Komentarze
2019.05.24 10:51

Przed wyborami: Polska suwerenność cywilizacyjna

Chociaż zbliżające się majowe wybory zdecydują o polskiej reprezentacji w Parlamencie Europejskim, to jednak trudno sądzić by w naszym kraju wytworzyła się szersza refleksja na temat suwerennego i realistycznego sposobu funkcjonowania Rzeczypospolitej w polityce europejskiej. Wydaje się, że dominują, niestety, stanowiska niesuwerenne i nierealistyczne. Na najbliższe lata potrzebna jest zmiana sposobu obecności polskich partii politycznych w Parlamencie Europejskim niestety perspektywy w tej kwestii nie są dobre. Dziś polityka ta jest prawie w całości czysto reaktywna. Działania podejmowane są z pozycji, które trzeba by uznać za - przynajmniej mentalnie - zewnętrzne zarówno wobec procesów mających miejsce w samej Unii, jak i - niestety - zewnętrzne wobec polskiego dobra wspólnego i naszego interesu.

Suwerenność można zdefiniować bardzo prosto. To nie deklarowanie woli mocy, manifestowanie dążenia do maksymalnej samodzielności, ale zdolność rozpoznania celów wspólnoty politycznej, a także umiejętność oszacowania własnych sił i możliwości osiągnięcia tego celu. Suwerenność jest zatem pewnego rodzaju optymalizacją aktywności, skupieniem siły i sprawności ze względu na rozpoznane cele polityki. Można dopowiedzieć, że w dłuższej perspektywie suwerenność rodzi suwerenność. Działania suwerenne, co do zasady, zwiększają możliwości działania państwa, umacniają jego pozycję w relacjach z innymi podmiotami międzynarodowymi, ale także jego wolność wewnętrzną czy samosterowność. Suwerenność jest bowiem także zwiększaniem koherencji zasad, doświadczeń i instytucjonalizacji. Nie da się jej osiągać samą siłą lub uległością, samym dążeniem do autonomii lub samym naśladownictwem innych, bez niezbędnego komponentu roztropności, która jest wyznacznikiem realizmu polityki.

W zarysowanej perspektywie trudno mówić dziś o realizmie i suwerenności polskiej polityki. Nawet przy trafnym założeniu, że ludzie pomiędzy sobą często się nie zgadzają, co do tego czym jest roztropność polityczna, trudno o pozytywne wnioski z obserwacji naszej sceny politycznej. Spójrzmy krótko na obecne w kampanii wyborczej stanowiska. Koalicja Europejska, która przecież deklaratywnie zajmuje stanowisko euroentuzjastyczne, sądząc po jej politycznej praktyce z ostatnich lat, czeka tylko na moment, kiedy będzie mogła bezdyskursywnie realizować pomysł na Unię jaki mają na nią Niemcy, czy Francuzi, a na pewno Komisja Europejska. To nie jest stanowisko, które zajęłoby duże, suwerenne państwo europejskie. W tym stanowisku brak też roztropności. Jak można przyjmować, że Komisja Europejska czy inne instytucje UE oraz afiliowane, najlepiej zrealizują polski interes polityczny w sytuacji, gdy Polska nigdy intensywnej nie zabiegała o swoje wpływy w tych instytucjach poza obsadzaniem niektórych stanowisk o charakterze symbolicznym lub technicznym? A jednak KO zachowuje się tak jakby chętnie oddała władzę w Polsce Brukseli, jakby Polska była niezdolna do prowadzenia samodzielnej polityki europejskiej.

Na drugim biegunie braku suwerenności i roztropności znajduje się Konfederacja łącząca Ruch Narodowy, partię Janusza Korwin-Mikkego i inne mniejsze podmioty i osobowości publiczne. Propozycja polexitu jest hasłem bezalternatywnym, reakcyjnym odruchem wynikającym - paradoksalnie jak u euroentuzjastów - z przekonania o rzeczywistej niezdolności Polski do prowadzenia suwerennej polityki w ramach współpracy państw zachodu. Jeśli jednak Polska musi opuścić Unię, ponieważ nie poradzi sobie w gronie - przy wszystkich zastrzeżeniach - współpracujących państw, jak poradzi sobie poza Unią? Jak pisał niegdyś, wybitny polski pisarz polityczny Julian Klaczko - polska nie przetrwa w Europie wrogiej jej wartościom. Wyjście z Unii to stanięcie pomiędzy dwoma siłami, które w krótkim czasie mogą być wrogie naszym zasadom znacznie bardziej niż dziś. Pomimo zastrzeżeń cywilizacyjnych, UE razem z NATO są elementem zabezpieczającym - nawet jeśli niedoskonale - naszą niepodległość. To jedno z tych dóbr, którego wartosć w Polsce powinna stać bardzo wysoko. Nasza obecność w tych strukturach osłabia realne zagrożenie wrogością Rosji. Konkretnie choćby UE wspiera polskie starania o niezależność energetyczną, nie mówiąc o pożytkach płynących ze wspólnej strefy ekonomicznej. Zatem stanowisko Konfederacji nawet jeśli ma pozory suwerenności, to brakuje mu realizmu. Co więcej osłabia ono naszą pozycję w Unii jak kraju dystansującego się od jej problemów.

Wydawać by się mogło, że być może suwerenne i roztropne stanowisko zajmuje Prawo i Sprawiedliwość, która to partia przynajmniej na pierwszy rzut oka prowadzi politykę nieuległą, ale nie proponuje też wizji Polski poza UE. Jednak to także złudzenie. PiS przeprowadził wizerunkową i przegraną batalię z UE o reformy sądownicze w Polsce oraz o unijną prezydenturę Donalda Tuska. Jednak poza wymiarem retorycznym nie ma żadnej przemyślanej polityki unijnej. Poza - stosowaną na użytek spraw krajowych - deklaratywną obroną pewnych elementów ładu cywilizacyjnego jak obowiązuje w Polsce. Równocześnie jednak brak skuteczności polityki cywilizacyjnej PiS w Polsce - np. przetrzymywanie w zamrażarce ustawy powstrzymującej aborcję eugeniczną - wskazuje, że “konserwatyzm” partii Kaczyńskiego ma jedynie charakter wyborczej mobilizacji. PiS zatem trzeba postrzegać bardziej nie jako partię chrześcijańską, ale ugrupowanie bez właściwości. Ten brak właściwości, celów i zasad polityki, z wyjątkiem rywalizacji z innym ugrupowaniem bez właściwości, czyli Koalicja Obywatelską, sprawia, że trzeba postrzegać PiS jako ugrupowanie, które nie ma pomysłu na Polskę w Unii Europejskiej. Porażki, które PiS Polsce organizuje w UE, ani nie są roztropne, ani też nie zwiększają naszej suwerenności. Zwiększają za to naszą uległość wobec instytucji unijnych (sprawa sądów) i osłabiają suwerenność wewnętrzną (rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego, brak wypowiedzenia konwencji stambulskiej, itd.).

Postronny obserwator z pewnym zdziwieniem zauważyłby, że stanowisko, które nazwalibyśmy reformistycznym, nie jest dziś silnie reprezentowane. A jest ono najbardziej potrzebne, ponieważ stanowi suwerenne i realistycznie rozpoznanie, że Polska dziś nie może Unii opuścić bez znacznej szkody dla siebie, ale równocześnie, że istnieje konieczność korekty organizacyjnej samej Unii. Polska powinna się w proces takiej korekty zaangażować, by zachować swoją suwerenność. “Od Unii, w której się załatwia, trzeba przejść do Unii, na którą się wpływa” - mówił ostatnio Marek Jurek startujący z Prawicą Rzeczypospolitej z list Kukiz’15. Podobne zdanie przed dołączeniem do Konfederacji wypowiadał Marek Jakubiak “Polska powinna przejąć inicjatywę” - mówił w styczniu w poranku rozgłośni katolickich “Siódma 9”. Od lat suwerenne stanowisko głosił choćby na łamach “Arcanów” prof. Krzysztof Szczerski, dziś minister w Kancelarii Prezydenta odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe. Suwerennościowe stanowisko, z całą różnorodnością konkretnych propozycji, jest potrzebne, ale może efektywnie spełnić swoją rolę tylko jeśli będzie elementem konsensu całej klasy politycznej.

Konsensus suwerennościowy oprócz realizmu w działaniu, czyli pewnych sprawności wymaga rozpoznania konkretnych dóbr stanowiących składową suwerenności. Ta składowa, to nie tylko rzeczy i sprawy, których trzeba bronić, dlatego, że są nasze, ale także dlatego, że są źródłem roztropności i realizmu. Te dwie sprawności nie są abstrakcyjne i nie istnieją poza konkretną tradycją.  Dlatego jeśli za punkt wyjścia przyjmiemy suwerenność, a nie realizację jakiejś ideologii czy też partyjnego interesu, za istotne składniki polskiego dobra wspólnego powinniśmy uznać chrześcijaństwo i prawo moralne. Nie chodzi tu o przyjęcie liberalnie rozumianej dowolnej tożsamość, ale o tradycję doświadczeń, które spajają Polaków jako naród historyczny, ale także dają narzędzia dla budowania suwerennej polityki, zarówno wewnętrznej jak i międzynarodowej. Chrześcijaństwo jest także znakiem odróżnienia, a to ważny element suwerenności.

Odpowiedzialność polskiej polityki za Europę nie zostanie podjęta jeśli nie pojawi się w szerszym zakresie refleksja i wola działania na rzecz suwerennego udziału Polski w kształtowaniu Unii Europejskiej nie tylko na poziomie struktur administracyjnych i regulacji ekonomicznych, ale i spraw cywilizacyjnych. Jest projekt Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny, który mógłby się stać wyrazem polskiego interesu cywilizacyjnego w Unii. Są państwa, które tylko czekają by Polska podjęła się roli reprezentanta tej inicjatywy, ponieważ trwanie obecnego kursu kulturowego oznaczać będzie klęskę wszystkich zamieszkujących nasz kontynent.  

Czy można wskazać praktyczny element, który mógłby być ramą szerokiego konsensusu suwerennościowego? Należy poważnie zająć się strzeżeniem granic traktatowych, ponieważ poprzez działania Komisji Europejskiej, nieustannie stara się je naruszać. Dąży ona do poszerzania swojej władzę nad obszarami suwerenności wewnętrznej narodów takich jak rodzina, wychowanie, edukacja, religia. Dziś władzę nad narodami uzyskuję się poprzez siłę ingerencji w ich “regułę życia”. Do tego konieczne jest rzeczywiste zacieśnianie współpracy w ramach państw Europy Środkowej oraz współpraca z posłami z całej europy reprezentującymi podobne do Polski stanowisko cywilizacyjne. Europa potrzebuje - na pierwszym etapie - realnej opozycji (która jest czymś normalnym w każdej prawdziwej demokracji) wobec kursu obecnych władz UE. Polskie partie polityczne w większości są bierne, ponieważ ich przedstawiciele cywilizację uważają za dodatek do “prawdziwej polityki”, za “kwestie obyczajowe”. Zapominają oni, że ta “wielka polityka” jest służbą wobec tych, którzy pozostają w domach, ponieważ tam “wytwarza się” siła polityczna, której politycy są “ministrami”. Tam trwa realne życie.

Wasalizm i retoryczne awanturnictwo przybliżają zatem finis Poloniae, “koniec Polski”, który nie będzie dziś rozpisanym na fazy momentem upadku, jak za czasów schyłku pierwszej Rzeczypospolitej, ale procesem zamierania polskiej formy, odrębności, samostanowienia. Procesem zamierania naszych rodzin i wspólnot, który widzimy w innych krajach Europy.

Tomasz Rowiński

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas

-----


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij