Komentarze
2020.03.30 14:18

Edukacyjne dylematy w czasie pandemii

Obserwacja tego, jakie reperkusje niesie ze sobą zawieszenie zajęć w placówkach edukacyjnych, skłoniła mnie do napisania kilku słów na ten temat. Ograniczę się jednak do wskazania dwóch obszarów, które dobrze pokazują, w jaki sposób jest dzisiaj przez wielu (zarówno rodziców jak i nauczycieli) postrzegane wychowanie i kształcenie dzieci oraz rola rodziny w tym procesie.

Wprowadzone przez władze oświatowe rozwiązanie prawne umożliwiające zdalne nauczanie i klasyfikowanie uczniów — w obecnej sytuacji —  uważam za optymalne. Oczywiście w różnych miejscach, z różnych przyczyn, różnie to wygląda. Należy sobie zdawać sprawę, że zdalne nauczanie wymaga nowych narzędzi i stosowania innych metod nauczania (jeśli jednak na pierwszym miejscu postawimy to, co chcemy przekazać uczniowi i co w nim usprawnić, wtedy znalezienie odpowiedniego sposobu nie powinno być problemem). Nie o tym jednak chcę teraz pisać. Uważam, że zaproponowane rozwiązanie, pozwala na możliwie rozsądne przetrwanie tego trudnego czasu, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. Oto dwie moje obserwacje dotyczące obecnej sytuacji:

1) Bombardowanie rodziców i dzieci nadmierną liczbą wiadomości wysyłanych drogą elektroniczną. Ten sposób komunikowania się z uczniami nie jest dla większości nauczycieli rozwiązaniem codziennym, dlatego wymaga rozeznania sytuacji i wypracowania najlepszych możliwych rozwiązań. Bez wątpienia można jednak to zrobić, uzgadniając w gronie nauczycieli pracujących z danym uczniem, np. sposób, częstotliwość i zakres wysyłanych materiałów. Tak, aby w tych działaniach było jak najwięcej spójności, a jak najmniej chaosu. Czasami odnoszę wrażenie, że bardziej chodzi o ilość (aby dokumentować swoją pracę), a nie jakość przygotowywanych materiałów. Potrzebny tu jest zdrowy rozsądek i świadomość, że praca dziecka w domu wygląda inaczej niż zorganizowane w szkole lekcje. Warto pamiętać, że większość dzieci przeżywa po swojemu ten czas, nawet jeśli wydaje się nam, że jest inaczej. Nie należy zarzucać dzieci i rodziców nadmierną liczbą zadań i to w sposób częstokroć nieprzemyślany. Przede wszystkim dlatego, że z edukacyjnego punktu widzenia nie ma to najmniejszego sensu (może byłoby dobrze wzorować się, tam gdzie to możliwe, na rozwiązaniach wypracowanych wśród osób, które prowadzą tzw. edukację domową). Warto pomyśleć o poleceniu dobrych (sic!) lektur, podejmowaniu wspólnych działań przez nauczycieli różnych przedmiotów (oczywiście na różnych etapach edukacji musi wyglądać to inaczej), rozliczaniu uczniów np. w cyklu tygodniowym, a nie codziennie. Starajmy się podtrzymać w dzieciach systematyczność, pilność i wszystko to, co składa się na dyscyplinę pracy. Ufam, że będzie z tym coraz lepiej. Pamiętajmy, że wprowadzone tymczasowe przepisy pozwalają na modyfikację szkolnego zestawu programów nauczania -- warto z tego skorzystać.

Najwięcej absurdów w tym obszarze dostrzegam jednak w wypadku edukacji przedszkolnej. Wiele przedszkoli chyba za punkt honoru wzięło sobie to, aby rodziców “zagonić” do realizacji podstaw programowych. Rodzice zasypywani są mailami ze scenariuszami zajęć, które winni przeprowadzić z dziećmi. A do tego dołączone jest polecenie: "proszę przesłać dokumentację przeprowadzonych z dzieckiem zajęć". Przyznam, że gdybym, jako rodzic, otrzymał takie dictum, odpisałbym bardzo niecenzuralnie. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, aby przesyłać rodzicom propozycje różnorakich dobrych materiałów dydaktycznych do wykorzystania w domu, ale wara od próby (domyślam się czym podyktowanej) wymuszania na rodzicach realizacji podstawy programowej i to na etapie, gdy nie ma jeszcze obowiązku szkolnego. Przedszkole - tak samo jak i szkoła - pełni wobec rodziny funkcję pomocniczą w edukacji dzieci. Warto o tym pamiętać w czasach, gdy wielu sądzi, że to państwo i jego instytucje mają pełnię władzy nad dziećmi. Trzeba się bronić przed takim myśleniem. Na marginesie dodam, że traktowanie podstawy programowej niemalże jak prawdy "objawionej" , bez której nie można żyć, jest jednym z niebezpiecznych mitów obecnych w naszym systemie edukacji od bardzo dawna. To nauczyciel powinien wiedzieć czego, jak i w jakim celu chce nauczyć swojego ucznia. Bez problemu powinien znać i umieć zastosować hierarchię ważności w odniesieniu do podejmowanych przez siebie działań pedagogicznych. Niestety znacznej części nauczycieli brakuje owej samosterowności, gdyż mają mocno “zakodowane”, że najbezpieczniej jest działać w oparciu o  gotowy program, podsunięty scenariusz zajęć, etc. Niektórzy wręcz nie potrafiliby funkcjonować poza skrajnie zbiurokratyzowanym systemem oświaty. Świadczy o tym, zupełnie dla mnie niezrozumiałe, zamiłowanie wielu dyrektorów, a także wizytatorów, do tabelek i różnorakich zestawień, które niczemu nie służą, chyba poza satysfakcją z uprzykrzania życia innym. A znaczna część tych działań nie wynika z przepisów prawa oświatowego, ale często jest tak właśnie przedstawiana. W obecnej sytuacji przejawem tej postawy jest dająca się już zauważyć tendencja do tworzenia dokumentacji związanej z pracą zdalną nauczycieli. Żadne wyższe władze oświatowe tego nie oczekują, ale dyrektorzy już tworzą raporty i zestawienia. Za chwilę okaże się, że robią tak prawie wszyscy, a "nadzorcy" zaczną to egzekwować, a może nawet wydadzą odpowiednie przepisy. Wszyscy wszak wiedzą, że to, co nie przedstawione w sprawozdaniu, to nie istnieje. 

2) Obserwacja druga dotyczy reakcji części rodziców, którzy w zaistniałej sytuacji zdają się nie wiedzieć co zrobić z własnymi dziećmi. Uważam, że to bardzo zły sygnał, pokazujący co stało się z relacją rodzic-dziecko. Relacjami, w które weszła instytucja, bez której ci, którzy są głównymi wychowawcami swoich dzieci, czują się bezradni. Wielu rodziców nie widzi żadnego problemu w tym, że ich nawet kilkuletnie dziecko spędza poza domem nawet 10 godzin dziennie. Taka sytuacja musi mieć wpływ na rozwój emocjonalny dziecka. Wiele problemów, które pojawiają się później, swoje źródło ma właśnie w tym, że “akumulatory” miłości nie zostały naładowane w rodzinie. Może obecny czas jest dobrym momentem na przemyślenie i tych kwestii. I nie chodzi mi o to, że problemem jest to, że rodzice muszą pracować. Rozumiem, że czasami może to być trudne do rozwiązania, szczególnie, że wmówiono nam, że ojciec i matka muszą być “czynni zawodowo” (oczywiście, że w wielu wypadkach jest to konieczne, aby w ogóle utrzymać rodzinę, bo okazuje się, że z jednej pensji nie jest to możliwe). Problem widzę w postawie, którą charakteryzuje przekonanie, że nie ma możliwości edukowania dzieci bez pomocy instytucji, że od tego zależy przyszłość i szczęście dziecka. Słyszymy wypowiedzi o „straconych, nierównych  szansach”, „zmarnowanych planach”, etc. Dzieje się tak dlatego, że cała edukacja została podporządkowana paradygmatowi, któremu na imię użyteczność. Uczymy się tylko po to, aby dostać dobrą pracę i zarabiać dużo pieniędzy. Większość ludzi w to wierzy i to akceptuje. Otóż nie, kochani rodzice. Celem właściwie rozumianej edukacji jest wychowanie człowieka szlachetnego, który dąży do prawdy (i ją rozpoznaje), dobra (potrafi wybierać dobro właściwe) i piękna. I nie jest to bynajmniej patetyczne uniesienie, ale realistyczne odniesienie do ludzkiej natury, w którą wpisane są określone potencjalności i właściwa im celowość. Wykorzystajmy ten czas w mądry sposób, bądźmy z naszymi dziećmi, towarzyszymy im w wykonywaniu zadań szkolnych, angażujmy je w codzienne obowiązki, które stanowią doskonałą okazję do poznawania i zaciekawienia światem i wyrabiania prawego charakteru. Naprawdę nic strasznego się nie stanie, jeśli nasze dziecko, przez pewien, nawet dłuższy czas, nie będzie uczęszczało do szkoły. Bez wątpienia nie musi to być czas stracony, szczególnie jeśli chodzi o wychowanie naszych dzieci. Pamiętajmy, że naszą perspektywą jest szczęście wieczne, a wszystko inne ma nas do tego celu przybliżać.

Artur Górecki

----- 

Drogi Czytelniku, w prenumeracje zapłacisz za "Christianitas" 17 złotych mniej niż w zamkniętych do odwołania salonach prasowych. Zamów już teraz, wesprzesz pracę redakcji w czasie epidemii. Do każdej prenumeraty dołączamy książkę z Biblioteki Christianitas.

http://christianitas.org/static/w-prenumeracie-taniej/


Artur Górecki

(1975) doktor historii, ukończył także studia filozoficzno-teologiczne; autor książek poświęconych historii społecznej i życiu religijnemu w XIX i na początku następnego stulecia, artykułów, przyczynków naukowych i recenzji; współzałożyciel i były dyrektor Kolegium Św. Benedykta, a następnie dyrektor szkół św. Tomasza z Akwinu w Józefowie. Aktualnie: dyrektor w placówkach prowadzonych przez Centrum Edukacyjne Archidiecezji Warszawskie.