Polska chrześcijańska
2019.02.01 19:39

Sienkiewiczowszczyzna. Nawrócenie przez ojczyznę

Artykuł ten jest rodziałem książki Pawła Milcarka "Polska chrześcijańska. Kamienie milowe", Dębogóre 2016.

 

Gdy w roku 1905 Henryk Sienkiewicz otrzymał literacką Nagrodę Nobla, szybko powiązano to wyróżnienie głównie z Quo vadis. Chociaż powiązanie to nie ma podstaw w oficjalnym uzasadnieniu werdyktu komisji noblowskiej (napisano tam jedynie o „wybitnych osiągnięciach pisarskich w literaturze epickiej”), intuicja ta nie odbiega zapewne daleko od rzeczywistości: Quo vadis jest powieścią być może najbardziej uniwersalną w dorobku autora Trylogii i Krzyżaków, a na pewno najbardziej powiązaną z europejskim dziedzictwem antycznym i chrześcijańskim. To dzięki temu utworowi Sienkiewicz stał się czytany i znany poza Polską.

Czy Quo vadis i w ogóle twórczość Sienkiewiczowską można potraktować jako swoisty kamień milowy w polskich dziejach chrześcijańskich? W epoce rozkwitu powieści jej autorzy stawali się przepotężnymi mistrzami dusz, a ich twórczość – drogowskazami życiowymi dla współczesnych. Taką wagę miały w Polsce niewątpliwie utwory Sienkiewicza: nie tylko dawały chwilowe „pokrzepienie serc”, lecz meblowały osobowości czytelników dojrzewających wraz z kolejnymi lekturami; w ten sposób wręcz tworzyły kształt myśli i wyobraźni pokolenia, nie jednego. Nikt nie zaprzeczy, że te powieści i opowiadania, nowele przesuwały swych wielbicieli w pobliże religii, czasami i ku niej samej. W ten sposób autor Trylogii był po części sprawcą, a po części zwiastunem końca epoki pozytywistycznego sceptycyzmu i agnostycyzmu.

Sam Sienkiewicz zdawał sobie z tego sprawę stopniowo coraz bardziej, także w związku z reakcjami, które jego twórczość wywoływała w różnych środowiskach. W liście do Konstantego M. Górskiego z 14 lipca 1895 pisał:

„Kiedyś «w dżdżu» przyszło mi na myśl, jak ja jednak porządnie przyczyniłem się do zwrócenia ludzi w kierunku idealnym. Pan, należąc do młodego pokolenia, może nie zda­je sobie sprawy, co się działo w Warszawie za dobrych, po­zytywnych czasów, gdy Boga pisało się przez małe b, gdy racjonalizm był synonimem rozumu i gdy nawet ludzie re­ligijni mniej śmiałej natury trzymali się ideału religii jakoś wstydliwie... Ja z tym nastrojem nie polemizowałem wprost... ale był mi on sans le savoir wstrętny... W mateczniku też nie od razu zmiarkowano... Później przyszła świadomość obu stronom. Niewolą tatarską przyjęto już źle, a Ogniem i mie­czem, Potop, P. Wołodyjowski — były grzechem nie tylko przeciwko pojęciom historycznym prądów racjonalnych i ich poglądów na przyszłość, ale wprost zwrotem i w teraźniej­szości w inną stronę — im bardziej się bowiem podobały i brały ludzi, tym bardziej nastrajały ich w kierunku ideal­nym. Potem przyszło Bez dogmatu, Pójdźmy za Nim... a w końcu Quo vadis. Ganiono czy chwalono, ale rzeczy te wy­wierały wpływ i wrażenie, a w końcu, a raczej w biegu przy­czyniły się ogromnie do zwrotu nie tylko idealnego, ale wprost religijnego. Ponieważ jestem przekonany, że racjo­nalizm by nas zżydził (przepraszam), wysuszył i schińszczył — więc poczytuję to sobie za zasługę. Wierzę również, że prę­dzej coś uzyskamy przy kierunku idealnym w Europie niż przy tym, który reprezentuje prasa drwiąca z ideałów...”[1]

Zarówno z tej refleksji uczynionej przez autora na polu prywatnej korespondencji, jak i jeszcze bardziej z pewnego ogólnego wrażenia obecnego w przestrzeni publicznej, można by wnosić, że to Quo vadis było jakby punktem dojścia i apogeum w Sienkiewiczowskiej apologii chrześcijaństwa. Jednak mimo swej pozornej oczywistości, nadawanej przez przedmiot i zadeklarowane przesłanie tego utworu, wniosek taki może być poddawany w wątpliwość. Można na przykład dowodzić, że dla publiczności polskiej przypomnienie mocy i prawdy chrześcijaństwa rozbrzmiewało silniej wtedy gdy przychodziło wewnątrz obrazów z dziejów ojczystych – gdy Sienkiewicz w Trylogii czy nawet Krzyżakach nie próbował kreować obrazu życia pierwszych chrześcijan, lecz wskrzeszał ducha chrześcijańskiej Rzeczypospolitej i chrześcijańskiego rycerstwa, czyli spraw należących do „portretu własnego” Polaków. Oznaczałoby to, że promowane przez Sienkiewicza odrodzenie chrześcijańskie przychodziło raczej poprzez budzenie patriotycznej pamięci historycznej niż przez moralizującą opowieść o miłości Winicjusza i Ligii.

Sienkiewicz stał się apologetą chrześcijaństwa nie tyle przez swoje własne kapitały religijnej wrażliwości, ile przez literackie uruchomienie kapitałów religijnych zamrożonych w narodowych dziejach. Jego odwaga i zasługa – poza kunsztem literackim – polegała na tym, że ze swoją lampą wkroczył na strych pełen pamiątek, których wielu się jedynie wstydziło. Poruszył niejako wspomnienia domowe i krajowe, przepuścił przez nie prąd swej fabuły – a to wystarczyło, aby wraz z emocjami dumy z przeszłości zaczęły znów spływać przez nią do duszy polskiej impulsy „wiary ojców”. Nie był to proces ani dokładnie zaplanowany, ani wykoncypowany teologicznie, ani bezpieczny w pomieszaniu emocji patriotycznych z dylematami moralnymi – ale jest pewne, że ogarnął ogół tych, którzy nadal chcieli być Polakami: ukazał im Polskę, która mówiła im o religii jako o sprawie ważnej.

Ten sposób oddziaływania Sienkiewiczowskiej powieści historycznej stwierdzał w kazaniu wygłoszonym w roku 1917 ormiańskokatolicki arcybiskup Józef Teodorowicz:

„Któż nie wie, jak powieść ta potężnie wstrząs­nęła narodem całym? Kto nie doświadczył jej wpływu na własnym sercu? W czymże to tkwił ów wpływ jej tajemniczy? Czy w tym, że autor wskrzeszał przeszłość dziejową? […] W tym przede wszystkim, że naród w przeszłości tej nie tylko czytał his­torię swoją, ale odnajdywał duszę swoją, siłę swoją, swoje właściwości, swoje pokusy, swoje zwycięstwa - siebie samego. […] Jak pieśń wieszczów romantyzmu intuicją serca od­czuła Chrystusa w dziejach narodu, tak tu historia w osno­wie powieści wykazała ślady Chrystusa, a ze śladów tych wywinęła niespożytą siłę i żywotność Polski”[2].

Co istotne, w epoce gdy indyferentyzm religijny dotykał głównie mężczyzn, a kobiety pozostawały w Kościele – i im zostawiano „uczucia religijne” jako sprawę kobiet – Sienkiewicz, skądinąd umiejący kreować głębiej i ciekawiej jedynie postacie męskie, przemówił ze swoim przesłaniem właśnie także do mężczyzn: ukazał im postacie zawadiaków i rębajłów, ale wewnątrz ich służby Ojczyźnie – także chrześcijaństwo, choćby przez zmaganie z jego żądaniami moralnymi.

Można wątpić czy ten sam efekt uzyskałby Sienkiewicz przy pomocy jedynie Quo vadis – można także pytać czy ta powieść nie wywołuje faktycznie więcej fascynacji starożytnym Rzymem, kulturą klasyczną, w końcu i romansem patrycjusza do tajemniczej nieznajomej niż budzi żarliwość religijną. Temat treści życia pierwszych chrześcijan i nawrócenia Winicjusza wymagał znacznie więcej wrażliwości teologicznej niż mógł jej wnieść autor. Dlatego może nie bez pewnej racji wybitny konserwatywny eseista Stanisław Cat Mackiewicz, zresztą zakochany w twórczości Sienkiewicza, pisał, że „Sienkiewicz w prześlicznym swym Quo vadis ani zrozumiał, ani też odczuł ducha pierwszych chrześcijan. Trudno! Bezkarnie się nie żyje w drugiej połowie XIX wieku, wśród największej potęgi pozytywizmu. Hołd, który chrześcijanom Sienkiewicz składa, jest hołdem złożonym przed rycerzem w przyłbicy, przed czymś autorowi nieznanym i niepojętym”[3].

A jednak hołd ten był faktem i w szczerość Sienkiewicza nie można wątpić – lecz łatwiej było się do niego przyłączyć i go głębiej przeżyć polskim czytelnikom np. przy lekturze Trylogii, gdy Sienkiewiczowska mowa o Ewangelii była opowieścią o własnym domu; przecież dobrze znanym, choć trochę zapomnianym, a wymagającym mobilizacji obywatelskiej.

Narracja Sienkiewiczowska w końcu przecież przyprowadzała i współczesnych do wnętrza kościołów, zatrzymywała w środku jakiegoś moralnego dylematu czy akcji religijnej – i nareszcie stawała ich samych wobec tajemnicy wiary, jak w znanym fragmencie Rodziny Połanieckich:

„Potem wyszedł ksiądz ze mszą. Na widok tej mszy i tego kościółka pamięć Połanieckiego znów wróciła do lat dziecinnych, gdy bywał tu z matką. […] Kościół był ten sam; nawa była równie pełna płowych głów chłopskich, szarych sukman, czerwonych i żółtych chustek, oraz kwiatów na głowach dziewek; tak samo pachniało kadzidłem, świeżym tatarakiem i wyziewami ludzkimi. […] Połaniecki, który chlubił się tem, że unika wszelkich zagadnień ogólnych, […] myślał teraz, że jednak jest okropna przepaść między tą wrodzoną ludziom namiętnością życia, a koniecznością śmierci. Myślał także, że może dlatego wszystkie systemy filozoficzne mijają, jak cienie, a msza po staremu się odprawia, iż ona jedna obiecuje dalszy i nieprzerwany ciąg”[4].

Efekty oddziaływania narracji historycznych Sienkiewicza były potężne, ale przecież otwarta tam droga powrotu do Kościoła lub ponownego odkrycia w nim Boga nie od razu zapełniła się tłumami niedawnych adeptów pozytywizmu. Gdy w roku 1910 Sienkiewicz pisał Wiry, uczyniona tam myślami głównego bohatera refleksja o stanie religijności w Warszawie z początku XX wieku była nadal mało pocieszająca:

Groński przebiegł myślą szereg swoich znajomych i spo­strzegł, że wierzących gorąco i do głębi duszy było między nimi bardzo mało, natomiast byli tacy, którzy wcale nie wie­rzyli, tacy, którzy chcieli, a nie mogli wierzyć, tacy co nie wierząc uznawali, że ze względów społecznych wiara jest potrzebna, i wreszcie tacy, którzy byli po prostu zajęci czym innym...”[5]

Jednak w następnych dziesięcioleciach większość tych, którzy będą zabiegali w Polsce o odrodzenie religijne, podąży drogą wytyczoną przez Sienkiewicza: i na pewno aż po Prymasa Wyszyńskiego i Jana Pawła II najwięksi nauczyciele narodu będą przemawiali o Bogu nie spoza, lecz z wnętrza polskich dziejów, chętnie przy tym porozumiewając się ze swymi słuchaczami za pomocą wspólnej znajomości utworów Sienkiewicza.

Paweł Milcarek

 

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas

-----

 

[1] Henryk Sienkiewicz, Listy, t. I, cz. 2, Warszawa 1977, ss. 292-294.

[2] Ks. Abp Józef Teodorowicz, Kazania o Bogu i ojczyźnie, Warszawa 1999, ss. 170n.

[3] St. Cat Mackiewicz, Odeszli w zmierzch, Warszawa 1968, s. 49 (cytowany tekst pochodzi z artykułu opublikowanego po śmierci Sienkiewicza w 1924 roku).

[4] H. Sienkiewicz, Rodzina Połanieckich, ????

[5] H. Sienkiewicz, Wiry, Warszawa 1910, t. I, s. 88.


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij