powtórki z B16
2018.12.12 11:41

“Czy to ja, czy inni, tak nauczamy”. Papieska teologia Benedykta XVI

Dziesięć lat temu, w samym środku ogłoszonego przez siebie Roku Świętego Pawła ówczesny papież Benedykt XVI wygłosił katechezę o Pawłowej teologii Zmartwychwstania. W pewnym momencie zatrzymał się, by podkreślić jak ważne jest dostrzeżenie „związku między głoszeniem zmartwychwstania tak, jak formułuje to Paweł, a sposobem głoszenia go w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich sprzed  czasów Pawła“. „Tu możemy naprawdę zobaczyć, jak ważna jest tradycja poprzedzająca Apostoła, którą on — z wielkim szacunkiem i sumiennie — pragnie ze swej strony przekazać“ (katecheza, 5.11.2008).

Uwaga papieża Benedykta dotyczyła fragmentu Pierwszego Listu do Koryntian, w którym Paweł podsumowuje naukę o zmartwychwstaniu słowami: „Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy“ (1 Kor 15, 11).

„Tak nauczamy“. Brzmi to, doprawdy, jak owo papieskie „my“, które znajdowało się kiedyś we wszelkich aktach nauczania papieskiego. Znajdowało się — i pewnego dnia ustąpiło zwykłemu „ja“ lub może też jakimś formom bezosobowym, ponieważ wydało się, że nie jest niczym więcej niż ceremonialnym ozdobnikiem wziętym z rytuałów monarszych. Tymczasem — czy nie będzie z tego zgorszenia? — papieskie „my“ ma więcej z amerykańskiego „we, the people“ niż z Ludwikowego „l’état - c’est moi“; raczej “my, naród”, niż “państwo - to ja!” Oczywiście jeśli już porównywać z czymkolwiek z ludzkiej polityki, ryzykując nieporozumienia. Porównanie to zresztą jedynie pokazuje, że urząd papieski stoi gdzieś ponad tymi podziałami, których symbolem są wzmiankowane eksponaty demokracji i monarszego absolutyzmu.

Papieskie „my [tak nauczamy]“ opowiada o tym, że człowiek, który go używa, mieści się w tej żywej tradycji, w tym ludzie-eklezji, którego wiarę — tę daną mu „na początku“, z góry — wyraża. Innymi słowy: papież mówi „my“, ponieważ jego wiara i nauka jest oraz ma pozostać wiarą i nauką przechodzącą przez dzieje ludu, na którego czele został postawiony. Nie odwrotnie — nie tak przecież, że wiara owego ludu jest ukonstytuowana przez wiarę owego człowieka, choć posiada on tak potężne gwarancje Chrystusowego pełnomocnictwa, że może wyrażać, precyzować, uroczyście orzekać co się z tą wiarą zgadza, a co — nie. Jest to prawda nawet w odniesieniu do jednego z Apostołów — skądinąd tak rzutkiego i oryginalnego jak święty Paweł. Tym bardziej dotyczy i papieży — „tego czy innego“, który zmieści się swoim głosem i decyzją w “my”.

W kontynuacji cytowanych na początku rozważań o teologii Pawłowej Benedykt XVI mówił jeszcze: „Oryginalność jego chrystologii nie narusza nigdy wierności tradycji. Kerygma apostołów ma zawsze pierwszeństwo przed jej opracowaniem przez Pawła. Punktem wyjścia całej jego argumentacji jest powszechna tradycja, w której wyraża się wiara podzielana przez wszystkie Kościoły, stanowiące jeden jedyny Kościół. W ten sposób św. Paweł daje wzór dla wszystkich czasów, jak uprawiać teologię i jak głosić Słowo. Teolog, ten kto głosi Słowo, nie tworzy nowych wizji świata i życia, lecz służy przekazywanej prawdzie, służy realnej prawdzie Chrystusa, krzyża i zmartwychwstania“.

Zatem sytuacja gdy Papieżem zostaje oryginalny myśliciel, tylko z pozoru jest sytuacją wymarzoną lub zgoła naturalną. W rzeczywistości jest to sytuacja obarczona wielkim ryzykiem. Zaraz powstają pytania: kim zechce teraz być ten profesor, który został pasterzem wszystkich? Jak daleko każe iść Kościołowi za swoimi osobistymi pasjami, badaniami, obsesjami, subtelnościami? Na ile te ostatnie są rzeczywiście potrzebą Ludu Bożego? Oczywiście nie znaczy to w żadnym razie, że sytuacja gdy na stolicę Piotrową wstępowałby dla odmiany prostak o kilku chaotycznych ideach w głowie, jest bezpieczną alternatywą — jednak powiedzmy sobie szczerze: Papież będący indywidualnością teologicznego intelektualisty - to na pewno wyzwanie!

Dlatego wybór kogoś takiego na papieża to dość rzadki wyjątek od reguły. W ostatnim stuleciu — skądinąd pełnym papieży gruntownie wykształconych, a będących  praktykami w duszpasterstwie lub dyplomacji — wybór biskupa-myśliciela zdarzył się dwa razy, ale raz za razem: kimś takim był przecież biskup-filozof z Polski i bawarski biskup-teolog z Rzymu.

Kiedy swoją posługę papieską rozpoczynał ten ostatni, profesor teologii Joseph Ratzinger, oświadczył mocno: Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii. (inauguracja pontyfikatu, 24.04.2005).

To oświadczenie zostało odebrane przez niektórych jako dobrotliwa zapowiedź odstąpienia przez „inkwizytora, który stał się papieżem“, od przypisywanej mu skłonności do narzucania swojej idei ortodoksji — a więc i swoich idei teologicznych. Widziano w tym również obietnicę swoistej abdykacji: przestaję być teologiem, chcę być pasterzem. Jednak w rzeczywistości słowa te nie były niczym innym niż osobistym przyjęciem zobowiązania, które Joseph Ratzinger niespełna rok wcześniej przypomniał jako limity zdrowej teologii prymatu papieskiego, już wcześniej opisywane przezeń kilkakrotnie: Wydaje mi się niezwykle ważne to, że Katechizm, nadmieniając o ograniczeniu uprawnień najwyższej władzy w Kościele odnośnie reformy, przypomina o istocie prymatu nakreślonej przez Pierwszy i Drugi Sobór Watykański: papież nie jest monarchą absolutnym, jego wola nie jest prawem. Jest on strażnikiem autentycznej Tradycji, a co za tym idzie pierwszym gwarantem posłuszeństwa. Nie może robić wszystkiego, co mu się spodoba, dlatego też może przeciwstawić się tym, którzy z kolei chcą robić cokolwiek przyjdzie im do głowy. Jego rządy nie są władzą arbitralną, ale władzą posłuszeństwa w wierze. (przedmowa do: A. Reid, The Organic Development of the Liturgy, lipiec 2004).

Zatem prawdziwej intencji “samoograniczenia” papieża-teologa należało szukać w samej treści słów, a nie pod ich powierzchnią. Wielki teolog nie dokonywał aktu abdykacji z katedry teologa, a na pewno nie miał zamiaru “uspokajać” nikogo, że nie będzie wymagał ortodoksji - lecz wyjaśniał w jaki sposób teolog może być pasterzem - najwyższym pasterzem.

Warto tu przypomnieć ogromnie znaczący akapit z “uwag” Kongregacji Nauki Wiary z roku 1999, dotyczących prymatu “następcy Piotra w tajemnicy Kościoła”: Biskup Rzymu musi być uległy słowu Bożemu i wierze katolickiej, jest gwarantem posłuszeństwa Kościoła i — w tym znaczeniu — jest servus servorum. Nie podejmuje decyzji samowolnie, ale wyraża wolę Boga, który przemawia do człowieka w Piśmie Świętym, przeżywanym i interpretowanym przez Tradycję; innymi słowy, episkopé Prymatu ma granice, które wynikają z Bożego prawa i z nienaruszalnej boskiej konstytucji Kościoła, zawartej w Objawieniu. Następca Piotra jest skałą, która przeciwstawiając się samowoli i konformizmowi gwarantuje bezwzględną wierność słowu Bożemu: wynika z tego również charakter męczeński jego Prymatu, który obejmuje także osobiste świadectwo posłuszeństwa krzyżowi.

Należące do istoty prymatu „ograniczenie uprawnień najwyższej władzy w Kościele“ oznacza więc na pewno — jak podkreślał ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary — że papież „nie może robić wszystkiego, co mu się spodoba“. Nie może więc ewentualnie uznać, że wraz z nim do rangi zwornika jedności Kościoła i kryterium interpretacyjnego w wierze został podniesiony jego osobisty warsztat teologiczny lub kołysane we własnym umyśle koncepcje — tylko dlatego że stały się teraz teologią papieża. Jest niemal odwrotnie: teologia papieża staje się jego sposobem odnalezienia się wewnątrz nauki apostolskiej, czyli czegoś co jego własną teologię przekracza i określa jej użyteczność.

W świetle tych mądrych zastrzeżeń i pouczeń nie należy patrzeć na papieską teologię Benedykta XVI jako na po prostu zasób ścigłych idei teologicznych — które ożywią odbiorcę świeżością geniuszu. Jego „służba Prawdzie“, prowadzona przez lata w métier teologa, w momencie wyboru na papieża miała się stać definitywnie sposobem Piotrowej „posługi jedności“. Powinno się więc patrzeć na teologię papieża Benedykta z perspektywy przede wszystkim owej posługi jednania i z perspektywy dzieła  integracji, w którą faktycznie została zaangażowana. Spróbuję pójść tym tropem.

Paweł Milcarek


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij