Studia
2020.05.14 20:08

Budowanie w Obecności. O architekturze Stanisława Niemczyka

Wybitny polski architekt - Stanisław Niemczyk - zmarł rok temu, dziś prezentujemy studium poświęcone jego refleksji nad architekturą kościelną. Ewa Chudyba przygotowując pracę doktorską przeprowadziła wiele rozmów z twórcą, a ich fragmenty odsłaniają nam sposób jego myślenia.

 

Stanisław Niemczyk urodził się w 1943 r. w Czechowicach-Dziedzicach. W 1968 r. ukończył studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Od 1968 r. pracował w Miastoprojekcie w Tychach. Projektował zespoły mieszkaniowe i obiekty usługowe, ale do historii architektury przeszedł dzięki pięknym i oryginalnym projektom kościołów. Trzy jego najsłynniejsze dzieła to świątynia pw. Ducha Świętego w Tychach Żwakowie, kościół Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach oraz będący nadal w budowie kamienny kompleks świątynno-klasztorny św. Franciszka z Asyżu i św. Klary w Tychach Paprocanach- wciąż w budowie.W 2014 r. Stanisław Niemczyk został laureatem nagrody „Totus Tuus 2014” w kategorii „Osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej”, przyznawanej przez papieską Fundację Dzieło Nowego Tysiąclecia. Nagrodę przyznaje się ludziom, którzy oddali się służbie dobru, pięknu i prawdzie.

 

Moment wyboru jest zasadniczy dla kondycji człowieka, co wymownie oddaje Księga Mądrości Syracha: „On na początku stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania. Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania: a dochować wierności jest «Jego» upodobaniem. Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane”[1]. Jeżeli zechcesz… Ten wybór dotyczy każdej dziedziny życia, także architektury (jej projektowania i budowania). Również architektura stanowi konsekwencję decyzji wobec Boga, człowieka i rzeczywistości – wyboru postawy afirmacji, zawierzenia i zaufania, albo postawy wątpienia, nieufności i „niewiary”. Inaczej buduje się w świecie, w którym zachwyca już sam fakt jego istnienia, w świecie postrzeganym jako doskonałe dzieło Stwórcy, a inaczej, gdy priorytetem jest wyrażenie własnej wizji i woli, potwierdzenie „konstruktywistycznej” i „kreatywnej” mocy, która przezwycięża nawet prawa natury, i której wszystko inne – jako „obce” i uprzedmiotowione – ma być podporządkowane. Nawet jeśli takie spojrzenie jest uproszczone, to wydaje się, że linię demarkacyjną pomiędzy realizacjami architektonicznymi pozwala wytyczyć właściwy dla nich, wyrażany przez nie obraz bytu. Architektura może „materializować” wirtualność, obrazować migotliwy byt chwiejący się na granicy nicości – albo przeciwnie – może się w niej odzwierciedlać, ujawniać czy uobecniać byt jako realny, rzeczywisty, pewny i prawdziwy. Ona również okazuje się więc być wyrazem wiary, określonych przekonań na temat natury rzeczywistości. Architekturą, w której odnajdujemy świadectwo głęboko przeżywanej wiary chrześcijańskiej – katolickiej, są realizacje, które projektowane były przez Stanisława Niemczyka. Dotyczy to nie tylko obiektów sakralnych, choć nasuwają się w pierwszej kolejności, ale też i świeckich. Nie tylko w budowlach, ale także w sposobie rozumienia architektury i ujęciu procesu projektowego przez Stanisława Niemczyka przejawia się ważny dla katolicyzmu rys, jakim jest afirmacja tego, co istniejące jako doskonałego dzieła stworzenia, którego źródłem jest Boża miłość. Refleksja Etienne’a Gilsona i tomistów egzystencjalnych, a także encyklika „Fides et ratio” Jana Pawła II wskazują, że droga dowartościowania tego, co rzeczywiste, a również tego, co materialne, konkretne, jest „filozoficznie” bliska katolicyzmowi. Nazwać ją można drogą realności opartej na istnieniu. Na tej właśnie drodze spotykamy Stanisława Niemczyka.

Stanisław Niemczyk to jeden z najważniejszych współczesnych polskich architektów. Ten związany przez większość życia z Tychami twórca był wielokrotnie nagradzany – m.in. w 1998 roku został laureatem Honorowej Nagrody SARP, w 2000 roku papież Jan Paweł II uhonorował go odznaczeniem Pro Ecclesia et Pontifice, w 2014 roku otrzymał nagrodę Totus. Projektowane przez niego kościoły – co dziś nieczęste – spotykały się nie tylko z uznaniem specjalistów, ale teżwiernych i duchowieństwa. Projektował wyjątkowe realizacje niejako „mimochodem”, „przy okazji”, ponieważ nie sytuował architektury na pierwszym planie. Zupełnie inaczej niż Philip Johnson, głoszący, że „nie ma nic ważniejszego od architektury”[2], mówił: „przecież nie chodzi o architekturę…”[3], za zasadniczy uznając jej wymiar użytkowy, funkcjonalny. Stanisław Niemczyk nie pragnął i nie dążył do tego, by wykreować kolejną architektoniczną „ikonę”. Architektura nie miała „wyglądać”, ale – „przydawać się” ludziom, dla których potrzeb została wybudowana. O kościele śś. Franciszka i Klary w Tychach powiedział: „Wiele osób mówi tak – «no gdyby jeszcze znaleźć otwartą przestrzeń, górkę jakąś – to tam by ten kościół wyglądał». Ja się pytam, ale co by wyglądało? Co konkretnie? Dla mnie to jest przede wszystkim przestrzeń, która tej społeczności dookoła ma służyć – to jest jej pierwszy cel”[4]. Być może w zaprojektowanych przez niego budowlach odnajdujemy prawdziwą realizację zasady form follows function i wyraz tego, czym mógłby stać się modernizm, gdyby zamiast wiary w postęp i dążenia do ukształtowania nowoczesnego „człowieka abstrakcyjnego” otworzył się na transcendencję osobowego Boga i człowieka jako osobę, jako byt psychofizyczny, obdarzony duszą. Stanisław Niemczyk uważał, że to dopiero obecność żywych, konkretnych ludzi czyni architekturę architekturą. Podkreślał: „Czym jest wartość architektury? Czym ona jest? Co w niej jest wartością? Co - detal? Albo kolor? Nie. Mówimy o żywym tworze, bo bez ludzi nie ma architektury – są jakieś takie obiekty, których nawet domami nie będziemy nazywać, bo nie służą niczemu. Dom to materia z człowiekiem. To jest dom"[5].

Określenie architektury jako „żywego tworu” przypomina „żywe kamienie” budujące „duchową świątynię”[6] z listu św. Piotra Apostoła. Chrześcijaństwo jest religią żywego Boga, Który wcielony w człowieka pokonał śmierć, jest wiarą afirmującą życie. Teolog, kardynał Hans Urs von Balthasar pisał o „żywej więzi pomiędzy Bogiem i światem”[7]. Kategorie życia, więzi, relacji, Bożej Obecności i wspólnoty – odnajdujemy w myśleniu Stanisława Niemczyka o procesie projektowym i budowaniu. Boża Obecność była dla niego rzeczywistością, a relacja z Bogiem – czymś człowiekowi danym. Architekt podkreślał, że jest ona stała, niezmienna, natomiast formy tej relacji określa i wybiera człowiek: Bóg „(…) jest ponadczasowy, jest stale obecny, natomiast ja, człowiek, mogę się włączyć w tę relację. Mogę spiętrzać jej formy, uczestnicząc w Eucharystii, w Sakramentach. To jest szczególny rodzaj połączenia – tak to odbieram - to jest to każdorazowe zdarzenie, które nas w tym momencie jednoznacznie nakierowuje na Osobę Boga. Formy relacji może wybierać tylko człowiek – Bóg czeka, zawsze czeka – z relacją do nas taką, jak do swojego stworzenia”[8].Ten realizm stanowi rdzeń chrześcijaństwa, jako religii opartej nie na micie, ale na Wcieleniu, a w szczególności katolicyzmu, dla którego najwyższym sakramentem jest Eucharystia gdzie elementem fundującym – jak pisał bp. Wacław Świerzawski – „nie jest nawet słowo Boże, ale obecny zmartwychwstały Pan, którego odkrywa żywa wiara”[9]. Chrystus w świątyni rzymskokatolickiej jest obecny także poza liturgią – pod postaciami sakramentalnymi – w tabernakulum. Dlatego kościół jest prawdziwym domem Bożym. Miejscem, gdzie Bóg Jest namacalnie Obecny. Projektując świątynie Stanisław Niemczyk Bożą realność i obecność, „żywą więź” łączącą Go z człowiekiem i światem czynił punktem wyjścia. Z jego perspektywy przestrzeni świętej nie można wykreować ani tym bardziej „stworzyć”. Przestrzeń kościoła – uświęcona relacją, która w jej obrębie może się dokonać – to według Stanisława Niemczyka jedyna przestrzeń stworzonego świata, której człowiek nie może zawłaszczyć. Architekt nie uważał jej za dzieło rąk ludzkich. Mówił: „to przestrzeń, z którą wiąże się odczucie, że nie należy do tej ziemi. Ona tu jest, fizycznie, zamknięta, otwarta, półotwarta, ale my znajdując się tam, w tej przestrzeni, odczuwamy, że ona nie przynależy fizycznie, jakby własnościowo, do człowieka. Że to, co odczuwam w tej przestrzeni, jaką relację w tym momencie mogę osiągnąć, jest niezależne ani od nas, ani od drugiego człowieka”[10]. O ile architektura – jak twierdził projektant kościoła Świętego Ducha - wytwarza przestrzeń[11], o tyle w przypadku architektury sakralnej tak nie jest – ta przestrzeń jest już bowiem dana. Można byłoby powiedzieć, że architektura sakralna obudowuje to, co jest, czyniąc miejsce w świecie gęstym od ludzkich sensów, zasnutym „smogiem informacyjnym”. Architektoniczne „przecieranie szyby”, czyli przygotowanie przestrzeni dla relacji człowieka z Bogiem – która również jest już dana – wymaga oczyszczenia jej ze znaczeń ludzkich. Dostrzec tu można zbieżność podejścia projektowego Niemczyka z procesem twórczym jakim jest pisanie ikony, będące objawianiem i przypominaniem. Przybliża je Władysław Panas posiłkując się cytatem z „Ikonostasu” o. Pawła Florenskiego: „Tworzenie polega na «zdejmowaniu zasłony», «odkrywaniu» praobrazu: «Artysta nie tworzy obrazu sam z siebie, lecz zdejmuje tylko zasłony z istniejącego już, z istniejącego odwiecznie obrazu. Nie nakłada farby na płótno, lecz jakby oczyszcza je z obcych naleciałości, wyjawia «zapis» rzeczywistości duchowej». (…) Malarz jedynie odkrywa i przerysowuje obraz, rzeźbiarz wydobywa kształty, a poeta znajduje słowa (…) powiada Florenski, że nie mówimy, «udało mi się stworzyć dobre wyrażenie», lecz zawsze: «udało mi się znaleźć». Obrazy, kształty, frazy i – może – całe teksty już istnieją, trzeba tylko na nie trafić. Wysiłek, jakiego wymaga twórczość jest wysiłkiem poszukiwacza, nie stworzyciela”[12]. Z perspektywy Stanisława Niemczyka (zbieżnej, na co wiele wskazuje, z tą samą tradycją, z której wywodzi się o. Florenski – z tradycją Ojców Kościoła) przestrzeni świętej nie można wykreować ani tym bardziej „stworzyć”. Albo jest nam ona dana (podobnie jak możliwość relacji z Bogiem), albo nie ma jej w ogóle. O. Florenski przyrównywał ikonę do okna, Niemczyk nazywał kościół „latarką” – w obu przypadkach najważniejsze jest nie okno czy obudowa latarki (czyli architektura kościoła, forma), ale to, że „światło ma być”. W jednym z wywiadów tyski projektant mówił: „Pierwszą informacją jest, że to ma być świątynia[1] [2] [3] [4] , kościół. To jest pierwsze. (…) Ma powstać taka latarka. Na początku było tylko wiadomo, że ma światło być. Światło być. Tak bym porównał budowę świątyni. Ma być świątynia – natomiast jej forma – wszystkie elementy – codziennie się uczymy...”[13]. Forma kościoła w stosunku do jego funkcji – znajduje się na drugim planie, jest jej podporządkowana - form follow function, przy czym tę “funkcję” wyznacza i określa charakter liturgii. Pozostając przy metaforze kościoła jako latarki, w której najważniejsze jest to, że świeci, można byłoby zapytać –jeśli latarki nie sposób rozpoznać jako latarki, to jak skorzystać ze światła, którego jest źródłem? Obudowa latarki nie może przeszkadzać w jej zasadniczej funkcji, jaką jest świecenie. Kościoły, których forma uniemożliwia rozpoznanie obiektu architektonicznego jako świątyni, są jak latarki, które przesłaniają źródło światła. Podkreślmy, że wszystkie zrealizowane przez Stanisława Niemczyka świątynie – poza kościołem Świętego Ducha, który właśnie po to, by spełnić funkcję ochronną kostelu, „warownego zamku Boga”, został zaprojektowany jako namiot – są od razu rozpoznawalne jako kościoły, ich forma jest „kanoniczna”. Niemczyk formę architektoniczną podporządkowywał zadaniom, jakie spełniać miał projektowany obiekt również dlatego, że nie był on reprezentantem kultury indywidualizmu, w której kluczowe dla samookreślenia się jednostki jest „odróżnianie się”, „bycie sobą” – w sensie „bycia innym niż inni” – i wolność rozumiana jako „wybieranie”[14]. To właśnie w kulturze indywidualizmu rozkwitać będzie „arbitralna forma”, „arbitralna konwencja”, mówiąc słowami Hansa Ursa von Balthasara: „bezkształtna wszechmożność rzekomej wolności”[15] – także w obiektach sakralnych. Rudolf Arnheim, psycholog sztuki, zajmujący się zwłaszcza problematyką percepcji, krytykując architekturę nowoczesnych kościołów pisał o „kaprysie”, któremu pozwolono na prawie nieograniczoną swobodę, rezygnując z jakiejkolwiek wierności czy podporządkowaniu się tradycji[16]. W sztuce formowanej na zasadach ikonostasu, nie chodzi o ekspresję artystycznego „ja”, ale o przekroczenie siebie[17]. To właśnie moment, w którym nasuwa się pojęcie dzieła sztuki jako świadectwa. Za takie świadectwo uznać też można realizacje Stanisława Niemczyka. Przywołajmy wypowiedź architekta: „Człowiek jedynie zawłaszcza przestrzeń na Ziemi, nie jest jej właścicielem. Nie można być właścicielem przestrzeni (…) ona nigdy moja nie była. Ktoś mi ją dał. (…) W takim odniesieniu dopatruję się bardzo optymistycznej relacji: Bóg – nadając początek światu – nadał początek również przestrzeni. I ta przestrzeń nigdy nie została zniszczona – nigdy. To jest ta sama przestrzeń – od samego początku świata. Uświadamiając sobie, że my wszyscy jesteśmy osadzeni w tej samej przestrzeni, to mamy najkrótszą relację do Boga – najkrótszą. Ja to wyrażam po człowieczemu, jak w wymiarach pewnych. Domy znikały, powodzie przenosiły drzewa, nowe rosły, skały się rozpadały, wulkany wytryskały, ale przestrzeń, jako taka, jest dalej, cały czas spójna”[18]. To – w moim przekonaniu niezwykle poruszające wyznanie wiary człowieka, sytuującego relację z Bogiem także w przestrzeni, a więc w wymiarze fizycznym, przez co Ten, Który Jest, staje się nieledwie dotykalny, namacalny, na powrót się „urealnia”. Można powiedzieć, że w postawie i podejściu Stanisława Niemczyka odnajdujemy to, co Władysław Stróżewski określił jako „jeden z zasadniczych walorów chrześcijańskiej interpretacji świata”, który „(…) polega między innymi na tym, że nie zamykając oczu na (…) niedoskonałość [świata – dop. ECh] i cały tragizm uwikłanego w nim istnienia, nie traci się równocześnie optymistycznej perspektywy, zrodzonej zarówno z tego, co w nim istotnie dobre, jak i ze zrozumienia sensu jego istnienia”[19].

Horyzontem procesu projektowego dla Stanisława Niemczyka pozostawała natura jako doskonałe dzieło Stwórcy. To do niej człowiek „(…) zawsze się będzie odwoływał, a cokolwiek uczyni, będzie gorsze od tego, co natura mu podarowała w stworzeniu. Świat jest tak doskonały i tak piękny, że człowiekowi zabrakło by słów i narzędzi. (…) my w niej jesteśmy – żyjemy w tej doskonałości świata, w niej jesteśmy osadzeni, jesteśmy jej cząstką”[20]. Z tego powodu zadanie architekta określał przede wszystkim jako swoistą rekonstrukcję, przywracanie pierwotnej jedności, która właściwa jest światu, a którą sam, w trakcie realizacji projektu – zaburza. W jednym z wywiadów Niemczyk mówił: „Stworzony świat jest całością – w każdym najmniejszym atomie jest całością i jest doskonały ze względu na swoje ułożenie. (…) I teraz ja, jako człowiek, zawłaszczam, wyrywam – na przykład wyrywając kamień z kamieniołomu - zmieniam relację materii pierwotnej (…). Zadaniem architekta jest umieć przywrócić miejsce tego zawłaszczonego kamienia w budowli”[21]. O świecie stworzonym mówił, że jest „nie do podrobienia”[22] – i właśnie w niepowtarzalności dostrzegał jego wartość: „I dopiero wiedząc, że nigdy nie dorównam pięknu pierwszego liścia, który tu za drzwiami leży i których nie ma dwóch jednakowych w całym wszechświecie, w całym bycie – to mi mówi, że ta nieskończoność jest właśnie pięknem. (…) Piękno jest kategorią, której nie potrafimy ocenić – możemy ją tylko przyjąć.(…) Spaja się z zachwytem”[23]. Postrzegając naturę jako doskonałe dzieło Stwórcy Stanisław Niemczyk uważał, że nie powinna być ona przedmiotem stylizacji ani kopiowania. Wskazywał, by w trakcie realizacji projektu dążyć do wydobywania prawdy materiału, z którego rozpoznania wyrastać powinna forma budowli. W wywiadzie mówił: „Wartość materii leży w prawdzie o niej. (…) Forma jest stworzona z naturalności, jak gdyby – z samego powstawania materiału. Jak najmniejsze przetwarzanie materiału nadaje mu niepowtarzalność”[24]. Zwróćmy uwagę na ten intrygujący moment – wbrew Arystotelesowskiemu rozróżnieniu na formę i podporządkowaną jej materię, w której ta pierwsza się odwzorowuje, tyski architekt ujmuje formę jako wyprowadzoną, uwarunkowaną materiałem. Ich źródłowe powiązanie nasuwa w miejsce pojęcia „mimesis” („odwzorowanie”) kategorię „metheksis” – uczestnictwa, partycypacji, zaproponowaną przez Platona w jego dojrzałej i unikającej aporii wersji teorii idei (wyraża się w niej założenie pierwotnego odniesienia idei i świata zmysłowego[25]), którą Arystoteles odrzucił, utożsamiając idee z abstrakcyjnymi pojęciami. Niemczyk, dla którego „świat stworzony jest nie do podrobienia” - nie mówił o odwzorowywaniu, kopiowaniu, ale o „budowaniu na naturze”: „Czym innym jest odwzorowanie natury (…), a czym innym budowanie na naturze. Na istocie i złożoności piękna natury. Bo te modele, te wzory, one są w tej naturze wszystkie zawarte – fizycy wszędzie odnajdują wzór. Wzór budowy, jak pieczątkę. Świat jest piękny – gdyby jeszcze na tą miarę był dobry – tu się może te wartości rozminęły”[26]. Niemczykowa forma „z” materii, którą nazywał „formą pierwotną”, jest wolna od niebezpieczeństw idealistycznego konstruktywizmu, redukującego budynek do szkieletu. Tyski architekt nie mówił o „szkielecie” ani o „konstrukcji”, ale nazywał architekturę ciałem: „A architektura (…) to jest ta materia ciała, absolutnie realnego, materialnego ciała. To jest przetwarzanie materii pierwotnej, w której jest pierwowzór wszystkiego, jak na tablicy Mendelejewa”[27]. Dzięki takiemu podejściu do materiału, zasadzie jak najmniejszego przetwarzania – kamień w jego realizacjach na powrót staje się kamieniem, cegła cegłą, a mur murem. I na tym „byciu tym, czym są” polega ich wartość. W jednej z rozmów powiedziałam Stanisławowi Niemczykowi, że w swoich realizacjach przywraca materii realność. Odparł, że tego właśnie by chciał.

Stanisław Niemczyk podkreślał, że architektura zawsze rodzi się jako odpowiedź na potrzebę – konkretną potrzebę. Twierdził: „nikt nie buduje kościoła tylko dla siebie. Bez budowania, bez budowli, moja relacja z Bogiem pozostaje bezpośrednia, osobowa”[28]. Źródłem architektury sakralnej jest więc potrzeba, która rodzi się wewnątrz wspólnoty. Jako swoją inspirację wskazywał te obiekty, w których najwyraźniej widoczna była służebna rola sztuki budowania, takie jak młyny, spichrze czy papiernie. W jednym z wywiadów mówił: „Bardzo piękną inspiracją są dla mnie obiekty służące do produkcji czegoś. Bo w nich się wyrażała ogromna potrzeba. Potrzeba zbudowania obiektów–narzędzi, które miały służyć. Czyli była ta służebna rola zarówno budowniczego – tego pomysłodawcy procesu technologicznego, który jest logiczny. (…) Największą szkołą dla projektantów, architektów, budowniczych powinny być obiekty o najniższym standardzie jakie człowiek był w stanie wybudować, bo w nich była zawarta najbardziej zróżnicowana proporcja, między wolą zaistnienia czegoś, co miało służyć, a materialnym wymiarem. Materialnym wymiarem – że wystarczyło zadaszenie, przegroda, my znamy i czworaki, i domy biedoty polskiej – i to dopiero zdumiewa, że oglądamy klitki, w których się rodzili ludzie, którzy potrafili bardzo dużo zdziałać w swoim życiu i to jest taką potężną inspiracją, żeby tę dysproporcję tych możliwości materialnych i duchowych ustawić na właściwym poziomie. (…) w tym momencie dociera do człowieka taka świadomość – aha, to Bóg się narodził w norze kamiennej, na słomianym posłaniu i położony w żłobie. No to już była relacja tak dynamiczna między światem człowieka, a Jego Osobą – Najwyższą Osobą. Że tam w tym niemal rynsztoku… I dla mnie tam jest źródło relacji, do których człowiek powinien dążyć – to jest bardzo trudne, bo my sobie nie możemy odmówić. Nam jest najtrudniej sobie odmówić. Mówię o tym, bo to do mnie wraca. I przedmioty, które ludzie posiadali, przedmioty, których używali, że one były dziedziczone – że one były dla tych rodzin, dla tych dzieci święte. Tak jak my z fotografiami. I to nie miało znaczenia, czy to był brylant, czy drewniana łyżka”[29]. Służebność, szacunek dla otoczenia i dla przedmiotu jako wytworu człowieka, nieprzekraczanie miary w Obliczu Boga, Który się uniżył – to kategorie, które przybliżają – i pozwalają zrozumieć – sens architektury w ujęciu Stanisława Niemczyka. Jeśli architektura zaczyna być sytuowana w centrum – przestaje być architekturą. Nastawienie na „użyteczność”, „celowość”, świadomość, że „materialne opakowanie” jest „produktem ubocznym względem przestrzeni” – wyznacza w myśleniu Stanisława Niemczyka bardzo wyraźną granicę oddzielającą architekturę od tego, co określa on mianem antyarchitektury. Jak mówił: „Architektura od początku świata wytwarza przestrzeń. Dopóki ludzie mieszkali w grocie – nie tworzyli architektury, oni już mieli przestrzeń – otrzymali ją. Natomiast antyarchitektura – ona tworzy samą formę, obudowę. Jest niecelowa – wyrasta z chęci, z pychy, z możliwości”[30]. Przestrzeń, którą „wytwarza” architektura ma służyć – jak mówił Stanisław Niemczyk – „dobrej relacji”[31]. To ona stanowi właściwe kryterium architektury: „Budowla nie jest określeniem, która jasno każdemu powie, o co mi chodziło. Może być niewyobrażalnie duża, a może być bardzo maleńka, bardzo osobista. Budowlą jest wszystko – od postawienia stołu, który ma służyć dobrej relacji”[32]. Można zatem powiedzieć – ani przestrzeń, ani forma, ani kształt, ani komunikat, ani znak ale: relacja, służba „dobrej relacji” są w architekturze najważniejsze. Rodzaj relacji – to, ku czemu/komu lub Komu ona odnosi – wyznacza charakter właściwej dla niej przestrzeni, a w konsekwencji realizacji – świeckiej bądź sakralnej.

Architektura, jej kształt, ma materializować przestrzeń (pozostającą w służbie dobrej relacji). Stanisław Niemczyk wskazywał: „Materializacja przestrzeni następuje poprzez obiekt. Choć przestrzeń jest niematerialna. Ale materializuje się poprzez obudowę, wyznaczenie jej krawędzi, odległości, płaszczyzn”[33]. Antyarchitektura nie „materializuje” przestrzeni, ale jest nagromadzoną w niewłaściwy i niepotrzebny, nie służący niczemu sposób materią. Antyarchitektura jest wyrazem ulegania pokusie, by „sic volo, sic aedifico” – budować tak, jak się chce, nie licząc się z rzeczywistością, z materiałem, ani nawet z użytkownikami obiektów – sztandarowym przykładem jest tu House VI Petera Eisenmana. Przytoczmy wypowiedź tyskiego projektanta: „Często w postmodernizmie się zdarzały antynaturalne działania – czyli na przykład walka z grawitacją. Że my zawiesimy dach, że my uformujemy taki kształt, który musi się utrzymać, bo myśmy tak go uformowali. (…) pojawiały się niekiedy dziwne rzeczy, kiedy na siłę chcieliśmy pokazać, architekci chcieli pokazać, że to się nie trzyma ani Ziemi, ani niczego – to jest po prostu takie coś. I to jest – bym powiedział – w jakiś sposób właśnie tą antyarchitekturą w sensie tego, że nie ma jej bez tej materii – nie ma jej. Jak jej nie wybudujemy, to jej nie ma”[34]. Jako inny przykład antyarchitektury Niemczyk wskazywał Operę w Sydney. Doceniał ideę Jørna Utzona, ale obiekt wydźwignięty niezwykłym wysiłkiem, którego koszta wielokrotnie przekroczyły zamierzone, był dla niego budynkiem pozornym, w którym ważniejsze były ”żagle” – niż sama budowla i jej funkcja. Mówił: „I jeżeli pani znajdzie gdzieś informację o tym, jak budowano Operę w Sydney – (…) myśmy się wszyscy zachwycali (…) sposobem przekazania myśli – właśnie takiej czystej myśli. Że kopuły – czy też «żagle», jak je później nazwano, bo kopuła była już niemodnym słowem – to by ubliżano mu, mówiąc: «zrobiłeś kopułę, sklepienie zrobiłeś». Nie – żagiel. I on – z czego wyszedł? (…) on nie chciał robić sklepienia, żeby je nazwać sklepieniem, więc on powiedział – nie, nie, ja wziąłem pod uwagę kulę. No to co jeszcze prostszego można wziąć pod uwagę? (…) Ale kula jest bardzo niedogodnym kształtem do budowania antygrawitacyjnego. (…) Nie potrafimy takiego sklepienia półkolistego i kulistego zrobić o dowolnej wielkości (…) kiedy (…) przeszli do projektów realizacyjnych, pojawił się problem stabilności tych pseudosklepień, że nie da się do tego miejsca zawijać łuku, bo on tu jest już prawie płaski – on spada. (…) Pozornie budujemy obiekt i go widzimy. Ale tak naprawdę go budujemy nie dla obiektu, my chcemy „to” (żagle – dop. ECh) dostać”[35]. To nagromadzenie, czy wymuszanie na materii zawrotnych „salto mortale” wcale jej nie służy. Przeciwnie – jest formą destrukcji, zaburzeniem logosu – bożego ładu i porządku obecnych w rzeczywistości. Stanisław Niemczyk mówił, że gdy „przekroczymy niewidoczną granicę – zaczynamy niszczyć. Tak, jakbyśmy burzyli. Granicę, która dla materii jest druzgocąca. Jeśli dodajemy za dużo – przekraczamy granicę, to się czuje, że tu jest o jedno skrzywienie za dużo. Człowiek nie się chce powstrzymać, cały czas bierze”[36]. Również z tego powodu tak ważnym punktem odniesienia dla tyskiego projektanta były budowle najzwyklejsze, których np. Nicolaus Pevsner, definiujący architekturę jako budynek zaprojektowany przy uwzględnieniu „walorów estetycznych”[37] – w ogólne nie zakwalifikowałby do architektury. Stanisław Niemczyk mówił: „I tu, jak na drugim biegunie pani postawi ten domek skromny, z dwoma okienkami i z biednym kominem ledwo nad dach wystającym, to my no po prostu wiemy wszystko – że i potrzeba, a zarazem racjonalność formy małych domów na całym świecie jest podobna – że te najmniejsze formy, te biedne formy, takie skromne, że one mają jeden pierwowzór, który jest w człowieku zakodowany – nic ponad miarę, nic ponad miarę”[38].

Stanisław Niemczyk nie zgadzał się, co nieliczni badacze odnotowują[39], z określaniem jego architektury jako postmodernistycznej, definiując ją - bardzo zresztą podobnie do Małgorzaty Omilanowskiej[40] - przez ironię. Komentując postmodernistyczną grę cytatem, stwierdzał: „tu przymrużamy oko. Ja chcę patrzeć obydwoma oczami i wyraźnie widzieć”[41]. W architekturze Niemczyka ironia jest nieobecna. Trudno dostrzec w niej również „ekstazę”, którą – obok ironii – wskazuje Ewa Rewers jako wyróżnik architektury właściwej „ponowoczesności”[42]. O tym, że realizacji Stanisława Niemczyka nie należy kwalifikować jako postmodernistycznych świadczy odpowiedź na pytanie wskazane na wstępie rozważań – o obraz bytu, jaki odzwierciedla określona architektura. W przypadku realizacji postmodernistycznych trudno nawet mówić o bycie, ponieważ dąży ona, jak pisał Herman Klotz, do „fundowania wyobraźniowych światów”, „uwzględniania innowacyjnego potencjału fikcji”, co streszcza się w formule: „Nie tylko funkcja, ale również fikcja”[43]. O „fikcyjnej kulturze inscenizacji” jako właściwej „czasom ponowoczesnym”, gdzie „czynności kulturowe, dzieło architektoniczne, malarstwo czy sport straciły swoje odniesienie (bądź nigdy go nie miały) do substancjalnej rzeczywistości, unoszą się ponad jedynie mitologicznie istniejącą rzeczywistością prawdziwą”[44] pisał też francuski socjolog Jeana Baudrillard, twórca kategorii „symulakry”. „Fikcyjną kulturę inscenizacji” symbolizują Las Vegas – prekursor postmodernizmu w architekturze Robert Venturi napisał książkę „Uczyć się od Las Vegas” – i Disneyland. Postmodernizm określony poprzez „wirtualność” i utratę poczucia rzeczywistości (również tej absolutnej) sytuuje się na biegunie przeciwnym względem nastawienia, jakie znajdujemy u Stanisława Niemczyka. Nie był on i nie chciał być architektem inscenizującym „estetyczne fikcje”, tworzącym „miejsca zmyślone”. Jeżeli nie ma czego oglądać, bo rzeczywistość – jak twierdzą postmoderniści – jest „anarchiczna i bez-zasadna” – możemy „przymrużyć oko” i oddać się grze z formą i cytatem. Ale Stanisław Niemczyk chciał „wyraźnie widzieć” – jako wierzący katolik nie miał wątpliwości, że jest co oglądać – świat będący doskonałym dziełem Stwórcy. W zaprojektowanej przez niego architekturze odzwierciedla się więc inny niż określony przez postmodernizmie obraz rzeczywistości – nie „dramatycznej”, „przygodnej, czy „dowolnej”, ale przeciwnie – uporządkowanej przez Boży logos, opisywalnej w kategoriach całości (i ciągłości), z których postmodernizm rezygnuje. Punktem wyjścia procesu projektowego, w ujęciu tyskiego architekta, jest nie tylko dążenie do tego, by „jak najmniej zaburzyć pierwotne piękno, czyli pierwotną doskonałość budowy wszechświata”[45], ale także pragnienie przywrócenia – na tyle, na ile to możliwe – jedności, którą świat stworzony był u początku. Postmodernizm opowiadając się za rozproszeniem, wielością i nieciągłością, odrzucał jedność utożsamiając ją z totalitarnym ujednoliceniem[46]. Takie utożsamienie jest przeciwstawne chrześcijańskiemu (rzymskokatolickiemu) rozumieniu jedności jako temu, co pochodząc od Boga gwarantuje pokój. Jedność Boża nie jest tożsama z totalitarnym ujednoliceniem, nie wyklucza się z różnorodnością, ani jej nie zagraża. Właśnie architektura Stanisława Niemczyka jest tego najlepszym dowodem – i świadectwem. W spójności, zwartości, „całościowości” jego realizacji wydaje się być też wyrażona bezsprzeczna wartość, jaką jedność (w sensie jedności Bożej) ma dla doktryny rzymskiego katolicyzmu, do której chrześcijanie dążą i którą starają się zachować. W architekturze Niemczyka całość wydaje się mieć ten sam atrybut co piękno – wyraża się w nieskończenie wielu odmianach. Tak jak nieskończoność piękna wiąże się z nieskończoną ilością postaci, poprzez które obecne jest ono w naturze, a także z poczuciem, że to, co realne, jest zawsze jedyne, jak liść pod drzwiami, „którego drugiego takiego nie ma w całym wszechświecie”, tak całość, która jest w „każdym atomie” – będzie przejawiać się na nieskończenie wiele sposobów. 

Stanisław Niemczyk nie był reprezentantem kultury postmodernistycznej. Ale to nie oznacza, że „(…) nie do końca pasował do współczesnych czasów”[47], jak napisała Anna Cymer w artykule opublikowanym po śmierci architekta. Chyba, że utożsamimy współczesność z postmodernistyczną „narracją” na jej temat. Jednak opis nie jest tym samym, co rzeczywistość. Dlatego za Bogumiłą Truchlińską należy podkreślać (i ciągle przypominać), że postmodernizm (czy też kultura postchrześcijańska) jest tylko jednym z wielu, a nie jedynym, zawłaszczającym całą współczesność prądem czy kierunkiem[48]. W symulakrę i „erozję metafizycznego fundamentu” – podobnie jak w rzeczywistość (nie tylko tą absolutną) – trzeba uwierzyć. Konsekwencje naszej decyzji – naszego zawierzenia i odpowiedzi na „wezwanie ontologiczne”[49] bytu i Boga, Który Jest („i czeka, zawsze czeka”) bądź (choć brzmi to paradoksalnie) zawierzenia/oddania się wątpieniu i niepewności – odzwierciedlają się także w architekturze. Analogią mogłoby tu być ewangeliczne budowanie na skale bądź na pisku. Realizacje, które konstytuuje „zawierzenie” niepewności – tą niepewność wyrażają. Tworzą wrażenie chybotliwych, pajęczych, migotliwych, generują przestrzenie bezdomności, niepokoju i defragmentacji, o których pisał Anthony Vidler w „The architectural uncanny. Essays in the modern unhomely[50], są zimne jak szkło i nieprzyjazne temu, co żywe, organiczne i cielesne. Po drugiej stronie znajdą się realizacje takie, jak zaprojektowane przez Stanisława Niemczyka: mocne, stabilne, zbudowane z kamienia lub cegły, przywodzące na myśl Psalm 62, gdzie skała jest obrazem Boga, na którym można niezachwianie się oprzeć: „Spocznij jedynie w Bogu, duszo moja, bo od Niego pochodzi moja nadzieja. On jedynie skałą i zbawieniem moim, On jest twierdzą moją, więc się nie zachwieję. W Bogu jest zbawienie moje i moja chwała, skała mojej mocy (…)”[51]. W realizacjach tych wyraża się – mówiąc słowami Anny Grzegorczyk – aktualność i „niezbywalność powiązań wymiaru transcendencji i immanencji w kulturze”[52], ale też są one świadectwem (wyrazem) tego, co kulturę (i człowieka) przekracza – Bożej Obecności, przeżywanej w doświadczeniu wierzącego. Architektura, podobnie jak sposób filozofowania, sposób życia, wiara – jest przedmiotem decyzji, wyboru. Stanisław Niemczyk dokonał wyboru – opowiedział się po stronie istnienia i Bytu Najwyższego – Boga, po stronie Realności. W jego realizacjach znajdujemy wyraz prawdziwie chrześcijańskiej, katolickiej, przyjaznej życiu kultury. Albo inaczej: kultury przemienionej przez prawdziwe chrześcijańską, katolicką, przyjazną życiu postawę. Tyski projektant respektował „staroświecką” zasadę rzeczywistości, dzięki czemu przyjmował perspektywę, w której natura i kultura nie stanowią przeciwieństwa, ale ta druga zakorzenia się i wyrasta z tej pierwszej. Wpisanie człowieka w porządek natury, doskonałego dzieła stworzenia, przez co architektura staje funkcją życia służącą zaspokojeniu jego potrzeb, Stanisław Niemczyk wyrażał wprost: „Człowiek buduje sobie przestrzeń. Wszystko, co żyje, buduje przestrzeń własną”. Jego realizacje przypominają nam o tym, że architektura – jako budowanie schronienia, jako „zamieszkiwanie”, okazuje się potrzebą naturalną, organiczną. Bardzo dziś nam takiej architektury – przyjaznej światu, człowiekowi i Bogu – potrzeba.

Ewa Chudyba 

-----

Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele!

Ukazała się właśnie książka "Aby On panował. Dwadzieścia lat Christianitas" wydana z okazji jubileuszu pisma. Zawiera ona trzy wykłady wygłoszone przez Pawła Milcarka, Piotra Kaznowskiego i Tomasza Rowińskiego podczas rocznicowego sympozjum, które odbyło się jesienią 2019 roku.

W związku z tym mamy dla Państwa propozycję, która będzie jednocześnie szansą na wsparcie pracy zespołu redakcyjnego. Każdy, kto przekaże darowiznę w wysokości nie mniejszej niż 50 PLN otrzyma książkę z dedykacją redaktora naczelnego "Christianitas". Za darowiznę w wysokości nie mniejszej niż 100 PLN swoje dedykacje dodadzą pozostali autorzy.

Promocja dotycząca otrzymania tego wydawnictwa książkowego trwa do końca maja. Imiona i nazwiska wszystkich darczyńców, którzy nie zgłoszą, że chcą pozostać anonimowi zostaną opublikowane w „Christianitas”, nr 79-80.

Szczegóły akcji znają Państwo pod linkiem:
christianitas.org/static/patronat-jubileuszowy/

-----

[1] Syr. 15, 14-17, źródło: https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=605 (dostęp: 08.05.20)

[2] Cleveland Amory, Philip Johnson, „Vouge” May 1964, s. 205, cyt. za Ch. Jencks, Ruch nowoczesny w architekturze, tłum. A. Morawińska i H. Pawlikowska, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987, s. 61.

[3] Architektura & Biznes, 12/2002, s. 4.

[4] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, sierpień 2014. Oprac. własne. 

[5] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2015. Oprac. własne.

[6] 1 P 2, 5

[7] H. U. von Balthasar, Chwała. Estetyka teologiczna. T. 1 Kontemplacja postaci, tłum. E. Marszał, J. Zakrzewski SJ, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008, s. 13.

[8] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne. 

[9] W. Świerzawski, Dynamiczna «pamiątka» Pana, Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1980, s. 84.

[10] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[11] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne. 

[12] W. Panas, Sztuka jako ikonostas, „Znak”, 1982, nr 337, .s. 1529.

[13] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, sierpień. Oprac. własne.

[14] Zob. M. Jacyno, Kultura indywidualizmu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007, s. 23.

[15] H. U. von Balthasar, Chwała…, s. 24.

[16] R. Arnheim, Symbole w architekturze, tłum. M. Bożena Fedewicz, w: „Symbole i symbolika” red. M. Głowiński, Czytelnik, Warszawa 1991, s. 360.

[17] W. Panas, , Sztuka jako ikonostas…, s. 1532.

[18]Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[19] W. Stróżewski, Na marginesie „O naturze dobra” św. Augustyna, w: „Istnienie i wartość”, Znak, Kraków 1981, s. 134.

[20] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[21] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2015. Oprac. własne. 

[22] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2017. Oprac. własne.

[23] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2015. Oprac. własne.

[24] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2015, nagranie własne.

[25] Zagadnienie to przybliża np. S. Blandzi, Henologia, meontologia, dialektyka. Platońskie poszukiwanie ontologii idei w Parmenidesie, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 1992.

[26] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2015. Oprac. własne.

[27] K. Twardowska, Nie jestem sam dla siebie projektantem, Autoportret, 12 | 07 | 2016, https://autoportret.pl/artykuly/nie-jestem-sam-dla-siebie-projektantem/2/ (dostęp: 08.05.20) 

[28] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne. 

[29] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne. 

[30] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne. 

[31] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[32] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[33] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[34] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[35] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[36] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne.

[37] Szopa na rowery, zdaniem Pevsnera, nie jest architekturą. Zob. N. Pevsner, Historia architektury europejskiej, Wydawnictwo Arkady, tłum. Jan Wydro, Warszawa 2013, s. 10.

[38] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014. Oprac. własne. Skromności, o której mówi Stanisław Niemczyk, nie należy utożsamiać z minimalistycznym stylizowaniem się na „skromność” czy „ubogość”, w takim sensie, jaki dobrze oddaje prześmiewcza wypowiedź Hansa Poelziga: „Budujemy skromnie, i niech to kosztuje ile chce”. Cyt. za E. Rewers, Post-polis – wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta…, s. 331.

[39] Anna Maria Wierzbicka, kwalifikując realizacje Stanisława Niemczyka jako postmodernistyczne, stwierdza, że sam architekt odżegnuje się od tej klasyfikacji Zob. A. M. Wierzbicka, Architektura jako narracja znaczeniowa, Warszawa 2013, s. 94. Również A. Cymer decyduje się przypisać jego realizacje do postmodernizmu: „(…) twórczość Stanisława Niemczyka nastręcza badaczom wiele kłopotu. Choć sam nie nazywa się postmodernistą, jego stosunek do przeszłości oraz modernizmu pozwala na sytuowanie go w tym nurcie”. A. Cymer, Stanisław Niemczyk – postmodernista średniowieczny, w: Postmodernizm polski. Architektura i urbanistyka pod redakcją Lidii Klein, red. Lidia Klein, Warszawa 2013, s. 268.

[40] Zob. M. Omilanowska, Kreacja konstrukcja rekonstrukcja. Studia z architektury XIX-XXI wieku, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2016, s. 227.

[41] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, 20 czerwca 2017 r. Oprac. własne.

[42] Zob. E. Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta…, s. 322.

[43] W. Welsch, Nasza postmodernistyczna moderna, tłum. R. Kubicki, A. Zeidler- Janiszewska, Oficyna Naukowa, Warszawa 1998s. 157.

[44] P. Czyż, Normatywna zawartość architektury po-ponowoczesnej w świetle koncepcji rozumu komunikacyjnego Jurgena Habermasa, Gdańsk, 2013, s. 58 https://pbc.gda.pl/Content/30400/phd_czyz_piotr.pdf (dostęp: 08.05.2020).

[45] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, listopad 2015. Oprac. własne.

[46] Zob. W. Welsch, Nasza postmodernistyczna moderna, tłum. R. Kubicki, A. Zeidler- Janiszewska, Warszawa 1998, s.160.

[47] A. Cymer, S. Niemczyk (1943-2019) https://culture.pl/pl/tworca/stanislaw-niemczyk (dostęp: 8.05.2020)

[48]Zob. B. Truchlińska, Dwa przełomy – antypozytywistyczny i postmodernistyczny – i co z nich wynika dla kulturoznawstwa?, w: Tożsamość kulturoznawstwa, dz. cyt., s. 89.

[49] A. Grzegorczyk, odwołując się do myśli Władysława Stróżewskiego zawartych w artykule „Osoba i wartości” oraz publikacji „W kręgu wartości” następująco przybliża pojęcie „wezwania ontologicznego”: „Rzeczywistość, doświadczenie i byt uznać możemy za kategorie konieczne, aby móc uprawiać człowieczeństwo w kulturze, aby ponownie językowo-kulturowy obraz świata odpowiadał wezwaniu ontologicznemu. Przypomnijmy, że wezwania ontologiczne bytu odnoszą się do osoby, a więc bytu wręcz uzależnionego od wartości transcendentnych , czyli Prawdy, Dobra i Piękna (…)”. A. Grzegorczyk, Humanistyka i Obecność, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2014, s. 39. 

[50] Zob. A. Vidler, The architectural uncanny. Essays in the modern unhomely, The MIT Press, Massachusets, 1992.

[51] Ps 62, 6-8. https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=895&slowa=ska%B3a (dostęp: 09.05.20)

[52] A. Grzegorczyk, Humanistyka i Obecność…, s. 8.

[53] Wywiad autorki ze Stanisławem Niemczykiem, Tychy, luty 2014, nagranie własne.

 

 

 


Ewa Chudyba

(1981) filozof, pedagog, blogerka. Przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą architekturze sakralnej zaprojektowanej przez śp. Stanisława Niemczyka. Pole jej zainteresowań badawczych wyznacza pytanie o realność oraz o obecność dobra, piękna i prawdy w kulturze współczesnej. Pracuje w Muzeum w Gliwicach.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij