szkice
2024.01.22 12:15

Bezwarunkowa miłość i kosmiczna sprawiedliwość

 

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.plZ góry dziękujemy. 

 

 

Chyba nigdy w ostatnich latach nie było takiego wewnętrznego napięcia w Kościele katolickim, tak bardzo na granicy secesji, jak po publikacji Fiducia Supplicans. Zgadzam się z tymi krytykami, którzy twierdzą, że dokument ten jest sprzeczny wewnętrznie i napisany językiem, którego mętności nie powstydziłby się wytrawny prawnik korporacyjny. Ma on jednak i pewne zalety – może przekonać tych, którzy dotąd uważali katolicyzm ludowy za płytki i magiczny, że jest on jednak głęboki i mistyczny, o ile tylko po ludowemu pobłogosławi się parę „nieuporządkowaną”, bądź jednopłciową. Ach, żeby jeszcze dla tego egzorcyzmowania demonów weganizmu za pomocą kaszanki było większe zrozumienie… Wracając jednak na ziemię – co uderzyło mnie najbardziej i o czym chciałbym więcej napisać w związku z Fiducia Supplicans, to interpretacje strony progresywnej, zwolenników możliwe liberalnego odczytania tego dokumentu, jako pozwalającego na błogosławieństwo par nie-małżeńskich bez nakładania jakiegokolwiek warunku skruchy czy nawrócenia.

Argumentację zwolenników interpretacji progresywnej – jak Tomasza P. Terlikowskiego i ks. Dariusza Piórkowskiego SJ1 – można streścić jako „my stoimy po stronie bezwarunkowej miłości, wy jesteście tam, gdzie stała inkwizycja i płonęły stosy”. Naprawdę, nie ma w tym wiele przesady. Słyszymy wielokrotne powtórzenie, że całe chrześcijaństwo da się sprowadzić do zasady bezgranicznej miłości, że Bóg kocha wszystkich ludzi, że nawet kocha demony, że Jezus jak rozmawiał z kobietami nierządnymi to też ich nie potępiał i tak naprawdę wcale nie wymagał od nich porzucenia nierządu. Na tym tle ci oburzeni i zgorszeni tradycjonaliści są tak straszliwie małostkowi – demonizują bliźnich i traktują sakramenty jak nagrodę za dobre sprawowanie – wręcz słów brakuje na taką nierozumność.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie może istnieć sensowna riposta na argument „ja jestem po stronie bezgranicznej miłości”. Z pomocą przychodzi jednak pewna komedia z lat 80., ale o tym za chwilę…

Zacznijmy od argumentu, wedle którego Jezus nikogo nie potępiał. Wydaje mi się, że jednak kogoś tam potępił i to ostro – choćby handlarzy w Świątyni. Obłudnym faryzeuszom też się nieraz dostało. No i padły bardzo mocne słowa o tych, którzy są zgorszeniem dla najmniejszych. Ale faktycznie, Jezus nie potępił nierządnic. Czy fakt, że Jezus nie potępił grzesznych niewiast i – ponoć – tak naprawdę nie wymagał od nich nawrócenia, jest jakimś mocnym argumentem w toczącej się debacie? Jezus nie potępił też bogatego młodzieńca, który nie chciał rozdać majątku ubogim. Jezus nie potępiał celników i żołnierzy i ciężko argumentować, że skoro „tak naprawdę” nie wymagał nawrócenia od nierządnic to już warunki stawiane celnikom i żołnierzom były bezwzględnie wymagane. Kim byli celnicy, to wszyscy w miarę wiedzą, ale co do tego, kim byli i co robili żołnierze, mogą panować niekoniecznie trafne wyobrażenia. Żołnierze w czasach Jezusa to nie była jakaś misja pokojowa ONZ i gwardia narodowa do pomocy przy kataklizmach. Operacje wojskowe w tamtych czasach i tamtych miejscach bywały ekstremalnie okrutne: Polibiusz opisuje że Rzymianie potrafili wymordować cale miasto od dziecka do starca, zgwałcić wszystkie kobiety i nawet poćwiartować wszystkie zwierzęta domowe2. I nie obywało się to w ramach jakiegoś szalonego wybryku, sadystycznego plądrowania. Wręcz przeciwnie, działo się to na ścisły rozkaz dowódców w ramach koordynowanej operacji, czyli w ramach owego „poprzestawania na żołdzie”. Więc, owszem, Jezus nie potępiał nierządnic, ale nie potępiał również skorumpowanych aparatczyków opresyjnego reżimu, ani ludzi zabijających innych za pieniądze. Gdybyśmy mieli za podstawowe kryterium surowości przewinienia uznać to, na ile zostały one explicite potępione w ewangeliach, to musielibyśmy uznać że masakry ludności cywilnej są mniejszym złem niźli handel w Świątyni.

Paradoksalnie, istnieje logika, w którą taka hierarchię wartościowania się wpisuje. Moralne sądy Papieża Franciszka wyglądają poniekąd, jakby właśnie w sposób bardzo dosłowny i skrupulatny rozeznawał, kogo Jezus potępiał, a kogo nie potępiał. Stąd mamy tak ostrą krytykę klerykalizmu (faryzeusze) czy szkodliwego dla planety kapitalizmu (handlarze), przy jednoczesnych ciepłych słowa o rosyjskim imperializmie czy Czyngis-Chanie. Mongolski władca co prawda wymordował czterdzieści milionów ludzi na dwóch kontynentach, ale już nie był kapitalistą, bowiem cały majątek rozdawał podwładnym, a można go także uznać za prekursora zrównoważonego rozwoju – bowiem według pewnych analiz, eliminacja tylu istnień spowodowała lokalne ochłodzenie klimatu.

W świetle nakreślonej logiki, uwaga kardynała Gerharda Müllera3, że po takiej wykładni znaczenia błogosławieństwa można by choćby i pobłogosławić mafię czy klinikę aborcyjną, nie powinna być traktowana jako sarkazm. Błogosławiłoby się mafię jako drużynę, a nie organizację przestępczą, uwzględniając fakt, że przecież – jak choćby pokazywały niezwykle analizy Diego Gambetty4 – ma ona i pewne elementy wzbogacające lokalną społeczność. Podobnie z pobłogosławieniem kliniki aborcyjnej – można ją choćby pobłogosławić jako instytucję redukującą najcięższą przestępczość, bo jak sugerowali swego czasu w oparciu o analizy statystyczne Steven Levitt i Stephen J. Dubner5, legalizacja aborcji zmniejsza liczbę zabójstw w populacji, bo przyszli zabójcy – wywodzący się zwykle z patologicznych środowisk – po prostu się nie urodzą.

Chciałbym, żeby powyższy tok rozumowania był tylko drwiną i nienajlepszym przykładem czarnego humoru. Jednak opisana postawa wcale nie jest wzięta z jakiegoś groteskowego komiksu, ona jest elementem pewnej współczesnej, jakkolwiek dziwnie by to wybrzmiało… wrażliwości. Niedawno Steven Pinker6 celnie powiedział o tym, co dzieje się na najlepszej uczelni świata: Harvard is now the place where using the wrong pronoun is a hanging offense but calling for another Holocaust depends on contex7. Rok temu Richard Hanania stwierdził coś podobnego w eseju o systemie moralnym osób najbardziej postępowych: na poziomie autonomicznym (emocjonalnym, odpowiednik tzw. systemu 1 w psychologicznych teoriach podwójnego przetwarzania) osoby te są bardziej wstrząśnięte homofobią niż ludobójstwem8.

By wyjaśnić, skąd bierze się takie przedziwne wartościowanie, musimy wrócić do kwestii owej bezwarunkowej miłości. W debatach o osobach LGBT, również przy okazji Fiducia Supplicans, pojawia się czasem argument, że „przecież jakby twój syn przyszedł z partnerem, to byś go zaakceptował, bo na tym polega bezwarunkowa miłość”. Argument ten, choć bardzo wzruszający, jest jednocześnie absolutnie chybiony – miłość rodzica do dziecka nie jest bezwarunkowa, jest wręcz najbardziej warunkową miłością jaka istnieje – warunkiem jest właśnie bycie czyimś dzieckiem. To odmiana ekstremalnej stronniczości: interes dziecka to jak nasz własny interes, tylko bardziej – w teorii decyzji nazywa się to preferencją podporządkowaną. Doskonale rozumie to system prawny, pozwalający rodzicom odmówić zeznań obciążających własne dzieci, tak jak oskarżony nie musi składać wyjaśnień na swoją niekorzyść. Swoją drogą istniały w XVIII i XIX wieku chrześcijańskie sekty, które postrzegały tę stronniczość jako właśnie problematyczną z punktu widzenia przykazania miłości i postulowały kolektywne wychowanie dzieci, bez wytwarzania silnych więzi z biologicznymi rodzicami. Niektóre – jak słynna Oneida – szły jeszcze dalej i nakazywały rotację partnerów seksualnych, bo zbyt silna więź między kobietą i mężczyzną też była egoistyczna i podejrzana. Skończyło się to oczywiście źle – w przypadku Oneidy po sekcie została przynajmniej istniejąca do dziś manufaktura sztućców – ale właśnie… dlaczego?

Prawdziwa miłość bezwarunkowa jest miłością taką samą do wszystkich: do własnego dziecka i bachora sąsiada, do kardynała Rysia i biskupa Jędraszewskiego, do Władimira Putina i Szymona Hołowni, do ruskiego żołdaka i zgwałconej przez niego dziewczynki. Niewarunkowana niczym i bezgraniczna. Bóg jest bezgraniczną miłością, bezgraniczną empatią i bezgranicznym miłosierdziem. Ale jest tu ukryty pewien haczyk – Bóg posiada też bezgraniczną wiedzę, bezgraniczną uwagę i bezgranicznie zasoby. Thomas Sowell celnie zauważył, że tzw. kosmiczna sprawiedliwość9 (cosmic justice), której wielu pragnie na ziemi, wymaga Boskich prerogatyw. Próba jej osiągnięcia z naszymi ziemski zasobami nie tylko oznacza, że nam się nie uda – często taka próba jest przeciw-skuteczna. Ostrzegał o tym pół wieku temu Karl Popper, przypominając, że każda próba zbudowania raju na ziemi kończyła się piekłem.

Istnieje wiele innych przykładów, jak właśnie ziemskie próby naśladowania Boskiej wszechmocy przybierają postać groteski czy parodii – choćby drukowanie pieniędzy w odpowiedzi na rzeczywisty problem niedoboru. Doskonale to widać również w przypadku empatii, która jest niewątpliwie przymiotem Boga, ale w przypadku homo sapiens może wręcz – jak dowodził psycholog Paul Bloom – nie tylko nie zwiększyć, ale wręcz zmniejszyć naszą wrażliwość na los drugiego człowieka10. Dlatego, kiedy słyszę od przedstawicieli postępowego skrzydła Kościoła, że powinniśmy naszą ziemską rzeczywistość upodobnić do Królestwa Niebieskiego, to zawsze lekko dziwi mnie, że wypowiadają oni takie twierdzenia bez cienia autoironii. Nie jest też przypadkowe, że osoby, które podkreślają absolutny prymat Bożej miłości nad sprawiedliwością, mają jednocześnie obsesję na punkcie ziemskiej sprawiedliwości i to rozumianej w taki właśnie kosmiczny sposób: wszyscy ludzie są pod każdym względem równi, wszystkie autentyczne i szczere wybory życiowe jednakowo dobre, wszelkie zaistniałe nierówności i niepowodzenia są wynikiem opresyjnego systemu i nietolerancji. Psychologia dopiero od niedawna bada ten fenomen i otrzymał on nazwę equalitarianism11. W sferze seksualnej zrównanie relacji heteroseksualnych i homoseksualnych, sformalizowanych i nieformalnych, jest tylko pierwszym i bardzo niedoskonałym krokiem na drodze walki z kosmiczną niesprawiedliwością. Coraz bardziej podejrzane w oczach tropicieli nierówności stają się związki z duża różnicą wieku czy majątku. Na przeszkodzie doskonałej miłości stoi także zazdrość seksualna, ów atawizm odległych, mrocznych wieków12. Idąc dalej, można się spotkać z twierdzeniem, że zarówno orientacja heteroseksualna jak i homoseksualna są niesprawiedliwie ze swej natury – jedynie słuszna jest niedyskryminująca nikogo orientacja panseksualna. Takie właśnie są żelazne konsekwencje uznania, że prawo do bycia kochanym jest prawem człowieka. I przekłada się to na bardzo wymierne następstwa praktyczne, np. zachodnie środowiska osób transpłciowych na swojego najbardziej znienawidzonego wroga obrało nie jakiegoś konserwatywnego kardynała, ale profesor filozofii i feministkę, Kathleen Stock, broniącą prawa lesbijek do wybierania na partnerki biologicznych kobiet13. Otrzymywała ona tyle gróźb, że władze uczelni zaleciły jej poruszanie się po kampusie z ochroną.

Choć oczywiście możemy współczuć takim osobom jak profesor Stock, trudno nie skonstatować, że mamy do czynienia z rewolucją pożerającą własne dzieci. U podstaw tej rewolucji leżało założenie, że jeśli oddzielimy miłość od kłopotliwej i przyziemnej prokreacji, tego zwierzęcego atawizmu przedłużania gatunku, to uczynimy świat bardziej racjonalnym a ludzi szczęśliwszymi. Konserwatystów, którzy argumentowali, że proces ten uruchomi równię pochyłą, wyśmiewano jako histeryków i sofistów – choć ostatecznie ich prognozy sprawdziły się chyba bardziej, niż sami byli skłonni przypuszczać14. Doskonała, bezwarunkowa, niedyskryminująca miłość oderwana od przyziemności ma bowiem wszelkie cechy gnozy, ze wszystkim ubocznymi konsekwencjami charakterystycznymi dla ruchów gnostyckich, jak choćby ów terror kosmicznej sprawiedliwości. Co zaskakujące – choć wciąż nie dostrzegają tego postępowe nurty w Kościele, refleksja o gnostyckim charakterze rewolucji seksualnej pojawiła się już w najnowszej fali feminizmu, tzw. feminizmie reakcyjnym15.

I tak w końcu wracam do problemu, co mamy odpowiedzieć, gdy ktoś nam mówi, że „jest po stronie bezwarunkowej miłości”. Ripostę znajdziemy w starym, dobrym filmie „Ghostbusters” z 1984 roku. I brzmi ona „Czy jesteś Bogiem?” Bezwarunkowa miłość w warunkach ziemskich nie doprowadzi do tego, że wszyscy nagle staną się dla siebie mili i wyrozumiali, tylko do tego, że niekochanie wszystkich po równo stanie się zbrodnią. A wówczas, i owszem, niektórzy mogą uznać uprzywilejowanie jednej relacji seksualnej ponad inne za nawet większy skandal niż zgładzenie czterdziestu milionów istnień dla osiągnięcia lepszego świata. Nie dajmy się zatem obezwładnić argumentem z braku bezwarunkowej miłość – już chyba bezpieczniej dla świata zostać tam, gdzie stoją inkwizytorzy i tylko przeprosić za emisję CO2 z płonących stosów…

Bartłomiej Dzik

 

-----  

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.

 

1 Dariusz Piórkowski SJ, Nasz opór przed bezwarunkową miłością, Więź, https://wiez.pl/2023/12/20/nasz-opor-przed-bezwarunkowa-miloscia/

2 James Hankins, The Roman custom, The New Criterion, https://newcriterion.com/issues/2023/9/the-roman-custom

3 Za: Pedro Pinedo, More bishops voice criticism — and support — for Vatican document on blessing same-sex couples, Catholic News Agency, https://www.catholicnewsagency.com/news/256343/more-bishops-voice-criticism-and-support-for-vatican-document-on-blessing-same-sex-couples

4 Diego Gambetta, Mafia sycylijska. Prywatna ochrona jako biznes, Oficyna Naukowa, 2009.

5 Należy podkreślić, że słynne i kontestowane analizy Levitta I Dubnera nie służyły uzasadnieniu legalizacji aborcji. Wręcz przeciwnie, autorzy podkreślali, że pomimo wykrycia statystycznej zależności, mamy do czynienia ze skrajnie nierówną wymianą utylitarną: na każde zabójstwo, któremu udało się „zapobiec”, przypada setki czy nawet tysiące wykonanych aborcji, zob. S. Levitt, I S.J. Dubner (2005) Freakonomics: A Rogue Economist Explores the Hidden Side of Everything, HarperCollins.

6 Steven Pinker, A five-point plan to save Harvard from itself, Boston Globe, 2023, https://www.bostonglobe.com/2023/12/11/opinion/steven-pinker-how-to-save-universities-harvard-claudine-gay/

7 Warto zatrzymać się na chwilę przy końcówce wypowiedzi Pinkera, bowiem zahacza ona w inny współczesny fetysz intelektualny – nacisk na kontekstualność w sądach etycznych. Choć w teorii dodanie kontekstu może służyć rozsądnemu niuansowaniu sądów moralnych, w praktyce dużo częściej będzie użyte do usprawiedliwienia wyborów niemoralnych. Mówi o tym wiele współczesna psychologia poznawcza, np. teoria argumentatywa Merciera i Sperbera. To już jednak temat na całkiem osobny esej.

8 Richard Hanania, Why Do I Hate Pronouns More Than Genocide?, 2022, https://www.richardhanania.com/p/why-do-i-hate-pronouns-more-than

9 Thomas Sowell, The Quest for Cosmic Justice, Free Press, 2002.

10 Paul Bloom, Przeciw empatii. Argumenty za racjonalnym współczuciem, 2016, Wydawnictwo Charaktery.

11 Bo M. Winegard, Cory J. Clark, Connor R. Hasty, Roy Baumeister, Equalitarianism: A Source of Liberal Bias, Journal of Open Inquiry in the Behavioral Sciences, 2023.

12 Szczególnie aktywny w walce z uczuciem zazdrości jest tzw. ruch racjonalistycznych, propagujący poliamorię: Alice Hines, Between the spreadsheets. The management consultant’s guide to love and sex, 1843 Magazine, 2020, https://www.economist.com/1843/2020/02/20/between-the-spreadsheets

13 Za: Academic freedom in British universities is under threat, The Economist, 2021, https://www.economist.com/britain/academic-freedom-in-british-universities-is-under-threat/21805537

14 Wbrew popularnym opiniom, argument z równi pochyłej nie jest sofizmatem ani błędem rozumowania. Tak byłoby, gdyby potraktować go jako argument dedukcyjny – sylogizm logiczny, ale nikt przy zdrowych zmysłach go w ten sposób nie używa. Użyty jako argument indukcyjny, czyli rodzaj probabilistycznej predykcji, jest natomiast jednym z bardziej trafnych mechanizmów rozumowania. Istnieją nawet sformalizowane modele, które wyjaśniają, kiedy i dlaczego argument z równi pochyłej jest trafny, np. Eugene Volokh, The Mechanisms of the Slippery Slope, Harvard Law Review, 2002.

15 Mary Harrington, Feminism Against Progress, Forum, 2023.

Bartłomiej Dzik

(1975) mąż i ojciec, z zawodu ekonomista, naukowo zajmuje się problematyką wyboru racjonalnego. W wolnych chwilach pisuje fantastykę naukową, maluje obrazy i czyta komiksy.