Notatki z Reguły
2017.07.13 12:26

Służba wielkiej zasługi. Notatki z Reguły (dzień siedemdziesiąty trzeci)

Rozdział 35. O odbywających tygodniową służbę w kuchni

1Niech bracia służą sobie wzajemnie a nikt nie uchyla się od posługi w kuchni, chyba żeby komuś przeszkodziła choroba lub jakieś bardzo ważne zajęcie, 2bo w ten sposób zyskuje się więcej zasług i miłości. 3Słabszym trzeba dać pomocników, aby nie spełniali tej pracy z przykrością. 4Zresztą wszyscy powinni mieć pomocników stosownie do liczebności wspólnoty i miejscowych warunków. 5Jeśli wspólnota jest większa, szafarz będzie zwolniony od posługi w kuchni; również ci, którzy, jak powiedzieliśmy, mają ważniejsze zajęcia. 6Pozostali powinni służyć sobie wzajemnie w duchu miłości. 7Ten, kto kończy tygodniową służbę, niech w sobotę zrobi porządek. 8Niech upierze ręczniki, którymi bracia wycierają sobie ręce i nogi. 9Nogi zaś niech umyją wszystkim i ten, kto służbę kończy, i ten kto ma ją rozpocząć. 10Naczynia, których używał, czyste i całe, kończący przekaże szafarzowi; 11szafarz zaś sam wręczy je zaczynającemu służbę, tak aby wiedział, co daje i co dostaje z powrotem.

 

Rozdział o służbie w kuchni – tutaj mamy jego pierwszą część – można by zawsze pokazywać jako jeden z centralnych w Regule. Tak właśnie: jest tu i jej piękno duchowe, i konkret służby, i łaciński geniusz cywilizacji.

Służba w kuchni jest jednym z głównych klasztornych wyrazów braterstwa. Kto by się uchylał, dawałby znak równie smutny jak ktoś świadomie „solistujący” w chórowej służbie Bożej. Sprawa jest, jak widać, bardzo poważna: tutaj, w tej czynności wspólnej „zyskuje się więcej zasług i miłości”. Benedyktyni – którzy przecież całe swoje życie traktują jako ćwiczenie duchowe – nie dążą więc do tego, żeby jakoś unicestwić tę posługę, oddać ją komuś innemu (czcigodnym siostrom? kochanym paniom kucharkom? szlachetnej młodzieży z wolontariatu? przenajświętszym maszynom?). Owszem, korzysta się z różnych pomocnych narzędzi, może nawet i ze zmywarki, jeśli wspólnota duża – ale nie po to, by ludzi zwolnić od pracy. W każdym porządnym klasztorze zawsze przed, a zwłaszcza po posiłku zmieniająca się grupa ojców dołączy do swych braci, kucharzy i kuchcików, żeby zmywać, czyścić, stawiać na miejsce, rozstawiać do następnego posiłku etc. W grupie tych dodawanych załodze kuchennej „robotników niewykwalifikowanych” znajdzie się i czołowy klasztorny teolog, i przeor, i bibliotekarz, i zakrystian, każdy – chyba że chory, chyba że opat deleguje gdzie indziej z powodu sprawy – nie, nie równie ważnej, lecz „ważniejszej”. Jest tu zmieniająca się co tydzień grupa pomocników kuchennych.

Słynny jest realizm Reguły. Powiedzieliśmy, że praca – także ta w kuchni – nie jest czymś czego trzeba się pozbyć. Ale nie jest też czymś co ma przygniatać – bo Reguła chce, żebyśmy byli kształtowani, a nie łamani. Dlatego tam gdzie ludzka słabość – tam i przewidziana przez Regułę pomoc. „Aby nie spełniali tej pracy z przykrością” (oczywiście poza tym jest też taka przykrość, którą sobie ludzie produkują sami, np. urażeni, że „posłano nas do kuchni” – no ale to jest już wewnętrzny garb duszy, który albo się wygładzi, albo pozostaje się poza wspólnotą pokutujących…). „Powinni służyć sobie wzajemnie w duchu miłości”.

Sub caritate. Nic tu się nie uda bez realnego zaczerpnięcia z tego obfitego rezerwuaru: jesteśmy tu dla Boga, z Bogiem, przez Boga. Wszystkie zasoby czysto ludzkiej życzliwości, uprzejmości, dworności, ofiarności, dumy, służbistości etc. szybko się wyczerpią – i dobrze! Prawdziwa służba – służba w kuchni – zacznie się gdy braciom zostanie to jedno, że służą sobie wzajemnie „pod miłością Bożą”.

Ponadto: odpowiedzialność. Nie kończy się swej pracy – ani tej chwilowej, ani całej tygodniowej „wachty” – bez zrobienia porządku. Służba nie polega przecież na zrobieniu bałaganu w celu wypucowania talerzy. To praca, która ma rozszerzyć panowanie pokoju – a pokój to „cisza wynikająca z porządku”, tranquillitas ordinis. Trzeba więc zakończyć swoją pracę tak, aby dalsza służba nie musiała się zaczynać od żmudnego szukania przypadkowo postawionych przedmiotów lub, co gorsza, od naprawiania strat pozostawionych przez poprzednika. Tak więc zakończenie służby tygodniowej to jak defilada, której przewodniczy szafarz: przechodzi się wzdłuż szeregu czystych blatów, szafek z dobrze poustawianymi sprzętami, bez strachu zagląda się w błyszczące gardziele zlewów i czarne paszcze piekarników, cieszy się oko czystością świeżych ścierek i serwet. Gotowe! „Całe i czyste”, munda et sana.

Chyba nigdzie już nie kultywuje się polecenia, żeby kuchenni hebdomadariusze myli i wycierali nogi wszystkim. Jednak taki jest duch tej służby, i jeśli brat wykonuje ją dobrze, sub caritate, uczestniczy w tym umywaniu nóg, które spełnił Pan wobec swoich uczniów – kiedy mieli jeść w wieczerniku.

 

PM

 

 

 

 

 

 


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij