synodalność
2021.10.12 16:46

Początek synodu potwierdza wątpliwości

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.plZ góry dziękujemy.

Inauguracyjne przemówienie Papieża Franciszka wygłoszone podczas otwarcia XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów w zasadzie potwierdza - i to nawet bardziej wprost niż można się było spodziewać - niepokoje, które opisałem w tekście Vademecum synodalne otwiera pole do manipulacji. Ducha papieskiej zachęty do prac oddają też słowa z niedzielnej Mszy w Bazylice św. Piotra: “Czy jesteśmy gotowi na wyzwania, które podejmiemy podczas tej podróży? A może boimy się nieznanego i znów ratujemy się ucieczką tłumacząc, że ‘tak było od zawsze’?” - mówił Franciszek. Wzywał też, by katolicy nie pozostawali zabarykadowani w swoich przekonaniach i otwierali się na dialog.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej niektórym słowom nie homilii, ale przemówienia inauguracyjnego.

Franciszek zaapelował w nim by synod nie był czasem jałowych dyskusji. Zdanie to wyrwane z kontekstu może wydawać się bardzo rzeczowe - jałowe dyskusje są stratą czasu. Jak jednak odróżnić jałowe dyskusje od dyskusji niejałowych, kto ma to rozróżniać i decydować o przebiegu synodu? Skoro Vademecum synodalne przestrzega nas, że w procesie synodalnym “nie chodzi o angażowanie się w debatę po to, by przekonać innych”, to być może każda dyskusja bez wyjątku jest jałowa?

Jeśli dodamy do tego, że jednym z zagrożeń dla przebiegu synodu, spośród tych które Papież wymienił w swoim wystąpieniu, jest intelektualizm, rozumienie zwrotu o “jałowych dyskusji” staje się jeszcze łatwiejsze. Franciszek wspomniał w tym kontekście też, że uczone dyskusje mogłyby zamienić synod w “grupę studyjną” i odrywać go “od rzeczywistości Świętego Ludu Bożego, od konkretnego życia wspólnot rozproszonych po całym świecie”. Można zatem sądzić, że pojawiające się regularnie w wypowiedziach Papieża deprecjonowanie intelektualistów, to uderzenie w głos teologów. Szczególnie tych przywiązanych do powagi kościelnego nauczania.

Kontekst tych słów jest jednak szerszy. Przypomnijmy, że choćby w przemówieniu kończącym synod z roku 2014 Papież zestawił intelektualizm z rygoryzmem. Zaś obie te kategorie składają się na jeden z głównych - zdaniem Franciszka - problemów współczesnego Kościoła, czyli faryzeizm. Ten znów jest wiązany przez Franciszka ze “sztywnością” wyznających go ludzi, a ludzie sztywni to “konserwatyści” i tradycjonaliści. Mówiąc językiem Vademecum - ludzie “zapatrzeni w przeszłość”. Oskarżenie o zapatrzenie w przeszłość to jedno z najsurowszych określeń Papieża w ostatnim czasie. Zatem biskup Rzymu zdaje się po prostu mówić - nie pozwólmy by “konserwatyści” i tradycjonaliści, ci którzy bronią nauczania Kościoła mieli przewagę na synodzie. Inną sprawą jest to, że idee, które promuje Franciszek, czy to te dotyczące nieograniczonej synodalności, czy rozmontowywania prawa moralnego, czy kwestionowania celibatu oraz walki z dawną liturgią były świeże, ale nie mniej niż pięćdziesiąt lat temu. Dziś wyglądają raczej jak wyciągnięte z muzeum - także należą do przeszłości.

Gdy analizowałem Vademecum mogłem się mylić i nawet uważałem, że dobrze by się stało, gdybym się mylił. Gdyby Papież wydobył w swoim przemówieniu inne akcenty zawarte w tym dokumencie, niż zrobiłem to w swoim komentarzu, zachwiałby moją podejrzliwością. Jednak tak się nie stało i biskup Rzymu za najważniejsze elementy Vademecum uznał te same aspekty, co autor tego artykułu. A to niestety zwiastuje, że sprawy nie pójdą w dobrym kierunku. Dlaczego? Ponieważ oznacza to, że Papież kontynuuje - a nawet wzmacnia - swoją metodę postępowania, która tylko deklaratywnie jest otwarta na głos wszystkich. Poprzednie lata i poprzednie synody pokazały, że obrońcy katolickiej ortodoksji mieli w debacie przewagę intelektualną nad zwolennikami zmian. Również dzięki temu udało się w znacznej mierze spacyfikować radykalizm postulatów zmiany. Co zatem robi Papież w tekstach formatujących kolejny synod? Podejmuje próbę przygotowaniu gruntu pod wyciszanie krytyki i polityczne przeforsowanie wiszących cały pontyfikat w powietrzu “nowości”. Jesteśmy tylko krok od narracji, w której usłyszymy, że “kto dyskutuje, nie jest przyjacielem Papieża”.  

Zerknijmy do konkretnych słów w przemówieniu Franciszka, wedle tego jak podał je Tygodnik Niedziela:

[Papież] Apelował, by Synod był „czasem pełnym Ducha Świętego”, który „prowadzi nas tam, gdzie Bóg chce, abyśmy poszli, a nie tam, gdzie zaprowadziłyby nas nasze osobiste idee i upodobania”. 

Nieuchronne jest pytanie, kto będzie decydował o tym, które “idee i upodobania” są osobiste, a które nie? Jeśli brać naukę z doświadczenia poprzednich synodów, to “rozeznawać” i decydować o tym będzie Papież razem z sekretariatem Synodu. Można nieśmiało dodać, że zapewne nawet już zdecydował. 

Dostrzegam w tych słowach o niekierowaniu się swoimi ideami nawiązanie do słów Papieża Benedykta, które wypowiedział na inaugurację swojego pontyfikatu. Problem leży jednak w tym, że obecne doświadczenia skłaniają do opinii, że dla Franciska znaczą one coś zupełnie innego niż dla Benedykta, który nie był np. wyznawcą tzw. nowego paradygmatu w teologii. Papież Ratzinger mówił w 2006 roku:   

Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii.

Benedykt odniósł się w dalszej części homilii do tradycyjnych symboli powołania św. Piotra, które jak wiemy polega na umacnianiu braci w wierze. W jaki sposób to powołanie realizuje Papież Franciszek? Mówiąc w pewnym uproszczeniu, według nowego paradygmatu w teologii i wcześniejszej praktyki z lat trwającego pontyfikatu, za głos Boga, Ducha Świętego, powinniśmy uważać skrzyżowanie opinii tzw. postępowych ekspertów, a także kwestionujących tradycję katolicką grup wiernych. Szybko się zatem pewnie dowiemy, że niewarte słuchania “idee i upodobania”, to te, które nie są zgodne z linią “sekretariatu Ducha Świętego”, do której to roli przygotowywany jest - jak i w poprzednich latach - sekretariat synodu. Znakomicie przyjmowaną przez Papieża perspektywę widać było choćby podczas przemówienia zamykającego synod z roku 2015. Franciszek użył wtedy licznych niewybrednych określeń by poniżyć “konserwatystów”. Kim oni będą tym razem już powyżej zarysowałem. Przypomnijmy zatem słowa Papieża. Franciszek porównał ortodoksów do starszego brata z przypowieści o synu marnotrawnym. Mówił o “płytkim powtarzaniu tego, co jest oczywiste i co już powiedziano”, o chowaniu “głowy w piasek”, języku zakazów, “który jest archaiczny lub po prostu niezrozumiały”, o wykorzystywaniu przesłania Jezusa niczym “martwych kamieni do rzucania w innych”, o “sadowieniu się na stołku Mojżesza i osądzaniu, czasem z wyższością i powierzchownie, trudnych przypadków poranionych rodzin”, o uleganie “teoriom spiskowym i ciasnym poglądom”, o “strach przed miłością”.

Franciszek inaugurując synod o synodalności wspomniał też słowa kard. Yvesa Congara: “Nie trzeba zmieniać Kościoła, natomiast trzeba zmienić coś w Kościele”. Chodzi o to - kontynuował Papież - “aby Kościół był inny, otwarty na nowość, którą chce zaproponować mu Bóg”. “Przyzywajmy z większą mocą i częściej Ducha Świętego i pokornie Go słuchajmy, idąc razem” – dodał Papież.   

Jak można podsumować tę wypowiedź w świetle papieskich zastrzeżeń do rozmaitych grup i postaw? “Razem” “w Duchu Świętym” idą tylko ci, którzy - tak jak Papież - chcą wprowadzania nowości, nad którymi nie będzie się jałowo dyskutować językiem patrzących w przeszłość rygorystów, intelektualistów i faryzeuszy. Niestety taki jest wydźwięk papieskiego głosu. Papież zamiast strzec wiary zajmuje się segregacją ludzi na tych, przez których Duch Święty mówi i tych, do których nie mówi. Dlaczego nie mówi? Bo nie i już. Roma locuta. Kolejne teksty autoryzowane przez Franciszka i związane z synodem odsłaniają nam projekt prawdziwej turbo-synodalności, która - jak się zdaje - ma dodawać Papieżowi autorytetu potrzebnego do działania. Także, jeśli uzna to za stosowne, poza granicami wyznaczonymi wierze w Objawieniu.

Także w polskim Kościele, w mediach mu podległych, daje się dostrzec jednostronność opinii na temat synodu. Krytycznie o synodalności mówią tylko niektóre środowiska święckie takie jak “Christianitas” czy portal pch24.pl. Jeśli przyjrzeć się składowi dyskutantów planowanemu na organizowaną przez Katolicką Agencję Informacyjną debatę „Po co nam ten Synod? – oczekiwania, nadzieje, obawy”, trudno powiedzieć, kto miałby na niej z właściwą powagą mówić o obawach. Kiedyś rzeczywiście mógłby to być Tomasz Terlikowski, jednak po nie tak dawnym “nawróceniu duszpasterskim” tego publicysty trudno na to liczyć. Już widać skutki motu proprio Traditionis custodes - przywiązani do tradycji publicyści zostali oddzieleni grubą linią i przesunięci do przedpokoju

Tomasz Rowiński

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.