Notatki z Reguły
2018.08.04 18:49

Pukanie do furty. Notatki z Reguły (dzień dziewięćdziesiąty piąty)

Rozdział 53. O przyjmowaniu gości

1 Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak Chrystusa, gdyż On sam powie: Gościem byłem i przyjęliście mnie (Mt 25,35). 2 Wszystkim trzeba też okazywać należny szacunek, a zwłaszcza zaś braciom w wierze (Ga 6,16) oraz pielgrzymom.

3 A zatem, skoro tylko zawiadomią o przybyciu gościa, przełożony i bracia wyjdą mu na spotkanie z całą usłużnością miłości. 4 Najpierw niech się wspólnie pomodlą, później zaś powitają w pokoju. 5 Tego pocałunku pokoju powinno się udzielać dopiero po modlitwie, a nigdy bez niej, a to ze względu na złudzenia pochodzące od diabła. 6 A tak przy powitaniu, jak i przy pożegnaniu gości, należy ich pozdrawiać z wielką pokorą, 7 schylając głowę lub padając przed nimi na ziemię. W ten sposób bowiem oddajemy cześć Chrystusowi, którego przyjmujemy w ich osobach.

8 Po powitaniu wypada zaprowadzić gości na modlitwę, potem zaś razem z nimi usiądzie sam przełożony lub ten, komu on to zadanie zleci. 9 Trzeba przeczytać gościom ku ich zbudowaniu coś z Prawa Bożego, a później okazywać im życzliwość na każdym kroku. 10 Ze względu na gościa przełożony może post naruszyć, chyba że jest to dzień szczególnego postu, którego nie godzi się łamać. 11 Bracia jednak niechaj nadal zachowują zwykłe posty.

12 Opat poda wodę do mycia rąk, 13 a nogi wszystkim gościom będą myć i opat i cała wspólnota. 14 Umywszy zaś odmówią werset: Przyjęliśmy, Boże, miłosierdzie Twoje w środku Twojej świątyni. (Ps 47,10 Wlg).

15 Z największą troskliwością należy przyjmować ubogich i pielgrzymów, ponieważ w nich to przede wszystkim przyjmujemy Chrystusa. Ludziom bogatym sama ich pozycja zapewnia zawsze szacunek.

 

Godny uwagi niuans: chociaż wspólnota mnisza spięta jest od wewnątrz duchowymi klamrami, których zewnętrznym objawem i wcieleniem jest krata klauzury i możliwie daleko posunięta autarkia, tak że ktoś patrzący po wierzchu uzna, iż klasztor mniszy jest  pełną realizacją i symbolem „kościoła zamkniętego” — to przecież dla tej wspólnoty, „zamkniętej” w odejściu od świata i wewnętrznej solidarności życia jedną z najważniejszych epifanii obecności Chrystusowej jest przyjmowanie gości. Chociaż goście przybywają z zewnątrz i — tak czy inaczej — zawsze pozostaną na zewnątrz (o ile w ten czy inny sposób nie zostaną włączeni do wspólnoty mniszej), ich przyjmowanie nie jest sprawą zewnętrzną dla życia klasztoru. Widzimy z Reguły, że jest to praktyka, która co prawda nie angażuje wszystkich mnichów tak samo i nie powinna też, w normalnych warunkach, zmieniać biegu życia w klasztorze — ale posiada tak wielkie znaczenie dla wierności Chrystusowi, że jest względem powołania benedyktyńskiego czymś wewnętrznym, nieusuwalnym; nawet jeśli ta gościnność w swym praktycznym rozmiarze i intensywności będzie musiał być regulowana, w zależności od sytuacji klasztoru. Motyw jest tu jednak zawsze najwyższej rangi: gości należy przyjmować jak Chrystusa.

Jakich gości? Reguła mówi mocno: „wszystkich przychodzących do klasztoru”. Zatem należy unikać sytuacji, że ktokolwiek kto „przyszedł do klasztoru”, zostanie zbyty niczym. Oto sztuka: nie mieć „otwartej twarzy” tylko dla wybranych, dla tych, na których czekamy; na tych, którzy się zapowiedzieli, umówili. Trzeba mieć taką otwartą twarz i uważne serce dla wszystkich, którzy przychodzą. Takimi „oczami” klasztoru, gotowymi na przybywających już na granicy klasztoru są wydelegowani mnisi: opiekun gości, furtian…

Powtarzając za Ewangelią swe wymaganie przyjęcia każdego jak Chrystusa, Reguła stawia barierę obojętności i zasklepieniu w ochronie swego codziennego komfortu. Nie można zlekceważyć żadnego pukania i dzwonka do furty, żadnego pozdrowienia czy prośby. Tu jednak dochodzi część druga: co czynić dalej? Reguła chce, aby każdemu kto przybywa okazać „odpowiedni szacunek”, congruus honor. Odpowiedni — a więc dostosowany do tego kim ktoś jest. Oczywiście otwiera to przestrzeń rozmaitych interpretacji. Na ogół sądzi się, że dotyczy to dwóch dziedzin: statusowej i obyczajowej. Statusowej: próbuje się postępować tak, żeby gość nie czuł się w klasztorze gorzej niż w swoim środowisku — i to dlatego (może: również dlatego) inny będzie materialny wymiar w przyjmowaniu przysłowiowego księcia i żebraka (zwykle zresztą to książę odczuje różnicę in minus w komforcie, nie żebrak…). Jeśli zaś chodzi o dziedzinę obyczajową czy moralną: jest jasne (z dalszego toku tego fragmentu), że klasztor będzie ostrożny w przyjmowaniu na gościnę kogoś kto od początku daje się poznać jako osoba niezrównoważona lub agresywna lub ciągnąca z sobą jakąś moralną zarazę. To jasne: nie oznacza to odpychania osób szukających szczerze pomocy duchowej, w drodze do odnowy życia, nawet jeśli to wcześniejsze było podłe i gorszące — ale z drugiej strony nie jest powołaniem wspólnoty mniszej dzielenie domu z kimś kto przychodzi z gotowością szkodzenia, z oczekiwaniem spełniania jego zachcianek lub bez żadnej chęci pozbycia się swych dwuznacznych zachowań. Jest więc taka grupa osób, którym gdy przyjdą wspólnota spróbuje wyświadczyć możliwe dobro (np. pomagając w kontakcie ze szpitalem, ośrodkiem pomocy etc.), ale niekoniecznie otworzy przed nimi drzwi domu gości. To jednak wyjątki w regule.

Na tle całej reguły gościnności wyróżniono słowem „szczególnie” dwie grupy osób przybywających: „bracia w wierze” i pielgrzymi. Reguła powołuje się więc na zalecenie św. Pawła: „czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy są jednej wiary z nami“. Warto zwrócić uwagę na ten porządek: tam gdzie bliższa wspólnota najważniejszej zasady życia — Wiary — tam też jeszcze mocniejszy obowiązek pomocy.

Reguła wyróżnia też pielgrzymów: ci, którzy idą dla Boga, są z natury bliscy tym, którzy „Boga szukają“ i „biegną drogą Bożych przykazań“. Zauważmy też, że nieco dalej w tej samej kategorii osób uprzywilejowanych wymienia się ubogich. Ubogich i pielgrzymów przyjmuje się jako uobecnienia Chrystusa. Niestety, bogaci zawsze mogą podejrzewać, że przyjmuje się ich bardziej ze względów światowych…

Mamy opisany cały „rytuał“ przyjmowania gości. Dzisiaj traktuje się całość tego opisu raczej jako wykaz różnych sposobów okazywania gościowi czci i pomocy — lecz nie stosuje się ich w komplecie, za każdym razem; a niektóre (jak padanie na twarz czy mycie nóg gościowi) w ogóle wyszły z użycia. Jednak najważniejsze punkty zawsze dadzą o sobie znać. Powitanie pełne szacunku, czasami rzeczywiście z pocałunkiem pokoju, z pokorą i jej gestami. Troska o to, żeby gość mógł korzystać w klasztorze z modlitwy i czytania Słowa Bożego. Przed pierwszym wspólnym posiłkiem przełożony obmyje ręce gościowi. Reguła bierze pod uwagę możliwość „złamania postu“ z okazji przybycia gościa — w tym sensie, że opat może zdecydować podanie niepostnego jedzenia gościowi i tym mnichom, którzy będą z nim jedli (inni mają post zachować); dotyczy to wyłącznie tego postu, nad którym opat ma władzę, czyli postu mniszego, a nie kościelnego.

Omnis ei exhibeatur humanitas. Gościowi należy okazywać „wszelkie człowieczeństwo“ — tutaj słowo „człowieczeństwo“, humanitas, oznacza opiekę pełną troski prawdziwie ludzkiej. To oczywiście coś innego niż zaspokajanie każdej zachcianki — ale też co innego niż mechaniczne przydzielanie pokoju, posiłku i zajęcia. Na przyjmowanego ze względu na Chrystusa człowieka patrzy się po ludzku, chcąc pomóc jego człowieczeństwu.

Cały rozdział o przyjmowaniu gości poza swym sensem dosłownym ma też różne możliwe sensy analogiczne. Ktoś przeczyta go np. z myślą o przyjmowaniu ludzi uciekających przed wojną, szukających pomocy w ucieczce przed nędzą — i może, już analogicznie, zastanawiać się nad postępowaniem w tej sprawie wspólnot chrześcijańskich innych niż klasztory.

Ja zaś często myślę o tym rozdziale jako opowieści o tym jak winniśmy w naszych chrześcijańskich rodzinach przyjmować przychodzące do nich — z ich wnętrza — nasze dzieci. Ta analogia jest dalsza — ale zapewniam, ze prawdziwa i owocna. Jest lekcją tego, że nasze dzieci nie są nasze — a ich droga wiedzie zawsze dalej, poza dom. I że nasze „zamknięte“ sakramentem małżeńskie wspólnoty męża i żony z jednej strony nie istnieją tylko „dla dzieci“, lecz z drugiej — ich misją jest „przyjmowanie gości jak Chrystusa“ oraz dawanie im wzrostu, gdy się w swych latach wzrastania zatrzymuja w naszych domach. To juz jednak temat na inne rozważanie.

PM

 


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij