Polemiki
2026.08.05 12:06

Ustawa o demontażu rodziny

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.

 

■ W „Rzeczpospolitej” pani Joanna Ćwiek-Świdecka z imponującą pewnością siebie zaatakowała weto Prezydenta wobec ustawy o związkach partnerskich, bo „zmiany społeczne i cywilizacyjne są faktem”. Prawdę mówiąc nie wiem czy publicystka „Rzeczpospolitej” nie zastanawia się (czyli po prostu – nie myśli) dokąd te zmiany prowadzą, czy może jej to w ogóle nie obchodzi. Tymczasem o tym wiemy – bo dysponujemy potężnym laboratorium społecznym, jakim jest obserwacja sytuacji w krajach, które na społecznej, rodzinnej, demograficznej równi pochyłej znalazły się wcześniej. Tak, zmierzch Europy jest – by użyć sformułowania pani Ćwiek-Śwideckiej – „faktem”. A wolność polega właśnie na tym, by Polska mogła zdecydować czy chcemy iść w tym kierunku, czy przed tą tendencją bronić narodu, rodzin, dzieci. I to właśnie jest sens prezydenckiego weta.

Uczestnikom związków nieformalnych przysługują, owszem, prawa z tytułu prawa do prywatności, ale nie z tytułu odrzucania małżeństwa. A redaktorzy „Rzeczpospolitej” – szermujący danymi, że 30 % dzieci rodzi się w związkach nieformalnych – powinni sami postawić sobie pytanie ile z dzieci, które urodziły się w tych związkach doszło do pełnoletniości (albo choćby do wieku szkolnego) wychowywane przez oboje swych biologicznych rodziców. I tę odpowiedź powinni przekazać swym czytelnikom. Nie wiem czy za to im płacą, ale z pewnością właśnie to stanowi powołanie ich zawodu.

■ Potoczny tytuł (projektu) Ustawy o Statusie Osoby Najbliższej w Związku i Umowie o Wspólnym Pożyciu to „ustawa o statusie osoby najbliższej”. Dość zakłamany i chytry skrót. Oczywiście eksponujący „osoby”, zgodnie z manierą, by negację nie tylko dobra wspólnego, ale nawet samej debaty na temat dobra wspólnego narodu – przeprowadzać poprzez personalistyczną redukcję, narrację (prawdziwą czy wymyśloną) na temat poszczególnych osób. Tak jakbyśmy wszyscy nie byli osobami, jakby nie wszystkie osoby się liczyły, jakby to nie dobro wspólne było gwarancją brania pod uwagę właśnie wszystkich (osób oczywiście). Jeśli więc dla kogoś projekt ustawy jest za długi, niech zwróci przynajmniej uwagę na tytuł. A tu zajmijmy się jednak treścią; bo tytuł wyraża bardzo konkretną. Nie o osoby w nim bowiem chodzi, ale o Osoby w Związku. W szczególności ten projekt w ogóle nie dotyczy dzieci. Do tego stopnia, że w miejsce powstającej w małżeństwie wspólnej odpowiedzialności rodziców, w tym nowym związku obowiązuje… domniemanie, że aktualny „partner” ojcem w ogóle nie jest. Jak głosi bowiem Uzasadnienie upadłego projektu – „jeśli dziecko urodzi się w trakcie trwania umowy o wspólnym pożyciu, ojciec będzie musiał uznać je w urzędzie stanu cywilnego”, o ile oczywiście będzie chciał. Tak to wyglądać mają prawa dziecka w reżimie ustawy o „wspólnym pożyciu”. No bo i dzieci nie są „najbliższe w związku”. Tyle się dzieje, że warto to doprecyzować. To jest, owszem, projekt skrajnej lewicy, ale nie tylko. To również ustawa przegłosowana przez większość rządzącą z premierami Tuskiem i Kosiniakiem na czele, którą jednak szczęśliwie zawetował prezydent Karol Nawrocki.

■ Prezydent sprzeciwił się ustawowej imitacji małżeństwa. Ale jeśli jedna rzecz udaje drugą – warto się przyjrzeć na czym to polega, bo stopnie są różne. Naśladownictwo, kopia, parodia, karykatura, szydercze przedrzeźnianie?

Najlepiej porównać definicje obowiązków – małżeństwa w Kodeksie Rodzinnym, i „partnerstwa” w ustawie o umowie wspólnego pożycia. W art. 23 Kodeksu wśród obowiązków małżeńskich jest wierność, w art. 8 ustawy o umowie – wśród obowiązków partnerskich już jej nie ma. Pomoc, która tam jest, też wygląda osobliwie, skoro w reżimie tej ustawy biologiczny ojciec (pozostając w partnerstwie) ma „prawo” nie przyjmować obowiązków rodzicielskich i „status osoby najbliższej” przyznać jedynie „partnerce”. Chcę zaznaczyć jedną rzecz mocno: nie piszę tu o socjologicznej rzeczywistości par żyjących (czasem tylko „jeszcze”) bez ślubu. Nie popieram oczywiście tych sytuacji, ale wiem, że są bardzo różne. Piszę o tym, co tym ludziom proponuje rząd. W tym miejscu nawet stawianie retorycznego pytania „jaką Polskę oni w ogóle chcą tworzyć?” jest bardzo nie na miejscu, nawet w porządku retoryki. Bo to jest po prostu rozwalanie Ojczyzny i narodu; i rodziny – na której przecież życie narodu się opiera.

Marek Jurek

 

Artykuł ukazał się pierwotnie w odcinkach w serwisie X.

 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ

 

 


Marek Jurek

(1960), historyk, współzałożyciel pisma Christianitas, były Marszałek Sejmu. Mieszka w Wólce Kozodawskiej.