teologii politycznej. W ciągu dziejów Kościoła zasadniczo zmieniła się koncepcji teologii – nastąpiła jej prywatyzacja. Na skutek przemian w myśli europejskiej (przede wszystkim rewolucji Oświecenia) odeszła ona od opisywania świata i społeczności ludzkiej w kategoriach eschatologicznych. Wedle słów Metza dokonała się redukcja praktyk religijnych „do poziomu pozbawionej jakichkolwiek odniesień do świata decyzji jednostki”[x]. Teologia sama sprowadziła się do opisywani relacji Boga z pojedynczym człowiekiem.

Zanim przejdziemy dalej, warto zauważyć, że nie jest to jedyna zmiana w koncepcji teologii jako dziedziny myślenia. Bardzo poważne procesy dokonały się na przełomie XII i XIII wieku, gdy z nauki mówiącej o Bogu została zredukowana do nauki o sposobach mówienia o Bogu. Kolejnym radykalnym krokiem była rewolucja zapoczątkowana (raczej symbolicznie niż realnie – bo ten proces zaczął się dużo wcześniej) przez Lutra. Tym razem chodzi o przemianę podstaw owego mówienia o Bogu, gdzie fundamentem przestało być doświadczenie wspólnotowe, którego podatkowymi przekaźnikami były Tradycja i Prawo. Podstawą mówienia o Stwórcy stało się doświadczenie indywidualne. Po-oświeceniowa prywatyzacja teologii jest kolejnym doniosłym krokiem.

W takiej strukturze myślowej traci rację bytu rozważanie roli Boga i prawd ostatecznych w zbiorowych, politycznych działaniach ludzi. Niesie to za sobą szereg bardzo poważnych konsekwencji. Widzi je Metz i, po postawieniu diagnozy, sugeruje aktywne przeciwstawianie negatywnym prądom. Warto w tym miejscu zauważyć, że nie jest on konserwatystą, chociaż z liberalizmem – tak jak go rozumiemy na początku XXI wieku – nie ma zbyt wiele wspólnego. Dlatego tez nie dziwi nikogo, że uważa on postawę „prywatyzacyjną” za przyczynę obojętności Kościoła wobec społecznych problemów współczesnego świata. Teologia powinna być mówieniem o Bogu i świecie w odniesieniu do eschatologii. Nie może być jedynie opisem relacji Stwórcy i poszczególnych ludzi. Słowo „jedynie” jest tu kluczowe – nikt, a sam omawiany autor przede wszystkim, nie może i nie chce podważyć owych indywidualnych relacji.

Dlatego też należy, w ślad za nim, rozróżnić teologię polityczną od teologii politykującej. Bowiem nie chodzi o redukcję wiary chrześcijańskiej do kolejnej ideologii, a Kościoła do roli organizacji pozarządowej lub partii politycznej (co jest wspólnym marzeniem ateistów i niektórych chrześcijańskich sekt). Celem teologii politycznej jest radykalny powrót do myślenia eschatologicznego. A owo wychylenie się „ku końcowi” nie oznacza obojętności na czasy obecne, co musi – w sposób wręcz konieczny – skutkować politycznie. Ale jako zasada i korzeń (radix) działania, a nie jako zbiór porad „co chrześcijanin czynić powinien?”.

Należy także pamiętać, ze Metz jest krytykiem myślenia, które nazywa „dawną teologią polityczną” (w odróżnieniu od własnej – nowej). Analiza owej krytyki wiele tłumaczy, ale będzie musiała być podjęta w innym tekście. Zasadniczą różnicą miałby być charakter owej teologii. Myśl Carla Schmitta nie jest, zdaniem Metza, w gruncie rzeczy namysłem o Bogu lecz dyskursem prawniczym i politologicznym, jedynie posługującym się teologicznym i eschatologicznym słownikiem. Zaś zadania teologii Metz określa wyraźnie w tekście „Religia i polityka w czasach przełomu”:

Jestem teo-logiem, a więc zobowiązanym wobec słów Boga. Każda teologiczna mowa o religii i każda teologiczna wypowiedź o polityce – oraz ta, która sięga ponad stosunek pomiędzy obydwiema tymi sferami – musi starać się pozwolić i zrozumieć jako mowa o Bogu, jeśli nie chce oszukiwać siebie i innych. To określa jednoznacznie jej szansę i granicę”[xi].

Nawiązując do rozróżnienia dokonanego przez samego Metza, warto zastanowić się czy mamy do czynienia z teologia polityczną, teologizującym prawoznawstwem czy teologizującą politologią. Tę drugą etykietkę Metz najchętniej przypiąłby Schmittowi. Co z kolei, z cała pewnością nie przepadłoby do gustu uczniom i kontynuatorom tego ostatniego.

Wydaje się zatem sensownym twierdzić, ze mamy do czynienia z wieloma nurtami teologii politycznej, a każdym razie z rozmaitymi jej ujęciami. Ujęcie Metza, bardzo udatnie referuje, we wspomnianym wcześniej tekście, Andrzej Gniazdowski:

(…) samo pojęcie „teologii politycznej” okazuje się w ujęciu Metza pleonazmem, zaś odsunięcie się teologii od polityki świadczyć może dla niego jedynie o tym, że „zapomniała ona o Bogu”. Teologia polityczna nie sprowadza się zatem do „teologii politykującej”, do pewnej tylko regionalnej „stosowanej dyscypliny teologicznej”, odniesionej do konkretnych fenomenów politycznego Świata: to teologia jako taka musi zostać pojęta według Metza jako teologia zorientowana na działanie. Przedmiotem tego działania powinno zaś stać się w jego przekonaniu kształtowanie odpowiedzialnej opinii publicznej oraz przezwyciężanie instytucjonalnego kryzysu Kościoła, mające współcześnie – tj. w czasie, który Johann Baptist Metz określa jako „czas przełomu” – na celu przeciwdziałanie nadciągającej historyczno–politycznej katastrofie. Teologia polityczna winna stać się przy tym w swym działaniu teologią rewolucyjną, ponieważ katastrofa, którą zwiastują takie zjawiska, jak eksplozja biedy i ucisku w Świecie, eksplozja produkcji broni i uzbrojenia, rabunkowa eksploatacja środowiska naturalnego, nastąpi w jego przekonaniu właśnie wtedy, gdy sytuacja rozwijać się będzie dalej w tym samym kierunku. I to dlatego Metz stwierdza, że „pod naciskiem legitymacji znalazły się dzisiaj nie te nowe elementy, których wciąż poszukujemy, lecz te, do których nabraliśmy już zaufania”[xii].

Po pięćdziesięciu latach, od momentu gdy Johann Baptist Metz ponownie wprowadził pojęcie „teologii politycznej” na teologiczne i publicystyczne salony, zasadniczo zmieniła się rola Kościoła i wiary chrześcijańskiej w społeczeństwie. Widać z jednej strony coraz bardziej radykalne „wypychanie” religii i myślenia teologicznego ze sfery publicznej. Przybiera to postać nie tylko prymitywnej publicystyki czy tramwajowego antyklerykalizmu, ale mamy także do czynienia ze swoistym samowycofywaniem się grup wiernych i kościelnych instytucji z obszarów gdzie ich obecność jest nie tylko prawem, ale wręcz obowiązkiem (zarówno obywatelskim jak i religijnym). Z całą pewnością mamy do czynienia z postępującą „prywatyzacją” wiary i religii – skutkiem czego teologia polityczna wydaje się być swoistą aberracją, ekscentryzmem umysłowym.

Z drugiej strony należy pamiętać, że teologia polityczna nie jest zabawką intelektualną. Jest to bardzo groźna broń, która może wystawić na ryzyko dusze i życie ludzkie. Nie jest bynajmniej wy-pominaniem, gdy przy-pomnimy Metzowi jego zachwyty nad tekstami i teologią Gustawo Gutierreza. Także, wbrew jego podstawowym założeniom i celom, można wyraźnie wskazać, że odejście od myśli scholastycznej i kontynuowanie linii Karla Rahnera, musi skutkować indywidualizacją teologii, także teologii politycznej. Z cała pewnością wielki wpływ na te akcenty miała myśl Jürgena Moltmanna, wybitnego teologa protestanckiego, z której Metz szeroko czerpał. Jednakże teologia polityczna, podobnie jak i – ściśle z nią powiązana – chrześcijańska interpretacja cierpienia, stanowią istotny wkład Johanna Baptisty Metza do skarbca myśli chrześcijańskiej.

 

Juliusz Gałkowski 

 

Warszawa 3 września 2017 r.

 


 

[i] Johann Baptist Metz, Teologia Polityczna, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Kraków 2000

[ii] W Polsce ukazało się kilka recenzji z „Teologii Politycznej”, a ich autor był przywoływany w pewnej (niezbyt dużej) liczbie artykułów. Związane były one z środowiskami katolickimi lub były wręcz pismami naukowo-teologicznymi, wyjątek stanowiła Res Publica Nowa, natomiast przeważnie były to teksty raczej sprawozdające jego poglądy i zestawiające je z tekstami innych autorów. Natomiast właściwie nie można wskazać tekstów, które byłyby wynikiem inspiracji tekstami Metza, lub były kontynuacja i rozwojem jego teologicznych koncepcji.

[iii] Andrzej Gniazdowski, Mistyka otwartych oczu Johanna Baptisty Metza, Teologia Polityczna, t. nr 1, 2003-2004, s. 214-221

[iv] Ks. Rafał Czekalski, Teologia polityczna i jej krytyka na przykładzie dwóch wielkich teologów J. B. Metza i J. Ratzingera, Seminare : poszukiwania naukowo-pastoralne. t. nr 26, 2009, s. 85 - 96

[v] j.w., s. 90

[vi] Helena Anna Jędrzejczak, Teologia polityczna i etyka. Próba ujęcia tematu na przykładzie „Etyki” Dietricha Bonhoeffera, „Teologii politycznej” Carla Schmitta i „Teologii politycznej” Johanna Baptisty Metza, Nauka i Szkolnictwo Wyższe, nr 41 (1/2013), s. 12-28

[vii] J.B. Metz, Teologia polityczna, dz. cyt., s. 16

[viii] Franciszek, Orędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, dokument ogłoszony 21 sierpnia 2017 r.

[ix] Benedykt XVI, Encyklika Caritas In Veritate, 53

[x] J.B. Metz, Teologia polityczna, dz. cyt., s. 15

[xi] J.B. Metz, j.w., s. 137

[xii] A. Gniazdowski, dz. cyt., s. 218 


Juliusz Gałkowski

(1967) historyk sztuki, teolog, filozof, publicysta, bloger. Stały publicysta miesięczników: Egzorcysta i List. Współpracuje z portalami areopag21.pl, rebelya.pl, historykon.pl, teologia polityczna.pl. Ponadto pisuje w wielu innych miejscach. Mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij