Komentarze
2017.09.26 12:05

Nieprzyzwoita polityka kościelna

Przyznam, że nie podoba mi się styl działania Stolicy Apostolskiej w ostatnich latach. Szczególnie mam tu na myśli dziwny stosunek Stolicy Apostolskiej do katolickiego naucznia. Chodzi choćby o niejasne sformułowania zawarte adhortacji apostolskiej Amoris Laetitia na temat dostępu osób rozwiedzionych, a pozostających w cywilnych związkach do Komunii Świętej - w nauczanie Kościoła na temat rodziny i sakramentów. Wspomniana Adhortacja wprowadziła zamęt - nie wprost - dając możliwość - tym którzy są zdeterminowani by to czynić i sankcjonując praktykę wielu Kościołów zachodniej Europy - by do Komunii takie osoby jednak dopuszczać. Wątpliwości zgłoszone do tego dokumentu przez czterech kardynałów już tak długo czekają na odpowiedź Kongregacji Nauki Wiary, że dwóch z nich zdążyło umrzeć.

 

Jest jednak jasne, że na żadną odpowiedź nie należy czekać, ponieważ wiele wskazuje, że papieżowi Franciszkowi zależy na unikaniu twardych rozstrzygnięć doktrynalnych i dyscyplinarnych oraz zmienianiu pewnych elementów nauczania katolickiego przez niedopowiedzenie i stosowanie faktów dokonanych. Ta ostatnia metoda polega głównie na pozaformalnych działaniach w ramach Kurii i promowaniu ludzi odpowiednio interpretujących wprowadzone w obiec nieścisłości doktrynalne. Pamiętam jak jakiś czas temu pewien działacz uważający się za katolika i dziennikarza, zwolennik rewolucji obyczajowej w Kościele rzucił w dyskusji, że mniej ważne jest, to co uważamy za ortodoksję, a ważniejsza jest ortopraksja. To jest właśnie ta logika, w której w zaparte zaprzecza się, że jakiekolwiek zmiany się dokonują. Tak robił kard. Walter Kasper, jeden z promotorów - w latach synodalnych - “nowej teologii” , którą teraz wprowadza Rzym poprzez dziury niejasności umieszczone w Amoris Laetitia. Inną twarzą tej logiki jest sytuacja, gdy w zaparte się milczy wobec wszelkich zarzutów nawet stawainych przez najwyżej postawionych współpracowników Papieża. Zresztą to milczenie przywołuje nieuchronnie na myśl opowieści jakie nieraz o papiestwie przedsoborowym można było usłyszeć z ust gorących popleczników postępowych interpretacji Soboru Watykańskiego II. Oto papiestwo stało się znów niedostępne, a Papież jak gdyby na nowo wspiął się na lektykę i przywdział tiarę tylko w imię zupełnie już innej ortodoksji.

 

Zatem lekceważenie ortodoksji i forsowanie nowej ortopraksji. Coś takiego właśnie jest w złym - moim zdaniem - zachowaniu Stolicy Apostolskiej. To nie wysyłanie żadnych poważniejszych komunikatów sugerujących chęć zmiany jest też rodzajem przebiegłości, bowiem utrudnia, czy nawet czasem uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję wewnątrz kościelną. Brak jasnego stanowiska Stolicy Apostolskiej umożliwia zwolennikom zmian na działanie obrotowe i wielostronne, ogłaszanie raz że “Papież chce zmian”, innym razem na pozorne wycofywanie się na pozycje rzeczywistej nauki Kościoła choćby z Familiaris consortio św. Jana Pawła II i mówienie o “organicznym rozwoju doktryny” podczas, gdy się z tą doktryną zrywa. Ta szara strefa pomaga wzmacniać środowiska kościelnej opinii, które w cieniu niedopowiedzeń budują raka szkodliwych rzeczywistości duszpasterskich. Jedną z przeszkód w nowej autorytarnej (w sensie sprowadzenia tego czego naucza Kościół do woli poszczególnego Papieża) polityce papiestwa jest Kuria Rzymska, którą trzeba zreformować. I tak by ominąć mechanizmy kurialne - w imię postulatu decentralizacji - ustanawia się super-komitet złożony z ośmiu wybranych osobiście przez Papieża kardynałów, którego prerogatywy umożliwiają niemal ręczne - właśnie pozaformalne - sterowanie całym Kościołem. Skoro komitet istnieje po to by reformować Kurię jest zatem ponad tą Kurią i działa w trybie nieustającego stanu wyjątkowego. Niestety taki rodzaj upolitycznienia - w sensie nowożytnej woli mocy - jest zasadniczym zagrożeniem dla prawd wiary jakie Kościół ma obowiązek przechowywać i podawać dalej. Swoisty papizm, utramontanizm, który byśmy mogli zdefiniować przez quasi-protestanckie hasło solus papatus (w którym dawne Roma locuta zamienia się właśnie w “Papież chce”) stawia dzisiaj Kościół wobec poważnych perturbacji i zmagań o czystość wiary. W tym kontekście, dotychczasowe istnienie Kurii Rzymskiej wydaje się paradoksalnie wręcz znakiem rozpasanej decentralizacji z jej licznymi dykasteriami, radami i tym podobnymi organami zajmującymi się rozmaitymi sprawami z życia Kościoła. Wobec ograniczania władzy Kościoła do wąskiego grona ośmiu kardynałów i realizacji ręcznego sterowania oraz wpływania na nauczanie Kościoła według przekonań Papieża kuria będąca w różnych narracjach symbolem rzymskiego centralizmu okazuje się przykładem uniwersalizmu i otwartości na różnorodność problemów oraz przykładem odpowiedzialności za wiarę Kościoła.

 

W lipcu na łamach francuskiego dziennika “La Croix” został opublikowany artykuł jednego z teologów liturgistów sugerujący, że Stolica Apostolska ma w planach ograniczenie liturgii w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego jedynie do kaplic Bractwa Świętego Piusa X, które to bractwo wciąż nie otrzymało statusu kanonicznego, a zatem nie do końca pojednało się z Rzymem. Artykuł ten wywołał spore poruszenie. Jego część wynikała z samej sugestii, że piusowcy (zwani pogardliwie lefebrystami) mogą już wkrótce w pełni zintegrować się z Kościołem nie tylko pod względem wiary - tu prawdziwe zerwanie nigdy nie nastąpiło - ale i prawnie. Dla takich Kościołów jak francuski byłby to swoisty szok, ponieważ przez lata piusowcy byli we Francji przedstawiani jako główni wrogowie Kościoła a relacje pomiędzy biskupami i tradycjonalistami można określić mianem zimnej wojny. Jaka stoi za wygłaszaniem takich rewelacji polityczna gra pomiędzy Stolicą Apostolską a francuskim episkopatem nie będziemy teraz wnikać. Jednak inna część reakcji na rzeczony artykuł odnosiła się do sugestii owego teologia, że zniesienie dokumentu motu proprio Benedykta XVI Summorum Pontificum - przywracającego realnie celebrację starej Mszy w Kościele - to tylko kwestia czasu. Kwestia śmierci Papieża Benedykta.

 

Ludzie dobrze wychowani przecierali oczy ze zdumienia na takie twierdzenia, ponieważ - napisze w całej prostocie - tak się nie postępuje. Ten rodzaj zimnego wyrachowania - trzeba to powiedzieć - nie przystoi chrześcijanom, a tym bardziej Stolicy Apostolskiej i to jeszcze w delikatnych kwestiach dotykających bezpośrednio wiary. Chciałoby się powiedzieć, jeśli coś jest dobre niech trwa, jeśli nie, niech będzie zakończone bez względu na osoby. Mało kto brał po uwagę, że taki sposób działania rzeczywiście może komuś w Watykanie przyjść do głowy. A przecież metody stosowane w sprawie Amoris Laetitia, które przytoczyłem noszą znamiona podobnego wyrachowania. Co więcej mamy obecnie do czynienia z sytuacją wręcz analogiczną do tej jaką jest sugerowane w “La Croix” wyczekiwanie na śmierć Papieża-emeryta. Radio Watykańskie podało 19 września informację: “Ojciec Święty zreorganizował Papieski Instytut Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną. Ogłoszonym dziś Motu proprio Summa familiae Franciszek zmienia jego status prawny i nazwę. Odtąd będzie to Papieski Instytut Teologiczny Jana Pawła II dla Nauk o Małżeństwie i Rodzinie.” Tymczasem dopiero co, bo przecież 6 września zmarł jego wieloletni przewodniczący - Carlo Caffara - jeden z czterech kardynałów zgłaszających oficjalne wątpliwości co do niejasności nauczania zawartego w adhortacji Amoris Laetita. Papież decyzję uzasadnił w taki oto sposób: “Zmiany antropologiczno-kulturowe wywierają dziś wpływ na wszystkie aspekty życia i wymagają podejścia analitycznego i zróżnicowanego. Dlatego też nie wolno nam się ograniczyć do praktyk duszpasterskich, które odzwierciedlają formy i wzorce z przeszłości.”

 

Czyżby znów polityka faktów dokonanych, polityka doboru właściwych kadr i ortopraksji bez oficjalnej zmiany nauczania? Nie jest to niestety zapowiadana decentralizacja, to smutny autorytaryzm, w którym słowa Ewangelii bledną wobec woli wyrażanej przez najwyższą władzę. Jak daleko jesteśmy od pełnych godności lat pontyfikatu, w którym niczego nie narzucano i w który rozpoczął się słowami: “Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii.”

 

Tomasz Rowiński

 

Artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu, który pierwotnie ukazał się na łamach Tygodnika Bydgoskiego.

  

 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; ostatnio wydał "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa". Mieszka w Piastowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij