Recenzje
2021.06.04 15:11

Granica analogii. Późna lektura “Limes inferior” Janusza Zajdla

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.plZ góry dziękujemy.

Zakończona kilka dni temu lektura powieści Janusza Zajdla Limes inferior zostawiła zaskakująco pozytywne wrażenia. Fundamentem tej wstępnej oceny jest spostrzeżenie, którego dokonałem w zaawansowanej fazie czytania książki. Dopiero po wielu stronach zrozumiałem, że to książka pisana w czasach PRL-u i o PRL-u. Ta świadomość uderzyła mnie, gdy autor wplótł w dialogi i przemyślenia bohaterów wątek dewaluacji i psucia pieniądza w tym autarkicznym gospodarczo świecie przedstawionym. Czy nie jest to zatem słabość powieści, skoro z trudem udało mi się zauważyć jej intencje? Nie, ponieważ od samego początku wydawało mi się przede wszystkim, że jest to opowieść o nieodległej przyszłości naszej postkapitalistycznej epoki. Oczywiście każdy, kto doczytał książkę do końca, ten zapoznał się zapewne także z napisanym w roku 1989 esejem Macieja Parowskiego, który dokonuje historycznego osadzenia zarówno samej powieści jak i autora, wyjaśniając zawarte w niej poszczególne motywy.

A jednak decydujące było dla mnie właśnie spostrzeżenie, że ta metaforyczna opowieść o ustroju słusznie minionym wcale nie ogranicza swojej literackiej witalności do przeszłości. Właściwie w żadnym momencie powieści Zajdla nie czyta się jak literackiego zabytku, a tak musiałoby się dziać gdybyśmy mieli do czynienia po prostu z powieścią publicystyczną. Nawet jeśli niektóre z elementów świata nieodległej - co czujemy w czasie lektury - przyszłości wydają się być nieco w duchu retro-future, to bez trudności możemy je potraktować jak pojawiającą się w filmie Blade Runner 2042 na jednym z wieżowców reklamę przewoźnika lotniczego PAN AM. Jak wiadomo PAN AM był jednym z symboli sukcesu ekonomicznego kultury amerykańskiej aż do lat 80., ale w 1991 przedsiębiorstwo ostatecznie zbankrutowało. Nie mogło zatem w żaden sposób pojawić się w roku 2042. 

Zatem  Limes inferior czytamy raczej jako alternatywną opowieść o naszej, nieco wychylonej w przyszłość, współczesności, w której nie wszystko poszło tak jak w naszej. Skoro coś poszło inną drogą, to znaczy, że ten alternatywny świat wytworzył inne zapotrzebowania społeczne oraz techniczne i inaczej nieco je rozwiązał. Te różnice nie powodują jednak wrażenia archaiczności zobrazowanego świata. Może dlatego, że powieść Zajdla to przede wszystkim s-f socjologiczna, tak jak się ją zresztą określa w krytyce literackiej. Zajdel nie epatuje szczegółami technologicznymi, daje nam do ręki symbole pewnych rozwiązań technicznych, które ogniskują i inicjują procesy społeczne. Dzięki temu wyobraźnia technologiczna czytelnika dopasowuje sobie ten świat do własnej perspektywy. To świetny zabieg, który uzyskuje się prostymi metodami - nazywając, np. nieokreślone co do technologii aparaty telefoniczne, staromodnymi, lub wskazując, że samochody poruszają się z cichym brzmieniem. Nie wiemy czy autor miał na myśli dopracowane silniki spalinowe, czy rewolucję elektryfikacyjną motoryzacji, której jesteśmy świadkami my, czy po prostu świadomie użył zabiegu retorycznego pozostawiającego przestrzeń dla działania wyobraźni odbiorcy. Podobnie, gdy Zajdel pisze o wynajmowaniu aut czy też jachtów na godziny. Nie wiemy czy miał w głowie dział przedsiębiorczości jakim jest wynajmowanie sprzętu, a jedynie zmodyfikował go w kierunku większej dynamiczności, jak to faktycznie zrealizowało się np. w przypadku carsharingu. Czy może twórczo rozwijał wizję gospodarki sterowanej odgórnie i w pełni - jak się może zdawać - kontrolowanej przez władze, gdzie własność prywatna miała być znacznie ograniczona, a zatem wymuszała też innowacyjne sposoby użytkowania różnych dóbr. Nie ma to wielkiego znaczenia, znaczenie ma to co my, jako czytelnicy myślimy, gdy spotykamy się z konstrukcją literackiego świata i czy ta konstrukcja zawiera elementy mogące ulegać intelektualnej uniwersalizacji.

Co nam zatem mówi na ta dziwna powieściowa metaforma, która zdaje się pasować równocześnie do czasów realnego socjalizmu, jak i do epoki realnego kapitalizmu w jego ponowoczesnej postaci. Wydaje się, że Janusz Zajdel - raczej nieświadomie, i to jest także bardzo przekonujące, jako świadectwo realności idei - pokazuje ciągłość pewnych tendencji, które funkcjonują się w nowoczesności - inaczej w ustroju socjalistycznych, a inaczej w postkapitalizmie, trzydzieści pięć lat po śmierci pisarza. Ale jednak wciąż się ujawniają. Weźmy choćby ideę zarządzania ludzkim gatunkiem niczym specyficznym mrowiskiem. Kiedy spojrzymy na pisma Roberta Malthusa, potem utylitarystów, na zabiegi komunistów czy współczesne teksty publikowane przez ekspertów ONZ, a może jeszcze bardziej na praktyki i problemy związane z big data widzimy, to wielkie pragnienie uformowania ludzkości według pewnych wzorców zachowań i celów, ale na sposób zewnętrznego warunkowania. Podstawa tych zabiegów wydaje się bliższa masowej hodowli zwierząt, może tresury, niż zachęcania do dobrego życia, życia - mówiąc językiem tradycji filozoficznej - cnotliwego, lepszego w wymiarze indywidualnym, który odmieniłby ostatecznie i społeczeństwa. 

Być może to właśnie połączenie znanego autorowi państwa inwigilującego i wyobrazni obejmującej rozwój technologii z zakresu masowego i bezosobowego zbierania danych, jest jednym z najważniejszych elementów narracji. U Zajdla rządzący podkręcają parametry, dodają do pożywienia - i do czego się jeszcze da - ogłupiacze ograniczające ludzką zdolność do refleksji, do potrzebnych ludzi docierają poprzez kojarzenie zmiennych statystycznych pożądanych cech, a nie przez jawne, żmudne i ograniczone poszukiwanie konkretnych osób w masie ludzkiej różnorodności. Osobowość ludzka w świecie big data, jak i w działaniach powieściowej władzy ma tylko o tyle znaczenie, o ile pewne jej wypreparowane cechy, skłonności tworzące zespoły zachowań, oznaczają oczekiwaną z jakiegoś powodu wartość. Gdy Sneer, główny bohater książki, rozważa dlaczego wzbudził zainteresowanie rządu, dlaczego został wpisany na ścieżkę kooptacji do elitarnego grona nadzorców, stawia sobie słuszne pytanie - co oprócz inteligencji okazało się w nim tak interesujące. I odpowiada sobie - sybarytyzm i oportunizm. Tak właśnie działa nowoczesna władza, która nie jest zainteresowania tymi, którzy są najlepsi i mogliby tworzyć dobre wzorce społeczne, ale tymi, którzy stanowią personifikację instrumentalnego rozumu w służbie społecznej stabilizacji. Chodzi o takie indywidua, którym jest obojętne czy będą musiały kłamać czy stosować niesprawiedliwe środki działania. Mają być oni przede wszystkim zręcznymi rozgrywającymi w systemie zapewniającym bezproblemowe korzystanie z jego profitów sprawującym kontrolę, ale i w ograniczonym sensie “mrówkom” z ludzkiego “kopca”. 

Przedstawiciele władzy w Limes inferior zainteresowani są odnajdywaniem ludzi, którzy bez skrupułów będą potrafili posługiwać się innymi w systemie kłamstwa lub półprawdy, która, jak mówi nam sama powieść, jest także kłamstwem i to kłamstwem - dodajmy - w którym trzeba funkcjonować stale. Gdyby zestawić powieść Zajdla, rzeczywistość realnego socjalizmu, film Social dilemma opowiadający o mechanizmach wywierania wpływu na ludzi przez media społecznościowe i coraz bardziej realny system cyfrowej kontroli, punktowania zachowań społecznych, który wprowadziły Chiny, można dojść do wniosku, że przeszkodą dla realizacji najgorszych marzeń totalitarnych dyktatorów i ich systemów były tylko i wyłącznie braki technologiczne i ekonomiczne - dziś coraz mniej istotne. Czy Zajdel opowiada nam, po prostu o tym, że nowoczesność, a może w ogóle ludzka cywilizacja nieustannie postępuje w rozwoju modelu światowego systemu politycznego, w którym decydująca rolę będą odgrywać “pastuchowie”, lewiatanowie, zdolni to jakiegoś rodzaju mechanicznego traktowania i warunkowania człowieka niczym prostego zwierzęcia? 

Zajdel wprowadza do swojego świata - bardzo mocno zakamuflowanej metafory PRL -  elementy społecznego systemu coraz bliższe realizacji w naszych czasach, jak choćby dochód podstawowy. Możemy zatem powiedzieć, że w Limes inferior widzimy poprawiony PRL, poprawiony realny socjalizm, którego sprawność przynajmniej do pewnego momentu objawia nam się jako coś pozytywnego. Jednocześnie jednak te plusy w toku opowieści zaczynają objawiać się jako złudzenia, a także jako niejawne elementy systemu pełnej kontroli społecznej. Spójrzmy po kolei: 1. dochód podstawowy zapewniający przetrwanie bez pracy okazuje się sposobem pełnego uzależnienia człowieka od państwa, które jest właścicielem większości dóbr, a także dysponentem systemu wirtualnej płatności będącego narzędziem bezpośredniego nadzoru nad działaniami obywateli. 2. dostęp do łatwej rozrywki, która faktycznie służy deformacji intelektualnej społeczeństwa, dostarczaniu sensu zastępczego, oraz 3. kontrolowany system awansu, w postaci reglamentowanego dostępu do życia zawodowego - ostatecznie podtrzymywanego bez uzasadnienia ekonomicznego, jedynie dla zachowania spójności społecznej. Dodajmy, że w powieściowym świecie udało się praktycznie całkowicie zautomatyzować wytwarzanie takich dóbr jak żywność. To, co z perspektywy PRL w świecie Limes inferior jest po prostu opowieścią o społecznych konsekwencjach dysfunkcji ukrytego bezrobocia, dla nas jest już narracją o możliwej do wyobrażenia rzeczywistości, w której praca znacznych grup społecznych rzeczywiście nie będzie potrzebna. Niedawno ten wątek analizował Jacek Dukaj w zbiorze esejów Po piśmie. W każdym jednak przypadku dysfunkcje pracy - i tej realnej w PRL, i powieściowej, i być może niedługo postkapitalistycznej - zakończyły się lub zakończą się zanikiem poczucia sensowności życia, które w nowoczesności zostało zbudowane wokół pracy . 

I dokładnie jak u Zajdla będą - a właściwie już są - Ci którzy ogłupiają się “piwem” i tanimi rozrywkami. Ci którzy swoje pasje zamienili na usensawniające życie zawodowe - ostatecznie pozbawione znaczenia wytwórczego czy rozwojowego oraz wąską grupę demiurgów biorących udział w zmienianiu parametrów na wirtualnych konsolach regulujących poziom dopaminy w mrowisku. Taki obraz myślenia o oddziaływaniu na ludzi, jako procesie nieustannej optymalizacji stabilności, materialnego wzrostu i poczucia niekoniecznie sensownego zadowolenia, znalazłem jakiś czas temu w książce Factfulness autorstwa jednego z architektów koncepcji rozwojowych ONZ, zmarłego już, szwedzkiego analityka Hansa Roslinga. Wizja Roslinga jest w zasadzie prosta i łatwa do wychwycenia pomiędzy zdaniami poradnika, który ma nas przekonać, że sprawy świata idą w dobrym kierunku. Poszczególne parametry ludzkiego życia, takie jak rozrodczość czy edukacja są kwestiami, które plastycznie zmienia się wedle potrzeb za pomocą programów, akcji społecznych, presji politycznej, czy innych środków aplikowanych poprzez machinę globalnej kultury. Rosling pisze także co jest nieskuteczne, szkodliwe, albo bez znaczenia dla rozwoju definiowanego poprzez agendę ONZ ludzkiego dobrobytu. Na pierwszy miejscu znajdziemy religię. 

Czytając Limes inferior, także jako książkę o technologiach społecznych, powinniśmy się dobrze zastanowić czy ludziom jak Rosling faktycznie chodzi o “brak znaczenia” religii, czy o dewaloryzację rzeczywistości uważanej za wrogą strukturę intelektualną, strukturę będącą wzorcem wewnętrznej samodzielności. Obecność półprawd będzie zresztą w Factfulness zauważalna dla bardziej przenikliwego czytelnika. Weźmy przykład: w żadnej z licznie serwowanych statystyk nie jest uwzględniona światowa skala aborcji. A ta bez wątpienia wpływa na inne parametry społeczne, ponieważ każda aborcja ukryta w statystyce oznacza ukrycie jakiejś trudnej sytuacji życiowej konkretnych osób. To zaś przekłada się na zniekształcenie ogólnego obrazu sytuacji, który może i zachwyca utylitarne oko, ale nie mówi już prawdy. 

I w przypadku świata powieści i naszej rzeczywistości, człowiek uzależniony od mechanicznego - dopaminowego - zadowolenia, którym kamufluje brak sensu, zapomina jaki jest cel jego istnienia i faktycznie zaczyna widzieć samego siebie jako rodzaj pasożytniczej pandemii, która ogarnęła świat i której funkcjonowanie należy regulować niczym pogłowie zwierzyny. System znaczeń się zamyka, ale być może i przenika do rzeczywistości: człowiek, który nie wie, że jest stworzeniem Bożym, który traci szerszą wiedzę z tego faktu wynikającą, staje się tym czego się boi: chorobą toczącą świat. Jak może być inaczej skoro owa optymalizacja mrowiska odbywa się poprzez poprzez wykorzystywanie ludzkich pożądliwości, wad i grzechów?

Czy jednak metafora jaką jest powieść Janusza Zajdla odnosząca się w ogólnym rozrachunku do systemu społecznego PRL jest tak samo prawdziwa odnośnie naszego świata liberalno-kapitalistycznego? Czy to tylko skłonność umysłu podpowiada nam podobieństwa, których przy bliższym oglądzie wcale nie ma lub są wątpliwe? Zdaje się, że książka Zajdla pozostawia nam jednak więcej pytań niż odpowiedzi przynajmniej w opisach zwieńczenia systemu władzy jaki proponuje. W świecie powieści elitarna kasta rządzących osłania - choć interesownie - społeczność ludzką od wiedzy o jej kondycji, od wiedzy, że system społeczny w jakim muszą żyć został narzucony przez obcą cywilizację. W powieści dosłownie obcą - pozaziemską. Co więcej, w swoim przekonaniu powieściowe elity władzy działają na rzecz opóźnienia degradującego wpływu tego systemu na stan - nazwijmy to tak - duchowy ludzkości. Powieść uwzględnia nawet rzeczywiście funkcjonujące w socjalizmie nielegalne deregulacje systemu, które czyniły życie ludzi bardziej znośnym. Kłamstwo powieściowe nieco różni się od historycznego, w Limes inferior ludzie nie wiedzą ani że system społeczny jest narzucony, ani, że narzucają go obcy. Rzeczywiste kłamstwo polegało raczej na przekonywaniu narodów o bezalternatywności socjalizmu jak i na tej półprawdzie, że pasożytnicze elity PRL osłaniały Polskę przed zagrożeniem jakie generowała dominacja sowietów. 

Silniej ta struktura hierarchii władzy narzuca nam pytania dotyczące współczesności, każąc nam oczywiście balansować na granicy spiskowej wizji najnowszych dziejów. Zapytajmy jednak w otwarty sposób czy istnieje jakaś władza, która stoi ponad uwodzącymi nas siłami mediów i społecznych trendów związanych z dobrobytem, czy jest ona zespolona jakąś wspólną wolą, która gra z nami jako ludzką masą? Czy to co wiemy o mechanizmach działania i wpływu mediów społecznościowych jest zwykłą prawdą, czy elementem gry? Czy mamy jedynie do czynienia geszefciarzami-milionerami, którzy dorobili się majątku i tak samo ulegają złudzeniom jakie wytwarza autoreferencyjny system nowoczesności napędzany ich środkami? Czy po prostu w tej nowoczesnej bajce, w jakiej przyszło nam żyć, uwierzyli oni, że to oni są naszymi pastuchami? Postawmy na to i uznajmy, że dynamika epoki współczesnej polega tylko na smutnym samouprzedmiotowieniu ludzi przy pomocy technicznych wytworów ich własnych rąk w imię obaw i żądz globalnej cywilizacji. Można także zajdlowscy obcy są jedynie upostaciowaniem lęków, z których powieściowe społeczeństwo ulepio sobie jakiegoś doczesnego boga? Zajdel zdaje się sugerować realność interwencji cywilizacji z kosmosu, ale zostawia także ziarno niedopowiedzenia. O obcych tylko się mówi, w żadnym momencie nie stają się oni częścią akcji. Trudno nie traktować tego elementu narracji jako dwuznacznego. Zresztą, jeśli Limes inferior taktować jako alternatywną opowieść o naszych czasach, nieco tylko wychylonych w przyszłość, to powinna ona opisywać problemy w swoim sednie analogiczne do naszych, choć inaczej formowane co do pewnych przypadłości. Doświadczenie realności katastrofy klimatycznej, które towarzyszy wielu z nas, można traktować jako tylko akcydentalną formułę zasadniczego lęku nowoczesności, która utraciła wiedzę o Bogu. Czy groza spotkań trzeciego stopnia nie majaczy także na marginesach zrealizowanego a nie fantazyjnego kształtu kultury współczesnej?  

No chyba, że faktycznie “prawda jest gdzieś tam”, a my jesteśmy nieświadomą niczego uprawą tajemniczego bóstwa z gwiazd, uprawą która wiele energii poświęca bezskutecznemu poszukiwaniu życia na innych planetach, jak gdyby jego znalezienie miało siłę ostatecznego argumentu w pewnej trapiącej ludzkość odwiecznej sprawie. Co w tej perspektywy mówi nam Janusz Zajdel? Może, że lepiej by było, gdyby ten akurat bóg rzeczywiście nie istniał. 

Tomasz Rowiński

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.

 


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.