szkice
2019.01.16 15:04

Jaka kultura publiczna dla Polski?

Publikujemy esej ogłoszonego w tomie PL2118, który ukazał się nakładem Fundacji Republikańskiej. Całość publikacji jest do pobrania pod adresem pod linkiem. Tomasz Rowiński był jej redaktorem prowadzącym i merytorycznym.

 

Powiedzieć cokolwiek o przyszłości kultury danego narodu i państwa w perspektywie stu lat wydaje się wręcz niemożliwością. Przede wszystkim dlatego, że mianem kultury określamy dziś wszelką ludzką działalność. Zatem do kultury należą zarówno religia, życie rodzinne, polityka, ekonomia, jak i technologia. Czy w roku 1918 można było realnie przewidywać polski kształt kultury naszych czasów? Wystarczy przejrzeć powstające w XX wieku wizje przyszłości, by się przekonać, jak trudno jest trafnie uchwycić choćby pojedyncze rzeczywiście zrealizowane jej elementy. Częściej udawało się twórcom uchwycić tendencje antropologiczne i cywilizacyjne. Rozwój mediów, biotechnologia, mechanizacja czy technicyzacja kultury zainspirowały wielu twórców do tworzenia mniej lub bardziej trafnych „mitów o przyszłości”, w których dziś do pewnego stopnia wciąż się rozpoznajemy, nawet jeśli ich futurystyczny aspekt jest po prostu przestarzały lub chybiony.

Powyższa konstatacja oznacza, jak sądzę, dwie rzeczy. Po pierwsze, mity zawarte w opowieściach o przyszłości są zwykle jakiegoś rodzaju poszukiwaniem bardziej ogólnych reguł rządzących naturą ludzką lub – skromniej – poszukiwaniem zrozumienia sposobów działania głębszych pokładów kultury, jej zasad, racjonalności oraz tendencji w zmieniających się warunkach dziejowych. Po drugie, mity o przyszłości pokazują nam, że kultura – w sensie ludzkich religii, filozofii, idei – nie jest tylko nadbudową twardych parametrów ekonomiczno-naukowych, ale sama kształtuje te aspekty ludzkiej rzeczywistości. Rzecz jasna, jest to oddziaływanie obustronne. W pewien sposób ukształtowane działanie ludzkiej gospodarki, polityki czy techniki (technologii) formuje obecne w kulturze sposoby myślenia.

Niektóre z tych procesów działają na zasadzie wzrostu tradycji myślenia i działania, inne zachodzą bardziej bezpośrednio poprzez uabstrakcyjnienie w ideach konkretnych materialnych form kultury. Niewątpliwie dynamiczny rozwój technologii silnie przełożył się na współczesne sposoby myślenia o człowieku jako biologicznej maszynie, potencjalnym przedmiocie naszych własnych praktyk[1]. Kultura także do pewnego stopnia kształtuje ludzką formę, duszę, a przynajmniej jej władze poznawcze. Dla przykładu kultura romantyzmu – a wcześniej średniowieczna rewolta albigensów[2] – wytworzyła w Europejczykach pewne odruchy dotyczące relacji kobiet i mężczyzn polegające na przeciwstawieniu małżeństwa i związków romantycznych. Odruchy takie po prostu uruchamiają się – mimowolnie – w określonych okolicznościach. Zdaniem Dennisa de Rougemonta zaszczepione Europejczykom w średniowieczu przekonanie o wyższości romantycznego związku nad małżeństwem jest jedną z chorób rozkładających zachodnią cywilizację, ponieważ leży u podłoża społecznej dezintegracji Zachodu. Jak pisał Rene Girard[3], to „romantyczne kłamstwo”, odruch podążania ciągle za czymś (lub kimś) innym, mający być znakiem niezależności, jest w rzeczywistość jej przeciwieństwem. Rewolucja technologiczna nauczyła ludzi myśleć o człowieku jako istocie bez formy, a porzucenie przez romantyzm chrześcijańskich i naturalnych instytucji, np. małżeństwa, zabrało nam osobistą suwerenność jako coś łatwo dostępnego i oddało w ręce pożądań. Oba te aspekty form nowoczesnej cywilizacji nie pojawiają się tu przypadkowo, ponieważ mają swoje przełożenie na polskie życie publiczne – także to w przyszłości.

Nawyki i odruchy kultury są przekazywane kolejnym pokoleniom, czasem bywają ograniczane wysiłkiem woli lub przez zaniedbanie, bez wątpienia jednak stanowią coś, co utarło się w narodowej duszy, narodowej formie, czujemy to niemal w swoich ciałach. Stanowią one efekt wypracowanej cnoty lub zapracowanej wady. Także polska kultura ma swoje wynikające z historii nawyki. Są one obecne w naszych odruchach – uwrażliwienie na wolność, suwerenność, sprawiedliwość, traktowanie Kościoła katolickiego w Polsce jako rzeczywistości trwalszej niż polskie państwo, a także jako pośrednika w procesie formowania się polskości od najdawniejszych czasów[4]. Wady narodowe Polaków też nie trudno byłoby tu dodać.

Przedstawione dotąd ogólne uwagi zbliżają nas do właściwego punktu odniesienia, którego potrzebuje ta analiza. Przedstawiciele każdej urefleksyjnionej kultury powinni zdawać sobie sprawę z dwóch kwestii.

Po pierwsze, że nasze odruchy narodowe są wyrazem jakiegoś rodzaju racjonalności kultury, np. jej tendencji do funkcjonalizacji, realizacji pożądań, suwerenności. My – jako członkowie zbiorowości – tym nawykom w znacznej mierze podlegamy, a nawet podlegać musimy, ponieważ możliwości naszego działania są przez nie do pewnego stopnia określane. Można powiedzieć, że zapewniają nam one przetrwanie jako ludziom, ponieważ określają, kim jesteśmy i dają oparcie oraz rozumienie świata. Traktujmy zatem „nawyki” i „odruchy” jako utrwalone w dziejach formy racjonalności narodowej. Ta uwaga to po prostu odbicie spostrzeżenia Arystotelesa o społecznej naturze człowieka we współczesnym kontekście[5].

Po drugie, jeśli nasza własna racjonalność wynikająca z formy kultury jest suwerenna, to daje nam możliwość jej osądzania i modyfikacji bez jej odrzucania. Oznacza to, że właśnie obecna w nas kultura chrześcijańska – jako uformowana przez wieki racjonalność polskiego życia publicznego – pozwala nam na spostrzeżenie i osądzenie kłamstwa romantycznego jako zjawiska, które niszczy fundamentalne i niezbędne więzy wspólnoty ludzkiej. Chrześcijaństwo, jako nasza filozofia publiczna, pozwala dostrzec, że naśladownictwo pożądań i osiągnięć innych jest również niesuwerenną formą życia narodowego. Jest nieustannym oglądaniem się na to, co robią ci, którzy nam imponują i próbowaniem upodabniania się do nich.

W polityce i w życiu społecznym kłamstwo romantyczne oznacza wyrzeczenie się refleksyjności, którą daje nam tradycja polsko-rzymska i oznacza szukanie kryteriów dla polskiego dobra wspólnego w racjonalności interesów innych narodów. Nie mówimy wtedy o rzeczywistym osądzaniu własnej tradycji, ale o jej wymianie[6]. Nasze dzieje tak się ułożyły, że poza racjonalnością chrześcijańską czeka nas jedynie zwodzenie przez interesy konkurencyjne lub wewnętrznie partykularne[7]. Warto dodać, że suwerenność we własnej racjonalności nie wyklucza dobrego korzystania z osiągnięć innych, wręcz przeciwnie, pozwala je rozpoznać, osądzić i dobrze używać. Suwerenna racjonalność jest ukształtowaną zdolnością sądzenia sił, możliwości i tego, co właściwe dla dobra wspólnego. Analogicznie chrześcijańskie zasady będą pozwalały właściwie korzystać z rewolucji technologicznej, ponieważ chrześcijańska refleksyjność zachowa właściwa ocenę tendencji posthumanistycznych dotyczących osoby i społeczeństwa. Można się spodziewać, że już niedługo będziemy żyli w czasach, w których technologia zechce mieć ambicje stania się nową polityczną gnozą na miarę starych ideologii.

Zatem bycie narodem chrześcijańskim nie jest po prostu akceptacją socjologicznego faktu przynależności większości Polaków do religii katolickiej i kulturowego ciążenia ku niej. Podobnie jak bycie narodem zsekularyzowanym nie ujawnia się w samym odejściu od praktyk religijnych czy w niezbyt przywiązanej do religijności formie państwa. W Polsce tendencje katolickie i laickie, w sensie socjologicznym, mieszają się, co wynika z różnych zakrętów polskiej historii. Nasze nawyki – także w życiu publicznym – w sensie socjologicznym są nieraz znacznie bardziej świeckie niż w krajach, w których rzeczywista sekularyzacja poszła o wiele dalej. Katolickość nie oznacza także zmienienia ustroju państwa na wyznaniowy, to podpowiadają nam tylko schematy politologicznego i socjologicznego myślenia. Trzeba je jednak traktować jako pułapki. Korona brytyjska jest państwem wyznaniowym, ale z pewnością nie jest państwem chrześcijańskim. Po stronie narodowej refleksyjności, a nie tylko socjologii, stoi dziś – i przez kolejne sto lat się to pewnie nie zmieni – kwestia kultury politycznej, którą Polska i Polacy wybiorą w życiu publicznym. Wybór racjonalności jest bowiem wyborem formy wspólnotowej, formy narodowej, ale też wyborem pomiędzy wolnością i zniewoleniem, sprawiedliwością i niegodziwością, suwerennością i zanikiem. Wreszcie republiką a różnymi formami rozwiązań totalnych.

W dyskusji nad przyszłym charakterem polskości można spotkać głównie argument socjologiczny – np. jeśli Polska stanie się krajem wielokulturowym[8], to jak w ogóle możemy myśleć o trwaniu jej chrześcijańskiej i patriotycznej formy. Trzeba zapytać, jak bez chrześcijańskich zasad życia społecznego i politycznego Polska może zbudować swój republikanizm, który nie będzie zdominowany (jak obecnie) przez partykularyzmy partyjne, ideologie oraz rozmaite światowe interesy. To jest pytanie o nasze suwerenne istnienie za sto lat. Tym bardziej, że jeśli Polska stanie się znów wielonarodowościowa, to chrześcijański republikanizm – tolerancyjny i uczący tolerancji, ale równocześnie wierny zasadom – będzie potrzebny[9]. Nie ma w kulturze twardych determinizmów, da się żyć w trudnych wewnętrznie czasach, ale z pewnością przyjęcie takiej lub innej filozofii publicznej przełoży się na określone praktyki państwa i jego obywateli.

Wydaje się, że kwestia refleksyjnego wyboru filozofii politycznej jest dziś zasadnicza, naród, który podlega jedynie socjologii, a nie potrafi wybrać własnego sposobu myślenia – uobecniającego się w reprezentującym go państwie czy też innych instytucjach. Jednak także przez zaniechanie wyboru podejmuje się decyzję dotyczą swojej suwerenności. Wybór politycznej tradycji katolickiej lub przyjęcie dominacji spuścizny romantycznej lub liberalnej oznacza zasadnicze ukierunkowanie w działaniach polskiej polityki, gospodarki oraz innych dziedzin[10]. Wreszcie wybór filozofii publicznej w dłuższej perspektywie będzie oznaczał kształtowanie się samoświadomości narodu, jego narodowej autosuwerenności. Dziś jest ona mocno osłabiona po praktycznie dwóch stuleciach istnienia bez państwa – w czasach zaborów, komunizmu, a także – w pewnej mierze – także obecnych rządów. W znacznej mierze problem dotyczy także obecnych rządów centroprawicowych[11]. Jednocześnie, patrząc na polską filozofię publiczną, zauważyć można coraz większą samodzielność, liczbę intelektualnych głosów o charakterze szeroko rozumianego chrześcijańskiego republikanizmu, ujawniających się nowych poszukiwań i odchodzenia od utożsamiania interesów pookrągłostołowych liberałów z dobrem wspólnym Polski. Pytania, które przed nami stają, dotyczą związku polskiej filozofii publicznej, celów państwa i narodu oraz tego, czy przyjęcie dowolnej filozofii politycznej pozostanie bez wpływu na kształt nadchodzącego stulecia. Z tego wszystkiego, co tutaj napisaliśmy, wynika, że nie.

Zakładam, że naszą własną „refleksyjną tradycją” jest katolickość, która trwa w Polsce od dnia chrztu Mieszka – był to także chrzest Polski[12]. Tylko w tej tradycji jesteśmy cały czas u siebie, wydobywamy z niej pojęcia i zasady. Dzieje się tak nawet, gdy świadomość tego jest ograniczona. Są też obecne w nas inne tradycje – dla pewnego grona Polaków chrześcijaństwo jest obciążeniem i woleliby podążać za idolami politycznymi obcych interesów, za gnozą pozornie neutralnej technokracji, która jednak też jest najczęściej techniką dominowania cywilizacyjnych peryferiów.

Odpowiedź na pytanie, jaka będzie przyszłość Polski niechrześcijańskiej i patriotycznej (lub nie), a także Polski chrześcijańskiej i patriotycznej (lub nie) da nam przybliżenie tego, czego chcemy (lub nie) dla Polski. Rzecz jasna nie da się oddzielić tak zupełnie sytuacji socjologicznej od stanu refleksyjnego kultury, więc i w poniższych scenariuszach będą się one przenikały.

 

Cztery scenariusze dla polskiej kultury

 

Kultura często przedstawiana jest tylko jako miękkie narzędzie twardej polityki lub jako społeczny efekt działań polityczno-ekonomicznych, tymczasem to, jaki paradygmat myślenia i działania przyjmują władza i społeczeństwo, zależy w znacznej mierze od zasad cywilizacyjnych przyjmowanych przez ludzi i państwa. Dotychczasowe rozważania doprowadziły nas do miejsca, w którym rozumienie kultury zdefiniujemy jako przecięcie nawyków i refleksyjności w obszarze dwóch rzeczywistości, w których znajdujemy regułę polskiego życia – katolickość i patriotyzm.

 

Patriotyzm niereligijny

 

Polska niereligijnego patriotyzmu będzie zatem państwem funkcjonującym w nieustannym poczuciu stanu wyjątkowego (ponieważ to płynność rozgrywki wyznaczać będzie zasady gry), zagrożenia dla swojej tożsamości (ponieważ jej spoiwem będą słabsze elementy symboliczne i estetyczne, a nie trwałe zasady i instytucje), wreszcie rywalizacji opartej o bezpośrednią konfrontację siły z dużymi państwami Europy (co będzie efektem zaniku kultury publicznej opartej o chrześcijańską tradycję, czyli racjonalność). W konsekwencji polski patriotyzm niereligijny także byłby jedną z form kłamstwa romantycznego w życiu publicznym. Zamiast odtwarzania i budowania naszej własnej cywilizacji chrześcijańskiej zacznie dominować pożądanie siły, budowanej poprzez naśladownictwo kultur politycznych innych krajów. Siłą rzeczy oznaczałoby to „konserwatywną” imitację i nieustanne pozostawanie w orbicie europejskich mocarstw, porównywanie się i próbę budowania potęgi za pomocą cudzych narzędzi politycznych mogących służyć tylko tym, do których należą.

Rozdzielenie się patriotyzmu i katolickości może skutkować porzuceniem przez Polskę filozofii roztropności (obecnej w tradycji kultury katolickiej) na rzecz chęci dominacji znanej choćby ze spuścizny niemieckiego romantyzmu. Jednocześnie utrzymywanie stanu wyjątkowego w polityce zakończyć się może długotrwałą niezdolnością do budowania stabilnych instytucji stanowiących o sile państwa. W tych okolicznościach narracje odbudowy potęgi Polski zupełnie rozminą się z możliwościami dokonania tego. Instytucje bowiem wciąż będą musiały się oczyszczać i będą rewoltowane przeciw potencjalnym wrogom interesu narodowego reprezentowanego przez interes frakcyjny. Patriotyzm bez chrześcijaństwa będzie nieustannie ulegał poganizacji i poszukiwał jakiegoś quasi-religijnego mitu. Niechrześcijański patriotyzm może też łatwo ulec pokusie gnozy technologicznej. Wobec niepowodzeń Polski w polityce międzynarodowej może dać ona poczucie większej kontroli nad obywatelami i kontroli władzy. Silne instytucje funkcjonujące w interesie dobra wspólnego mogą być zastępowane przez social scoring.

Chrześcijaństwo może pozostać w świecie patriotyzmu niereligijnego, jeśli godzi się z rolą religii politycznej, czyli instrumentu oddziaływania władzy politycznej na resztkę religijnej publiczności. Nie jest przypadkiem, że pierwsze próby tworzenia prawicy laickiej wyszły w Polsce ze środowisk liberalnych. Patriotyzm niereligijny bowiem nie różni się aż tak bardzo od zachowawczego liberalizmu – przyjmuje inną estetykę, natomiast jest równie pozbawiony politycznej metafizyki. W polskim przypadku oznaczać to będzie, że Polska patriotyczna, ale niereligijna (czy ściślej: niekatolicka) za sto lat nadal nie będzie potrafiła prowadzić zintegrowanej polityki. Kierować się będzie estetycznym pojęciem tożsamości, które służy przede wszystkim politycznej i społecznej mobilizacji dającej władzę lub poparcie dla niekoniecznie dobrych rozwiązań, ale niedającej narzędzi związanych z refleksyjnością. Brak zintegrowanej polityki może wynikać też z ciągłego, mało merytorycznego sporu o władzę z przedstawicielami Polski niereligijnej, ale i niepatriotycznej, która będzie proponowała tylko inny rodzaj mimetyzmu wobec mocarstw, w duchu „partii zagranicy”.

Oparcie na dziedzictwie romantycznym, ale bez katolickości, siłą rzeczy będzie kierowało polskie myślenie w kierunki zapożyczonych filozofii politycznych, np. niemieckiego poganiejącego romantyzmu. W Polskim romantyzmie to, co było naprawdę wartościowe, ostatecznie miało charakter chrześcijański. Romantyzm polski był zatem tylko wehikułem, na którym chrześcijaństwo przeniosło się przez dziewiętnastowieczną kulturę. Dobrze pokazuje to proces ożywienia religijnego, który nastąpił wśród polskiej inteligencji na emigracji (za sprawą Mickiewicza i Zmartwychwstańców) i roli, jaką to ożywienie odegrało wśród pogrążonych w kryzysie elit w Polsce. Literaturoznawcy powiedzą[13], że od pism Zmartwychwstańców prowadzi dość prosta linia do św. Jana Pawła II i jego filozofii politycznej.

Może być też tak, że patriotyczna – ale porzucająca katolicką filozofię społeczną – Polska upodobni się do współczesnej Wielkiej Brytanii, w której konserwatyści za jedyne swoje zasady uznają rodzaj stabilności społecznej i nierewolucyjny charakter zmian. Jednocześnie religia anglikańska ma tam swoje ważne miejsce – przynajmniej formalnie. Państwo to pozbawione jest całkowicie zasad chrześcijańskich w swoim życiu publicznym (wprowadzono tam do prawa chyba wszystkie postulaty radykalnej lewicy) i jednocześnie pozostaje królestwem wyznaniowym. Jeden z głównych myślicieli brytyjskiego konserwatyzmu Michael Oakeshott wprost przyznawał, że każdy porządek społeczny może obejrzeć swoją podszewkę, tylko nie może się to stać nagle. Dlaczego? Ponieważ społeczeństwo jest statkiem, który chwieje się na rozkołysanym morzu i nie wie, dokąd zmierza, a jedynym celem władzy jest sprawianie, by nie utonął[14], zatem trzeba unikać niestabilności. Oczywiście, do tego potrzeba też stabilnych instytucji, których Polsce brakuje. Oznaczać to będzie – zapewne bardzo powolny – dryf w stronę liberalno-lewicowej kultury politycznej dominujących krajów europejskich, a zatem zanik naszej suwerenności kulturalnej i to przy fanfarach ogłaszających „wstawanie z kolan”. Słabnięcie będącego problemem politycznym Kościoła zapewnią coraz gorsze wyniki socjologiczne religijności oraz korupcja polityczna polegająca na hojnym wspieraniu finansowym instytucji katolickich w zamian za przemilczanie swojej agendy. 

W przyszłości tendencje te reprezentowane przez radykalną centroprawicę mogą spotkać się z marginalnymi dziś projektami „patriotycznej lewicy”. W tym wypadku nie mam na myśli wąskiego prądu polskiej myśli łączącej troskę o sprawy narodowe i państwowe z solidaryzmem społecznym, niejednokrotnie o chrześcijańskiej inspiracji[16]. Chodzi raczej o projekt łączący prawicowo-patriotyczną dziś estetykę z postulatami rewolucji kulturalnej, która przetoczyła się przez Europę w ostatnich pięćdziesięciu latach. Obecna marginalność autorów takich jak Tomasz Kozak nie powinna nas jednak skłaniać do ich lekceważenia w refleksji nad przyszłością odległą od nas o sto lat. Fakt, że krytycznie podał tę koncepcję prawicowej publiczności filozof Paweł Rojek w swojej książce Awangardowy konserwatyzm, potencjalnie wskazuje na możliwość jej długiego kiełkowania w kulturze. Dla zobrazowania, jaka może być Polska niekatolicka a (w pewien sposób) patriotyczna za sto lat, przywołajmy fragment tekstu Kozaka Wytępić wszystkie te bestie?

Stara forma – konwencjonalnie pojęta chrystusowość, sarmackość i romantyczność – dotychczas najmocniej uwodziła Polaków. Dziś stoi przed nami krytyczne zadanie. Nie możemy już dłużej ulegać uwodzącej sile tej formy. Teraz to my musimy ją uwieść i przeciągnąć na drugą stronę barykady. [...] Czy mesjanistyczna tradycja musi być w Polsce niepodzielną własnością chrześcijańskiego konserwatyzmu, czy też istnieje możliwość, by tę tradycję [...] im odebrać [...].[17]

Religijność niepatriotyczna

Scenariusz ten może rozwinąć się jako uzupełnienie poprzedniego lub jako osobna perspektywa. Punktem odniesienia będzie sukcesywne odsuwanie się Kościoła od spraw publicznych i kultury w Polsce. Nie chodzi tu już o wypychanie katolickości ze sfery publicznej, ale realizację pewnych idei funkcjonujących w samym Kościele i sugerujących, że powinien on zamknąć się w kręgu własnych religijnych spraw, których forma będzie niezależna od sposobów katolickiego zaangażowania. Takie tendencje są widoczne choćby w postulacie, by Kościół nie mieszał się do polityki, co jest rozumiane często jako prywatyzacja religii – wycofanie jej racjonalności publicznej i głosu w sprawach wspólnoty narodowej i państwa nie tylko przez duchownych, lecz także przez świeckich katolików. Najbardziej radykalne z tych postulatów nie wychodzą wprawdzie zwykle od ludzi Kościoła, jednak są one przez Kościół często praktycznie akceptowane. Nie znaczy to, że ta nowa pobożność zawsze jest i będzie zagrożeniem dla wiary katolików, jednak wprowadza w ich życie mechanizmy religijności mało zainteresowanej stanem dobra wspólnego ich kraju, co zawsze było oczywistym elementem życia katolickiego. Ten relatywnie nowe formy pobożności nie są koherentne ze stanem powagi, jakiego państwo i naród oczekują od katolickości – od celebracji liturgicznych, przez społeczne nauczanie Kościoła, po zwykłe życie katolickie, które integruje chrześcijaństwo i życie narodowe zamiast zamykać je w izolowanych groupe de recherche[18]. Przykładem akcentowania życia chrześcijańskiego poza życiem narodowym była choćby dominacja Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku nad kościelnymi obchodami 1050 lat od chrztu Polski.

Możemy mieć jeszcze drugi rodzaj niepatriotycznej religijności, który w praktyce społecznej mógłby się spotkać za sto lat ze skłonnością do społecznej izolacji części nurtów katolicyzmu charyzmatycznego. Chodzi o część środowisk inteligencji katolickiej, które z jednej strony zawsze nawołują do apolityczności Kościoła, a jednocześnie chętnie udzielają poparcia opinii liberalnej czy nawet lewicowej. Dziś sprawy nie są jeszcze przesądzone, jednak proces rozejścia się polskości i katolickości jest możliwy. Jest możliwe, że za sto lat rzeczywistości te będę traktowane zupełnie osobno. To rozstanie może być dopełnieniem poganiejącego patriotyzmu, który coraz mniej będzie w katolicyzmie dostrzegał źródło politycznych i społecznych zasad.

Możliwa jest też inna realizacja tego scenariusza – odejście Polaków od patriotyzmu będzie miało charakter przede wszystkim polityczny, suwerenność zostanie uznana za mrzonkę i wybrana zostanie w Polsce pełna integracja ze współczesną kulturą europejską. Byłaby to droga w pewnej mierze podobna do tej, którą w ostatnich latach poszli Irlandczycy[19]. Wydaje się jednak, że nieuchronnym finałem takiego scenariusza będzie niemal całkowita erozja katolickości w Polsce, trudno bowiem akceptować niegodziwe prawa i pozostawać w dłuższej perspektywie katolikiem. Jak zauważał Thomas Molnar, sfera publiczna nigdy nie pozostaje pusta – może się w niej toczyć walka, - co do pewnego stopnia jest zwykłym stanem w polityce po grzechu pierworodnym - ale nigdy nie jest ona porzucona. Miejsce jednej racjonalności zajmuje inna, może to być narodowy romantyzm, a może też być radykalny liberalizm czy bliski mu obyczajowo neokomunizm. W każdym przypadku będziemy mieli do czynienia z dominacją ideologii, która stoi w sprzeczności z rozumianą po polsku wolnością, sprawiedliwością czy przekonaniem, że państwo może rozpoznawać Boga w swoich ustawach - wprost lub przez ich godziwość. Sfera publiczna ma także znaczenie dla całokształtu formy politycznej narodu i jeśli katolicy się z niej usuną lub zrezygnują z własnego głosu, będą sami , poprzez wpływ polityki na prywatność, przyjmować tę filozofię publiczną, która stanie się dominująca. Jest możliwy też scenariusz – będący bardziej uzupełnieniem pierwszego skryptu – w którym Kościół zachowa swoją publiczną racjonalność, naukę społeczną, ale socjologicznie na tyle osłabnie, że jego głos znajdzie się zupełnie poza zainteresowaniem dominujących radykalizmów – centroprawicowego, liberalnego i lewicowego.

Konsekwencje scenariusza, w którym trwa jakiś rodzaj silnej, ale zdekomponowanej religijności, jest drogą wielu krajów o tradycji chadeckiej. Chadecja wyprzedawała kolejne zasady chrześcijańskie za udział we władzy, aż w końcu zmieniła same społeczeństwa w niechrześcijańskie[20]. Niektóre z nich zachowały rodzaj powierzchownej religijności, czasem nawet o charakterze publicznym, czasem jako rodzaj rodzinnego nawyku, ale religia straciła wymiar refleksyjny wobec innych idei i odruchów, ponieważ stała się częścią specyficznego systemu społeczno-politycznego, jaki dominuje w Europie Zachodniej. Korozja zasad chadeckich przy jednoczesnym nominalnie chrześcijańskim charakterze tego ruchu powodowała wycofywanie się chrześcijan z polityki lub rozkład ich własnych sumień. W pierwszym przypadku następował zwrot jedynie ku religii jako prywatnym praktykom, w drugim głoszenie „nowego chrześcijaństwa”, które nie może obrażać się na świat, ale musi maszerować razem z nim. Tu oczywiście spotykamy już wątki omówione w przypadku niereligijnego patriotyzmu. Te scenariusze mogą okazać się polska przyszłością w ciągu stu lat.

Zatem efektem drugiego scenariusza dla Polski byłby brak suwerenności – zarówno politycznej, jak i duchowej – Polaków. Zamiast prężenia muskułów w stylu narodowego romantyzmu będącego kalką polityki niemieckiej, francuskiej czy brytyjskiej mielibyśmy rozpłynięcie się Polski w ogólnoeuropejskiej polityce rozkładu, czyli realizację projektu „bezalternatywnego liberalizmu” w rodzaju zaproponowanego Polsce po roku 1989 przy wsparciu świeckiej inteligencji kreującej w znacznej mierze politykę opozycji antykomunistycznej.

Bez patriotyzmu i bez katolickości

W trzecim scenariuszu zanikają w perspektywie stu lat praktycznie i katolickość, i patriotyzm. Moglibyśmy wtedy mówić o całkowitej dekompozycji polskości i utrzymaniu się jedynie katolickich i patriotycznych diaspor przechowujących zasady tejże polskości i dających nadzieję odrodzenia w przyszłości. Czy ta nadzieja miałaby jakiekolwiek podstawy? Trudno powiedzieć, przykład katolickiej mniejszości we Francji, ponad dwa wieki stawiającej opór laickiemu państwu porewolucyjnemu i pobonapartystowskiemu, nie daje wielkich nadziei. Nie wydaje się, by Francja jeszcze kiedyś mogła być katolicka. Zupełnie inne idee kształtują tamtejszą, bardzo mocno dziś osadzoną instytucjonalnie, kulturę publiczną, a przecież można się spodziewać, że jeszcze inne siły będą na Francję wywierały presje i ją kształtowały w nadchodzących stu latach. Prędzej można się tam spodziewać dominacji islamu niż powrotu chrześcijaństwa, co zresztą i we Francji jest przeczuwane, czemu wyraz dał Michel Houellebecq w swojej głośnej powieści pod tytułem Uległość[21] - co jest tłumaczeniem słowa islam. Sytuacja kulturowa Polski jest inna, jednak możemy wyobrazić sobie, że korumpująca Kościół radyklana centroprawica w realny sposób przyczyni się do kompromitacji katolickości. Nie tylko zresztą katolickości, lecz także patriotyzmu, co doprowadzi do trwałego zwycięstwa polityczno-kulturowego liberałów i lewicy oraz marginalizacji chrześcijańskiego republikanizmu, czy jakichkolwiek sił związanych z polskimi tradycjami politycznymi.

W tym scenariuszu Polska za sto lat będzie wyglądała dość podobnie jak i w poprzednich przypadkach. Upodobni się ona – może jeszcze radykalniej – do państw Europy Zachodniej, pod względem ustawodawstwa przeciwko życiu i rodzinie, powróci polityka niesprawiedliwości np. w prawie pracy, tym szczególnie razem wobec przyjmowanych szeroko, w logice doraźnej pragmatyki politycznej, imigrantów ekonomicznych także w kolejnych pokoleniach, instytucje państwa zostaną poddane praktycznej władzy brukselskiej Komisji Europejskiej.

Polska katolicka i patriotyczna

Wcześniejsze[22] scenariusze w pewnym sensie łączą się w jeden negatywny scenariusz ostatecznego upadku Polaków jako narodu historycznego. Model scenariusza pozytywnego tak naprawdę czytelnik z pewnością już wychwycił z rozproszonych uwag w dotychczasowych analizach. Program republiki chrześcijańskiej ma pewne elementy programu negatywnego, co jest jego mocną stroną – nie jest ideologią, opiera się na naturalnych instytucjach, takich jak rodzina, wspólnota polityczna, oraz bliskiej relacji z instytucja nadprzyrodzoną, czyli Kościołem. Program ten oznacza przede wszystkim interweniowanie państwa tam, gdzie ujawniają się niesprawiedliwości, a jednocześnie nie przyjmuje prostych wytycznych politycznej gnozy charakterystycznych dla politycznego racjonalizmu i rewolucjonizmu. Republikę w cywilizacji chrześcijańskiej się ulepsza, naprawia, a nie burzy i buduje od nowa, zatem przyjęcie tego modelu oznaczałoby z pewnością ograniczenie impulsywności polityki prawicowej dziś i dążenie do jej skupienia i skuteczności zogniskowanej na długofalowych, a nie doraźnych, celach.

Polska, która zachowałaby swój patriotyczny i chrześcijański charakter, mogłaby swobodnie korzystać z zasobów własnej racjonalności, by prowadzić politykę suwerenną, którą można też określić mianem polityki ambitnej przeciwstawionej polityce łatwej. Polityka łatwa usiłuje jedynie bezrefleksyjnie administrować tym, co dostępne, bez refleksyjnego stawiania pytań, co dostępne być powinno. Usiłuje ona dryfować bezkolizyjnie w zgodzie z rzekomo niesterowalnymi prądami przemian kulturowych i surfować na nieco bardziej krótkoterminowych falach społecznych emocji. Polityką łatwą była polityka polskiej transformacji. Opierała się ona na implementacji narzędzi zakorzenionych w neoliberalnej racjonalności, stosującej się zarówno do relacji pomiędzy państwem i społeczeństwem, państwem a rynkami czy wreszcie państwem a innymi – szczególnie zamożniejszymi – państwami. Narzędzia jednak rzadko nie posiadają znamion własności, a te, zwykle skrywane, są do odkrycia choćby w racjonalności celów przez nie zdeterminowanych. „Zachód” wytworzył liczne mechanizmy oferujące uboższym regionom świata perspektywę rozwoju, a jednocześnie służące kolonizacji gospodarczej i politycznej w warunkach epoki postwojennej i postkolonialnej. Polska transformacyjna była właśnie takim zlepkiem rozmaitych narzędzi reprezentujących interesy znajdujące się na antypodach dobra wspólnego Polaków, racji stanu i interesu państwa.

Samodzielność kultury politycznej polega zaś na tym, że jej uczestnicy potrafią rozpoznawać cele właściwe dla dobra wspólnego i realizować je także wbrew interesom zewnętrznym zawsze próbującym wykorzystać słabości państwa. Państwa niesuwerenne, pozbawione własnych zasad zwykle są silne dla słabych, a uległe wobec mocnych – to wyznacznik ich półupadłego charakteru. Tymczasem Polska chrześcijańska rozwijałaby coraz bardziej te obszary wolności wewnętrznej państwa, które udało się do dziś uzyskać. W powodzi działań impulsywnych pojawiły się też elementy racjonalnej suwerenności. Polityka prorodzinna, tak bardzo atakowana przez reprezentatów finansiery, a nawet przedstawicieli lewicy z całego świata otworzyła bez wątpienia przestrzeń suwerenności polskiego państwa – obniżyła ubóstwo wśród dzieci za pomocą narzędzia wytworzonego całkowicie w logice suwerenności, a nie implementacji. podobnym krokiem okazały się reformy finansów publicznych. Owszem, po drodze do realizacji tych planów nie wszystko było udane, ale nawet te drobne sukcesy zmieniły klimat polityczny. Otwarte przestrzenie wolności wewnętrznej państwa dają nowe pole manewru dla suwerennej racjonalności. Jednocześnie zarówno polityka programu 500+, jak i poprawa ściągalności podatkowej odnajdują swoje uzasadnienie w kluczu realizacji sprawiedliwości społecznej, która jest ważnym elementem katolickiej nauki społecznej. Trzymanie się zasad chrześcijańskich pozwoli z czasem odsłaniać kolejne obszary niesprawiedliwości – przeważnie tożsame z niesuwerennością państwa – i pokazywać, w jaki sposób dziś polsko-rzymska forma polskości okazuje się skutecznym narzędziem odbudowy polskiej cywilizacji. Dlatego mimo obaw wielu polityków w perspektywie na kolejne dekady uda się krok po kroku znieść wszystkie wyjątki zezwalające na aborcję dzieci, a jednocześnie otoczyć każdą rodzącą kobietę odpowiednią opieką państwa. Te i inne decyzje z zakresu polityki wewnętrznej staną się początkiem nowego poczucia suwerenności wśród Polaków i zrozumienia sensu katolickości naszego narodu. Jednocześnie to poczucie pewnej wolności i możliwości działania stanie się elementem odważniejszego mówienia o tym, jakim krajem jest Polska, co reprezentuje i jakie jest źródło jej sukcesu – chrześcijański patriotyzm.

Suwerenne kraje mają swoje własne zasady myślenia, tradycje, które zapewniają im pewien rodzaj niezależności od wpływów innych graczy i przez to zdolność zdystansowanego osądu wobec ich oddziaływania. W wzrost przekonania o możliwości stanowienia o sobie w naszej sytuacji oznaczać będzie przywrócenie – w dobrym sensie – politycznego charakteru polskiemu chrześcijaństwu będącemu jedyną żywą miarą zasady sprawiedliwości, która była i jest zasadą polskości. Z perspektywy polityki światowej chodzi przede wszystkim o własny punkt odniesienia. Jest on konieczny, ponieważ pozwala też rozpoznać ograniczenia sił będące koniecznym komponentem suwerenności. Może być nim podjęcie się przez Polskę roli głównego orędownika społeczności chrześcijańskich w świecie w sytuacji nasilających się prześladowań. Nie chodzi o jakiś rodzaj konfesyjnej polityki, ale o otwierającą się w najbliższym stuleciu możliwość budowania koherentnej z naszą formą polityki – zewnętrznej i wewnętrznej. Powiązanie Polski z siecią społeczności chrześcijan na świecie nada naszemu krajowi zupełnie inną rangę. Chrześcijański charakter Polski z pewnością będzie dla niej pewnym zagrożeniem, ale wynikającym nie tyle z samego chrześcijaństwa i przywiązania do wynikającego z niego rozumienia sprawiedliwości, co z osiąganej z jego pomocą samodzielności. Suwerenność i samodzielność będą dla Polski z pewnością czymś w rodzaju chodzenia po krawędzi zagrożenia. Ale to zwykły los krajów aspirujących do większego znaczenia. Nie ma jednak innej – poza chrześcijańskim republikanizmem – drogi do zachowania suwerennej polskości. Kto wie, być może to odrodzenie cywilizacji chrześcijańskiej w Polsce będzie impulsem nawrócenia do wiary w Chrystusa dla wielu ludzi nie tylko w naszym kraju?

Zakończenie

Zamykając rozważanie[23] tych mniej lub bardziej pomyślnych dla nas scenariuszy, na końcu warto dodać, że wielkie polityczne historie zwykle zaczynają się od „małej polityki”, polityki wewnętrznej, kultury publicznej. Szeroko rozumiana sprawność ustrojowa, sprawność w cnotach ludzi zajmujących się sprawami publicznymi, wewnętrzna spójność formy i treści narodowego bytu, nakierowanie na sprawiedliwość i zapewne wiele jeszcze elementów stanowią o wolności politycznej narodu. Jest to tego rodzaju wolność zbiorowa, która pozwala spojrzeć na geopolitykę i sprawy międzynarodowe nie tylko jak na widowiskowy spektakl sił zewnętrznych, poruszających bezradnie dryfujące nasze własne polityczne istnienie. Wolność polityczna narodu jest miarą zdolności niezależnego działania w skali swoich możliwości, oddziaływania na innych i przeprowadzania maksymalnie sprawiedliwych rządów w swoich granicach. Nie da się tego jednak osiągnąć bez pracy nad odbudowaniem polskiej chrześcijańskiej i republikańskiej tradycji politycznej. Jej ramy w nas trwają, jednak potrzeba im także wypełniania wielu szczegółów, które utraciliśmy w trudnych dla Polski minionych stuleciach.

Tomasz Rowiński

 

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

 

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas"

 

----- 

[1] Rzecz jasna idea człowieka-maszyny ma dużo starszy rodowód, trzeba tu przywołać na pewno dzieło La Mettriego o takim właśnie tytule. Czym innym jednak jest teoretyzować na bazie materialistycznych przekonań, a czym innym móc traktować ciało ludzkie jak rodzaj urządzenia.

[2] Zob. D. de Rougemont, Miłość a świat kultury zachodniej, Warszawa 1968.

[3] Zob. R. Girard, Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne, Warszawa 2001.

[4] Szerzej ten temat omawiam w swoich książkach Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa (Kraków 2015) oraz w przygotowywanym do druku tomie Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych (Kraków 2018).

[5] Teza ta u Arystotelesa ma radykalny charakter: „człowiek jest istotą społeczną, ten zaś, kto nie żyje w społeczeństwie, jest bestią albo bogiem”.

[6] Kwestię tę omawiałem choćby w tekście Odbudowanie polskiej filozofii politycznej, christianitas.org, 28.11.2018, a kilka lat wcześniej jako przykład wyskopozycjonowanego intelektualnie projektu takiej wymiany omawiałem książkę P. Czaplińskiego, Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje, Warszawa 2009, tekst omówienia T. Rowiński, Polskę chętnie wymienię… ale na co?, „Wyspa” 2009, nr 3.

[7] Zob. np. P. Milcarek, Polska chrześcijańska. Kamienie milowe, Dębogóra–Kraków 2016.

[8] Taki argument pojawiał się także dyskusjach, które prowadziliśmy w kręgu ekspertów Fundacji Republikańskiej poprzedzających wydanie raportu PL2118.

[9] Zob. np. J. Madiran, Doktryna, roztropność i wolne opcje, „Christianitas” 2014, nr 58; o. Basile Valuet, O obowiązkach państwa względem religii prawdziwej. Interpretacja soborowej doktryny „wolności religijnej” w świetle tradycji i Magisterium Kościoła, „Christianitas” 2011, nr 45–46.

[10] Zob. P. Manent, Racja Narodów, Refleksje na temat demokracji w Europie, Elbląg 2008.

[11] Zob. T. Rowiński, Filozofia publiczna radyklanej centroprawicy, „Christianitas” 2018, nr 71–72.

[12] Zob. np. Górecki, Początek państwa polskiego o chrzest Mieszka I - u źródeł sporu o „duszę polską”, „Christianitas” 2016, nr 63–64.

[13] Zob. N. Stencel, Mistyka nadwiślańska. Teologia narodu św. Faustyny Kowalskiej i Rozalii Celakówny, w: P. Rojek, Społeczeństwo teologiczne. Polska teologia narodu 966–2016, Kraków 2016.

[14] Zarys tych wątków myśli M. Oakeshotta zob.: M. Król, Historia myśli politycznej od Machiavellego po czasy współczesne, Gdańsk 2001, s. 251–253; tenże, Filozofia polityczna, Kraków 2008, s. 107–108, 121.

[15] Warto przeczytać w tym kontekście P. Milcarek, Kościół potrzebuje nonkonformizmu, „Dziennik” 17.06.2008.

[16] Mam tu na myśli środowisko pisma „Nowy Obywatel”.

[17] T. Kozak, Wytępić wszystkie te bestie?, za: P Rojek, Awangardowy konserwatyzm. Idea polska w późnej nowoczesności, Kraków 2016, s. 129–130.

[18] Zob. T. Molnar, Średniowieczne początki sekularyzacji politycznej, „Dialogi polityczne” grudzień 2007, nr 8.

[19] Zob. B. Ó Floinn, Irlandia: memento dla Europy, „Christianitas” 2016, nr 66.

[20] Zob. V. Palko, Pod złą gwiazdą chrześcijańskiej demokracji, „Fronda” 2011, nr 58.

[21] M. Houellebecq, Uległość, tłum. B. Geppert, Warszawa [2015].

[22] W tej części tekstu korzystałem z rozważań zawartych w moich tekstach Koszty istnienia. Polityka prorodzinna a reforma państwa, „Christianitas” 2015, nr 62 oraz Nadchodzi Trump. Ameryka, Polska o geopolityczny zwrot, „Opcja na prawo” 2017, nr 1/147.

[23] W zakończeniu korzystałem z uwag ze swojego tekstu Postkomunizm, neokomunizm i mity III RP, „Christianitas” 2011, nr 45–46.


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij