Komentarze
2020.01.13 21:27

Pochlebcy Franciszka manipulują papieżem-emerytem

Mówcie otwarcie i szczerze, ale słuchajcie z otwartym sercem

Papież Franciszek

 

W zapowiadające się nowej książce Benedykta XVI i kard. Roberta Saraha obaj autorzy ostrzegają Papieża Franciszka i Kościół przed rezygnacją z celibatu jako drogi katolickiego duchowieństwa. Papież emeryt pisze wręcz: „Nie mogę milczeć, trzeba zabrać głos”.

Autorzy piszą wznanych już fragmentach:

Celibat jest niezbędny. Nie mogę milczeć. Spotkaliśmy się w ciągu tych minionych miesięcy, gdy świat rozbrzmiewał wrzawą wytworzoną przez dziwny synod medialny, który szedł za Synodem rzeczywistym. Wymieniliśmy idee i nasze niepokoje. Modliliśmy się i rozważaliśmy w milczeniu…

Papież Benedykt dodaje: 

Osobiście uważam, że celibat jest darem dla Kościoła i nie zgadzam się, by zezwolić na celibat opcjonalny. Nie. Takie rozwiązanie mogłoby pozostać na najodleglejszych miejscach, jak na przykład wyspy Pacyfiku, ale można o tym pomyśleć, gdy zajdzie taka potrzeba duszpasterska. Pasterz musi myśleć o wiernych. 

Zapewne wielu katolików, także kapłanów czeka na pełny tekst tej książki zawierającej wkład dwóch wybitnych autorów w toczącą się dyskusję. Choć nie znamy jeszcze całej treści książki, w mediach społecznościowych już możemy znaleźć elementy „montażu” przeciwko Papieżowi emerytowi (a teraz jak się zdaje takżeprzeciw Franciszkowi). Jak to zwykle ma miejsce w takich zabiegach nie chodzi o to by w jakikolwiek sposób odnieść się do argumentów merytorycznych, które na pewno znajdują się w książce, lecz aby osłabić i skompromitować głos autorów. Do tego, jak to zwykle bywa w podobnych sytuacjach, prawie zawsze mamy dwa głosy, które możemy bezbłędnie rozpoznać, gdy trzeba spacyfikować „konserwatystów”. Chodzi o Austena Ivereigha, założyciela Catholic Voices oraz biografa Papieża Franciszka, a także ks. Jamesa Martina SJ, znanego lobbysty na rzecz politycznego ruchu homoseksualnego wewnątrz Kościoła katolickiego.

Ivereigh twittuje

Wieści na temat stanu papieża emeryta w ostatnich miesiącach są zgodne: zachowuje on przytomność przez ledwo pół godziny na raz. Jednocześnie stawiał na lojalność. Jeśli przedstawia poglądy podważające [stanowisko] Franciszka oznacza, że jest manipulowany przez [tych samych co] zwykle  niegodziwych dworaków.

W tym duchu założyciel Catholic Voices opublikuje od prawie doby kolejne wiadomości na twitterze. Ivereigh wykorzystuje pogłoski o stanie zdrowia Benedykta, tak jakby były faktami, wyraźnie starając się podważyć możliwości umysłowe Papieża-emeryta i zrobić z niego staruszka manipulowanego przez „dworaków”. Pogłoski, które zresztą można różnie rozumieć. Czy Papież emeryt nie może oszczędzać swoich sił podczas spotkań z gośćmi? Ledwie kilka dni temu cytowano Benedykta XVI, który miał powiedzieć: „Nie mogę pisać już długich tekstów, ale staram się wiele czytać”. To zdanie zdaje się sugerować słabość fizyczną, ale nie duchową, która uniemożliwiałaby zajmowanie intelektualnego stanowiska w sprawach Kościoła. Każdy artykuł można podyktować, podać jego główne tezy do rozwinięcia sekretarzom, a potem autoryzować. Czy nie tak powstało wiele encyklik papieskich? Trzeba też zapytać, jakich dworaków może mieć papież-emeryt żyjący na uboczu w wąskim gronie najbliższych współpracowników. Jeśli miałbym wskazać na typowych dworaków manipulujących mediami to wskazałbym właśnie na Ivereigha i Martina. 

Ten pierwszy posuwa się także do innej jeszcze, znacznie poważniejszej manipulacji, przeciwstawiając wypreparowany fragment z konstytucji Anglicanorum Coetibus (mowa w nim o wyjątkowej drodze łączenia małżeństwa i kapłaństwa) z jednym z cytatów z nowej książki. Cały fragment AC wygląda tak:

Ordynariusz, w pełni przestrzegając dyscypliny odnośnie do celibatu duchowieństwa w Kościele łacińskim, pro regula dopuści do święceń prezbiteratu tylko mężczyzn celibatariuszy. Będzie mógł skierować prośbę do Biskupa Rzymskiego, jako odstępstwo od kan. 277,1, o dopuszczenie w poszczególnych przypadkach do święceń prezbiteratu także mężczyzn żonatych, zgodnie z obiektywnymi kryteriami zatwierdzonymi przez Stolicę Apostolską.   

Jednak z całego fragmentu Ivereigh cytuje tylko taką „wycinankę”:

Będzie mógł skierować prośbę do Biskupa Rzymskiego [...] o dopuszczenie w poszczególnych przypadkach do święceń prezbiteratu także mężczyzn żonatych.

(may petition the Roman Pontiff ... for the admission of married men to the order of presbyter on a case by case basis)

tak wygląda cytat, który ma być w sprzeczności z AC w nowej książce:

Zdolność do wyrzeczenia się małżeństwa [...] jest kryterium służebnego kapłaństwa. 

(the ability to renounce marriage .... is a criterion for the priestly ministry)

Dlaczego mamy do czynienia z manipulacją? Przede wszystkim z powodu sytuacji księży, którzy dołączali do ordynariatów anglo-katolickich ustanowionych przez AC. Księżom anglikańskim, których celibat nie obowiązuje w ten sposób pozwolono zachować opiekę nad swoimi rodzinami w chwili przejścia do Kościoła katolickiego i utrzymać posługę. Można to potraktować, jako gest miłosierdzia Kościoła wobec nawracających się chrześcijan i jako wyjątek rozpatrywany osobno w każdym przypadku. Oczywiście Kościół katolicki nie uznaje, co do zasady ważności kapłaństwa anglikańskiego, więc można by stwierdzić, że anglikańscy duchowni kanonicznie byli świeckimi. Jednak konstytucja używa pojednawczego języka: „Ci, którzy posługiwali, jako anglikańscy diakoni, prezbiterzy lub biskupi". Nie ma też mowy o tym, że nie powinni być oni „zdolni do porzucenia małżeństwa”, gdyby Kościół tego od nich oczekiwał. W AC nie ma też mowy by w ramach ordynariatów zwykli świeccy mężczyźni, ojcowie rodzin i mężowie żon, którzy wcześniej nie byli mieli anglikańskimi duchownymi, mieli przyjmować święcenia. Co więcejwyświęcani w ordynariatach księża, którzy wcześniej nie byli duchownymi anglikańskimi są już bez wyjątku celibatariuszami. Manipulacja tekstem AC jest całkowicie bezczelna.  

Na tej manipulacji Ivereigh w kolejnymwpisie buduje następną pisząc, że Papież Benedykt XVI w 2009 roku „przyjął żonatych mężczyzn do kapłaństwa” a w 2020 roku kard. Sarah miałby nazwać ich „księżmi drugiej kategorii”. Co jednak mówi kard. Sarah naprawdę w książceDes profondeurs de nos cœurs:

Kapłański celibat dobrze rozumiany, jeżeli czasem jest próbą – jest wyzwoleniem. Pozwala on kapłanowi w spójny sposób ugruntować swoją tożsamość, jako małżonka Kościoła. Projekt pozbawienia wspólnot i kapłanów tej radości nie jest dziełem miłosierdzia. Nie mogę w sumieniu, jako syn Afryki, poprzeć pomysłu, aby ludzie na drodze do ewangelizacji zostali pozbawieni tego spotkania z kapłaństwem przeżywanym w pełni. Ludy Amazonii mają prawo do pełnego doświadczenia Chrystusa Oblubieńca. Nie można im oferować kapłanów "drugiej kategorii". Przeciwnie, im młodszy jest Kościół, tym bardziej potrzebuje on spotkania z radykalizmem Ewangelii.

Zatem kard. Sarah wcale nie mówi o anglikańskich księżach w sytuacji nadzwyczajnej, ale o destrukcyjnych konsekwencjach święceń świeckich. Kardynał zresztą wyjaśnia to dokładniej:

Święcenia żonatych mężczyzn, nawet jeśli wcześniej byli stałymi diakonami, nie są wyjątkiem, ale naruszeniem, raną w spójności kapłaństwa. Mówienie o wyjątku byłoby nadużyciem języka lub kłamstwem (...). Co więcej, święcenia kapłańskie żonatych mężczyzn w młodych wspólnotach chrześcijańskich nie pozwalałyby na wzbudzanie powołań kapłańskich u nieżonatych. Wyjątek ten stałby się trwałym szkodliwym stanem dla właściwego rozumienia kapłaństwa.

Warto przypomnieć, że w Amazonii, dla której ostatni synod proponuje takie rozwiązania,diakonów stałych nie ma (jest ich za to kilka tysięcy w Niemczech), a zatem chodziłoby o wyświęcanie ludzi o formacji z gruntu świeckiej, a może nawet wątpliwej. Ivereigh przeszedł jednak do dalszych kontrataków sugerując jakoby viri probati dla Amazonii będzie trzeba wyświęcać w… obrządku wschodnim i to rozwiąże wszelkie problemy. Spuśćmy zasłonę milczenia nad tymi pomysłami. Czasem naprawdę można współczuć Franciszkowi jakich ma przybocznych.

Przejdźmy do dwóch [1,2] wpisów ks. Jamesa Martina. Pisze on tak:

Ciężko to pojąć. Mam wielki szacunek dla papieża emeryta Benedykta XVI. Tym niemniej, kiedy zrezygnował z papiestwa powiedział, że będzie „ukryty dla świata". Oczywiście ma prawo powiedzieć cokolwiek chce, ale w tym przypadku mówi o sprawie, która była jednym z głównych przedmiotów obrad ostatniego Synodu dla Amazonii i obecnie rozważana jest przez papieża. Niektórzy mogą widzieć w tym wkład wielkiego teologa w dyskusję, ale biorąc pod uwagę jego wyjątkową rolę inni mogą widzieć w tym „równoległe magisterium”, co prowadzi do rozbicie jedności.

Refleksyjny wpis Martina nie jest pozbawiony trucizny, a nawet jest pełen jadu, kiedy przypomina Benedyktowi XVI, że przecież obiecał siedzieć cicho, gdy abdykował. Ważniejszy jest jednak wątek „równoległego magisterium”. O jakim magisterium mówi Martin? Czy celibat już został zniesiony w Kościele mocą papieskiej nieomylności, czy może chociaż wspomina o tym adhortacja posynodalna Franciszka? Zaraz… przecież ona jeszcze nie została opublikowana. Czy ważny głos w kościelnej dyskusji, jaki dają Benedykt i Robert Sarah może być równoległym magisterium? Czy tak samo Martin i Ivereigh reagowaliby gdyby Benedykt XVI i Sarah poparli zniesienie celibatu i np. kapłaństwo kobiet? Czy może jednak to Martin manipuluje tu opinią publiczną sugerując, że wątpliwie katolickie poglądy takich pistoletów jak on sam są dziś „magisterium”. Może sprawy zaszły już tak daleko, że to ks. Martin określa czym jest magisterium? Może szpica „postępowców” (a tak naprawdę destruktorów) określa teraz czym jest magisterium? Dla kogoś, kto patrzy z perspektywy tradycji nauczania Kościoła i współodczuwa z Kościołem, „równoległe magisterium” tworzą Ci wszyscy, którzy proponują i przypisują Franciszkowi swoje pomysły sprzeczne z nauczaniem Chrystusa, Ojców i Doktorów. 

Warto też zatrzymać się nad kwestią jedności. Czyja z kim ma być ta jedność? Może ks. Martin i np. niemiecki episkopat zadbaliby o swoją jedność z niezmiennym katolickim nauczaniem w sprawie emancypacyjnego ruchu homoseksualnego. Jedność, a raczej wymuszania jednomyślność, jeśli nie pozostaje w zgodności z nauką Kościoła wszystkich czasów, jest tylko i wyłącznie zeświecczonym postulatem korporacyjnej spójności. Martin chce wymusić u swoich wahających się, podtrutych ultramontanizmem, czytelników lojalność wobec własnych idei przykładając do nich pieczęć papieskiego autorytetu. Pieczęć, której brak. Papież Franciszek tak często milczy w ważnych sprawach, że staje się pretekstem, dla coraz dalszych żądań zmiany, ofiarą nieograniczonego nadużywania własnego autorytetu przez innych dla ich własnej promocji oraz katalizatorem rzeczywistego nadszarpywania jedności Kościoła polegającej na wolności życia i gromadzenia się w imię Chrystusa czy stałego nauczania katolickiego, a nie realizowaniu woli ideologów. Zresztą Martintakże powtarza te obrzydliwe sugestie Ivereigha, według, których Benedykt XVI właściwie postradał już rozum.

Paweł Milcarek już w 2004 roku stawiał kwestię jak winniśmy ważyćlojalność i wierność:

Wielu autorów alarmuje: Kościół jest coraz bardziej podzielony. Nie odczuwamy tego tak mocno w Polsce, lecz trudno zapewnić, że przed takim problemem niedługo nie staniemy także tutaj. Z coraz większą aktualnością staje przed nami problem: jak odróżnić różnorodność od rozłamu, a pluralizm katolicki od rozkładu? Dla tych, którzy cieszą się każdą wielością i każdą różnicą, problem ten nie istnieje. Dla tych, którzy rozumieją wartość jedności katolickiej, to rozważanie staje się sprawą żywotnie ważną.   

[...]

W przywiązaniu katolickim wierność jest kotwicą w wieczności, uniezależniającą od przesądów epok, zwyczajów „tego świata”, dającą tę wolność, którą mają wyraźnie męczennicy i wyznawcy, gdy kusiciele przedstawiają im rozmaite racje dla zdrady, gwałtownej lub zgoła niezauważalnej, stopniowej adaptacji, „znalezienia sobie miejsca w nowej sytuacji” itp. Wierność katolicka przypomina, że nie z tego świata jesteśmy (choć w tym świecie), że nie tu jest nasza trwała ojczyzna. Wierność ta wymaga świadomego wyboru, niekiedy pod prąd. Bywa dramatyczną frondą, wyjściem z własnego miasta, odejściem poza obóz, czasem nawet „posiadaniem w nienawiści” osób, do których naturalnie lgnęlibyśmy jak do najbliższych na ziemi.  

Problemy z lojalnością, które opisywał Paweł Milcarek w 2004 pozostały aktualne. Te „problemy” są w zasadzie wyrzutami wobec konformizmu kruchty tak często fałszywie branego na tradycję. Przywoływany „duch Soboru” można zastąpić „duchem pontyfikatu Franciszka” kreowanym przez tych, którzy dziś w Kościele podsycają atmosferę„turbopapiestwa”:

Jeśli lojalność jest dla tradycjonalistów wyzwaniem, to – pomijając kłopoty powszechnie ludzkie, nie omijające żadnej grupy – dlatego, że na terenie kościelnym, w dziejącym się tam kontakcie struktur i osób, zdarza się definiować lojalność nie tyle jako zakorzenienie w przeciętnej normalności, lecz jako manifestowanie akceptacji dla wszystkiego, co łączy się z impresjonistycznie odmalowaną „odnową posoborową”. Rzadko jesteśmy pytani o obiektywne i trwałe wyznaczniki naszej więzi kościelnej – częściej natomiast wyczuwamy podejrzenie, że brak nam entuzjazmu dla „priorytetów posoborowych”. Oczywiście zarówno oczekiwany poziom entuzjazmu, jak i doprecyzowanie owych priorytetów są w znacznym stopniu poddane subiektywnemu odczuciu interpretatora. Paradoks polega właśnie na tym, że ewidentne zakorzenienie grup tradycjonalistycznych w nagromadzonym przez wieki wiary konkretnym dziedzictwie Kościoła, unoszącym w sobie niekwestionowalny kapitał ortodoksji i świętości, oznacza dla wielu „wykorzenienie” z kościelnego mainstreamu, zdefiniowanego w oparciu o stosunek do słynnego, amorficznego „ducha Soboru”. Z tego wynika też sposób formułowania zastrzeżeń wobec nas i ich typ – niemal nigdy nie mają one charakteru otwartej, rzeczowej polemiki, albo autorytatywnego „wytknięcia błędu” tu lub tam, w oparciu o pewniki katolickie. Za zwyczaj jest to polityka odrzucenia i izolacji, realizowana przez szepty i aluzje, ogólne „mam odczucie” lub „nie podoba mi się”, bądź przez bolesne, dotkliwe ciosy-decyzje, których autorzy nie muszą i nie chcą nawet wyjaśniać.

Ten rodzaj traktowania spotkał dziś na skalę globalną Papieża emeryta i kard. Saraha. W epoce „turbopapiestwa” za katolickie uchodzi to, co stało się przekazem dnia macherów medialnych dworu papieskiego. Można by powiedzieć, że ta sytuacja musi bezwględnie przeminąć i być może stanie się to kosztem upadku całych zsekularyzowanych „sektorów” Kościoła pogrążonego w świeckości, interesach finansowych i poklasku świata. A także frakcyjnej nienawiści do ortodoksów. Być może na tym właśnie polegaukryty sens trwającego pontyfikatu, po pierwsze odsłania przed Kościołem granice „turbopapiestwa”, których przesuwanie polega na coraz dalszej eskalacji tezy mówiącej, że „papież to tradycja” (Zob. też tekstNawet Papież musi być posłuszny). Drugi ukryty sens pontyfikatu Franciszka, obok powyższego, to ujawnienie pragnień i ośmielenie wszystkich jawnych i ukrytych w Kościele dysydentów. W końcu to wystąpienia heretyków w przeszłości były okazją, a może nawet warunkiem uściślania i utrwalenia zdrowej doktryny. 

Choć Papież znalazł się na własne życzenie w pułapce, z której nie będzie mu łatwo wyjść (nie wiadomo zresztą czy nawet będzie chciał to zrobić), to powinniśmy wyciągnąć naukę z zasady przywiązania, na które składają się wspomniane już wierność i lojalność. Potrzebne jest by dalej w Kościele pełnić rozumną służbę Bożą, której elementem jest także nieustannie badanie granic zdrowej nauki (wierność), a jednocześnie uznawanie ojcostwa Papieża, którego obecność na urzędzie jest znakiem widocznej jedności Kościoła. Nawet jeśli Papież za dużo mówi, za dużo mu się przypisuje, a nawet jeśli sam testuje granice ortodoksji jest on wciąż narzędziem w rękach Opatrzności, a dla katolików testem zaufania i nonkonformizmu przede wszystkim wobec pokusy niewierności, ale i... nielojalności.

Gdy kończę pracę nad tym tekstem wieczorem 13 stycznia, pomimo reakcji Watykanu, potwierdzającej stanowisko Franciszka w sprawie zachowania celibatu, Austen Ivereigh dalej prowadzi swoją krucjatę przeciwko poczytalności umysłowej Benedykta XVI. Oczywiście, nie ma powodów by bezkrytycznie ufać Franciszkowi, szczególnie że nawet w dzisiejszej wypowiedzi pojawia się wspomnienie propozycji wyjątku od celibatu dla ludów Pacyfiku, co może być kolejnym wybiegiem, pozostawieniem sobie furtki do przyszłej radykalizacji stanowiska. Jednak dziś pozostajemy z cytatem z Pawła VI podanym przez Franciszka: „Dałbym raczej życie, niż zmieniłem prawo o celibacie”.

Tomasz Rowiński

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas"

-----

 

 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij