szkice
2017.11.30 18:55

Państwo katolickie to nie państwo religijnego totalitaryzmu

Pobierz pdf

W niniejszym artykule chciałabym pokrótce przedstawić tradycyjne nauczanie Kościoła katolickiego na temat wolności religijnej. Jest ono często błędnie rozumiane, taktowane wręcz jako ideologia oraz program swoistej teokracji. W rzeczywistości nauczanie to wygląda jednak inaczej, a negatywne poglądy odnośnie państwa katolickiego mają swoje źródło nie w despotycznym nauczaniu Kościoła, lecz w perspektywie, jaką przyjmują jego krytycy. Same zasady, na których opiera się to nauczanie, wydają się wciąż godne rozważenia, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy przekonujemy się, jak wiele problemów generuje koncepcja państwa laickiego.  

Czym jest państwo?

Jeśli sięgniemy do nauczania społecznego Kościoła, znajdziemy w nim zdanie, któremu trudno odmówić trafności w opisie obserwowanej przez nas sytuacji:

Prawo jest bowiem siłą moralną, co do której - jak wcześniej powiedzieliśmy i jak musimy ciągle na nowo powtarzać - absurdem byłoby przypuszczać, że natura obdarzyła nią bez różnicy prawdę i fałsz, sprawiedliwość i niesprawiedliwość. Ludzie mają prawo do swobodnego i rozważnego rozpowszechniania w państwie wszystkiego, co jest prawdziwe i uczciwe, bez żadnych ograniczeń; natomiast kłamliwe opinie, stanowiące największą z plag dla umysłu, a także występki psujące serce i moralne życie, winny być przez władzę publiczną pracowicie poskramiane, aby nie doprowadziły podstępnie do ruiny państwa[1]. 

W innym miejscu w tej samej encyklice papież Leon XIII pisze: „Prawdziwa wolność ludzkiego społeczeństwa nie polega więc na tym, że każdy robi, co mu się podoba, gdyż kresem takiej wolności byłby zamęt i nieład, zaś państwo by upadło[2]”. Widzimy więc, że przyjęcie zasady pluralizmu powoduje paraliż państwa, jak również realny brak możliwości sprawnego rządzenia. Oto stajemy przed praktycznym pytaniem, w jaki sposób przywrócić harmonię między wolnością, a jej ograniczaniem; jak odnieść się do problemu różnorodności wyznań i relacji między nimi w ramach jednego organizmu państwowego.

Właściwe przedstawienie tradycyjnego nauczania Kościoła na temat wolności i tolerancji religijnej wymaga, aby w pierwszej kolejności zaprezentować typowe dla katolicyzmu rozumienie pojęcia państwa. Bez tego trudno będzie zrozumieć podstawy nauczania społecznego Kościoła w tym obszarze. Katolicyzm postrzega państwo jako najwyżej i najszerzej zorganizowaną grupę osób, której celem jest dobro wspólne[3]. Koncepcja ta ma swoje podstawy w filozofii Arystotelesa, który uważał, iż greckie miasto-państwo to najdoskonalsza postać naturalnej i koniecznej organizacji społecznej, wynikająca ze skłonności człowieka do prowadzenia uporządkowanego życia. Na tym twierdzeniu greckiego myśliciela opierał się w swoich rozważaniach św. Tomasz z Akwinu, a za nim cała nauka społeczna Kościoła. Przez dobro wspólne rozumie się w tym przypadku zarówno dobro doczesne, jak i dobro wieczne, czyli zbawienie. Celem bezpośrednim państwa jest pomaganie społeczeństwu w osiągnięciu szczęścia doczesnego, niesprzecznego ze szczęściem wiecznym. Władza polityczna jest rozumiana jako pochodząca od Boga. Leon XIII w encyklice Immortale Dei napisał:

Ponieważ zaś nie może żadne społeczeństwo istnieć, jeżeli ktokolwiek wszystkim innym nie przewodniczy, pobudzając pojedynczych skuteczną i stosowną zachęta ku dążeniu do wspólnego celu, wiec wynika, że społeczeństwu ludzkiemu koniecznie potrzebna jest władza sprawująca rządy, władza, która równie jak samo społeczeństwo ma przyczynę swojego bytu w naturze, a tym samym w Twórcy natury to jest Bogu. Z tego dalej wynika, że władza publiczna, jako taka, od Boga samego pochodzi. Bo Bóg jeden jest najistotniejszym i najwyższym panem świata, któremu wszystko, co jest, musi podlegać i służyć, tak, że którzykolwiek mają władzę rozkazywania, nie mają jej znikąd, jeno od onego najwyższego wszystkich władcy, Boga. «Nie masz zwierzchności, jedno od Boga» (Rz 13, 1)[4].

Przekonanie o tym, że wszelka władza pochodzi od Boga, a więc również władze państwowe mają swoje źródło w Bogu, jest aksjomatem w katolickiej nauce o państwie. Zwykle przywołuje się tutaj – oprócz cytowanego przez Leona XIII Listu do Rzymian – fragment z Ewangelii, w którym to Chrystus rozmawiając z Piłatem, odpowiada mu: „Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci jej nie dano z góry” (J 19, 11).

Państwo katolickie a demokracja

Wydaje się, że przedstawiona wyżej koncepcja wyklucza istnienie porządku demokratycznego. Nie jest to jednak prawdą. Kościół akceptuje w swoim tradycyjnym nauczaniu demokrację dopóty, dopóki w jej ramach nie twierdzi się, że legitymizacja władzy pochodzi od samego ludu. Kościół akceptuje fakt, iż przedstawiciel polityczny wyłania się w wyborach, ale podtrzymuje równocześnie przekonanie, że wszelka władza ma swoje źródło w Bogu. „Wybór demokratycznej formy rządu nie jest zły sam w sobie – pisze Leon XIII – o ile zostaje zachowana katolicka doktryna na temat źródła władzy i jej stosowania”[5]. W innym miejscu w tej samej papieskiej encykliki czytamy: „Jednakże prawo do sprawowania władzy nie jest koniecznie powiązane z jakimś konkretnym rodzajem rządu. Może on przyjmować tę czy inną postać, pod warunkiem, że jego zamiarem jest zapewnienie ogólnie rozumianej pomyślności”[6]. W XIX wieku, gdy dokumenty kościelne pisał Leon XIII, istniały zarówno państwa demokratyczne, jak i monarchie. Można więc było odnotować sytuację, w której przychylne Kościołowi i rządzone wedle katolickich okazały się takie państwa demokratyczne, jak np. Ekwador, podczas gdy włoskie monarchie cechowały się w tym czasie negatywnym stosunkiem do zasad postulowanych przez Stolicę Apostolską[7]. Jakakolwiek jednak będzie natura rządu, rządzący zawsze muszą pamiętać o tym, iż wedle postulatów Kościoła jedynie Bóg jest najwyższym Władcą świata. To właśnie On sam ma być dla nich wzorem i prawem w administrowaniu państwem[8]. Przekonanie, że władza państwowa pochodzi od Boga prowadzi następnie do wniosku, że państwo nie ma prawa tworzyć ustawodawstwa sprzecznego z zasadami moralnymi i Dekalogiem. Z tego zaś wynika domaganie się Kościoła, aby władza państwowa współpracowała z Kościołem w rozwijaniu  tego wszystkiego, co pomaga człowiekowi osiągnąć jego ostateczny cel, jak również w ograniczaniu i zwalczaniu tego, co ten cel niweczy. Państwo ma zatem „prawo przy pomocy środków prawnych ograniczać rozpowszechnianie takich opinii i zabraniać takich działań, które zmierzają do zniszczenia w społeczeństwie wiary w Boga oraz wierności wobec norm moralnych”[9]. Podobne twierdzenie wygłosił zresztą Jan Paweł II, jeszcze jako kardynał krakowski:

Otóż żaden człowiek ani żadna władza ludzka nie mają prawa stosowania przymusu wobec osoby ludzkiej przyjmującej błędne rozwiązanie, jeśli owo błędne rozwiązanie nie sprzeciwia się dobru wspólnemu, dobru kogoś innego ani dobru samego błądzącego. Skoro zaś się sprzeciwiają, wtedy jest oczywiste, że uprawnieni przełożeni, jak rodzice i stróże dobra wspólnego, mogą wywierać pewien przymus na błądzącego, aby ten, postępując za swym błędem, nie wyrządził innym albo sobie samemu proporcjonalnie ciężkiego zła[10].

Zasady państwa katolickiego

Za sytuację idealną Kościół katolicki od zawsze postrzegał układ, w którym państwo oficjalnie uznałoby katolicyzm za religię państwową, władza świecka brałaby udział w niektórych uroczystościach kościelnych, państwo zaś uznawałoby i sankcjonowało prawo kościelne, a także chroniło prawa Kościoła, wraz ze wszystkimi prawami (w tym także religijnymi) członków Kościoła[11]. Taka koncepcja nazywana została „społecznym królowaniem Chrystusa”. Znamienne, że oodnosi się ona do społeczeństw, w których większość stanowią katolicy.

Skoro państwo jest niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, to jako takie istnieje w zamyśle Bożym. Byłoby więc rodzajem Bożego stworzenia, a każde stworzenie ma obowiązek oddawania Bogu czci. Stąd postulat publicznego uczestnictwa władzy w praktykach religijnych[12]. Na podstawie tego przekonania w encyklice Libertas, Leon XIII krytykując koncepcję wolności wyznaniowej napisał:

Ta sama wolność, zastosowana w państwach, tego oczywiście chce, iżby państwo nie posługiwało się żadnym kultem względem Boga, ani też żądało publicznego wyznawania takowego: iżby żadnego ponad drugi nie przenosiło, lecz wszystkie porównie uznawało, nie zważając nawet na lud, gdyby się ten do katolickiego imienia przyznawał. Gdyby to słusznym być miało, musiałoby być prawdą, że albo cywilna społeczność ludzi nie ma względem Boga żadnych obowiązków, albo też, że się może od nich bezkarnie zwalniać: lecz jedno i drugie oczywistym jest fałszem. Nie można bowiem powątpiewać, że za wolą Bożą zeszli się ludzie w społeczność, czy jej części, czy też jej formę, którą powaga stanowi, albo jej przyczynę lub tę mnogość wielkich korzyści, jakie człowiekowi przynosi, na uwagę weźmiemy. Bóg to bowiem stworzył człowieka do towarzystwa i umieścił go w otoczeniu sobie podobnych, aby to w stowarzyszeniu znalazł, czego by jego natura potrzebowała, a czego by sam w odosobnieniu dosięgnąć nie mógł. Z tego to powodu cywilna społeczność, dlatego, że jest społecznością powinna uznawać Boga za swego rodziciela i twórcę, a jego władzę i panowanie szanować i czcić[13].

Mamy tu zatem jawną krytykę przekonania, wedle którego państwo, nawet jeśli większość jego obywateli stanowią katolicy, może nie wyznawać publicznie religii katolickiej.

Co z innowiercami?

Prawie natychmiast rodzą się jednak dwa pytania. Pierwsze dotyczy państw, w których katolicy nie stanowią większości wyznaniowej. I drugie – czy takie postawienie sprawy, jakiego chciałby Leon XIII, gdy pisał o państwach zdominowanych przez katolików, nie oznacza praktycznego prześladowania wyznawców innych religii? Na czym bowiem miałoby polegać ograniczanie głoszenia ich poglądów? Cytowana już wielokrotnie encyklika Leona XIII Immortale Dei stwierdza wyraźnie: „Kościół zwykł jak najgorliwiej dbać o to, aby nikogo nie zmuszano do przyjmowania wiary katolickiej wbrew jego woli, gdyż – jak nas mądrze przestrzega św. Augustyn – «Człowiek nie może uwierzyć inaczej, jak tylko dzięki swej własnej wolnej woli»”[14]. Zasady katolickie odnośnie wyznawania religii w sferze prywatnej i publicznej można więc streścić w trzech punktach:

  • Nikogo nie można zmuszać do postępowania wbrew jego sumieniu w sferze prywatnej.
  • Nikogo nie można zmuszać do postępowania wbrew jego sumieniu w sferze publicznej.
  • Nikomu nie można zabraniać postępowania zgodne z jego sumieniem w sferze prywatnej[15].

Z tych zasad jasno wynika, że państwo nie może ingerować w sferę prywatnych przekonań obywateli, ani tym bardziej ograniczać ich. Może jednak wpływać na nie wówczas, gdy te same przekonania, uznane przez państwo za błędne i szkodliwe, byłyby głoszone lub manifestowane publicznie, nawet jeśli czyniłaby to osoba pozostająca w zgodzie z własnym sumieniem. W tej szczególnej sytuacji państwo może zabronić czynów dokonywanych wedle własnrgo sumienia poszczególnych ludzi. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że jest to możliwe jedynie w przypadku postępowania w sferze publicznej. Abstrahując od kwestii religijnych, zasadę tą powszechnie przyjmuje się w porządkach prawnych wielu współczesnych państw. Gdy chodzi o kwestię konfliktu wolności sumienia i prawa do postępowania zgodnie z sumieniem w sferze publicznej, a wzmiankowanymi ograniczeniami, warto wspomnieć, że występuje on w porządku prawnym regulującym inne dziedziny życia niż religijne. Na przykład polskie prawo ogranicza możliwość promocji i reklamy napojów alkoholowych z racji wyższego dobra, za jakie uznano promocję trzeźwości i przeciwdziałanie alkoholizmowi wśród młodzieży[16]. Państwo nie wnika tutaj w to, czy sumienie danej osoby nakazuje jej promować alkohol wśród młodzieży, czy też nie. Ograniczenie następuje w sferze publicznej w imię dobra wyższego, uznanego za takie przez prawodawcę. Analogicznie państwo zabrania kradzieży, czy stręczycielstwa, nawet jeżeli obywatel popełniając takie czyny, uważałby, że postępuje w zgodzie z własnym sumieniem. Tutaj państwo odwołuje się do pojęcia dobra wspólnego, którego część stanowi porządek publiczny.

Widać zatem, że państwo może ograniczać propagowanie idei, uznanych za szkodliwe dla dobra wspólnego. Jeśli państwo przyjmuje religię katolicką za swoją własną, a pojęcie dobra wspólnego rozumie możliwe szeroko, w pełni uwzględniając przy tym katolickie spojrzenie na to dobro, także w perspektywie wieczności, to ma jednocześnie prawo ograniczać publiczne propagowanie innych religii, które uznaje za fałszywe, czy wręcz szkodzące realizowaniu tak rozumianego dobra wspólnego. Wciąż aktualne pozostaje jednak pytanie, czy taka działalność zapobiegawcza i ograniczająca okazuje się zawsze dobra, nawet w państwie katolickim. Otóż nie. Leon XIII zauważa w encyklice Libertas: „Chociaż nie daje prawa do niczego, co nie jest prawdziwe i uczciwe, to jednak nie zabrania władzy publicznej tolerowania tego, co jest niezgodne z prawdą i sprawiedliwością, o ile postępowanie takie pozwala uniknąć większego zła, albo osiągnąć lub utrzymać większe dobro”[17]. Dobro wspólne staje się tutaj przyczyną, dla której można tolerować coś, co przyjmuje się, że jest obiektywnie złe. Pogląd taki, zwany tolerancją (w tym przypadku tolerancją religijną), ma swoje podstawy chociażby w nauczaniu św. Tomasza z Akwinu. Doktor Kościoła tak oto pisał odnośnie wyznawców innych religii: „Choć więc niewierni grzeszą swymi rytuałami, można je tolerować, o ile miałoby z tego wyniknąć jakieś dobro lub też o ile pozwoliłoby to uniknąć jakiegoś zła”[18]. Dalej możemy przeczytać o poszczególnych powodach do zachowania tolerancji: „awantura lub zakłócenie porządku publicznego, do którego mogłoby dojść, albo też przeszkoda dla tych, którzy – nie niepokojeni – mogliby stopniowo nawracać się na wiarę katolicką. Z tego powodu Kościół toleruje niekiedy nawet obrzędy heretyków i pogan, gdy niewiernych jest bardzo wielu”[19]. Widzimy zatem, że przyjęcie katolickiej koncepcji tolerancji religijnej w państwie oficjalnie katolickim, nie łączy się w żadnej mierze z postulatem prześladowania innowierców, jak to próbuje się nam niekiedy wmawiać. Tolerancja taka wydaje mi się w zasadzie najlepszym rozwiązaniem na dzisiejsze czasy. Umożliwia bowiem sprawowanie przez państwo kontroli nad porządkiem i ochroną dobra wspólnego wedle jasnych zasad, na gruncie których hierarchizacja poglądów religijnych (a do niej wcześniej czy później musi dojść, zwłaszcza w obliczu konfliktu), nie jest pozostawiona uznaniowości urzędników, ani też niejasnym regułom pluralizmu. Prawdziwa tolerancja umożliwia jednocześnie spokojną egzystencję wyznawców innych religii. Postulował ją również Pius XII, zwracając uwagę na współczesne jemu warunki społeczne. W przemówieniu do prawników katolickich w roku 1953 mówił zatem:

Obowiązek tłumienia błędu moralnego i religijnego nie może być przeto ostatecznym kryterium postępowania, lecz musi być podporządkowany wyższym i bardziej ogólnym normom, które w pewnych okolicznościach pozwalają na tolerowanie błędu, a nawet wydają się wskazywać na tolerancję jako na lepszy sposób uzyskania większego dobra[20].

Dlaczego „tolerancja”?

Dlaczego jednak mowa o tolerancji, a nie o prawie do wyznawania publicznego wybranej przez siebie religii? Wynika to z rozumienia tego wszystkiego, co może być przedmiotem prawa. A więc powszechnie uznaje się, że przedmiotem prawa może być jedynie coś, co jest obiektywnie zgodne z zasadami moralności. Katolicyzm, mianując się jedyną religią objawioną przez Boga (a w związku z tym jedyną prawdziwą), a przy tym twierdząc, że człowiek ma moralny obowiązek szukania Boga i wypełniania Jego woli, głosi tym samym, iż każdy jest jakoś zobowiązany do wyznawania religii katolickiej. Jeśli Bóg objawił ludziom, że ta religia jest dobra, a jej wyznawanie jest Mu miłe, to ci sami ludzie, słuchając Go, muszą uznać, że obiektywnie dobre jest wyznawanie tylko religii katolickiej. Co prawda, ktoś może być w swoim sumieniu subiektywnie przekonany, że wyznawanie innej religii jest dobre i miłe Bogu, a nawet – że religia katolicka jest nieprawdziwa. Konsekwentnie przyjmując jednak paradygmat katolicki, musimy stwierdzić, że taki człowiek obiektywnie się myli. Przedmiotem prawa może być natomiast wyłącznie dobro obiektywne. Nie może jego przedmiotem być wyznawanie innej religii, niż katolicka, skoro tylko ona jest moralnie dobra. Dlatego tradycyjna doktryna Kościoła mówi o tolerancji dla innych kultów, lecz nie o prawie do ich sprawowania.

Późniejsze orzeczenia Urzędu Nauczycielskiego, sformułowane na Soborze Watykańskim II, w poświęconej zagadnieniu wolności religijnej deklaracji Dignitatis Humanae, sprawiają wrażenie, jakby przyznawały prawo do wyznawania innych religii, aniżeli katolicka. Obecnie w Kościele toczy się nad tym zagadnieniem poważna debata. Pomijając literalne, nieścisłe, otwarte na różne interpretacje wyrażenia tej deklaracji, pewne jest, że żadne z orzeczenień nieomylnego uroczystego lub powszechnego Magisterium nie przyznaje nikomu prawa do błędu, ponieważ prawo takie, samo w sobie nie może istnieć. Innymi słowy, prawo możemy przyznać jedynie temu, co jest obiektywnie dobre. Omówienie wspomnainej deklaracji ostatniego Soboru, jak i związanych z nią skomplikowanych zagadnień oraz interpretacji, nie jest jednak przedmiotem niniejszej pracy.

Na terenie państwa, w którym katolicy stanowią mniejszość, Kościół domagał się zawsze jedynie wolności dla swojej działalności. W myśl przekonania, że jeżeli gdzieś przyznaje się prawa obiektywnie złym rzeczom (które w imię sprawiedliwości im się nie należą), a nie ma szans na przywrócenie właściwego porządku, to należy przynajmniej nie dyskryminować dobra, przyznając mu takie same prawa, jakimi cieszy się błąd.

           

Monika Chomątowska           

 

 

[1] Leon XIII, encyklika Libertas

[2] Tamże

[3] Davies M. Sobór Watykański II a wolność religijna, s. 33

[4] Leon XIII, Immortale Dei

[5] Tamże,

[6] Tamże

[7] Informacje te zaczerpnęłam z wykładu dr. hab Marcina Karasa, który miał miejsce podczas seminarium na temat wolności religijnej w maju, 2012 roku. Organizator: Instytut Tertio Millennio

[8]Leon XIII, Immortale Dei

[9] „Theological Studies”, t. VI, s. 267

[10] K. Wojtyła, Wypowiedź na piśmie na temat wolności religijnej i roli sumienia; ActaSyn, vo. III, pars III, s. 766-768, n. 51

[11] J.A. Ryan, „Catholic Principles of Politics”, Nowy Jork 1940, s. 319

[12] „The American Ecclesiastical Review”, t. 123, 1950, s. 165-168

[13] Leon XIII, Libertas

[14]Leon XIII, Immortale Dei

[15] Davies M., Sobór Watykański II a wolność religijna, s. 51

[16] http://www.slaskie.pl/kopm/ustawa1.html; Ustawa z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. (tekst jednolity: Dz. U. 2002 r. Nr 147 poz. 1231)

[17]Leon XIII, Libertas

[18] Św. Tomasz z Akwinu, II-II q 10 a 12

[19] Tamże, art. 11

[20] Pius XII, Przemówienie „Ci riesce”, Wspólnota międzynarodowa a tolerancja religijna, do uczestników V Krajowego Związku Włoskich Prawników Katolickich, 6 grudnia 1953 r. 


Monika Chomątowska

(1989), doktorantka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, publikuje w Christianitas i Frondzie. Mieszka w Krakowie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij