Notatki z Reguły
2016.02.10 00:50

Pokora, podejście 12. Notatki z Reguły (dzień czterdziesty)

62Dwunasty stopień pokory: jeżeli mnich nie tylko w sercu, ale także w samej postawie okazuje zawsze pokorę oczom ludzi, 63a mianowicie w czasie Służby Bożej, w oratorium, w klasztorze, w ogrodzie, w podróży, na polu, czy gdziekolwiek indziej, bez względu na to, czy siedzi, chodzi, czy też stoi, zawsze niech ma spuszczoną głowę i oczy skierowane ku ziemi. 64Czuje się bowiem w każdej chwili winnym grzechów swoich i uważa, że już staje przed straszliwym Sądem. 65Powtarza też sobie zawsze w sercu to, co mówił ze spuszczonymi ku ziemi oczami ów ewangeliczny celnik: Panie, ja grzeszny, nie jestem godzien podnieść oczu moich ku niebu; 66a także z Prorokiem: Schylony jestem i poniżony ciągle (Ps 38[37],7—9; Ps 119[118],107).

67Przeszedłszy wszystkie owe stopnie pokory, mnich dojdzie wkrótce do tej miłości Boga, która, jako doskonała, usuwa precz lęk (1 J 4,18). 68I co poprzednio tylko z obawy wypełniał, tego wszystkiego będzie teraz przestrzegał bez żadnego trudu, z przyzwyczajenia, niejako w sposób naturalny, 69już nie ze strachu przed piekłem, lecz z miłości do Chrystusa, bo nawykł już do dobrego i znajduje radość w cnocie. 70Oto, co przez Ducha Świętego zechce Pan objawić łaskawie w słudze swoim oczyszczonym z błędów i grzechów.

 

Kończy się nasza „drabina Jakubowa” ze stopniami pokory. Stopień dwunasty podkreśla współmierność pokory w sercu i w postawie cielesnej: serce i gest wzajemnie na siebie wpływają i wzajemnie się pouczają, gdyż człowiek jest całością, w której cielesne i duchowe nie jest zupełnie rozdzielone, lecz raczej przenika się. Jednak w tym stopniu mówi się zwłaszcza o postawie zewnętrznej. Najłatwiej od tego zacząć – i najłatwiej na tym skończyć, udając pokorę na oczach innych. W rzeczywistości trwałych wyników i długiego trwania to, o czym mówi „stopień dwunasty”, jest raczej efektem końcowym. Trzeba bowiem mieć naprawdę w sercu i w sprawności duchowej te dyspozycje głębokiej pokory, żeby były ta sam treść była jakby już naturalna w zewnętrzności. Można więc powiedzieć, że „stopień dwunasty” to cień pokory dla zupełnie w niej początkujących, ale i jej spełnienie u kresu ćwiczenia duchowego.

„Okazuje pokorę oczom ludzi”. Nie w znaczeniu manifestowania, lecz jakby naturalnego przejawiania.

Reguła mówi, że zewnętrzny przejaw pokory wynika z głębokiego poczucia winy i przeczucia bliskiego Sądu. Cała ostrożna czujność Opata i posyłanych przez niego opiekunów duchowych jest nakierowana na to, by u powierzonych im mnichów były to dyspozycje poważne, a nie infantylne teatralności lub – co gorsza – sposób skrupulanckiego „desperowania o miłosierdziu Bożym”. Reguła poleca delikatność duchową ludzi wierzących, a z nią bojaźń Bożą – a nie czysto ludzkie uczucie nicości i satanistyczny nihilizm.

Kończąc cały rozdział, święty Ojciec Benedykt rozchyla nagle zasłony wiary – i mówi, że drogą pokory idzie się do samej miłości. Miłość zaś usuwa lęk, foris mittit timorem. Dalej podkreśla Reguła, że postęp duchowy polega na przemianie motywu działania: przestaje być nim lęk przed piekłem, a staje się miłość Chrystusa. Jest więc tak jakbyśmy „robili to samo” wcześniej i później, ale już inaczej to robimy. Zmiana motywu – która nie jest przecież rzeczą naszej własnej deklaracji, lecz długiej pracy Boga od wewnątrz nas – idzie w parze z nabywaniem pewnej „naturalności” działań dawniej przede wszystkim trudnych oraz z mocniejszą obecnością radości (Reguła mówi o delectatio virtutum, a więc o zadowoleniu należących do cnót, czyli nawiązuje do klasycznego rozumienia cnoty jako dobrej sprawności; powodem radości jest i sama dobrze wykonana czynność, i to że jest to czynność właściwa, że „zrobiłem co należy”).

Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że słowa „miłość usuwa lęk” przeciwstawiają miłości jedynie to, co za św. Augustynem nazywamy „bojaźnią najemników”, czyli lęk przed Bożą karą. Nie usuwa daru bojaźni Bożej w jej istocie, czyli obawy o cześć Bożą i o to, że Miłość nie jest dość kochana.

Czy są zbieżne z duchem Reguły i jej ewangelijnym orędziem te idee, zgodnie z którymi należy od samego początku podcinać w religijności ludzi wszelki lęk – ten przed sądem, potępieniem etc.? Trudno sobie wyobrazić, że można jednym ruchem – ruchem bardziej terapeuty niż opiekuna dusz – odsunąć na bok lęk i implantować tam czystą miłość. To nie my, lecz miłość Boga – „miłość usuwa lęk”. Zamiast uspokajać samych siebie i innych co do sądu (że „Pan Bóg nie będzie drobiazgowy”), co do kary (że „Pan Bóg nikogo nie karze”), co do winy (że „już wszystko nam wybaczono”), co do piekła (że „być może będzie puste, a na pewno nie będzie wieczne”) – zamiast tej całej pracy terapeutycznej na rzecz wypędzania lęków naszymi ludzkimi słowami, zamiast tego trzeba nawracać się, a innym dawać udział w dobroci, której się samemu doświadcza.

 

PM

 

 

 


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij