Komentarze
2016.12.01 12:55

O chrześcijańskim żegnaniu zbrodniarzy

Są dwie rzeczy, które – tak to widzimy po chrześcijańsku – należą się od nas każdemu człowiekowi gdy odchodzi z tego świata: modlitwa za jego duszę i uszanowanie majestatu śmierci. To ostatnie oznacza między innymi, że w przypadku śmierci osób czyniących zło umiemy się powstrzymać przez czas pierwszej ciszy pośmiertnej od naszych wyłącznie oskarżycielskich podsumowań – także tych, do których ma się oczywiste prawo w innym czasie. Chrześcijanin powie po prostu: dusza tego człowieka jest już na sądzie Bożym.

Wiem, że to nie jest łatwa reguła. Zwłaszcza gdy umiera zbrodniarz lub człowiek reprezentujący system, który posługuje się zbrodnią i zniewoleniem. Nie nam więc sądzić przemądrzale ludzi, którzy śpiewali z radości na wieść o śmierci Hitlera, Stalina czy – inna skala – Saddama Hussajna. Sądzilibyśmy emocje ludzi, którzy latami kulili się z lęku o życie, a teraz poczuli się bezpieczniejsi. Jednak co innego, jeśli okoliczności pozwalają wyjść poza te emocje. Wtedy nie ma sensu nic więcej niż powiedzieć właśnie: jest już na sądzie Bożym.

To zresztą zupełnie co innego niż łatwe rozgrzeszanie zbrodniarza lub formułowanie nekrologów, w których zręcznie pomija się wspomnienie o zbrodniach. A tego nam dziś nie brak. Mam teraz przed oczami słowa pewnego znanego polityka europejskiego, który na wieść o śmierci przywódcy jednego z ostatnich państw komunistycznych pisze o nim: „Wraz z jego śmiercią świat stracił kogoś kto był bohaterem dla wielu. Zmienił on kierunek rozwoju swego kraju, a jego wpływ sięgnął znacznie dalej”. Co za hipokryzja!

Oczywiście można by zauważyć, że z jakiegoś powodu na taką zgrabną laurkę od establishmentu eurokratów nigdy nie zasłuży antykomunista generał Pinochet z Chile – a zasługuje na nią komunista Fidel Castro. Mimo że obaj „byli bohaterami dla wielu” i „zmienili bieg wydarzeń” etc.

Jednak ważniejsze jest to, że chrześcijańska powściągliwość w osądzaniu ludzi nazajutrz po ich śmierci po prostu waży więcej, wraz ze swoją ciszą, niż światowa paplanina. Nie ma co przebierać nogami, by zaraz ogłaszać jakiż to łotr opuszcza ziemski padół – ale nie więcej chrześcijańskie jest gimnastykowanie się, by na pogrzebie bandyty ograniczyć się do wspomnień o jego miłości do kwiatów.

Można milczeć. A jeśli sił starczy, powiedzieć cicho do Boga: „Zbaw go, proszę”.

 

Paweł Milcarek

 

Komentarze Pawła Milcarka ukazują się na łamach Przewodnika Katolickiego.


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij