
Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.
Na youtubowym kanale Deon TV ukazała się niedawno rozmowa o. Łukasza Sośniaka SJ („Podcast Jezuicki”) z o. prof. Markiem Blazą SJ (Collegium Bobolanum w Warszawie) poświęcona zapowiedzianym na lipiec br. sakrom biskupim w Bractwie św. Piusa X (dalej FSSPX). Rozmowa jest długa, bogata w wątki i bardzo interesująca, ponieważ interlokutorzy, pomimo swojego jasno sygnalizowanego dystansu, wykraczają poza proste schematy i starają się wejść głębiej w problem, zarysowując jego szeroki kontekst historyczny i eklezjalny. Nie dotykają jednak w moim odczuciu sedna, bo nie traktują optyki tradycjonalistycznej – której FSSPX jest dziś istotnym, choć szczęśliwie niejedynym, proponentem – jako czegoś, co należałoby wziąć realnie pod uwagę w refleksji nad aktualnym stanem Kościoła. Ale uczciwa analiza zewnętrzna to chyba najwięcej, czego możemy oczekiwać od kogoś, kto tej optyki nie podziela. Nie będę referował całego wywiadu, warto go po prostu wysłuchać. Tu chciałbym przywołać tylko jeden jego wątek oraz zgłosić dwie uwagi.
Zastanawiając się nad możliwymi sposobami podejścia Stolicy Apostolskiej do FSSPX w aktualnej sytuacji, rozmówcy zarysowują dwa modele, które o. Blaza nazywa mariawickim i chińskim. Pierwszy nawiązuje do sytuacji z 1906 r., kiedy to Rzym wykluczył z Kościoła mariawickich liderów, a księża należący do Zgromadzenia Kapłanów Mariawitów otrzymali od Św. Oficjum ultimatum, nakazujące im w ciągu 20 dni opuścić wspólnotę również pod karą ekskomuniki. Drugi miałby polegać na udzieleniu jednak zgody na sakry lub ich zatwierdzeniu – jeśli dobrze rozumiem, analogicznie do niedawnej sytuacji, kiedy Stolica Apostolska za pontyfikatu Franciszka weszła w pewien ugodowy układ z władzami komunistycznych Chin, zdejmując ekskomuniki z kilku biskupów kontrolowanego przez państwo oficjalnego Kościoła chińskiego. W obu przypadkach można by zasadnie pokazać, że nie ma tak naprawdę głębszych analogii pomiędzy FSSPX a mariawitami i chińskimi „biskupami-patriotami”, ale jeśli potraktować je tylko jako historyczne sytuacje pokazujące możliwe modele działania Watykanu, można by się zgodzić.
Ojcowie jezuici przywołują jeszcze mimochodem rozwiązanie proponowane niedawno przez ks. prof. Grzegorza Strzelczyka, a polegające na rozpoczęciu traktowania środowiska FSSPX jako w zasadzie odrębnego wyznania, z którym relacje powinny mieć już charakter dialogu ekumenicznego. Byłby to w moim odczuciu modelowy unik. Kiedy zaczynamy prowadzić z kimś taki dialog, w każdym razie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, to jego mniej lub bardziej ukrytym założeniem jest to, że nie ma on na celu powrotu naszego „dialoganta” do jedności z Kościołem. Nie, ten nasz interlokutor ma zasadniczo pozostać tam, gdzie jest i taki, jaki jest. To po prostu odsunięcie problemu ad calendas Graecas, nie wspominając o tym, że skutecznie odsuwa on od Kościoła realne skonfrontowanie się ze wspomnianą wyżej optyką.
No właśnie. Wróćmy do rozmowy o. Sośniaka i o. Blazy. Jak wspomniałem, nie traktują oni optyki tradycjonalistycznej poważnie, więc aktualna sytuacja jawi im się jako bardzo skomplikowany na wielu poziomach problem eklezjalny, który Stolica Apostolska jakoś musi rozwiązać. Obaj w zasadzie opowiadają się za modelem „mariawickim”, bo ich zdaniem inaczej nieregularna sytuacja będzie się ciągnąć bez końca, choć widzą jednocześnie jakie będą konsekwencje. Trudno się z nimi nie zgodzić, kiedy wieszczą w takim wypadku nastąpienie materialnej schizmy (można by dodać, że rozłam będzie też w samym środowisku Bractwa, podobnie jak w 1988 r.). Model „chiński” z kolei z ich perspektywy pogłębi tylko i przedłuży funkcjonowanie FSSPX w szarej kościelnej strefie, w której będzie mogło ono bez końca lawirować pomiędzy nominalnym uznawaniem władzy papieskiej i biskupiej, a realnym faktem, że stanowią państwo w państwie.
W moim odczuciu tertium datur, wymagałoby to jednak jednego: uznania przez Kościół posoborowy, że stawiane przez FSSPX problemy, w tym też te fundamentalne, dotyczące doktryny i kultu, nie są wyrazem jakiejś „indietrystycznej” (że odwołam się do wdzięcznej inwektywy papieża Franciszka) patologii, ale mają swoje uzasadnienie. I że nie należy prowadzić z tradycjonalistami dialogu ekumenicznego, ale debatę jak najbardziej wewnątrzkościelną. Oczywiście to nie oznacza, że FSSPX po prostu „ma rację” i należy przyjąć i wdrożyć jego optykę. Problem leży w tym, że tak naprawdę nie ma w Kościele żadnej (!) realnej dyskusji wokół dziedzictwa Vaticanum II i tych jego zapisów oraz ich kościelnych interpretacji – również, a może przede wszystkim tych praktycznych – które są przez tradycjonalistów wskazywane jako problematyczne.
W rzeczywistości mamy w tym względzie dwie dobrze okopane i wręcz już paradygmatyczne ideologie, a ich klincz jest nie do rozwiązania, zwłaszcza dopóki obie strony traktują to jako próbę sił. Ewentualna zgoda Stolicy Apostolskiej na sakry w FSSPX nie powinna być ustępstwem za zasadzie „jak popuścimy to unikniemy materialnej schizmy, a może uda się ich potem jakoś obłaskawić”. Powinna wiązać się z wyjściem z okopu i rozpoczęciem poważnej refleksji i dyskusji. Nie wiem, czy można liczyć na taki ruch Rzymu, ani czy gdyby do tego doszło, można by liczyć na podjęcie takiej dyskusji przez FSSPX, którego sfanatyzowana część mogłaby potraktować to jako zdradę. Ale wydaje się, że jest to tak naprawdę jedyne wyjście. Obie strony powinny iść za słowami naszego Pana: „zmusza cię ktoś, żebyś szedł z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące” (Mt 5,41).
I jeszcze zapowiedziane dwie uwagi.
1. W rozmowie zabrakło mi zwrócenia uwagi na kościelne konsekwencje Summorum Pontificum, tzn. na to, że istnieją dzisiaj bardzo liczne grupy tradycyjnych katolików, którzy nie są w ogóle albo są dość luźno związani z FSSPX. I to ich dotyczy Traditionis custodes, a nie FSSPX, bo Bractwo nie przejmuje się tym, czy ma jakieś zgody na odprawianie. O. Blaza zwrócił na to nieco mimochodem uwagę pod koniec rozmowy, ale generalnie w niej całej brak było zauważenia, że nie do końca da się sprowadzić ruch na rzecz tradycji do FSSPX, nie mówiąc o sedewakantystach. W przypadku Traditionis custodes jest to absolutnie kluczowe, bo tezy, które dokumenty Franciszka przypisują ludziom wybierającym liturgię trydencka jako takim (odrzucenie Soboru, uważanie się za „prawdziwy Kościół”), w rzeczywistości są dość powszechne nie wsród ludzi ze wspólnot „uregulowanych”, lecz wśród członków i zwolenników FSSPX. Franciszkowe motu proprio jest to więc dokument karzący grupę, nad którą Kościół ma skuteczną władzę, za postawę grupy, nad którą takiej władzy nie ma. W swojej bezpośredniej wymowie i efektach jest to niesprawiedliwy absurd. W rzeczywistości trzeba to uznać za działanie w kierunku eradykacji ruchu na rzecz tradycji z Kościoła. I to niekoniecznie przez wepchnięcie go w ramiona FSSPX, ale przez “zagłodzenie”. Jeśli kto ciekaw, dowodzę tego szerzej w książce Liturgical Peace, Liturgical War: Benedict XVI’s „Summorum Pontificum” and Its Critics (London: T&T Clark, 2026).
2. Interpretacja sprowadzająca ruch na rzecz tradycji do grupy rekonstrukcyjnej jest sensowna tylko pozornie. Rekonstrukcja ma miejsce wtedy, kiedy po długim okresie nieciągłości chcemy w oparciu o jakieś mniej lub bardziej szczątkowe dane, dokumenty, zabytki itp. odtworzyć jakąś praktykę, sposób życia, zwyczaje itp. Ruchami rekonstrukcyjnymi są w tym świetle różne odmiany neopogaństwa. Natomiast w odniesieniu do przedsoborowego kultu to przede wszystkim nigdy nie zanikła ciągłość jego sprawowania. I to głównie FSSPX, choć nie tylko, jest tym środowiskiem, dzięki któremu do tego doszło, i w którym trwa to nieprzerwanie. O. Blaza w pewnym momencie zdaje się sugerować, że przedsoborowy sposób celebrowania (wraz z jego słabościami) stanowił po prostu ówczesny sposób wyrażania wiary, natomiast dzisiejszy różni się od tamtego, trudno więc mówić, że mamy tu do czynienia z realną tradycją. Zapewne jednak zgodziłby się z tym, że zwykłym elementem dynamiki tradycji jest występująca raz na jakiś czas rewizja praktyk, które z czasem podległy rutynizacji, utracie części sensu, a czasem nawet degeneracji. To, że dziś faktycznie odprawia się starszą formę inaczej niż 70-80 lat temu jest paradoksalnym sukcesem ruchu liturgicznego, a nawet – choć od nieoczekiwanej strony – samej reformy. Z rekonstrukcją natomiast nie ma to nic wspólnego.
Tomasz Dekert
Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.
(1979), mąż, ojciec, z wykształcenia religioznawca, z zawodu wykładowca, członek redakcji "Christianitas", współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.