Recenzje
2020.07.16 14:53

Błogosławiona pomyłka

Marta Kwaśnicka, Pomyłka, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Biblioteka Christianitas - Literatura, Kraków 2019.

Przy całej odmienności naszych losów mocno utożsamiam się z bohaterką książki Marty Kwaśnickiej Pomyłka. Utożsamiam się w poczuciu, że coś w moim, a może naszym życiu poszło nie tak, coś nas ominęło. Może w wyniku splotu wydarzeń, a może w wyniku naszych własnych wyborów. Ileż razy zastanawiałam się nad tym, czy każdy, nawet najdrobniejszy wybór w naszym życiu, może je zdeterminować na tyle, że odmieni całkowicie całą naszą przyszłość. Co i kiedy zrobiłam nie tak, albo czego nie zrobiłam, że dziś znajduję się w takim miejscu. Tak pisze o tym autorka w tytułowym rozdziale pt. Pomyłka:

Czasem wystarczy pomylić się tylko odrobinę, zmienić szczegół, aby los stał się całkowicie inny: spotkać kogoś lub nie spotkać, a przez to znaleźć się nagle w odmiennej wersji swojego życia, jakby wszechświat był kalejdoskopem, a pojedyncze spotkanie lub decyzja miały moc przewracania tego kosmicznego instrumentu i uzyskiwania zupełnie innego obrazu.

Autorka dopuszcza jednak celowość wszystkiego co nas w życiu spotyka, choć chwilowo nie jest akurat w stanie zdobyć się na ufność, że ta paradoksalna celowość jest być może czymś dla nas błogosławionym:

Ale może nasze życie wygląda tak, jak wygląda, niezależnie od dokonywanych wyborów, bo ktoś lub coś steruje nim w określoną stronę: zawraca, jeśli zejdziemy z właściwej ścieżki, odcina niepotrzebne wątki, lub, gorzej, uparcie wypycha nas na pobocze.

To oczywiście jeden z bardzo wielu momentów tej książki, w których doświadczam dziwnej więzi i poczucia wspólnoty z jej autorką, a przynajmniej z bohaterką. Odnajduję siebie również w opisach daremności i bezsensie upokarzającego mozołu poszukiwania pracy, poczuciu własnej nieprzydatności do niczego w obliczu jej braku. Sądzę również, że nie jestem w tym poczuciu więzi, a także zaskoczeniu jak trafnie odwzorowuje ona stan ducha mojego pokolenia – odosobniona. Dlatego bardzo żywiołowo zareagowałam na obszerną recenzję Pomyłki pióra Kamila Suskiewicza, w której tak pisze on o tej książce:

Nie od wczoraj wiadomo, że Świętym Graalem, idee fixe, fetyszem – nazwijcie to zresztą jak chcecie – polskich roczników osiemdziesiątych jest powieść pokoleniowa. Ludzie ci, uchodzący kiedyś za młodych i dobrze rokujących, zrzeszeni dziś w rozmaitych środowiskach, grupkach, społecznościach czy internetowych bańkach – porzuciwszy swą młodość (z konieczności) i dobre rokowania (z rozsądku), nie pozbyli się wszakże tego jednego marzenia: że ktoś kiedyś opowie ich unikalne pokoleniowe losy. (...) I proszę. Gdy porzuciliśmy już niemal wszystkie nadzieje; gdy samych siebie gotowi byliśmy przekonywać, że może naprawdę nie da się nas opowiedzieć (bo tacy jesteśmy wspaniali albo tacy nijacy); gdy przestaliśmy już czytać, co piszą nasi rówieśni; gdy zaczęliśmy się mościć w beznadziei wiecznego braku samoświadomości – wtedy właśnie, w przededniu epidemii, która i tak ponoć wszystko wywróci do góry nogami, dostaliśmy wreszcie tę opowieść, upragnioną, wyczekaną, tę, w której istnienie prawie zwątpiliśmy. Dostaliśmy wreszcie naszą pokoleniową powieść. Nosi tytuł Pomyłka.

Suskiewicz zwraca też uwagę na to, że powieść ta charakteryzuje się indywidualizmem, który jest zarazem znakiem rozpoznawczym naszej generacji. A jednak właśnie ta książka daje nam jakąś namiastkę poczucia wspólnotowości, jakiegoś braterstwa w tym nieszczęściu, jakim jest wyobcowanie i brak swojego miejsca. To poczucie jest próbą przekroczenia indywidualistycznej pułapki, owego więzienia bez krat.

Inną cenną myślą, na którą zwróciłam uwagę w recenzji Suskiewicza jest jego opinia na temat tego dlaczego Pomyłka jest konsekwentnie przemilczana w mediach i środowiskach lewicowych. Suskiewicz wyraża to wprost: książka ta padła ofiarą uprzedzeń i stereotypowych opinii, które z miejsca przypisują autorkę do środowisk prawicowych (co jeszcze pochwały z prawej strony podsycają). Są to zatem sploty okoliczności rozgrywające się wysoko nad głową autorki, na które nie ma ona żadnego wpływu.

Można zatem, całkiem sprawę upraszczając, sprowadzić ją do takiego ujęcia, że Marta Kwaśnicka stała się ofiarą naszych wewnątrznarodowych walk plemiennych. Dlatego zaś została przypisana do plemienia prawicowego, bo pisze o polskości, o religijności, bo ma we krwi to co nas, Polaków, budowało przez wieki. Nie usiłuje się z tego wyzwolić, nie brzydzi jej to, nie chce się od tego odciąć. Gdyby się odcinała to z otwartymi rękami przyjęto by ją w plemieniu przeciwnym.

Tymczasem będąc świadomą swojej wartości, bez cienia kompleksów, czyta ona kulturę europejską czując się głęboko jej częścią, bez jakiegokolwiek poczucia kulturowej niższości. Widzimy to zarówno, gdy Kwaśnicka pochyla się nad kulturą włoską czy brytyjską. Zarazem zachowuje ona całkowite poczucie odrębności i osobności kultury polskiej, którą nosi w sercu. I odczytuje kulturę europejską nieustannie właśnie przez pryzmat kultury polskiej. Tak jej postawa wzbudza mój ogromny szacunek.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to banalne: odczytać współczesną polską emigrację na Wyspy Brytyjskie w kluczu doświadczeń emigracyjnych Mickiewicza zawartych w Panu Tadeuszu. A ja jednak uważam, że to jest niesłychanie odkrywczy zabieg. Objaśnia on nie tylko stan ducha bohaterki, która nie może się przyzwyczaić do swojej emigracyjnej sytuacji, bo wciąż jest, jak wielu innych Polaków-emigrantów – „chora na Polskę”, ale również odkrywa ukryty wymiar tego eposu narodowego. Jednym z najciekawszych, moim zdaniem, spostrzeżeń zawartych w Pomyłce jest konstatacja, że wielość niezwykle żywych i zmysłowych opisów potraw z Pana Tadeusza, drobiazgowe opisy barw i zapachów jedzenia, są właśnie jednym z objawów choroby emigranckiej, która charakteryzuje się przywoływaniem wciąż i wciąż najmocniejszych wspomnień Ojczyzny. Wszak spośród zmysłów najmocniej zapisujących się w pamięci jest – smak. Konkret wspomnień smakowych staje się zatem najsilniejszym bodźcem przywołującym przywiązanie do Polski.

Podziwiam sposób uważnej obserwacji Kwaśnickiej, jej spostrzegawczość, klarowność wywodu, trafność sądów, a zarazem - po kobiecemu - delikatność, a także coś, co mogłabym streścić w jednym słowie: taktowność. Przywołuję także określenie użyte przez Andrzeja Horubałę, recenzującego jej wcześniejszą książkę Krew z mlekiem – „onieśmielająca erudycja”, które dobrze oddaje warsztat literacki i kulturowy Kwaśnickiej.

Co jednak ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że Pomyłka znakomicie mieści się w koncepcji serii Biblioteki Christianitas? Seria ta obejmuje książki, które prezentują elementy widzialnego chrześcijaństwa w rozmaitych aspektach kultury. Pomyłka zaś jest powieścią katolicką, choć bez otwartych, szumnych konfesji, to z jednym,  znaczącym wyjątkiem. Wyjątkiem tym jest rozdział Nieszczelność. Bohaterka relacjonuje w nim swoją wizytę u lekarza, który ma wystawić zaświadczenie dające lub odbierającą bohaterce możliwość pracy na stanowisku wykładowcy. Osobliwy ten obyczaj dokonywania kontrolnych badań u lekarza, w którego rękach leży zaopiniowanie o naszej zdolności do wykonywania danego zawodu, a więc de facto wydanie bądź niewydanie nań zezwolenia, powoduje zazwyczaj odwrotne zachowanie pacjenta niż przy zwyczajnej wizycie u lekarza, podczas której raczej skarżymy się na rozmaite dolegliwości. Tu bardziej naturalne są starania by zrobić na lekarzu jak najlepsze wrażenie. Od niego zależy wszak nasz los. W tym zaś przypadku, jeszcze osobliwiej, los bohaterki, a więc wydanie tego zezwolenia, zostało uzależnione w jakiejś mierze od jej odpowiedzi na zasadnicze pytania na temat wiary. 

Zadający te pytania lekarz jest ateistą, takim typowym, wręcz książkowym przypadkiem człowieka o światopoglądzie „naukowym”. Zdawać by się mogło, że wszelki sprzeciw wobec jego pogardy wobec Kościoła zaowocuje jeszcze większym zniecierpliwieniem i kto wie, czy nie „ukaraniem” bohaterki miażdżącą opinią lekarską, dyskwalifikującą ją w zawodzie wykładowcy. Bohaterka pozostaje całkowicie w rękach przesłuchującego ją lekarza, także fizycznie, znajduje się bowiem na fotelu lekarskim, a on trzyma w ręku podgrzaną łyżkę laryngologiczną, niczym jakieś narzędzie tortur. Tymczasem bohaterka, w swej ogólnej rezygnacji, nie jest już tak gorączkowo przywiązana do wizji siebie jako wykładowcy, nie stara się zatem za wszelką cenę ani utrafić w to, co lekarz chciałby usłyszeć, a więc ani nie uspokaja jego sumienia, ani odwrotnie, nie chce go też na siłę nawracać. Spokojnie odpowiada zgodnie z wiarą na jego pytania. Jest to zatem coś na kształt Credo, składanego całkiem na poważnie, w tych mocno upokarzających okolicznościach, wbrew swojemu własnemu interesowi.

Wreszcie ostatni rozdział pt. Owoc stanowi zwornik i zwieńczenie wcześniejszych wątków dotyczących stanu ducha bohaterki, a tym samym nas wszystkich, którzy się odnajdujemy w jej zbiorowym portrecie pokoleniowym. My, świetnie zapowiadający się, a nie znajdujący swego miejsca w życiu. My, zniechęceni i rozczarowani tym co nas spotkało, rozczarowani tym, że nie jest tak jak być miało. My, których talenty nie zostały właściwie wykorzystane, których praca nie przyniosła spodziewanych owoców, odnajdujemy wreszcie pocieszenie. Nie jest to może pocieszenie takie, jakiego się spodziewaliśmy, i którego oczekiwaliśmy, ponieważ dotyczy ono owoców, których być może nasze ziemskie oczy nie będą nigdy oglądać. Być może owoc naszego życia nie jest bowiem przeznaczony dla nas, nie my go będziemy kosztować. Pocieszeniem staje się pogodzenie się z tym, że to, co pojmowaliśmy jako życiową pomyłkę, może istotnie stanowić właściwy stan rzeczy, nasze miejsce w świecie. Znajdujemy się w tym miejscu i sytuacji z woli Bożej, i tu możemy wolę Bożą spełniać. I to właśnie będzie prawdziwy owoc naszego życia.

Antonina Karpowicz-Zbińkowska

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata do potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.

-----


Antonina Karpowicz-Zbińkowska

(1975), doktor nauk teologicznych, muzykolog, redaktor „Christianitas”. Publikowała w „Studia Theologica Varsaviensia”, "Christianitas", na portalu "Teologii Politycznej" oraz we "Frondzie LUX". Autorka książek "Teologia muzyki w dialogach filozoficznych św. Augustyna" (Kraków, 2013) i "Zwierciadło muzyki" (Tyniec/Biblioteka Christianitas, 2016). Mieszka w Warszawie.