Komentarze
2017.02.14 10:56

Czy dzisiejsza imigracja do Europy to islamska konkwista?

Warto postawić sobie takie pytanie i możliwie najuczciwiej na nie odpowiedzieć. W dyskusji publicznej na ten temat nadal dominują opinie ukształtowane ideologicznie. Mam na myśli np. głosy, które rzekomo reprezentują stanowisko ewangeliczne, a równocześnie wiążą z odsądzaniem od czci wiary każdego, kto zgłasza zastrzeżenia do bezwarunkowego przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki przez państwa europejskie. Jest to stanowisko odczytujące Ewangelię nie we właściwym jej duchu, zakorzenionym w tradycji Kościoła, ale w duchu utopii maksymalizacji wszystkich wartości, jakie ona niesie.

 

O co chodzi? Oczekiwanie, że rządy będą – nie zważając na powierzoną im odpowiedzialność za ludy, nad którymi sprawują władzę – działać wbrew  dobru całości społeczeństwa, jest oczekiwaniem ideologicznym. Inna jest odpowiedzialność każdego z nas za siebie, inna ojca za rodzinę, a jeszcze inna władz za państwo. Liberalny indywidualizm tego nie rozumie. Imigracja, wobec której stoją dziś rządy europejskie, w tym Polski, to sytuacja o trudnej do określenia liczbie zmiennych, a w związku tym, o trudnych do przewidzenia konsekwencjach. Jak zauważył Marek Jurek, europoseł Prawicy Rzeczypospolitej, Polska nie może sobie pozwolić na posiadanie półmilionowej mniejszości islamskiej w momencie, kiedy w Niemczech wybuchnie islamska rewolucja.

 

A taka rewolucja jest zupełnie prawdopodobna, biorąc pod uwagę wzrost liczby młodych mężczyzn i ich nadreprezentację wśród emigrantów. Oczywiście być może to tylko obawy, które ostatecznie okażą się płonne. A jednak odpowiedzialna polityka musi być realistyczna i ostrożna.

 

Jednak napływ do Europy młodych mężczyzn, w większości muzułmanów, którzy potem świętują na ulicach niemieckich miast akty terroru dokonane przez swoich współwyznawców z innych części kontynentu, w pewnej mierze przypomina dynamikę europejskiej konkwisty. Oto nadmierna liczba synów z wyżu demograficznego, jaki przyszedł w Europie po XIII-wiecznej epidemii „czarnej śmierci”, rozlał się po całym świecie i z czasem zdominował wszystkie kontynenty. Proces ten po części miał charakter spontaniczny, to znaczy wynikał z samej dynamiki społecznej, ale w pewnej mierze był także ukierunkowywany przez władców stojących przed koniecznością rozwiązania napięć wywołanych frustracją kolejnych synów swoich poddanych.

 

Jest zatem pewne podobieństwo z sytuacja dzisiejszą. Z jednej strony mamy do czynienia z pewną dynamiką społeczną w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu, ale z drugiej także z określonymi interesami. Część tych interesów jest umiejscowiona w stolicach radykalnych państw islamskich, takich jak Arabia Saudyjska, a część u nas na miejscu. Saudowie inspirując wojnę w Syrii i mając w tym wsparcie części elit amerykańskich, liczyli na przejęcie nowych pól naftowych w tym kraju, a równocześnie na wzbudzenie społecznego poruszenia, które w konsekwencji stanie się niczym woda w przepełniającym się i rozhuśtanym naczyniu. Destabilizacja świata islamskiego, gdzie dostrzegalne są napięcia na tle demograficznym, nie była czymś całkowicie spontanicznym socjologicznie. Z drugiej strony ruch imigracyjny wywołany – ujmując rzecz szeroko – „arabską wiosną”, spotkał się z ruchami ideologicznym w Europie, które wprost deklarują, że przyjmowanie obcych kulturowo ludzi napływowych jest elementem szerszego planu przebudowy społeczeństw. Tak, by nie było w nich dominujących wartości, ale by każda wartość znajdowała swoje przeciwieństwo w jakiejś innej społecznej mniejszości.

 

Nie jest to działanie zbyt mądre, ponieważ można się spodziewać, że rozgrzane ideologicznie islamskie głowy w pierwszej kolejności nie będą występować przeciwko np. chrześcijanom, których uważają za drugiej kategorii, ale wierzących, ale przeciwko heroldom multikulturalizmu. Czyli tym, którzy ich z szerokimi ramionami przyjmowali.

 

Wyśmiewanie i praktyczne ignorowanie rozróżnienia na imigrantów i uchodźców jest czymś szalenie niemądrym, ale i zupełnie zamierzonym. Kto choć pobieżnie śledził debatę w Unii Europejskiej na temat nieszczelności granic unijnych, ten dobrze rozpozna, że za rzekomym imposybilizmem stoi realizacja interesów i ideologii. Niestety interesy te leżą daleko poza Europą, ponieważ masowy napływ imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki nie mieści się w żadnych ramach europejskiego interesu, a generuje tylko koszty – ekonomiczne, ale przede wszystkim społeczne i duchowe. To charakterystyczne, że Unia Europejska nie chciała uznać tego, że Polska przyjmuje emigrantów z Ukrainy, ponieważ byli to nie ci imigranci, o których chodzi ideologom.

 

To jednak tylko jedna strona ideologicznej przepychanki – trzeba też zobaczyć rewers. O tym w kolejnym numerze „Tygodnika Bydgoskiego”.  

 

Tomasz Rowiński

 

Komentarze Tomasza Rowińskiego ukazują się na łamach Tygodnika Bydgoskiego.


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; ostatnio wydał "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa". Mieszka w Piastowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij