Teologia poetów
2020.05.17 21:44

Człowiek naprawdę wolny zawsze wybierze Boga

W ostatnim akcie filmu Easy Rider z 1969 roku, w jednej z tych scen w dziejach kina, które bodaj najpełniej wyraziły głos młodego pokolenia i zdefiniowały dążenia kontrkultury, zwłaszcza zaś ruchu zbierającego wiatr i kwiaty we włosy, padają ważne słowa na temat wolności. Jest to wolność rozumiana jako wartość niemal równa samemu życiu, w jakimś sensie określająca wręcz to życie jako spełnione, będąc przy tym tym postawą prześladowaną, ponoć za to, że jest prawdziwa. Tłumaczy to Hanson, kiedy mówi nocą przy ognisku do podwożących go „swobodnych jeźdźców”:

Nie boją się was, tylko tego co sobą przedstawiacie (…). Każdy chce być wolny, zgoda. Ale mówić o wolności i być wolnym – to dwie zupełnie różne rzeczy. Trudno być wolnym kiedy jest się towarem na rynku. Tylko nie mów im, że nie są wolni bo gotowi cię zabić lub okaleczyć, aby udowodnić, że nie masz racji. O tak, mogą gadać bez końca na temat wolności jednostki, ale kiedy widzą wolną jednostkę, to się jej boją.

W słowach tych, jak się wkrótce okazuje, ukryta była pewna prawda, lecz była ona raczej prawdą pragnienia, bądź też – mówiąc inaczej – prawdą najgłębszych dążeń serca, ale nie duchową rzeczywistością dwóch motocyklistów. Kiedy bowiem podróż przez autostrady i pustynie dobiera końca, pył drogi opada, a radosna folkowa muzyka cichnie, wówczas rozmowa pomiędzy jeźdźcami nabiera zupełnie innego tonu, niż dotychczas. „Udało się. Udało się. Jesteśmy bogaci. Jesteśmy bogaci, odpoczniemy sobie teraz na Florydzie” – mówi Billy, a wówczas Wyatt odpowiada: „Wiesz co Billy, nie udało się”. Nad wędrówką zapada ciemność nocy. Zresztą jedna z końcowych sekwencji Easy Rider to narkotyczny odlot na cmentarzu, nakręcony w awangardowym, psychodelicznym stylu manifest wolności pokolenia „dzieci kwiatów”, którzy w swoich duchowych poszukiwaniach uwikłali się w romans z syntetycznym misterium. Kamera wiruje i pląsa po zakamarkach przykościelnej przestrzeni, bluźniercze wyznania mieszają się z recytowanymi modlitwami, nagość sąsiaduje z bielą świętych figur, a z odmętów nieskładnej poezji wyłania się prawda o skrywanym cierpieniu oraz nie pojednaniu z Bogiem i z samym sobą (z duszą w sobie samym). To tak, jakby cała „swobodna jazda” ku wolności to jedynie ucieczka. Tym sposobem cała wspomniana sekwencja filmu to, dość nieoczekiwanie, jedna z dwóch szczerze religijnych scen w całym obrazie Denisa Hoppera. Jej zasadniczą treścią nie było bowiem – jak można by sądzić – zobrazowanie doświadczenia narkotycznego, lecz raczej wskazanie na błędne ścieżki wolności, za którymi kryło się niezaspokojone pragnienie Boga.

Chrześcijanin oglądający Easy Rider, a już tym bardziej posiłkujący się w zrozumieniu tego filmu piosenkami The Byrds, które wyjaśniają filozofię życia „swobodnych jeźdźców”, z łatwością przypomni sobie słowa Pisma: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus, a zatem trwajcie w niej (Ga 5,1), bo tam, gdzie jest Duch Pański – tam wolność (2 Kor 3,17). Wolność dzieci Bożych polega jednak na poznaniu Ojca, który rozpościera błękit nieba już nie na niedościgłym horyzoncie, ale wewnątrz ducha człowieka. Można by sądzić, że dzieje kontrkultury to opowieść o poszukiwaniu tego najczystszego wyzwolenia duszy przez usynowienie wobec Boga, ale – na przekór purytańskiej moralności i związanej z nią religijności surowego rygoryzmu – podążając drogami indywidualnego życia duchowego. Jedna z pierwszych scen w całym filmie, a przy tym swoisty negatyw tego, co na końcu podróży wydarzyło się na cmentarzu, to postój Billy’ego i Wyatta na farmie pewnej wielodzietnej katolickiej rodziny. Pożywianie się z pracy własnych rąk, przyjmowanie nowego życia i skromne znoszenie tego, co przynosi los, modlitwa nad posiłkiem, ufność w dobrym Ojcu i słońce prześwitujące przez gałęzie drzew. Wyatt powiedział wówczas: „Nie każdy umie się utrzymać z pracy na roli, być na swoim i robić swoje; może być pan z siebie dumny”, a w słowach tych wybrzmiewała tęsknota, a nawet przekonanie, że tak wygląda prawdziwa „swoboda”. Ukryte przesłanie filmu Easy Rider wskazuje zatem na to, że rozedrgana, psychodeliczna wolność kontrkultury to nierozpoznane wołanie głębi ludzkiej o to, aby osiągnąć niebo. Dusza zagubiona w tym dążeniu – jak przyznaje przed sobą jeden z riderów – „skrewi”. Ale człowiek naprawdę wolny zawsze wybierze Boga.

Michał Gołębiowski

-----

Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele!

Ukazała się właśnie książka "Aby On panował. Dwadzieścia lat Christianitas" wydana z okazji jubileuszu pisma. Zawiera ona trzy wykłady wygłoszone przez Pawła Milcarka, Piotra Kaznowskiego i Tomasza Rowińskiego podczas rocznicowego sympozjum, które odbyło się jesienią 2019 roku.

W związku z tym mamy dla Państwa propozycję, która będzie jednocześnie szansą na wsparcie pracy zespołu redakcyjnego. Każdy, kto przekaże darowiznę w wysokości nie mniejszej niż 50 PLN otrzyma książkę z dedykacją redaktora naczelnego "Christianitas". Za darowiznę w wysokości nie mniejszej niż 100 PLN swoje dedykacje dodadzą pozostali autorzy.

Promocja dotycząca otrzymania tego wydawnictwa książkowego trwa do końca maja. Imiona i nazwiska wszystkich darczyńców, którzy nie zgłoszą, że chcą pozostać anonimowi zostaną opublikowane w „Christianitas”, nr 79-80.

Szczegóły akcji znają Państwo pod linkiem:
christianitas.org/static/patronat-jubileuszowy/


Michał Gołębiowski

(1989), filolog, historyk idei oraz literatury dawnej, doktorant UJ. Stały współpracownik pisma „Christianitas”. Do tej pory wydał „Małżeństwo Józefa i Maryi w literaturze i piśmiennictwie staropolskim doby potrydenckiej” (Kraków, 2015) oraz „Niewiastę z perłą. Szkice o Maryi Pannie w świetle duchowości katolickiej” (Kraków, 2018). Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij