Komentarze
2017.03.07 18:49

Ten feralny pontyfikat

Coś głośno pękło w piątek, 24 lutego, kiedy Franciszek  głosząc homilię o przypadającym na ten dzień fragmencie Ewangelii, kolejny raz skorzystał z okazji do promowania własnego poglądu na temat rozwodu i ponownego małżeństwa. Potępiając obłudę i "kazuistyczna logikę", Papież powiedział, że Jezus odrzuca podejście uczonych w Piśmie.

 

To prawda. Ale co właściwie Jezus mówi o małżeństwie, kiedy udziela reprymendy faryzeuszom? „A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela”. I następnie: „Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia względem niej cudzołóstwo. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”.

 

Dzień po dniu, w swoich homiliach na porannej mszy w Domu św. Marty na Watykanie, Franciszek demaskuje "uczonych w Piśmie” i "sztywne" stosowanie katolickiej nauki moralnej. Czasami jego interpretacja codziennych czytań biblijnych jest kreowana na siłę; często jego charakterystyka tradycyjnie myślących katolików jest obraźliwa. Jednak w tym przypadku Papież wywrócił ewangeliczną perykopę całkowicie do góry nogami. Czytając zapis tej zadziwiającej homilii na stronach Radia Watykańskiego nie mogę już dłużej udawać, że Franciszek jedynie przedstawia nową interpretację doktryny katolickiej. Nie! To jest coś więcej.  Papież świadomie podjął wysiłek zmiany tego, czego Kościół naucza.

 

Od ponad 20 lat, pisząc codziennie o sprawach watykańskich, starałem się być uczciwy w mojej ocenie papieskich wypowiedzi i gestów. Czasem krytykowałem św. Jana Pawła II i Benedykta XVI, kiedy oceniałem, że ich działania były nieroztropne. Ale nigdy nie przychodziło mi do głowy, że któryś z tych papieży stwarza jakiekolwiek zagrożenie dla integralności wiary katolickiej. Patrząc daleko bardziej w głąb historii Kościoła, zdaję sobie sprawę, że nie brakowało złych papieży. Mężczyzn, których działania były motywowane chciwością i zazdrością, żądzą władzy i po prostu pożądaniem. Jednak czy kiedykolwiek przedtem był taki rzymski Papież, który okazywałby taką wzgardę dla tego, czego Kościół zawsze nauczał, w co wierzył i co praktykował w takich fundamentalnych kwestiach, jak natura małżeństwa i Eucharystii?

 

Franciszek wywołuje kontrowersje od dnia, w którym został wybrany jako następca św. Piotra, ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy stały się one tak intensywne, zamęt wśród wiernych tak powszechny, rządy w Watykanie tak arbitralne a diatryby papieża przeciwko swoim, prawdziwym czy wyimaginowanym, wrogom tak obsesyjne, że dzisiaj Kościół powszechny gwałtownie popada w kryzys.

 

Jak powinien zachowywać się syn w dużej rodzinie, kiedy zdaje sobie sprawę, że patologiczne zachowanie ojca zagrażają dobru całego gospodarstwa domowego? Powinien z pewnością nadal okazywać szacunek ojcu, ale nie może w nieskończoność zaprzeczać niebezpieczeństwu. Przecież dysfunkcyjna rodzina wymaga interwencji.

 

W rozprzestrzenionej po całym świecie rodzinie jaką jest Kościół katolicki, najlepszym sposobem działania jest zawsze modlitwa. Intensywna modlitwa za Ojca Świętego jest szczególnie wskazana w czasie Wielkiego Postu. Jednak wspomniana interwencja wymaga również szczerości: uczciwego uznania, że mamy poważny problem.

 

Przyjęcie tego problemu do wiadomości może również stanowić rodzaj ulgi, złagodzenie kumulowanych napięć. Kiedy mówię znajomym, że uważam ten pontyfikat za katastrofę, spostrzegam w większości przypadków, że odczuwają swoista ulgę. Mogą odetchnąć wiedząc, że ich obawy nie są irracjonalne, że inni podzielają ich lęki o przyszłość wiary, że nie muszą kontynuować bezowocnego poszukiwania sposobów na pogodzenie sprzeczności. Stosując właściwy opis zjawiska, możemy też określić czym ten kryzys katolicyzmu nie jest. Franciszek nie jest antypapieżem, tym bardziej nie jest Antychrystem. Na Stolicy Piotrowej nie ma wakatu, a Benedykt XVI nie jest "prawdziwym" Papieżem.

 

Na dobre i na złe naszym Papieżem jest Franciszek. A jeśli na złe, jak to niestety ze smutkiem stwierdzam, to przecież Kościół przetrwał złych papieży w przeszłości. My, katolicy byliśmy psuci przez dziesiątki lat, ciesząc się długą sukcesją wybitnych przywódców na Watykanie, papieży którzy byli utalentowanymi nauczycielami i świętymi ludźmi. Po jasne wskazania przyzwyczailiśmy się zwracać do Rzymu. Teraz już nie możemy.

 

(Nie sugeruję, że papież Franciszek utracił charyzmat nieomylności. Jeśli wydałby oświadczenie ex cathedra, w jedności z biskupami świata, możemy mieć pewność, że będzie wypełniał obowiązek przekazywania tego, co Pan dał Piotrowi, tj. depozytu wiary. Jednak to sam papież zadecydował, aby nie korzystać z mocy autorytetu, a wręcz przeciwnie, stanowczo odmówił wyjaśnienia swojego najbardziej kontrowersyjnego dokumentu magisterialnego).

 

Skoro nie możemy liczyć na jasne wskazania z Rzymu, dokąd mamy się zwrócić? Przede wszystkim katolicy mogą polegać na stałym nauczaniu Kościoła, doktrynach które obecnie zbyt często są poddawane w wątpliwość. Jeśli papież wprowadza konfuzję, nie czyni tego Katechizm Kościoła Katolickiego. Po drugie możemy i powinniśmy prosić własnych biskupów diecezjalnych aby wystąpili i wzięli na swoje barki to, co jest im właściwą odpowiedzialnością. Biskupi też przez całe lata odsyłali trudne pytania do Rzymu. Teraz, z konieczności, muszą przedstawiać sami własne, klarowne i zdecydowane potwierdzenia doktryny katolickiej.

 

Może działania papieża Franciszka pokażą, że się mylę i okaże się on wielki nauczycielem wiary katolickiej. Mam nadzieję i modlę się aby tak się stało. Może cała moja argumentacja jest błędna. Myliłem się dawniej i bez wątpienia jeszcze nie raz się pomylę. Będzie to kolejny błąd bez większego znaczenia. Jednak jeśli mam rację i przywództwo obecnego papieża stało się zagrożeniem dla wiary, to inni katolicy, a zwłaszcza wyświęceni pasterze Kościoła, muszą zdecydować, jak reagować. I jeśli mam rację, a z pewnością mam, że zamieszanie wokół podstawowych nauk Kościoła stało się powszechne, to biskupi jako pierwsi nauczyciele wiary, nie mogą zaniedbać swojego obowiązku odpowiedniej reakcji.

 

Phil Lawler

 

tłum. Piotr Chrzanowski

 

Pierwodruk tekstu w języku angielskiem. Tłumaczenie publikujemy za zgodą autora.


Phil Lawler

Publicysta, założyciel Catholic World News, autor książek.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij