Recenzje
2018.08.16 22:32

Czy zakonnica może być szczęśliwa? Czyli o kobietach (prawdziwego) sukcesu

Drogi do szczęścia, rozmowy z siostrami zakonnymi prowadzi Marzena Jureczko, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2018

Być może pytanie tytułowe powinno brzmieć „czy zakonnicy wolno być szczęśliwą?” Bowiem wśród licznych przesądów, odnoszących się do Kościoła Katolickiego jest i taki, który utrzymuje, że zakonnice są wiecznie skwaszone i smutne, że na tym polega istota życia zakonnego kobiet. Takich przesądów jest wiele, a im bardziej absurdalne, tym powszechniej przyjmowane przez ludzi. Swego czas zostałem zaskoczony twierdzeniem pewnej młodej kobiety, że katolicy mają obowiązek jadać mięso, zatem wegetarianie z naszej wspólnoty są wykluczani z mocy prawa…  i nic nie mogło jej przekonać. Po prostu wiedziała.

Marzena Jureczko nie uległa przesądom i postanowiła porozmawiać z siedmioma zakonnicami o ich życiu, nie tylko tym zakonnym ale też o drogach, jakie do zakonu je powiodły.

Miewam problemy z takimi wywiadami. Na ile podpytywane osoby są reprezentatywne, na ile ich droga może zaprezentować czym jest tak naprawdę życie zakonnic polskich w początkach XXI wieku? Bo gdyby zrobić  wywiad z siedmioma kobietami sukcesu i spróbować nas przekonać, że to typowe losy polskich niewiast, to zapewne taka książka byłaby albo wyśmiana, albo spotkałaby się z powszechnym oburzeniem (albo jedno i drugie). Zatem z kim należy rozmawiać aby poznać prawdę o życiu zakonnym?

Jednakże w trakcie lektury jak refren powracało pytanie: „kim jest kobieta sukcesu w zakonie?” W sposób oczywisty implikowało ono kolejne: „co to znaczy ponieść w zakonie klęskę życiową?”

I chociaż na pierwszy rzut oka, takie podejście zdaje się nie mieć sensu, wydaje się być zbyt świeckie, zbyt światowe, to jednak nie jest ono bez sensu. Są bowiem przynajmniej dwa powody aby stały się one punktem wyjścia do rozważań na temat książki.

Pierwszym jest bez wątpienia fakt, że życie zakonne we współczesnym świecie jest prawie całkowicie niezrozumiałe. Osoby zakonne, ich życie i cele, ich sukcesy i porażki, są oceniane wedle kryteriów światowych. I bardzo trudno jest ludziom wytłumaczyć, że „zakonność” (co by to słowo nie znaczyło) oraz światowość mają ze sobą niewiele wspólnego. Bowiem konsekracja jest znakiem królestwa niebieskiego, które jest z innego świata.

Przykładem może być tytułowe szczęście, do którego prowadzą drogi życiowe zakonnic, które udzielają wywiadów. Łatwo nam zrozumieć, gdy w życiu zakonnym pozostały im pasje i te działania z „naszej strony”. Zakonnica, która jest animatorką kultury, reżyserem i autorką przedstawień dla dzieci, dziwi nas nie z powodu swych pasji i zajęć, lecz faktem bycia osobą konsekrowaną. Podobnie wciąż praktykująca lekarka mogłaby zrezygnować z habitu na rzecz kitla, i wszystko byłoby normalnie.

Kłopot w tym, że nie ma być normalnie, lecz „po Bożemu”. Że szczęście polega na odnalezieniu właściwej (i własnej) drogi – którą wyznaczył dla nas Stwórca. Ale jak ową oczywistość przełożyć na zsekularyzowany język współczesny?

Naprawdę właściwym sposobem jest kwestia języka. Siostry mówią o swoim życiu normalnym tonem i używają słownika codziennego. Ale jednocześnie nie pomijają rzeczy oczywistych dla życia zakonnego. Warto na przykład zwrócić uwagę, że właściwie we wszystkich rozmowach pojawiają się przykłady zażyłych relacji z osobami świętych. Właśnie to odniesienie do świętych oraz do Nauczyciela i Jego Matki, są doskonałym tłumaczeniem czym jest życie zakonne. Opowieści o prośbach (czasami nawet – żartobliwie – nazywanych szantażami) kierowanych do Matki Czackiej czy Ojca Pio, wskazują, że jest ono jednoznacznie związane z prawdą o obcowaniu świętych. Co więcej, ta relacja nie jest ani jakimś nadzwyczajnym przywilejem udzielanym przez Boga, ani rezultatem zabiegów magicznych. Jest konsekwencją. Zakonnice (a także zakonnicy) przekraczają swoim życiem naszą codzienność – dlatego też wartością książki Marzeny Juraczko, jest to, że rozmowy prowadzone są językiem codzienności

Drugim powodem, dla którego warto przyjąć ów świecki punkt wyjścia do namysłu nad książką (przypomnę, że chodzi o pytanie: „kim jest kobieta sukcesu w zakonie?”) jest wyraźnie zmieniająca się rola zakonnic nie tylko w społeczeństwie, ale także – a nawet przede wszystkim – w Kościele. Zakonnica nie jest już potulną wykonawczynią „woli Bożej” (każdy mniej więcej zorientowany w rzeczywistości eklezjalnej wie do czego piję) lecz świadomą swej wartości sługą Zbawiciela. Zawsze pełną pokory lecz doskonale wiedzącą, że nie chodzi o bycie upokarzaną przez innych lecz naśladowanie Tej, która powiedziała o sobie: „służebnica Pańska”. Bardzo ciekawie mówi o tym siostra Frąckiewicz, dominikanka. Opisując swe powołanie do wyjazdu na misje opowiada o tym, jak subtelny dialog prowadziła z nią przełożona, pozwalając młodej zakonnicy rozeznać swe najgłębsze pragnienia aby mogła poznać czego chce do niej Bóg. Pragnienia są bowiem elementem rozpoznania powołania.

Zgłosiłam się do Matki ze słowami: „Oto jestem. Panie, poślij mnie”. Na to Matka odpowiedziała: “Czekałam spokojnie. Wiedziałam, że podejmiesz decyzję, która będzie twoja.” I w tym momencie zrozumiałam, że miała rację. To była w stu procentach moja decyzja. (s. 48)

Warto zwrócić uwagę, że tak opisuje się nie tylko drogę do szczęścia, ale i do sukcesu. Bo wieloletnia posługa na misjach (w najgorszych czasami, warunkach) która wynika nie tylko z posłuszeństwa powołaniu, ale także prawdziwej miłości do kraju, w którym mieszka,  i ludzi, z którymi przebywa jest niewątpliwie opisem prawdziwego sukcesu w życiu.

Inaczej opisuje swój sukces siostra Maria Klara z klauzurowego zakonu wizytek. Ona swe życie opisuje w kategoriach oddania i zawierzenia. Można zrezygnować z wszystkiego i podjąć decyzję o odcięciu się od świata a jednocześnie zdobyć więcej niż niejeden celebryta czy milioner. To tylko kwestia perspektywy.

Chrystus zbawił świat, ofiarowując się Ojcu, przez swe posłuszeństwo, które ogromnie wymownie obrazowują gwoździe… Czasami nachodzi mnie właśnie taka bezradność, gdyż chciałabym pomóc bezpośrednio, zadziałać w czyjejś sprawie, na przykład rodziny, przyjaciół, tych co są w tarapatach życiowych, a niewiele mogę, choćby z uwagi na klauzurę. Wtedy rodzi się, nierzadko w bólach, to zdanie się, to zawierzenie Jezusowi. I wówczas w serce wstępuje prawdziwa radość i pokój. Pewność, że On czuwa, że moja mała ofiara, rezygnacja, dobrowolna wszak, z działania, ma jakiś sens w połączeniu z Jego męką. (s. 212)

Ktoś puknie się w czoło… powstrzymanie się od działania, zawierzenie, połączenie z ofiarą, miałby być miarą sukcesu? I zapomina ten człowiek, że właśnie ofiara Chrystusa – moment (pozornie) jego klęski był chwilą ostatecznego zwycięstwa. Pasja jest nierozłącznie powiązana ze Zmartwychwstaniem.

Każdy z nas, każda z nas, jest stworzona do sukcesu… Jak mówi w książce siostra Anna Maria Pudełko, Bóg nie czyni bubli lecz arcydzieła. A czy ów sukces osiągamy najlepiej tłumaczy lebmotiv książki, czyli szczęście. Marzena Juraczko, z uporem dopytuje się siostry czy są szczęśliwe, i jak to się objawia? Są szczęśliwe, i mówią o tym otwarcie. Doskonale też ilustrują to ich zdjęcia – zadowolone, uśmiechnięte twarze. Książka zatem udowadnia tezę, że zakonnica może być szczęśliwa, że należy ono do jej powołania. Nawet pokazuje znacznie więcej: szczęście w życiu zakonnym, jest dowodem prawdziwego życiowego sukcesu.

Dlatego polecam ten zbiór wywiadów wszystkim rodzicom i rodzinom sióstr zakonnych. Wiele osób ma wątpliwości co do tego wyboru, może nawet jednoznacznie go kontestuje. Warto zatem przeczytać Drogi do szczęścia, zapewne wielu wątpliwości nie rozwiążą, ale może będzie po ich lekturze jakoś spokojniej i łatwiej.

Chciałbym o tej książce napisać coś jeszcze. Czytałem ją jadąc pociągiem i autobusem. I czytało mi się ją doskonale – bardzo dobrze dobrana czcionka, zarówno font jak i wielkość. Elegancko wydana na dobrym papierze, i bardzo dobrze złożona (prawidłowa relacja bloków druku do światła) . I co ciekawe – nie rozpadła się. Wydawnictwo Bernardinum nie wydaje byle czego nie tylko w treści ale i w formie oraz materii. Warto sięgnąć po Drogi do szczęścia, ta książka wystawia bardzo dobrą opinię oficynie i całej jej pracy.

Juliusz Gałkowski

 


Juliusz Gałkowski

(1967) historyk sztuki, teolog, filozof, publicysta, bloger. Stały publicysta miesięczników: Egzorcysta i List. Współpracuje z portalami areopag21.pl, rebelya.pl, historykon.pl, teologia polityczna.pl. Ponadto pisuje w wielu innych miejscach. Mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij