Duchowość
2017.08.15 12:20

Niewiasta z perłą

Dziewictwo Maryi było odpowiedzią na absolutną miłość. Można je porównać do „skarbu ukrytego w ziemi”, który „znalazł pewien człowiek”, a „potem, uradowany bardzo, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę ziemię” (Mt 13, 44). Wielka myśl chrześcijańska od zawsze podkreślała bowiem nadrzędną wartość miłości samego Stwórcy wobec wszystkich, najcenniejszych nawet dóbr rzeczywistości widzialnej i niewidzialnej. Łaska Chrystusa – w przeciwieństwie do świata – jest w stanie zaspokoić pragnienia ludzkiego serca, dlatego święci wszystkich czasów poświęcali każde dobro, byleby tylko pozyskać tę jedyną, drogocenną perłę. Ona jawiła się jako ostateczne spełnienie ludzkiego życia od samego początku, aż po jego kres, mające stać się kiedyś „wszystkim we wszystkich” (Kol 3, 11), na całą wieczność. Quien a Dios tiene, nada le falta. Sólo Dios basta – Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy[1]. Dopiero wtedy Bóg uznany zostaje rzeczywiście za Boga[2].

Na trzy wieki przed narodzeniem Chrystusa mędrzec Eklezjastes dostrzegł prawdę o bolączce doczesnego życia: serce ludzkie szuka trwałego szczęścia i nie może wyzbyć się tego dążenia, a jednak gdziekolwiek spojrzeć – ludzie na ogół pozostają nieszczęśliwi. Mądrość, bogactwa, uznanie, doczesne przyjemności – wszystko to nie zdoła nasycić człowieka, mimo iż stanowi cel jego usilnych zabiegów. Nawet ludzkie względy, przyjaźń czy jakiekolwiek inne powodzenie zależne są od okoliczności, przemijając z czasem. Same w sobie okazują się zresztą zbyt małe i niewystarczające. „I oto dokonałem dzieł wielkich – mówi Eklezjastes – budowałem domy, uprawiałem winnice. Zakładałem ogrody i gaje i sadziłem w nich różnorodne drzewa. Wykopałem sobie zbiorniki na wodę, aby polewać młode drzewka w parku. A całą swoją radość mogło moje serce czerpać z tego, co posiadałem. I to była dla mnie zapłata za trudy gromadzenia majętności. Ale potem, gdy się przyjrzałem wszystkim dziełom, których dokonały moje ręce, gdy popatrzyłem na majętność, którą gromadziłem z takim trudem, stwierdziłem, że wszystko to marność i pogoń za wiatrem. Nie ma z tego żadnego pożytku pod słońcem” (Koh 2, 4-6.10-11). Ostatecznie wszystko prowadzi do gorzkiego pytania: „Co za pożytek ma człowiek z całej swojej majętności, o którą tak zabiega pod słońcem?” (Koh 1, 3). Odpowiedziałby św. Alfons Maria de Liguori: „Serce ludzkie szuka dobra, które może je uczynić szczęśliwym. Ale jeśli szuka go w stworzeniach, to chociaż otrzymuje, nie jest nigdy zadowolone”[3]. Dlatego mistyka katolicka od zawsze wskazywała na tragizm związany z pragnieniem zdobycia pełnego i trwałego szczęścia w przemijającym świecie. Dążenie to motywowane jest bardziej lub mniej świadomym poszukiwaniem drogocennej perły, choć samo – jeśli tylko nadmiernie skieruje się ku stworzeniom – prowadzi do pustki. To, co początkowo łudziło obietnicą, może stać się następnie źródłem zniewolenia, zamętu i jeszcze bardziej rozpaczliwej gonitwy za szczęśliwością. Tak oto „objawia się wielka różnica istniejąca pomiędzy przyjemnościami zmysłów, a wiecznymi rozkoszami łaski”[4] – pisał Girolamo Savonarola. O ile bowiem „jedne czynią człowieka niespokojnym i pełnym pragnień, o tyle drugie zaspokajają go i sycą nie dzięki rzeczom doczesnym, ale dobru najwyższemu na wieki”[5]. Szczęście w samej swojej istocie chce być bowiem całkowite i niezmienne. Rzeczywistość stworzona zawsze będzie jednak nietrwała, przemijająca, a przy tym – z natury niezdolna do zaspokojenia pragnień sięgających wieczności. Ostatecznie głód spełnienia udowadnia, że „świat razem ze swoimi dobrami nie może zaspokoić ludzkiego serca, ponieważ człowiek nie został stworzony dla tych dóbr”[6]. Tu excitas, ut laudare te delectet, quia fecisti nos ad te… Przeznaczona do wieczności przestrzeń w sercu człowieka stworzona została na miarę samego Stwórcy. Jeżeli nie wypełnia jej zatem pokój, którego świat dać nie może (zob. J 14, 27), to człowiek nie zdoła odnaleźć go na zewnątrz.

„Królestwo niebieskie jest też podobne do kupca, poszukującego rzadkich pereł. Gdy znajdzie jakąś bardzo cenną, idzie, sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje tę perłę” (Mt 13, 45-46). Kupiec z przypowieści Jezusa postąpił roztropnie (a może po prostu poszedł za prawdą swojego serca): sprzedał wszystko, co miał, aby tylko nabyć drogocenną perłę. Ona jedyna okazała się spełnieniem jego życiowych dążeń, a dla jej nieskazitelnego piękna warto było poświęcić wszystkie inne kosztowności.  Późniejsza kultura chrześcijańska precyzowała tę myśl: dusza, symbolizowana przez kupca, dała się uwieść Bogu, porzuciła innych zalotników i przyjęła Jego pierścień zaręczynowy (por. Jr 20, 7; Iz 62, 5). Św. Hieronim ze Strydonu wyjaśniał jednak, że „znalezienie nowej perły” wcale nie „równało się potępieniu dawnych pereł”[7]. Cóż to byłaby za wartość, gdyby przeciwstawiona została czemuś zupełnie pośledniemu? Zdaniem Doktora Biblijnego, Jezus chciał raczej uświadomić słuchaczy, że cena perły okazała się tak wysoka, a jej piękno tak zachwycające, że „w porównaniu z nią wszelki inny klejnot”, nawet najdroższy w porządku ziemskim, wydał się jakby „bez wartości”[8]. Stworzenia są dobre same w sobie i nie należy ich potępiać, ale nikną wobec nieskończonej dobroci Stwórcy, podobnie jak w blasku słońca blednie każde inne źródło światła. W tym samym duchu Paweł Apostoł pisał zresztą do Kościoła w Filipii: „wszystko to, tak kiedyś cenne dla mnie, teraz, ze względu na Chrystusa, zapisuję na straty. Zresztą wszystko inne również – w porównaniu z wartością, jaką przedstawia dla mnie możność poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego – uważam za stratę” (Flp 3, 7-8). Z perspektywy nieba i absolutnej miłości Boga, zobrazowanej chociażby w Pieśni nad pieśniami, ziemskie rzeczy straciły na dotychczasowym znaczeniu. Bogactwa i okoliczności, korzystne bądź niekorzystne, zmalały wobec obecności Najwyższego. „Gdyby ktoś chciał zdobyć miłość za całe swe bogactwo, wystawi się tylko na wzgardę” (Pnp 8, 7). Dlatego Paweł uzupełnił swój wywód o jeszcze dobitniejsze retorycznie sformułowanie: „Dla Chrystusa wyzbyłem się dobrowolnie wszystkiego i wszystko przedstawia dla mnie wartość nie większą niż zwykłe śmieci. Cenię sobie jedynie to, bym mógł pozyskać Chrystusa” (Flp 3, 8).

Największym pragnieniem człowieka jest miłość, owa potęga, która wedle słów poety porusza słońcem i gwiazdami[9]. Pieśń nad pieśniami porównuje jej przemożną siłę do śmierci, a jej płomienie – do ognia Pańskiego (zob. Pnp 8, 6). Nawet zło – jak stwierdził św. Augustyn i kontynuatorzy jego teologii[10] – opiera się na miłości, do której wdarł się jednak radykalny nieporządek (por. Dante Alighieri: „Co jest ta miłość, przez którą się płodzą, mówisz, zarówno dobre, jak i złe czyny”)[11]. Okazuje się, że nie sposób wyrugować jej z całokształtu ludzkiej konstrukcji: „najpotężniejsze wody nie mogą zgasić [miłości]” (Pnp 8, 7). Człowiek przez całe życie, od narodzin aż do śmierci, lgnie zatem do dobra, z którym związałby swoje istnienie, licząc zwłaszcza na dopełnienie swojego «ja» w międzyosobowej komunii. Na tym gruncie wspólnota ludzi upodabnia się do Trójcy Świętej. A jednak „miłość krewnych, przyjaciół i wszystkich innych, którzy mówią, że nas kochają (…) jest miłością interesowną, częścią ich miłości własnej”[12]. Choć czerpie ona z pełni Boga, a więc warta jest zabiegów i pochwał, sama w sobie zawsze będzie ograniczona. Między innymi dlatego Jezus przypominał, że bliźniego należy miłować wyłącznie w tej mierze, w jakiej człowiek miłuje samego siebie. Bóg jest natomiast absolutną i ostateczną miłością. Dobitnie pokazują to perypetie św. Augustyna, który nie mogąc znaleźć zaspokojenia w miłości oraz przyjaźni (pomijając już liczne romanse oraz światowe życie), po wielu latach zrozumiał, że spełnienie jego życia spoczywa w rękach Boga. „Byłem nieszczęśliwy, tak jak jest nieszczęśliwa każda dusza, którą spętała miłość do rzeczy śmiertelnych – wspominał Doktor Łaski. – Cóż to za głupota nie umieć kochać ludzi tak, jak ludziom przystoi (…). Wszystko bowiem nie było dla mnie tym, czym był dla mnie przyjaciel, i dlatego wszystko tak niezmiernie przykre było dla mnie i nudne”[13]. Musiało upłynąć sporo czasu, zanim św. Augustyn poznał właściwą miarę stworzonej rzeczywistości bez pogardzania nią: „Szczęśliwy ten, kto kocha Ciebie, a w Tobie kocha przyjaciela, nieprzyjaciela zaś ze względu na Ciebie. Ten bowiem tylko nie traci nikogo drogiego, komu drodzy są wszyscy w Tym, którego utracić nie można”[14]. Właśnie w oderwaniu od nadmiernych pragnień w stosunku do ludzkiej przyjaźni („Nie kochałem jeszcze, lecz chciałem kochać i raczej skrycie odczuwając brak miłości, miałem sobie za złe, że rwałem się do niej za mało”[15]), czy też – w ugaszeniu tego pragnienia źródłami Ducha, św. Augustyn odnalazł przestrzeń do prawdziwej, wolnej i uszczęśliwiającej miłości.

Dziewictwo w rozumieniu chrześcijańskim nie opiera się więc na potępieniu świata (nawet jeśli literatura ascetyczna mówi w zretoryzowany sposób o wzgardzie czy odrzuceniu stworzeń), lecz raczej ustanawia właściwą z nim relację. Nie prowadzi ono również do zanegowania płciowości. Wręcz przeciwnie: przyjęcie „pierwszego stopnia czystości” (primus castimoniae gradus) wymaga świadomości tego, jak wielką wartość w porządku stworzenia stanowi akt małżeński i jakie błogosławieństwo na nim spoczęło. Wedle znanego powiedzenia św. Jana Chryzostoma, „kto potępia małżeństwo, pozbawia także dziewictwo jego chwały”, ponieważ „to, co wydaje się dobrem tylko w porównaniu ze złem, nie może być wielkim dobrem”, podczas gdy „to, co jest lepsze od tego, co wszyscy uważają za dobro, jest z pewnością dobrem w stopniu najwyższym”[16]. Z nieco innej perspektywy, bo w odwołaniu do bezżenności jako wartości pierwszej i podstawowej, kwestii tej przyjrzał się św. Ambroży z Mediolanu: „Jakaż może być pochwała małżeństwa, jeżeli nie ma żadnej chwały przyznawanej dziewictwu”[17]. Św. Hieronim dopowiadał natomiast: „Dziewictwo nazwałem złotem, małżeństwo srebrem”[18]. A więc jedynie pełna akceptacja, czy nawet afirmacja płciowości może doprowadzić do ofiarowania Bogu tego, co stanowi o męskości czy kobiecości osoby. Taką postawą żyła Maryja, Oblubienica Ducha Świętego i Panna nad pannami, wzięta z ciałem i duszą do nieba, dlatego też większość pisarzy wczesnochrześcijańskich uczyniła z niej główny punkt odniesienia dla swoich apoteoz dziewictwa. Ojcowie Kościoła często powtarzali zresztą, że doskonała czystość – antycypująca zmartwychwstanie Chrystusa i wniebowzięcie Maryi – jest w istocie eschatologicznym wypełnieniem złożonego w człowieku pragnienia miłości w jego męskim, bądź kobiecym wymiarze. Chociaż człowiek bezżenny wyrzeka się współżycia małżeńskiego, to nie przestaje przecież doświadczać prawdy o swojej płciowości. Dobrowolne dziewictwo nakierowuje raczej tę siłę, która od początku stworzenia miała jednoczyć mężczyznę i niewiastę, wprost na Boga jako na Dobro najwyższe oraz na Cel ostateczny wszystkich pragnień: „pachną już mandragory, czekają u drzwi naszych wspaniałe owoce, świeże i jeszcze zeszłoroczne, dla ciebie, mój umiłowany, zebrałam je wszystkie” (Pnp 7, 14). Stąd wczesnochrześcijańskie apologie „życia anielskiego” opierają się na ogół na egzegezie Pieśni nad pieśniami. Jakkolwiek nie wydawałoby się to dziś zaskakujące, św. Hieronim uznał tę właśnie księgę biblijną za alegoryczny (a poniekąd również profetyczny) poemat na cześć dziewictwa[19].

W tradycji katolickiej bezżenność określano wieloma przydomkami, wśród których znalazły się: «wolność ducha» oraz «czysta miłość». Stąd też wielcy apologeci dziewictwa – począwszy od św. Hieronima i św. Ambrożego, przez św. Liguoriego, a kończąc na św. Janie Pawle II – zauważali, że wprawdzie uniemożliwia ono realizację pewnej formy międzyosobowego zjednoczenia, ale jednocześnie otwiera na inną – w rzeczywistości pełniejszą i doskonalszą[20]. „Człowiek, wybierając bezżenność dla królestwa niebieskiego, czyni to ze świadomością, że w ten sposób może «inaczej» niż w małżeństwie, a poniekąd nawet «bardziej» niż w małżeństwie, urzeczywistnić siebie, stając się «bezinteresownym darem dla drugich»”[21]. Widać to na przykładzie Matki Najświętszej. Ślub czystości, jaki złożyła Bogu, nie oddalił ją przecież – jak pisał św. Piotr Chryzolog[22] – od bliskiej więzi ze św. Józefem; odwiódł ją jedynie od cielesnego spełnienia w małżeństwie, aby ściślej zjednoczyć ją z Chrystusem. Dzięki temu Maryja stała się Oblubienicą Ducha Świętego oraz św. Józefa, a przy tym –umiłowaną Przyjaciółką wszystkich świętych i Matką całej rzeszy wierzących. Jej miłość rozpostarła się na wielu, nie znając przy tym podziału czy pomniejszenia. A więc fundamentem czystości jest nie tylko odkrycie wiecznej wartości płci, ale również powołanie do miłości i komunii[23]. Dziewictwo sprawiałoby jednak, że relacja z innymi byłaby przeżywana z poziomu zaspokojenia Bogiem. Wedle powiedzenia św. Grzegorza z Nyssy, człowiek bezżenny „tańczy z radości wespół z niebieskimi mocami”[24], czyli w pełni zadowala się łaską. Innymi słowy: stworzenie przestaje być celem pragnień i poszukiwania szczęścia osoby dziewiczej, a staje się dopełnieniem i udzieleniem tej szczęśliwości, którą doświadcza ona w swoim Stwórcy. Ani Ojcowie Kościoła, ani późniejsi teologowie nigdy nie twierdzili bowiem, że sacra virginitas polega na zamknięciu serca na innych: prowadzi ono raczej do „oczyszczonej miłości” oraz „bezinteresowności bez granic”[25].

Właśnie przez wzgląd na łaskę szczególnego rodzaju duchowego otwarcia na wszystkich, dziewictwo było najbardziej pożądaną formą życia wśród chrześcijan pierwszych wieków. Pisał św. Hieronim, że „czystość sama przez się jest wabiąca i każdego ku sobie pociąga”[26], nawet wiernych, których Bóg powołał do stanu małżeńskiego. Zachwyt nad charyzmatem bezżenności był w starożytnym Kościele tak wielki, że – inaczej niż to ma miejsce współcześnie – biskupi musieli bronić rodziny przed teologami, którzy głosili, że czas na zawieranie małżeństw skończył się po zmartwychwstaniu Chrystusa, a teraz liczy się jedynie czystość[27]. Dziewictwo, ten „wiecznie kwitnący i czysty kwiat”[28], utożsamiano bowiem ze zdolnością do kochania świata oraz ludzi w całkowitej od nich wolności. Upatrywano w tym również podobieństwo do życia aniołów Bożych (zob. Mt 22, 30): duchy niebiańskie całkowicie pochłonięte są radością swojego Stwórcy, łączą ich przy tym więzi miłości, nie z tego jednak powodu, aby istniał w nich jakiś brak czy tęsknota[29], ale wyłącznie dlatego, że ich kielich przelewa się (por. Ps 23, 5), a Oblubieniec staje się wszystkim we wszystkich (por. Kol 3, 11). Nie oznacza to oczywiście, że dusza tak usposobiona nabiera pewnego chłodu czy obojętności na innych. Maryja, Królowa Dziewic i Aniołów, najbardziej wolna z wolnych (zaraz po bezżennym Jezusie), wielokrotnie dała się wszakże poznać świętym jako troskliwa i czuła Przyjaciółka. Nieskrępowane serce może jaśniej i czyściej odnaleźć w «drugim» – «drugiego»; obdarowywać raczej, aniżeli poszukiwać wypełnienia.

Doskonała czystość wiąże się oczywiście z konkretnym powołaniem. Ale stanowi ona zarazem proroczy znak dla wszystkich wierzących; jest swego rodzaju emblematem tożsamości każdego chrześcijanina, zaślubionego Barankowi poprzez chrzest. W tym sensie dziewictwo dotyczy wszystkich członków Kościoła[30]. Jako dyspozycja duchowa przypomina bowiem, że serce człowieka powinno pozostać czyste, to znaczy – wolne od nadmiernego przywiązania do dóbr obecnego świata oraz poszukujące w Bogu, a nie w jakiejkolwiek stworzonej wartości, choćby nawet najcenniejszej, swojego ostatecznego spełnienia. O pierwszej, negatywnej części tej prawdy mówi 1 List do Koryntian: „Trzeba więc [reliquum est], aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci [ut et qui habent uxores, tamquam non habentes sint], a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, którzy się radują, tak jakby się nie radowali, ci zaś, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata” (1Kor 7, 29-31). W tekście tym Paweł Apostoł nie neguje wcale znaczenia miłości ludzkiej, czy też innych dóbr tej ziemi. Usiłuje on jedynie uświadomić odbiorcom, że żadna ze spraw doczesnych nie może być uznana za ostateczną oraz że nie zdoła w pełni zaspokoić ludzkiego serca. 1 List do Koryntian wskazuje w ten sposób na inny aspekt nauki Jezusa: „Jeżeli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca, matki, żony, synów, braci i sióstr, i nawet siebie samego, to nie może być moim uczniem” (Łk 14, 26). W tym wersecie również nie chodzi o nienawiść we współczesnym rozumieniu tego słowa, ale o wolność od nadmiernego – wprowadzającego zamęt w życie duszy i uszczuplającego miłość – przywiązania do ludzkich relacji, a nawet własnych doczesnych potrzeb czy pragnień. Jak pisał św. Grzegorz Wielki: „niechaj nas nic już nie zachwyca na tym nędznym padole, skoro mamy Ojca w niebie”[31]. Z drugiej strony wymowny znak, jakim pozostaje dziewictwo, podprowadza do pozytywnego wezwania: „Tylko w Panu szukaj szczęścia, a On wypełni Twego serca pragnienia” (Ps 37, 4). Pokój jest darem łaski, dostępnym każdemu, kto zobaczył w Panu rzeczywistego Pana, a więc – Wszystko[32]. Z tego właśnie powodu Teodoret z Cyru nazwał dziewictwo „największym z dóbr”[33].

Porwanie ciała i duszy Maryi do radości nieba w pewnym sensie wskazuje na istotę doskonałej czystości. Z tego punktu widzenia wymowne okazują się dwa teksty z mszy na Wniebowzięcie: „Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń twego ucha, bo Król pragnie twojej piękności” (Audi filia, et vide, et inclina aurem tuam, et concupiscet Rex pulchritudinem tuam) oraz: „niechaj serca nasze, rozpłomienione ogniem miłości, stale dążą do Ciebie” (corda nostra, caritatis igne succensa, ad te iugite aspirent)[34]. Z jednej strony mowa tutaj o spełnieniu miłości oblubieńczej, polegającym na oddaniu Bogu wszystkiego, co stanowi o kobiecym czy męskim pięknie osoby (pulchritudo), z drugiej natomiast strony przytoczone fragmenty wzywają do podążania za Chrystusem jako Wartością ostateczną. Spośród wszystkich dóbr, tylko sam Zbawiciel jest człowiekowi niezbędny. On sam wystarcza, wypełniając wszystkie inne pragnienia. Ciekawe, że św. Liguori widział we Wniebowzięciu owoc doskonałej miłości Boga i bliźniego, jaką zachowywała w swym sercu Najświętsza Panna[35]. Był to płomień z nieba, który nie przygasł na świecie, a więc nie mogło być inaczej – musiał z powrotem wznieść się do góry. „Miała oczy zawsze utkwione w Boskie słońce, jak orzeł cesarski” – pisał Doktor Kościoła[36].

Maryja była najdoskonalszym urzeczywistnieniem przypowieści o kupcu szukającym drogocennych pereł. Ona bowiem – przynajmniej od momentu ofiarowania jej na służbę do Świątyni Jerozolimskiej – „nie kochała żadnego innego dobra”, prócz Boga, „a ponieważ On znajdował się w niebie, wszystkie Jej pragnienia były skierowane ku niebu”[37]. Maryję można więc nazwać Niewiastą z perłą. To, czego kupiec z przypowieści Jezusa poszukiwał przez całe swoje życie, ona odnalazła już we wczesnych latach dziewczęcych: wieczny skarb zamieszkał bowiem w jej sercu i łonie. W Niepokalanej chrześcijanie mogą więc odnaleźć Chrystusa, ową perłę, dla której warto oddać całą majętność. Dzięki czystości Maryi, przewyższającej anioły i archanioły[38], święci odnajdywali prawdziwy sens dziewictwa. Takimi oto słowami modlił się na przykład św. Ambroży: „O bogactwo dziewictwa Maryi! Rozpalona jak żelazo w ogniu, jak chmura spuściła z deszczem łaskę Chrystusa. Napisano bowiem o Niej: «Oto Pan przychodzi, siedząc na chmurze lekkiej» (Iz 19, 1)”[39]. Jeżeli w imieniu Maryja odnajdywano nawiązanie do łacińskiego słowa maria, oznaczającego morza (zwłaszcza Morza Łask)[40], to można powiedzieć, że Jezus jako drogocenna perła spoczął na dnie Swej Matki. Tym samym Syn Boży daje się wyłowić z serca Niewiasty. Kto wpatruje się w nią, wcale nie oddala się od Jezusa (jak twierdzą niektórzy); wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej pojmuje Jego piękno i wartość. Była bowiem morzem, konchą, panną przynoszącą perłę do kupców całego świata.

 

Michał Gołębiowski 

 

[1] Teresa z Ávila, Poezje [http://www.voxdomini.com.pl/duch/mistyka/tw/poez/poezje1.htm].

[2] Zob. Augustyn z Hippony, Objaśnienia Psalmów LXXXV, 8, tłum. J. Sulowski, Warszawa 1986, s. 94.

[3] A.M. de Liguori, Medytacje pasyjne. Medytacje różańcowe, Kraków 2011, s. 206.

[4] H. Savonarola, O miłości Jezusa i inne pisma, tłum. A. Kuciak, Kraków 2003, s. 31.

[5] H. Savonarola, jw., s. 31.

[6] A.M. de Liguori, Medytacje pasyjne. Medytacje różańcowe, jw., s. 202.

[7] Hieronim ze Strydonu, Komentarz do Ewangelii według św. Mateusza, tłum. J. Korczak, Kraków 2008, s. 91.

[8] Hieronim ze Strydonu, Komentarz do Ewangelii według św. Mateusza, jw., s. 91.

[9] Zob. Dante Alighieri, Boska komedia, tłum. E. Porębowicz, Kraków 2009, s. 370.

[10] Por. Augustyn z Hippony, O wolnej woli XIII-XXV, 77, tłum. A. Trombala [w:] Dialogi filozoficzne, t. III, Warszawa 1953, s. 199-234

[11] Dante Alighieri, Boska komedia, jw., s. 189.

[12] A.M. de Liguori, Medytacje pasyjne. Medytacje różańcowe, jw., s. 240.

[13] Augustyn z Hippony, Wyznania IV, 6, 11, tłum. J. Czuj, Kraków 2008, s. 86; IV, 7, 12, s. 87.

[14] Augustyn z Hippony, Wyznania IV, 9, 14, jw., s. 89.

[15] Augustyn z Hippony, Wyznania III, 1, 1, jw., s. 61.

[16] Jan Chryzostom, O dziewictwie X, 2 [cyt. za:] Jan Paweł II, Familiaris Consortio II, 16.

[17] Ambroży z Mediolanu, List do papieża Syrycjusza XV*, 3 [w:] tegoż, Listy, t. III, tłum. P. Nowak, Kraków 2012, s. 252.

[18] Hieronim ze Strydonu, List do Pammachiusza XLIX, 3 [w:] tegoż, Listy, t. 1, tłum. J. Czuj, oprac. M. Ożóg, Kraków 2010, s. 201.

[19] Zob. M. Gołębiowski, Między potępieniem a uświęceniem. Wczesnochrześcijańska etyka rozkoszy [w:] Rozkosz w kulturze, red. Ł. Wróblewski, A. Giza, Kraków 2016, s. 382; por. J.N.D. Kelly, Hieronim. Życie, pisma, spory, tłum. R. Wiśniewski, Warszawa 2003, s. 211.

[20] Zob. Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa, Lublin 2008, s. 235-236; por. T. Špidlík, Człowiek Boga. U źródeł życia zakonnego, tłum. B.A. Gancarz, Kraków 2003, s. 54-55.

[21] Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, jw., s. 236.

[22] Zob. Piotr Chryzolog, Homilia na Zwiastowanie Najświętszej Maryi Panny I, 1, tłum. W. Kania [w:] Teksty o Matce Bożej. Ojcowie Kościoła łacińscy, tłum. W. Eborowicz, W. Kania, Niepokalanów 1981, s. 129.

[23] Zob. Jan Paweł II, List do rodzin II, 19.

[24] Grzegorz z Nyssy, O dziewictwie II, 2 [w:] Mariologia, oprac. F. Courth [redakcja naukowa edycji polskiej: E. Adamiak], Poznań 2005, s. 97.

[25] Zob. Jan Paweł II, Vita Consecrata V, 104.

[26] Hieronim ze Strydonu, Komentarz do Ewangelii według św. Mateusza, jw., s. 131.

[27] Zob. M. Gołębiowski, Między potępieniem a uświęceniem, jw., s. 384.

[28] Metody z Olimpu, Uczta, tłum. S. Kalinkowski [w:] Pierwsze pisma greckie o dziewictwie, oprac. J. Naumowicz, Kraków 1997, s. 147.

[29] Zob. S. Bułgakow, Drabina Jakubowa. Rzecz o aniołach, tłum. T.P. Terlikowski, Warszawa 2005, s. 151-172.

[30] Por. H.J.M. Nouwen, Clowing in Rome, New York 2000, s. 44; K. Gołuszka, Przekroczyć siebie, czyli o celibacie w życiu i nauczaniu Henriego J.M. Nouwena [w:] „Każdy otrzymuje własny dar od Boga”. Materiały konferencyjne z kleryckiej sesji naukowej na temat celibatu, red. T. Koszarek, Kraków 2010, s. 88-90.

[31] Grzegorz Wielki, Mowa II, 29, 11 [cyt. za:] „Karmię Was tym, czym sam żyję”. Ojcowie Kościoła prowadzą przez święta roku kościelnego, t. 4, oprac. M. Starowieyski, Kraków 1982, s. 265.

[32] Zob. Augustyn z Hippony, Objaśnienia Psalmów LXXXV, 8, jw., s. 94.

[33] Teodoret z Cyru, Komentarz do 1 i 2 Listu do Koryntian, tłum. S. Kalinkowski, Kraków 1998, s. 52.

[34] Mszał Rzymski, Poznań 1963, s. 1046-1047.

[35] A.M. de Liguori, Medytacje pasyjne. Medytacje różańcowe, jw., s. 253.

[36] A.M. de Liguori, Medytacje pasyjne. Medytacje różańcowe, jw., s. 217.

[37] A.M. de Liguori, Medytacje pasyjne. Medytacje różańcowe, jw., s. 217.

[38] Zob. Litania Dominikańska do Matki Bożej [w:] Modlitewnik zawierzenia Maryi, oprac. E. Myrcha-Jachimczuk, Kraków 2017, s. 360.

[39] Ambroży z Mediolanu, O ustanowieniu dziewictwa XIII, 81 [w:] „Karmię Was tym, czym sam żyję”. Ojcowie Kościoła prowadzą przez święta roku kościelnego, t. 4, oprac. M. Starowieyski, Kraków 1982, s. 524-525.

[40] Por. Konrad z Saksonii, Z dziełka „Zwierciadło czyli pozdrowienie Błogosławionej Maryi Dziewicy”, tłum. M.S. Wszołek OFMConv [w:] Teksty o Matce Bożej. Franciszkanie średniowieczni, oprac. M.S. Wszołek OFMConv, Niepokalanów 1992, s. 57.


Michał Gołębiowski

(1989), historyk literatury dawnej, filolog, historyk idei, doktorant UJ. Zajmuje się również patrystyką. Autor książki Małżeństwo Józefa i Maryi w literaturze i piśmiennictwie staropolskim doby potrydenckiej.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij