Pismo
2015.01.19 13:35

Najważniejsza sprawa

Artykuł ukazał się jako wstępniak do „Christianitas” nr 9, jesień RP 2001.

 

W swoim orędziu do rzymskiej Kongregacji Kultu Bożego Ojciec Święty [Jan Paweł II] napisał, że Liturgia, będąc „przede wszystkim aktem chwalenia naj­wyższego majestatu Boga", „nie może być nigdy redukowana do zwy­kłej rzeczywistości estetycznej, ani być uważana za narzędzie do celów czysto pedagogicznych lub ekumenicznych"1. Jej pierwszym ce­lem jest „przedstawienie Boskiemu Majestatowi Ofiary żywej, czystej i świętej, złożonej raz na zawsze na Kalwarii przez Pana Jezusa, który staje się obecny za każdym razem, gdy Kościół celebruje Mszę świętą dla sprawowania kultu należnego Bogu w duchu i prawdzie". W konsekwencji jest zrozumiale, że Liturgia „powinna się charakteryzować głębokim poczuciem świętości". To ostatnie ma charakter duchowy, lecz rodzi się i zachowuje także dzięki okre­ślonej postawie — zwłaszcza postawie duszpasterzy, którą wierni widzą i pod­chwytują: „Lud Boży potrzebuje widzieć w kapłanach i diakonach zachowanie pełne szacunku i godności, mogące pomóc w przenikaniu rzeczy niewidzialnych". Papież zauważa, że nie potrzeba wielu słów i objaśnień (jakby wbrew dzisiej­szej tendencji do rozszerzania komentarzy kosztem ciszy i gestów adoracji). Co więcej, udzielając tych napomnień i zaleceń, Papież nie ograniczył się do samych zasad teologii liturgii, ani nawet do ogólnych wskazówek liturgicznych, lecz od­niósł się wprost do konkretnych wzorców kultu — przypominając uczestnikom plenarnego posiedzenia kongregacji liturgicznej, że „w Mszale Rzymskim, tzw. Mszale św. Piusa V — jak i w różnych liturgiach wschodnich — znajdujemy bar­dzo piękne modlitwy, w których kapłan wyraża najgłębsze poczucie pokory i sza­cunku wobec świętych misteriów: to one objawiają samą istotę wszelkiej Liturgii", W ten sposób koło refleksji liturgicznej Ojca Świętego zamknęło się w syntezie: tradycyjne liturgie Wschodu i Zachodu są praktycznym wciele­niem wyłożonych wcześniej zasad teologicznych i podanych wskazówek.

Na uwagę zasługuje wyróżnienie przez Papieża klasycznego Mszału Rzym­skiego — tego „trydenckiego" i „przedsoborowego" — o którym Jan Paweł II wypowiedział teraz słowa podziwu dawno nie słyszane w oficjalnych wypowie­dziach kościelnych. Czy mamy je odczytać jako zachętę — i jako zachętę do cze­go? Bez wybiegania poza tekst papieski (mamy w okresie posoborowym zbyt wiele złych doświadczeń z szukaniem „ducha" poza „literą"!) możemy powiedzieć z pewnością jedno: stara liturgia nie została za nami, jako relikt przeszłości; to ona jest natchnieniem i punktem odniesienia w poszukiwaniu dróg naprawy i wyj­ścia z obecnego kryzysu liturgii. Katolicy obrządku rzymskiego — cierpiący dziś świadomie lub nieświadomie z powodu liturgii bezkształtnych, anty-rytualnych, albo sztucznie estetycznych, albo przegadanych, albo wreszcie zinstrumentalizowanych „ekumenicznie" — nie muszą spoglądać tęsknie w stronę liturgii wschod­nich: mają przecież swoją własną tradycję modlitwy i swój wiekowy Mszał Rzymski.

Słowa Papieża otwierają jakiś nowy rozdział w trudnej historii odnowy po­soborowej. Ta ostatnia definiowała się w przeszłości zbyt często przez elimina­cję liturgii tradycyjnej: na cenzurowanym znalazł się nie tylko „integryzm" polegający na zachowywaniu dawnego Mszału, ale i „konserwatyzm" wyraża­jący się w praktycznym docenianiu niektórych jego elementów, choćby były praw­nie — niestety nie praktycznie — dopuszczone w liturgii nowej. Oznaczało to, że z jednej strony wkładano tu i ówdzie dużo wysiłku, aby uniemożliwić cele­browanie starej liturgii przez tych, którzy byli do niej bardzo przywiązani; z drugiej zaś przeszła przez Kościół fala najzwyklejszej propagandy negatywnej, w brutalny sposób oczerniającej jego przeszłość liturgiczną i dosłownie formatującej wielki dysk pamięci liturgicznej — aby instalacja nowego programu nie napotykała żadnych przeszkód. „Dewastacja liturgii", nad którą od lat ubole­wa kard. Ratzinger, uderzała więc zarówno w praktykę, jak w pamięć: o daw­nej liturgii należało myśleć nie tylko, że „została zastąpiona przez nową", ale po prostu, że to była „zła liturgia", że „nie ma do czego wracać".

Taki jest kościelny kontekst wspomnianej wypowiedzi Ojca Świętego. Trzeba powiedzieć, że to właśnie pontyfikat Jana Pawła II przyniósł jeśli nie zatrzymanie (o co przecież trudno po osiągnięciu szybkości rakietowej w latach 60-70), to na pewno wyhamowanie procesu dewastacji. Tę ostatnią dokumentuje wciąż mnó­stwo codziennych faktów z poziomu Kościoła powszechnego i parafii — spójrz­my jednak także na inne fakty rzymskie o niepodważalnym znaczeniu praktycznym i symbolicznym: przeprosiny papieskie w liście Dominicae caenae (1980) za nisz­czenie pobożności eucharystycznej wiernych przez reformatorów, uchylenie furt­ki dla zezwoleń na Mszę tradycyjną w indulcie Quattuor abhinc annos (1984) i wezwanie do respektowania „słusznych życzeń" tradycjonalistów w liście Ecclesia Dei (1988), ustanowienie potem specjalnej Komisji w Rzymie oraz erygowa­nie wielu tradycyjnych wspólnot kapłańskich i zakonnych, określenie używania starego Mszału jako bezkonfliktowego z rozporządzeniami ostatniego Soboru — w przemówieniu do mnichów z Le Barroux (1990). Nie zapominajmy też, że od 1981 na czele Kongregacji Nauki Wiary stoi człowiek, który już od lat siedemdziesiątych ostrzega głośno przed dewastowaniem liturgii rzymskiej — i nie zamilkł w tej kwestii, gdy zajął w Kościele drugie miejsce po Papieżu. Kard. Ratzinger nie ogranicza się do ubolewań, lecz szuka dróg prawdziwej odnowy — co widać zwłaszcza na kartach jego ostatniej książki Duch liturgii (która ukaże się niedługo w serii Christianitas). Czy jednak nie słyszeliśmy, że odnowa będąca wyrazem doku­mentu Vaticanum II o liturgii już się dokonała wraz z wprowadzeniem nowego Msza­łu w 1970 roku? Na to kard. Ratzinger odpowiada w niedawnym wywiadzie zupełnie wprost, bez uciekania się do kurialnej romanita. „Reforma liturgiczna Paw­ła VI, dokonana po Soborze, była jednym z możliwych zastosowań Sacrosanctum Concilium, ale nie jedynym. Soborowy tekst o liturgii nie sprowadza się do tej re­formy. A jeśli ktoś wypowiada jakąś krytykę względem tej reformy, nie krytykuje przez to z konieczności Soboru, ale pewną jednostronność w jego wprowadzaniu"2.

Liturgia to źródło i szczyt życia chrześcijańskiego. A zatem próba naprawy jej wyrazu obrzędowego to gra o wysoką stawkę? Tak, ale przede wszystkim praca na wysokości i na głębiach równocześnie. Akcja reanimacyjna na dziś i.., cierpli­wa odbudowa upraw ściętych mrozem, ale mających życie i siły ozdrowieńcze w so­bie, a nie w nas i naszej pomysłowości. Powiedziano już kiedyś: Mszę uratuje Msza. Ośmielmy się choć na moment popatrzeć na tę sytuację poza czysto ludzkimi kon­tekstami i kalkulacjami: liturgiczny „program" rysujący się coraz wyraźniej w cie­niu tego pontyfikatu został utarty przez młyny Boże i spisany Bożym zwyczajem na liniach krzywych, poza strategicznymi planami ludzi. Nikt z biografów Papie­ża nie zaliczy dziś tej sprawy do priorytetów. Ale jutro, gdy wyjdzie na wierzch to, co ważne? Kto wie... „Niezwykły pontyfikat"? Tak, stojący jakby na granicy — lub raczej w pasie granicznym, novo millennio ineunte. Liczymy daty, ale kto dziś pamięta daty wynikające z owego prywatnego objawienia Leona XIII, który w latach osiemdziesiątych wieku XIX usłyszał — zupełnie jak u Hioba — że prze­ciwnik Boga uzyska władzę nad światem na sto lat. W 1972 roku udręczony Pa­weł VI mówił, że ten przeciwnik wdarł się — przez „jakąś szczelinę" — do świątyni Boga. Co było potem? W końcu lat 70, francuska stygmatyczka Marta Robin mówi do benedyktynów z Fontgombault, którzy zwierzyli jej swój ból z powodu narzucenia im nowej liturgii: „Za dziesięć lat stara Msza wróci"...

Wróciła w 1984, gdy mnisi skorzystali skwapliwie z indultu papieskiego. Opac­two Fontgombault jest dziś żywym ośrodkiem tradycyjnej liturgii, przyciągają­cym wielu gości i otwartym dla wszystkich, którzy widzą w liturgii dzieło Boże. I właśnie ono, po swoim doświadczeniu wierności i posłuszeństwa, okazało się idealnym miejscem do spotkania roboczego poświęconego różnym aspektom kwestii liturgicznej. Odbyło się ono w lipcu br. z udziałem kard. Ratzingera i oko­ło pięćdziesięciu zaproszonych osób — duchownych i świeckich, różnych na­rodowości, zdecydowanych tradycjonalistów i przekonanych zwolenników naprawy nowej liturgii, ekspertów i duszpasterzy, przełożonych kościelnych i wy­kładowców uniwersyteckich rozmaitych specjalności. Modliliśmy się wspólnie, słuchaliśmy referatów, dyskutowaliśmy — a faktyczna różnorodność akcentów i opcji, już zamykająca się w zwykłym mianowniku wspólnoty katolickiej, na tle cudownego klasztoru Fontgombault (którego zdjęcia są ozdobą tego numeru) układała się jakby samorzutnie i pokojowo w architekturę nowego ruchu litur­gicznego, uwzględniającego na raz niezastąpioną siłę żywotną liturgii tradycyj­nej, faktyczne zarządzenia Soboru Watykańskiego II i obecny stan liturgii rzymskiej w jej powszechnie dostępnej formie.

Chcielibyśmy przekazać z tego spotkania coś więcej niż skrótowe sprawoz­danie. Dlatego zdecydowaliśmy się na wydanie numeru poświęconego niemal wyłącznie liturgii — zawierającego teksty wystąpień z Dni Liturgicznych w Fontgombault. Niech ta duża dawka ważnej refleksji kościelnej posłuży obudzeniu także w Polsce poważnego dyskursu o sprawie zwykle lekceważo­nej, a najważniejszej z ważnych.

Kilka lat temu Ojciec Święty mówił do tradycjonalistów: „Pragnę, aby wszy­scy członkowie Kościoła byli dziedzicami wiary otrzymanej od Apostołów, godnie i wiernie celebrowanej w świętych misteriach, z gorliwością i pięknem"3. No właśnie.

 

Paweł Milcarek


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij