Felietony
2019.01.26 13:04

Kiedy my żyjemy

Sto lat temu, 26 stycznia 1919 roku, obywatele naprawdę świeżo odrodzonej Rzeczypospolitej wybrali Sejm Ustawodawczy. Wybory odbyły się w kraju, który zniszczył przetaczający się przez niego front I wojny światowej. W kraju, który pozostawał w stanie wojny ze wszystkimi w zasadzie swoimi sąsiadami (trwało m. in. powstanie wielkopolskie, wojna polsko-ukraińska w Galicji Wschodniej). W kraju z olbrzymim procentem analfabetów. W kraju w przeważającej większości chłopskim.

Z ordynacją, która przewidywała jedynie głosowanie na listy, bez możliwości wyboru na nich konkretnego kandydata - nazwiska nie były nawet wydrukowane na kartach wyborczych. Kartach wyborczych, które trzeba było samemu wcześniej kupić (w lokalu wyborczym otrzymywało się jedynie ostemplowaną kopertę, do której kartę należało włożyć). Wreszcie, co też nie bez znaczenia – w środku zimy, co poza wielkimi miastami oznaczało często całodzienną podróż do lokalu wyborczego – saniami albo piechotą przez śnieg.

W takim kraju i z taką ordynacją do urn poszło ok. 75 proc. uprawnionych do głosowania. Ponieważ zaś mniejszości narodowe zbojkotowały te wybory, zatem frekwencja wśród ludności polskiej przekroczyła dobrze 80 proc., w niektórych  okręgach dochodząc do prawie 90 proc. Polacy, w przeważającej mierze chłopi, często niepiśmienni – chcieli swego państwa. Za samym jego istnieniem i demokratycznym charakterem dosłownie zagłosowali. Zagłosowali niemal jednogłośnie. Półtora roku później zaś obronili istnienie swego państwa, swojej Rzeczypospolitej z bronią w ręku masowo (w liczbie ponad stu tysięcy) zgłaszając się do Armii Ochotniczej.

Dodajmy, że dzieci tych chłopów z 1919 i 1920 r. dwadzieścia lat później przetrwały horror okupacji niemieckiej. Przetrwały przecież nie biernie: Bataliony Chłopskie, co do liczebności druga po Armii Krajowej organizacja zbrojnej konspiracji (w swoim szczytowym okresie mająca ok. 160 tys. żołnierzy, czyli więcej niż Armia Ochotnicza w 1920 r.), której członkowie na Boga przysięgali bronić Polski „na chrześcijańskich zasadach demokracji opartej”. Ta liczba robi jeszcze większe wrażenie jeśli uświadomimy sobie, że II Rzeczpospolita dla swoich chłopskich synów często zamiast matką okazywała się macochą i za ich zasługi odpłacała nie raz kulą z policyjnego karabinu i rujnującymi podatkami. Kolejne pokolenie skutecznie oparło się stalinowskiej kolektywizacji przetrącając kręgosłup komunistycznej koncepcji organizacji społeczeństwa.

Gdyby nie trwający przez kilkadziesiąt lat proces „uobywatelniania” chłopów, włączania ich (a może raczej: włączania się przez nich) do polskiej wspólnoty politycznej, zwarte polskie osadnictwo ograniczałoby się do północnego Mazowsza i kilku innych wysp na mapie. Gdyby nie gigantyczny wysiłek zmazania i odwrócenia skutków istniejącego przez kilkaset, jak go nazwała Eliza Orzeszkowa w „Nad Niemnem” „straszliwego gmachu pracy przymusowej”, w najlepszym razie bylibyśmy w sytuacji Węgrów w Siedmiogrodzie. Żaden bohaterski czyn legionisty nie stworzyłby w tej sytuacji państwa polskiego. Po prostu nie wystarczyłoby Polaków.

Wbrew zaskakująco zgodnej opinii lewicy i części prawicy, polska historia XIX i XX stulecia nie jest historią klęski. Jest historią niewiarygodnego sukcesu osiągniętego mimo straszliwych przeciwności i straszliwych zaszłości historycznych, wydawałoby się – nie do przezwyciężenia. Sukcesu nie jednego pokolenia. Tragiczne losy Stefana Bobrowskiego czy Romualda Traugutta były oczywistą klęską w tej konkretnej bitwie. Nie zapominajmy jednak, że manifest Rządu Narodowego ze stycznia 1863 r. ogłaszający, że „ziemia, którą Lud rolniczy posiadał dotąd na prawach czynszu lub pańszczyzny, staje się od tej chwili bezwarunkową jego własnością”, przyniósł owoc ponad pół wieku później.

Sto lat od tamtych wyborów pamiętajmy, jak konkretną treścią napełnione są święte słowa o Polsce, która nawet znikając z mapy nie ginie, „kiedy my żyjemy”.

Michał Barcikowski

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas"


Michał Barcikowski

(1980), historyk, redaktor "Christianitas", mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij