Notatki z Reguły
2018.04.01 22:47

Modlitwa z dala od domu. Notatki z Reguły (dzień dziewięćdziesiąty drugi)

Rozdział 50. O braciach, którzy pracują daleko od oratorium albo są w podróży

1 Bracia, którzy pracują bardzo daleko i nie mogą przyjść do oratorium we właściwej godzinie — 2 a ocena, czy tak jest naprawdę, należy do opata — 3 odprawią Oficjum Boże w miejscu pracy, zginając kolana przed Panem, pełni bojaźni. 4 Podobnie wysłani w podróż: niech ustalone godziny modlitwy nie mijają im nie zauważone, lecz niechaj sami je odprawiają w miarę swych możliwości i nie zaniedbują obowiązków swojej służby.

 

Ten krótki rozdział porządkuje sprawę, która w życiu wspólnoty klasztornej jest raczej wyjątkiem od zasady: normą jest przecież to, żeby mnich mógł regularnie docierać do oratorium czy kościoła, w którym modli się o przepisanych porach kilka razy w ciągu doby. Gdyby o istnienie tej normy gdzieś nie zadbano — i to nie w abstrakcji „ukochanego ideału”, lecz w konkrecie życia każdego z mnichów powierzonego pieczy opata, całej wspólnoty — jest to początek szybkiego końca, najpierw powołania monastycznego poszczególnych zakonników, a potem może i całej wspólnoty wraz ze swoim opatem, za słabym lub niedbałym, jeśli nie szkodliwym. Możliwość i obowiązek regularnego stawiania się wszystkich mnichów na wspólną modlitwę to racja sine qua non dla zdrowia wspólnoty. Oczywiście nie chodzi o to, by np. godziny modlitwy tak poprzestawiać, żeby „wśród rozlicznych zajęć” i indywidualnych kalendarzy wielebnych ojców chórowych i braci-studentów mogli oni wreszcie spotkac się na modlitwie i np. odprawić nieszpory w południe. Chodzi oczywiście o to, by w klasztorze czas płynął liczony porami modlitw — a zajęcia każdego, wielkich i małych, były do tego „zegara” dostosowane.

Ale także w najzdrowiej się prowadzącej wspólnocie zdarzą się przypadki — czasem przypadki incydentalne, ale może też przypadki w jakimś okresie czasu systematyczne i przewidywalne — gdy niektórzy bracia (lub siostry) „nie mogą przyjść do oratorium we właściwej godzinie”. Przewiduje to Reguła — jednak poddając tę sprawę osądowi opata (a samego opata stawiając, pamiętamy, wobec zdania sprawy Bogu).

Główny domyślny powód tego wyjątku od zasady widzi Reguła w „pracy bardzo daleko” (drugim jest bycie wysłanym w podróż). Biorąc pod uwagę realia historyczne, domyślamy się, że chodzi o pracę w polu — czyli taką pracę, którą trudno sobie wyobrazić oderwaną od konkretnego miejsca; zaś miejsce może być rzeczywiście na tyle daleko, że nie uda się przyjść z niego na każdą z godzin chórowych.

Święty Ojciec Benedykt nie zna jeszcze podziału na ojców chórowych i braci-konwersów (podział ten wytworzy się w późniejszych wiekach) — ale właśnie w tym rozdziale Reguły widzimy problem, z którego ten podział się zrodzi: istnieją takie zajęcia w gospodarstwie — niezbędne dla wspólnoty — które nie dadzą się w pełni pogodzić z całodziennym (i nocnym!) rytmem modlitwy chórowej. Odróżnienie dwóch form realizacji powołania mniszego — czyli ojców, odpowiadających za podtrzymywanie „chóru”, i braci, pilnujących ciągłości prac zapewniających wspólnocie możliwie daleko posuniętą autarkię utrzymania materialnego — to pewna realistyczna recepta na tę trudność. Nawet mądre rozwiązania można zepsuć i ich nadużyć — więc i podział na ojców i braci bywał tak psuty, że w końcu tu i ówdzie ojcowie trudnili się już wyłącznie śpiewaniem psalmów, a bracia co najwyżej mruczeli pacierze zajmując się wyłącznie ciężką pracą. W końcu, niedawno zlikwidowano ten podział powszechnie — pozostał tylko w nielicznych klasztorach. Wydaje się, że wylano dziecko z kąpielą, nie bez dalszych strat (likwidacja odrębności braci-konwersów była na ogół powodem daleko idących zmian w chórze: trzeba było upraszczać, skracać itd.). Tam, gdzie różnicę tę utrzymano, klasztory wyszły zapewne na tym lepiej — a ich życie dalekie jest od karykatury inspirowanej nadużyciami z przeszłości: jedni i drudzy pracują, jedni i drudzy - modlą się; lecz proporcje zajęć i odpowiedzialności są inne.

W sumie więc nasz rozdział Reguły mówi nie tylko o zdarzających się przypadkach, lecz i o tym, co mają robić bracia-konwersi, skoro dbając o codzienne „obrządki” w gospodarstwie, nie mogą dotrzeć na każdą godzinę kanoniczną (w praktyce dotyczy to zwykle jutrzni, a potem prymy, tercji, może i innych „horek” — lecz już przecież nie laudesów, a potem nieszporów i komplety, pewnie też nie seksty, skoro wspólnota je posiłki razem). W tych przewidzianych porach bracia „odprawiają Oficjum Boże w miejscu pracy”.

Pięknie opisano warunki tej modlitwy, odbywającej się poza oratorium: „zginając kolana przed Panem, pełni bojaźni”. „Zginanie kolan” — to aluzja do nadal wymaganych form czci wyrażanej zewnętrznie. „Pełni bojaźni” — gdyż oczywiście zginanie kolan nie powinno się odbywać bez odpowiednich mu zmian w duszy.

Dodajmy na końcu, że jest to rozdział, który w swej myśli i dyrektywach wybiega najdalej ku tym, którym wypadło żyć duchem Reguły poza klasztorem, w życiu świeckich chrześcijan lub kapłanów diecezjalnych. Niech więc każdy z nas odczyta tu — korzystając z głębszych sensów tych dyrektyw — wskazówki akurat dla niego, jeśli czuje się i faktycznie jest związany z którymś konkretnym monasterem Reguły, lecz inne powołanie chrześcijańskie sprawia, iż przebywamy na co dzień w „dalekim miejscu pracy”.  

Swoje godziny chórowe kończą mnisi słowami: Divinum auxilium maneat semper nobiscum — et cum fratribus nostris absentibus. Amen. „Pomoc Boska nie pozostanie zawsze z nami — i z naszymi braćmi nieobecnymi”. Nasz realny zegar modlitwy codziennej „tyka” wciąż. Niech więc „ustalone godziny modlitwy nie mijają” nam „nie zauważone”, pilnujmy ich sami „w miarę swych możliwości”.

PM


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij