Komentarze
2011.12.03 16:26

Prawdziwa nauka Kościoła o karze śmierci

Dossier ukazało się na stronie Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej

Nauka Kościoła Katolickiego dotycząca moralnej oceny (a więc zgodności z Prawem Bożym) jakiegoś obszaru działalności człowieka zawsze formułowana jest na dwu poziomach:

  1. Pierwszym jest ogólna zasada, obowiązująca bezwarunkowo, to znaczy zawsze, wszędzie, w każdych okolicznościach i w odniesieniu do każdego.
  2. Poziomem drugim są odniesienia tej ogólnej zasady do konkretnych, często bardzo skomplikowanych sytuacji, w jakich znajdować może się człowiek, często nieznanych w czasach, w których formułowana była ogólna zasada.

Nigdy te szczegółowe aplikacje nie mogą wykroczyć poza sens nadrzędnej, zawsze obowiązującej ogólnej zasady moralnej, bo prowadziło by to do relatywizmu. Z drugiej strony brak takich odniesień zamieniałby prawo moralne w krzywdzący człowieka fundamentalizm.

Dopuszczalność kary śmierci

W przypadku kwestii ochrony życia ludzkiego tą ogólną, od samego początku Kościoła obowiązującą zasadą jest, że piąte przykazanie Dekalogu zakazuje odbierania życia jedynie osobie niewinnej. Katechizm Kościoła Katolickiego podpisany w 1992 r. przez bł. Jana Pawła II ujmuje to tak: „Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej.” (KKK, nr 2258)

Mówiąc o absolutnej ochronie przysługującej „niewinnej” istocie ludzkiej nauczanie to od początku dopuszcza zatem sytuacje, w których odebranie życia innemu człowiekowi, jeśli nie ma innego sposobu ochrony dobra wspólnego nie jest złamaniem V przykazania. Teologia moralna używała i używa tu pojęcia „skutku przewidywanego ale nie chcianego”. Jeśli strzelamy do napastnika, który w sposób bezpośredni zagraża naszemu życiu to oczywiście przewidujemy, że możemy go zabić ale nie jest to naszym celem. Naszym celem jest ochrona naszego życia. Jeśli napastnik przeżyje a my ocalimy swoje życie nie będziemy nadal nastawać na życie napastnika. Właśnie bazując na tej doktrynie Kościół rozwinął swą naukę o prawie do skutecznej obrony siebie i dobra wspólnego oraz doktrynę o wojnie sprawiedliwej.

Należy tu dodać, że nie chodzi o „winę” w sensie procesowym (brak wątpliwości co do faktu i co do premedytacji działania, których nie rozprasza materiał dowodowy) ale o winę w sensie obiektywnego faktu zagrażania jakiemuś dobru – bez względu na stan świadomości napastnika. Właśnie wychodząc ze wspomnianego prawa do skutecznej obrony dobra wspólnego niezmienne od samego początku nauczanie Kościoła formułowało ogólną zasadę, że mogą zaistnieć takie okoliczności, w których prawowita władza państwowa ma prawo wymierzyć przestępcy karę śmierci.

Pomijając  prawo objawione w Starym Testamencie przez Boga Izraelowi na Górze Synaj, które przewidywało karę śmierci za różne przestępstwa niezmienna tradycja Kościoła za podstawę swojego stosunku do kary głównej uważała zdanie z Nowego Testamentu, z listu św. Pawła do Rzymian:

„Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.”[1]

O prawie prawowitej władzy państwowej do karania śmiercią przestępców zgodnie mówili Ojcowie Kościoła. Jedynie tytułem przykładu można zacytować św. Klemensa Aleksandryjskiego:

„Prawo (…) jeśli (…) dostrzeże kogoś, kto zachowuje się tak, że wygląda na nieuleczalnie chorego pod względem moralnym, jako że popada w ostateczną nieprawość, wtedy prawo z samej już troski o innych, aby nie ulegli zniszczeniu z powody przestępczego działania tej jednostki, postępuje podobnie, jak gdyby odcięło część całego ciała, a mianowicie takiego człowieka – zabija, mając na względzie przede wszystkim zdrowie społeczności.”[2]

Również św. Tomasz z Akwinu odpowiedział pozytywnie na pytanie o prawo prawowitej władzy państwowej do karania śmiercią przestępców:

„Jeśli jakiś człowiek jest niebezpieczny dla całej społeczności i swoim grzechem psuje drugich, jest rzeczą chwalebną i zdrową zabić go celem zachowania dobra wspólnego, gdyż “odrobina kwasu zakwasza całe ciasto”, jak mówi św. Paweł (Gal 5, 9)”.[3]

Katechizm Rzymski wydany na polecenie Soboru Trydenckiego w 1566 r. oświadczał:

„Zabijania dopuszczonego sposób jest, który onym urzędom należy, którzy mają moc zabijać, za którą mocą według zamierzenia prawa i osądzenia, karzą ludzi złośliwych, a niewinnych bronią. I gdy się oni w tym urzędzie sprawiedliwie obchodzą, natychmiast nie tylko dla takiego zabijania winy żadnej nie mają, ale też Przykazaniu temu Boskiemu bardzo są posłuszni, które zakazuje zabijać. Bo gdy ten jest koniec przykazania tego, aby zdrowie i żywot ludzki był opatrzony, więc się ku temu ściągają one karania przełożonych, którzy porządnie karzą złości, aby żywot ludzki był bezpieczny, gdyby śmiałość i krzywda przez karania powściągnione były.”[4]

W XX w. o prawowitości kary śmierci wypowiedział się m. in. Pius XII:

„Jeżeli chodzi o egzekucję skazanego na śmierć, państwo nie rozporządza prawem życia osoby. W takim przypadku władza publiczna ogranicza się do pozbawienia skazanego wartości życia jako zadośćuczynienie za jego winy, przez które on sam już pozbawił się prawa do życia.”[5]

Tę niezmienną ogólną zasadę o prawie prawowitej władzy państwowej do wymierzania przestępcom kary śmierci potwierdził Jan Paweł II. W podpisanym przez niego Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy:

„Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.”[6]

Warto zwrócić uwagę na czas teraźniejszy w tym fragmencie Katechizmu. W dużym streszczeniu tak właśnie wygląda pierwszy filar katolickiego nauczania wobec kary śmierci: bezwzględne prawo do życia i wynikająca z tego prawa bezwzględna ochrona wynikająca z piątego przykazania Dekalogu należy się jedynie osobie niewinnej. Osoba dopuszczająca się zamachu na dobro wspólne musi liczyć się z tym, że jej ta bezwzględna ochrona nie obejmuje. To jest fundament katolickiego nauczania w sprawie kary śmierci. W przeciwieństwie do np. aborcji czy eutanazji kara śmierci nie jest zła sama w sobie, to znaczy zawsze zła bez względu na okoliczności.

Wstrzemięźliwość w wykonywaniu kary śmierci

Ta ogólna zasada dość wcześnie zaczęła być doprecyzowana poprzez od zawsze obecne w Tradycji Kościoła przeświadczenie: że kary tej należy używać z umiarem, jako ostateczności i zawsze w obliczu braku możliwości wymierzenia innej, sprawiedliwej kary.

Przeświadczenie to nie było od razu obecne w sposób równie silny i wyraźny jak przeświadczenie o zasadniczej dopuszczalności tej kary. Najwcześniej dało o sobie znać w żywotach świętych władców, gdzie bardzo często podkreślano ich powściągliwość w sięganiu po karę główną i radość z możliwości jej uniknięcia. Jeszcze silniej widać tę intuicję moralną w żywotach świętych małżonek królewskich, gdzie wypraszanie łaski dla skazanych na śmierć  przedstawiane było jako przykład czynnego praktykowania cnoty miłosierdzia.

Do tej właśnie intuicji nawiązał papież Jan Paweł II, gdy w encyklice „Evangelium vitae” tak precyzował ogólną zasadę o prawie władzy państwowej do karania śmiercią złoczyńców:

„Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby, za wspólne dobro rodziny lub państwa. Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem, także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu na brak posługiwania się rozumem

W tej perspektywie należy też rozpatrywać problem kary śmierci. Zarówno w Kościele, jak i w społeczności cywilnej oraz powszechnej zgłasza się postulat jak najbardziej ograniczonego jej stosowania albo wręcz całkowitego zniesienia. Problem ten należy umieścić w kontekście sprawiedliwości karnej, która winna coraz bardziej odpowiadać godności człowieka, a tym samym — w ostatecznej analizie — zamysłowi Boga względem człowieka i społeczeństwa. Istotnie, kara wymierzana przez społeczeństwo ma przede wszystkim na celu naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie. Władza publiczna powinna przeciwdziałać naruszaniu praw osobowych i społecznych, wymierzając sprawcy odpowiednią do przestępstwa karę, jako warunek odzyskania prawa do korzystania z własnej wolności. W ten sposób władza osiąga także cel, jakim jest obrona ładu publicznego i bezpieczeństwa osób, a dla samego przestępcy kara stanowi bodziec i pomoc do poprawy oraz wynagrodzenia za winy.

Jest oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele, wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione, i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa. Dzisiaj jednak, dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych, takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.”[7]

Zwróćmy uwagę na kilka punktów w rozumowaniu Jana Pawła II: po pierwsze, problem kary śmierci jest problemem granic uprawnionej obrony przed napastnikiem. Po drugie, Jan Paweł II nie wyklucza, że w przeszłości istniały i w przyszłości mogą zaistnieć „przypadki absolutnej konieczności” sięgnięcia po tę karę (potwierdza wspomnianą ogólną zasadę moralną). Nie ma więc mowy o często imputowanym katolickiemu nauczaniu bezwzględnym zakazie kary śmierci wynikającemu wprost z piątego przykazania bo ten, jak wykazaliśmy wyżej, dotyczy jedynie osoby niewinnej. Po trzecie, chociaż Jan Paweł II sugeruje, że we współczesnym, cywilizowanym państwie w czasie pokoju te „przypadki absolutnej konieczności” „są bardzo rzadkie, a być może nie zdarzają się wcale” to jednak użycie owego „być może” sprawia, że trudno mówić o bezwarunkowym i absolutnym sprzeciwie Jana Pawła II wobec kary śmierci w jakichkolwiek okolicznościach również w czasach współczesnych, również w państwach cywilizowanych.

Kara śmierci w nauczaniu Jana Pawła II nie jest złem samym w sobie, ale przypadki uprawnionego jej zastosowania są, zdaniem papieża, bardzo rzadkie a obowiązkiem katolika jest przyczynianie się do budowy takiego społeczeństwa, w której kara ta stanie się karą niepotrzebną. Te dwa poziomy od zawsze obecne w katolickim nauczaniu odnośnie kary śmierci (ogólna zasada uznająca prawo władzy państwowej do jej wymierzania oraz precyzacja nakładająca obowiązek poszukiwania innej sprawiedliwej kary tam, gdzie to możliwe) połączone zostały w przywoływanym już Katechizmie Kościoła Katolickiego podpisanym przez Jana Pawła II:

Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności.

Wysiłek państwa, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się zachowań, które łamią prawa człowieka i podstawowe zasady obywatelskiego życia wspólnego, odpowiada wymaganiu ochrony dobra wspólnego. Prawowita władza publiczna ma prawo i obowiązek wymierzania kar proporcjonalnych do wagi przestępstwa.

Pierwszym celem kary jest naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie. Gdy kara jest dobrowolnie przyjęta przez winowajcę, ma wartość zadośćuczynienia. Poza ochroną porządku publicznego i bezpieczeństwa osób kara ma wartość leczniczą; powinna w miarę możliwości – przyczynić się do poprawy winowajcy .

Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.

Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem , władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale.[8]

Podsumowanie

Jakiekolwiek wypowiedzi Jana Pawła II dotyczące kary śmierci nie mogą być zatem odbierane przez katolika jako stojące w sprzeczności z utrwaloną w tradycji Kościoła ogólną zasadą moralnej dopuszczalności kary śmierci w niektórych przypadkach. Jeśli zresztą czyta się wypowiedzi papieża uczciwie to widać, że papież nie miał intencji wyjścia poza tę ogólną zasadę. Benedykt XVI w swym nauczaniu kontynuuje wytyczoną przez Jana Pawła II linię.

Jeżeli chodzi o wnioski praktyczne płynące  ze zreferowanej powyżej nauki katolickiej, to o tym czy w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie istnieją te rzadkie przypadki konieczności zastosowania kary śmierci każdy katolicki polityk, każdy katolicki sędzia, a w gruncie rzeczy każdy katolik, musi rozstrzygać we własnym sumieniu. Wypowiedzi biskupów w udzieleniu odpowiedzi na to pytanie mogą mieć jedynie charakter pomocniczy, a w żadnym razie wiążący.

Michał Barcikowski

 


[1] Rz 13, 1-4

 

[2] Św. Klemens Aleksandryjski, Kobierce zapisków filozoficznych dotyczących prawdziwej wiedzy, t. 1, Warszawa 1994, s. 118

 

[3] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Teologiczna, tom XVIII, zagadnienie 64, artykuł 2.

 

[4] Katechizm Rzymski, Jasło 1866, s. 404 – 405. Tłumaczenie archaiczne, ale nie dysonujemy bardziej współczesnym. Sens wydaje się być widoczny jednak – pomimo archaizmów.

 

[5] Przemówienie z 14 IX 1952 r. do uczestników I Międzynarodowego Kongresu Histopatologii Systemu Nerwowego

 

[6] KKK, nr 2267

 

[7] EV, nr 55

[8] KKK, nr 2265, 2266, 2267


Michał Barcikowski

(1980), historyk, redaktor "Christianitas", mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij