Z kapitularza
2018.11.30 18:28

Dobrze by było. Czytanie Reguły (dzień dziewięćdziesiąty pierwszy)

31. marca 31. lipca 30. listopada

Rozdział 49. O zachowaniu Wielkiego Postu

Dobrze by było wprawdzie, by mnich w każdym czasie żył tak, jak należy żyć w Wielkim Poście, lecz tylko nieliczni mają taki stopień cnoty. Dlatego też radzimy, żeby przynajmniej w dniach Wielkiego Postu bracia zachowali nienaruszoną nieskazitelność swego życia, usiłując naprawić w tych świętych dniach wszelkie zaniedbania innych okresów. Uczynimy to wówczas w sposób godny, jeśli będziemy wystrzegać się wszelkich błędów, oddamy się zaś modlitwie zmieszanej ze łzami, czytaniu, skrusze serca i wyrzeczeniu.

Licet omni tempore vita monachi quadragesimae debet observationem habere, tamen, quia paucorum est ista virtus, ideo suademus istis diebus quadragesimae omni puritate vitam suam custodire omnes pariter, et neglegentias aliorum temporum his diebus sanctis diluere.

Nie bez znaczenia jest fakt, że czytamy ten fragment rozdziału 49. „O zachowaniu Wielkiego Postu” każdego roku w święto świętego Andrzeja, Apostoła Krzyża, u progu Adwentu. Święty Benedykt mówi, że przez cały czas powinniśmy żyć tak jak w Wielkim Poście. Trzeba nam jedna zrozumieć, co nasz Ojciec miał tu na myśli. Z charakterystycznym dla siebie pokornym realizmem święty dodaje, że „tylko nieliczni mają taki stopień cnoty”. To typowo benedyktyńskie podejście: uwzględnianie braku cnoty, braku siły.

Odnajdujemy je w całej Regule, w wielu miejscach. Święty Benedykt często mówi o infirmitas umysłu i ciała, czyli o braku firmitas - męstwa, niezłomności, stałości, wytrzymałości, wytrwałości, siły. Infirmitas to brak siły; słabość, kruchość; to także brak ducha, brak odwagi, kapryśność i niestałość. Święty Benedykt mówi też o imbecillitas. W potocznym języku słowo to kojarzy nam się z głupotą, ale oznacza także słabość czy kruchość ciała czy umysłu, szczególnie w odniesieniu do małych dzieci i starców. Niektórzy uważają, że to łacińskie słowo pochodzi od wyrażenia określającego tego „kto chodzi bez laski lub podparcia” (baculus). W rozdziale 27. święty Benedykt mówi także o chwiejnych braciach: fratres fluctuantes.

Ktoś mógłby sądzić, że brak cnoty i zestaw słabości, ułomności i niestałości charakteryzujący każdą wspólnotę (a na pewno naszą, tego jestem pewien) jest deficytem, którego nie da się wyrównać. Jednak święty Benedykt wcale tak nie myślał, absolutnie nie. Brak cnoty, siły, jest fundamentem całej benedyktyńskiej budowli, zgodnie ze słowami św. Pawła:

Ażebym zaś nie wynosił się dla wielkości objawień, dany mi jest bodziec ciała mego, anioł szatana, który by mnie policzkował. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby ode mnie odstąpił. I rzekł mi: Wystarczy ci łaska moja, gdyż moc w słabości się doskonali.  Chętnie więc będę się chlubił ze słabości moich, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa. Dlatego mam upodobanie w słabościach moich, w potwarzach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem gdy słaby jestem, wtedy jestem silny (2 Kor 12,7-10).

Matka Mechtylda de Bar, pisząc 5 lipca 1677 roku do pewnego duchownego z Toul, ujęła to tak:

Musimy z cierpliwością znosić głębię naszych wad i z ich powodu się upokarzać, ale pod żadnym pozorem nie wolno nam iść za tymi nieuporządkowanymi poruszeniami. (...). Trzeba to znosić i tym się nie niepokoić, ponieważ służą one jako tron dla Jezusa Chrystusa, a On ma upodobanie w duszach, które uznają i czują w ten sposób swoją własną niedoskonałość.

Nasz brak cnoty jest deficytem, który może być wypełniony łaską Jezusa Chrystusa, która go doskonale wyrówna. Matka Mechtylda mówi, że „nasz brak cnoty” „służy jako tron dla Jezusa Chrystusa”. Żyć jak w Wielkim Poście to przede wszystkim pokornie i bez obaw przyznawać się do swojej słabości, kapryśności i niestałości. Zaakceptowawszy własną marność, człowiek może z pewnością i spokojem oddać to Naszemu Panu, ufając, że On dokona w pokornym człowieku tego, czego on sam, własnymi siłami nie zdołałby uczynić. Zasada ta sprawdza się i na poziomie budowania całej wspólnoty monastycznej i w życiu poszczególnych mnichów. Pociesza mnie to, co Matka Mechtylda napisała w roku 1665 w liście do przyjaciela, Jeana de Bernières'a, bardzo pobożnego świeckiego:

W głębi serca stale jestem od wszystkiego oddalona i jedynie Bóg jest moim oparciem. W Nim znajduję tę jedyną rzecz, której mi trzeba. Wydaje mi się też, że nie ma we mnie ambicji stworzenia modelowego klasztoru; wręcz przeciwnie, chciałabym, żeby był bardzo malutkim miejscem, miejscem, w którym nie jest się przez nikogo widzianym czy znanym. W Paryżu jest wiele znakomitych domów zakonnych, w których Bóg jest wspaniale uczczony; ja pragnę by mój dom czcił Go w ciszy i uniżeniu, nie zaniedbując oczywiście niczego, co może przyczynić się czci i chwały Najświętszego Sakramentu, czyli Kościoła i ołtarza Pana.

Przeorat Silverstream daleki jest od bycia „modelowym klasztorem” w rozumieniu Matki Mechtyldy. Za to nadchodzący Adwent, dzięki liturgicznej Opatrzności Boga, jest dla nas szansą, by wejść „w ciszę i uniżenie”, w której Bóg upodobał sobie mówić i działać. Kto z nas ma w sobie tyle odwagi, by modlić się: „Ucisz mnie zupełnie, Panie, niech stanę się niczym, by zgiełk moich myśli, rozproszenia słów i pycha uczynków nie stały na przeszkodzie działania Twojej łaski we mnie”?  Może ten Adwent przyniesie nam tę łaskę: głębszy udział w ciszy i pokorze Najświętszej Maryi Panny, wejście w milczenie i uniżenie, które we wszystkich porach roku stanowią wielkopostny charakter naszego benedyktyńskiego życia.

Mark Kirby OSB

tłum. Natalia Łajszczak


Dom Mark Daniel Kirby

(1952), przeor klasztoru Silverstream w hrabstwie Meath w Irlandii.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij