Polska chrześcijańska
2018.10.02 15:20

Przybycie Bożych żebraków. Dominikanie i franciszkanie (pierwsza połowa XIII w.)

Na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości publikujemy kolejne rozdziały książki Pawła Milcarka "Polska chrześcijańska. Kamienie milowe".

Dwa zakony, które tworzą parę komplementarną: Bracia Kaznodzieje i Bracia Mniejsi. A potocznie, od imion założycieli: dominikanie i franciszkanie. Oba powstały na początku XIII wieku i oba szukały lekarstwa odnowy Kościoła w radykalnym ewangelicznym ubóstwie.

Wybierając tę drogę, oba nowe zakony podejmowały co prawda odwieczną intencję życia zakonnego – ale przyjęły do tego inny środek: święty Dominik i święty Franciszek, jeden niezależnie od drugiego, zdecydowali, że ich wspólnoty nie będą korzystały z żadnego majątkowego zabezpieczenia, lecz będą się utrzymywały z żebractwa, kwesty. Nazywamy je zatem zakonami żebrzącymi, mendykantami.  Są zakonami scentralizowanymi jak byli nim już cystersi, ale ponadto są, można rzec, oderwani od ziemi i jej uprawy – a to było w XIII wieku zupełną nowością. Ich specyfiką były także specjalne stosunki z papieżami – którzy wyłączali oba zakony spod zwierzchności biskupów, a z czasem nadawali im przywileje prowadzenia pracy duszpasterskiej bez potrzeby uzyskiwania zgody od miejscowych proboszczów.

Do Polski pierwsi przybyli dominikanie: dzięki kontaktom rodu Odrowążów – w tym biskupa krakowskiego Iwona – z samym świętym Dominikiem, już w roku 1222 (sześć lat po zatwierdzeniu zakonu przez papieża) znaleźli się w Krakowie dwaj bracia kaznodzieje: święty Jacek i święty Czesław, natychmiast po nowicjacie rzymskim odbytym pod okiem założyciela. Powstały wówczas krakowski klasztor Świętej Trójcy był pierwszym domem tego zakonu w Polsce. W ciągu kilku lat doszedł do tego Płock (1225), Sandomierz (1226), Wrocław (1226), Gdańsk (1227). W roku 1228 kapituła generalna dominikanów w Paryżu utworzyła polską prowincję dominikanów. Obok następnych klasztorów męskich zaczęły również powstawać u nas klasztory dominikanek, np. w Poznaniu i Tczewie (zauważmy, że żeńska gałąź zakonu została zatwierdzona wcześniej niż męska, bo już w 1206 roku).

Szczególnym charyzmatem duszpasterskim dominikanów jest od początku głoszenie, kaznodziejstwo, złączone ze spowiadaniem i udzielaniem innych sakramentów. Będąc zakonem zaadaptowanym do czasów średniowiecznej urbanizacji, dominikanie czuli się najlepiej w miastach, gdzie budowali kościoły tak duże, by mogły pomieścić tłumy słuchających kazań, oraz wychodzili na place dla głoszenia. Klasztory dominikańskie były miejscem studiów teologicznych, powadzonych ze staraniem naukowym, a w duchu dewizy contemplata aliis tradere, „to, co zostanie zgłębione, należy przekazywać innym”.

Franciszkanie także rozpoczęli swój „podbój” Polski od Krakowa – gdzie przybyli w 1236 roku. Zaraz potem przyjęto ich we Wrocławiu (1238). Do końca wieku powstało w Polsce 40 klasztorów franciszkańskich, z czego aż 21 na Śląsku.

Pierwsze polskie fundacje franciszkańskie powstały dzięki książętom piastowskim: Henrykowi Brodatemu, Henrykowi Pobożnemu i Bolesławowi Wstydliwemu – co symbolicznie otworzyło widoczną w wieku XIII szczególną bliskość franciszkanów i Piastów. Związki z dworami książęcymi Piastów były jeszcze ściślejsze w przypadku gałęzi żeńskiej, czyli klarysek: pierwszą polską klaryską była błogosławiona Salomea, siostra księcia Bolesława Wstydliwego, który w 1245 ufundował ich pierwszy klasztor, w Zawichoście. Z inicjatywy księżnej świętej Kingi powstał klasztor w Starym Sączu (1280), a z inicjatywy księżnej błogosławionej Jolanty – w Gnieźnie (1283), wspomagany solidnie przez Władysława Łokietka. Obie księżne-fundatorki wstąpiły do „swych” klasztorów po śmierci małżonków.

Charyzmat franciszkanów – zwłaszcza w początkach, lecz i zawsze – zawierał rezerwę względem wszystkich sytuacji, w których jeden człowiek – bogaty, silny czy uczony – zdaje się stawać ponad drugim – ubogim, słabym czy prostym. Praktykując wędrowne kaznodziejstwo, franciszkanie mniej odwoływali się do argumentów rozumowej teologii, a więcej – do poczucia piękna, gorliwości, ascezy, żarliwej pokuty. Nawet gdy z czasem zajęli się także studiami teologicznymi – wbrew początkowym wstrętom do naukowości – przecież w duchu franciszkańskim pozostało odczytywanie Słowa Bożego sine glossa, z dystansem do komentarzy i z akcentem na nawrócenie, a mniej na zgłębianie i odróżnianie.

Dominikanie i franciszkanie. Z jednej strony Prawda, z drugiej – Pokój i Dobro.Tak podobni w swej genezie i duchu radykalizmu, dominikanie i franciszkanie zawsze różnili się głęboko w wyborze sposobu przemawiania do ludzi. Po ludzku, w aspekcie materialnym skazani na pewną konkurencję (już choćby w zapewnianiu sobie w danym mieście przychylności wiernych dających jałmużnę), miewali też skłonność, by się wzajemnie recenzować i prostować, traktując swe drogi jako antytezy.

Temu historycznemu napięciu – nie pozostającemu bez objawów także dzisiaj – dał w naszych czasach humorystyczny wyraz pieśniarz-sarmata Jacek Kowalski, w utworze pt. Dysputa poważna pomiędzy ojcem z Zakonu Kaznodziejskiego a braciszkiem od Braci Mniejszych:

Dosyć mając czczych gadanin

Z polskim wiarołomnym gminem

Brnącym w błędach szarlatanin,

Zgadał się raz franciszkanin

Z dominikaninem.

Rzekł dominikanin: Powiedz,

Mój braciszku przeubogi,

Czy nie zwodzisz swoich owiec

I nie zbaczasz na manowiec

Z dogmatycznej drogi?

Ha! - rzekł braciszek - święty Franciszek

Jak tamaryszek w sercu mym trwa;

Pan Bóg nas kocha więcej niż trocha,

Reszta - rzecz płocha. Tralalalala!

Oba oddziały Bożych żebraków – przybyłe do Polski w ciężkich latach najazdów tatarskich – przeorały duszę polską; jednak głębiej przeorali ją franciszkanie, w swych najrozmaitszych odmianach. Cokolwiek by powiedzieć o wspaniałym wkładzie dominikanów – od świętego Jacka Odrowąża do ojca Jacka Woronieckiego, od męczenników sandomierskich do ojca Jana Góry – oddziaływanie franciszkańskie okazało się potężniejsze w swej popularności, masowości, polimorficzności, od piastowskich księżn-przeorysz po służącą tercjarkę błogosławioną Anielę Salawę, od bernardyna błogosławionego Ładysława z Gielniowa po artystę-jałmużnika świętego brata Alberta Chmielowskiego, od kapucyna błogosławionego Honorata Koźmińskiego po „czarnego” franciszkanina świętego Maksymiliana Marię Kolbego…

Mówił u końca XX wieku słynny dominikanin ojciec Józef Bocheński: „Polska przeżyła katastrofy: najazdy tatarskie, wyludnienie miast, zalew niemiecki itd. A po katastrofie zaczyna się odnowa prowadzona przez dwa zakony: dominikanów i franciszkanów. Dominikanie to zespół intelektualistów, zbierają samą śmietankę, ale ich wpływ na lud jest niewielki. Natomiast franciszkanie są znacznie liczniejsi, są zakonem ludowym. To oni przez dwa wieki duszę polską przeorali. […] To jest zakon, który jest nastawiony na serce i uczucia. To oni ukształtowali polską religijność”[1].

Czy jednak w obie żebraczozakonne drogi nie jest wpisane wymaganie komplementarności, w ślad przyjaźni łączącej Dominika i Franciszka? Ponoć mówił o tym jeden z najwybitniejszych polskich dominikanów, ojciec Jacek Woroniecki: że duch dominikańskiej Veritas jest jak światło, a duch franciszkańskiego Pax et Bonum – jak ciepło. Jednoczą się w płomieniu i z jednego płomienia emanują. Chyba że ktoś odbierze światłu ciepło – i uczyni je „zimnym” prześwietleniem wiedzą; oraz odbierze ciepłu światło – i uczyni je „kopciem” gorących emocji. Dominikanie i franciszkanie – mówił o. Woroniecki – razem podtrzymują płomień.

Gdy w czasach o. Woronieckiego w podwarszawskich Laskach ksiądz Władysław Korniłowicz wypracowywał syntezę duchowości dla katolickiej inteligencji, próbował połączyć trzy elementy: benedyktyńskie życie liturgiczne, dominikański tomizm i franciszkańską prostotę życia. Trzy solidne, bardzo różne drogi mnisze. Próba ta nie pozostała bezowocna, wpłynęła na kierunek poszukiwań duchowych niejednego z polskich inteligentów, już wierzących lub jeszcze szukających. Nie zmienia to faktu, że „rząd dusz” polskiego katolicyzmu mieli utrzymać nadal franciszkanie – tym razem ci z Niepokalanowa, od świętego Maksymiliana Kolbego, z nakładem „Rycerza Niepokalanej” dochodzącym w roku 1939 do miliona egzemplarzy.

Paweł Milcarek

[1] Między logiką a wiarą. Z Józefem M. Bocheńskim rozmawia Jan Parys, Paryż 1988, s. 186


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij