Komentarze
2026.09.08 13:51

Czy teologowi wolno bronić niewygodnej tezy? Sprawa o. Edmunda Waldsteina

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.

 

 

O. Edmund Waldstein został odsunięty od nauczania po wypowiedziach dotyczących historycznej kary śmierci za herezję. W medialnych nagłówkach cysters szybko przeobraził się jednak z badacza kontrowersyjnego zagadnienia w człowieka domagającego się zabijania heretyków. Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana — i stawia ważne pytania o granice wolności badań teologicznych.

„Kto chce zabijać heretyków, nie powinien nauczać” — tak niemiecki portal katholisch.de streścił decyzję rektora Wyższej Szkoły Filozoficzno-Teologicznej Benedykta XVI w Heiligenkreuz. O. Edmund Waldstein, cysters i wykładowca teologii moralnej, nie wróci podczas obecnej kadencji rektora do prowadzenia zajęć.

Nagłówek jest mocny, łatwy do zapamiętania i niemal automatycznie przesądza sprawę. Pozostaje tylko wskazać winnego i wyrazić oburzenie. Problem w tym, że Waldstein nie prowadzi kampanii na rzecz przywrócenia stosów ani nie domaga się wykonywania kary śmierci na współczesnych dysydentach religijnych.

Jego rzeczywiste poglądy są kontrowersyjne. Nie są jednak tym samym, co ich medialna karykatura.

Co naprawdę napisał Waldstein?

Sprawa dotyczy przede wszystkim tekstu opublikowanego w 2019 r. na blogu „Sancrucensis”. Waldstein rozważał w nim tradycyjne katolickie nauczanie o relacji władzy duchowej i świeckiej. Argumentował, że ochrzczeni podlegają jurysdykcji Kościoła, który może wymierzać kary za uporczywe naruszanie zobowiązań wynikających z chrztu.

Napisał również, że w pewnych okolicznościach Kościół może zwrócić się do „ramienia świeckiego”, aby heretyków ukarało śmiercią. Dodał, że władza ta może być nadużywana, ale może mieć także prawowite zastosowanie.

Nie był to zatem wyłącznie beznamiętny opis dawnej praktyki. Waldstein rzeczywiście bronił tezy, że zastosowanie takiej kary mogło być w określonych warunkach moralnie usprawiedliwione.

To jednak nadal nie znaczy, że proponował jej przywrócenie albo że wzywał do zabijania ludzi odchodzących dziś od nauczania Kościoła. Przedmiotem jego rozważań była możliwość pogodzenia historycznego nauczania i praktyki Kościoła ze współczesnym Magisterium.

To rozróżnienie nie unieważnia problemu. Uniemożliwia natomiast uczciwe przedstawianie Waldsteina jako współczesnego zwolennika religijnych egzekucji.

Wycofał się czy nie?

W maju 2025 r., gdy spór nabrał rozgłosu, cysters przyznał, że broniąc dawnego nauczania, „czasami posuwał się zbyt daleko” w jego zastosowaniu. Następnie oświadczył jednoznacznie: „Nie opowiadam się dzisiaj za takimi karami”.

Dodał, że w pełni przyjmuje współczesne papieskie odrzucenie kary śmierci, w tym karania heretyków przez władzę świecką, oraz nowe brzmienie punktu 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Jeszcze w lutym 2026 r. austriacki nadawca ORF informował, że Waldstein wycofał swoje wcześniejsze wypowiedzi, pozostając jednak odsunięty od zajęć. Co więcej, w styczniu 2026 r. Waldstein, opat Maximilian Heim i rektor Wolfgang Klausnitzer podpisali wspólne oświadczenie. Zapisano w nim, że cysters bez zastrzeżeń przyjmuje aktualną naukę społeczną Kościoła, „w tym magisterialne potępienie kary śmierci”.

Tym większe zdziwienie budzi późniejsza wypowiedź rektora, według którego Waldstein nie wycofał swoich słów, lecz próbował je uzasadnić historycznie.

Oba twierdzenia można pogodzić tylko przy przyjęciu ważnego rozróżnienia. Waldstein wycofał poparcie dla stosowania takich kar obecnie, ale najwyraźniej nie uznał, że były one zawsze i w każdych warunkach moralnie niedopuszczalne. Nadal próbował bronić możliwości historycznej prawowitości dawnego stanowiska.

Jeżeli tak jest, istotą sporu nie jest pytanie, czy wolno dzisiaj zabijać heretyków. Odpowiedź Waldsteina brzmi: nie. Spór dotyczy tego, jak katolicki teolog ma oceniać wcześniejsze nauczanie i praktykę Kościoła.

Problem, którego nie da się unieważnić nagłówkiem

Waldstein nie odwołuje się do źródeł marginalnych czy podejrzanych. Św. Tomasz z Akwinu rzeczywiście nauczał, że uporczywy heretyk może zostać po upomnieniach ekskomunikowany, a następnie przekazany władzy świeckiej i skazany na śmierć.

Z kolei papież Leon X w bulli Exsurge Domine z 1520 r. umieścił wśród potępionych zdań Marcina Lutra tezę: „Palenie heretyków jest sprzeczne z wolą Ducha”.

Nie znaczy to automatycznie, że Kościół zdefiniował nieomylnie moralną godziwość palenia heretyków. Leon X potępił 41 zdań zbiorczo jako heretyckie, fałszywe, skandaliczne, obraźliwe dla pobożnych uszu lub zwodnicze, nie przypisując każdemu z nich odrębnej kwalifikacji. Pozostaje więc pytanie, czy papież bronił niezmiennej doktryny moralnej, czy raczej ówczesnego porządku prawnego i uprawnień władzy.

Z drugiej strony Sobór Watykański II w deklaracji Dignitatis humanae naucza o prawie człowieka do wolności religijnej i wolności od przymusu ze strony wszelkiej władzy ludzkiej. Obecny Katechizm uznaje karę śmierci za niedopuszczalną, a obowiązujący Kodeks prawa kanonicznego przewiduje za herezję kary kościelne — przede wszystkim ekskomunikę — nie zaś sankcje cielesne.

Jak pogodzić te wypowiedzi? Czy wcześniejsze stanowisko było błędne? Czy było historycznie uwarunkowanym zastosowaniem ogólniejszych zasad? Czy należało do dyscypliny prawnej, czy do właściwego nauczania moralnego? A może zmiana dotyczy przede wszystkim społecznych warunków stosowania kary?

Można odrzucić odpowiedzi Waldsteina. Trudno natomiast twierdzić, że sam problem badawczy nie istnieje. Przeciwnie: dotyka on jednego z najtrudniejszych zagadnień teologii — rozwoju doktryny i ciągłości Magisterium.

Wolność badań na katolickiej uczelni

Katolicka uczelnia nie jest miejscem pozbawionym doktrynalnej tożsamości. Wykładowca teologii nie może przedstawiać jako nauki Kościoła czegoś, co jawnie sprzeciwia się aktualnemu Magisterium. Wolność akademicka nie oznacza, że każda teza ma identyczną wartość ani że uczelnia musi powierzać studentów każdemu autorowi kontrowersyjnych poglądów.

Ale katolicka teologia nie może też sprowadzać się do powtarzania ostatniego dokumentu kościelnego bez zadawania pytań o jego relację z wcześniejszą Tradycją. Gdyby tak było, przestałaby być nauką, a stałaby się biurem prasowym — może pobożnym, lecz jednak biurem prasowym.

Rektor Klausnitzer poprosił Waldsteina o naukowe opracowanie historycznego problemu zabijania heretyków w świetle najnowszego Magisterium. Było to żądanie samo w sobie rozsądne. Później uznał jednak przedstawioną pracę za niedopuszczalną pod względem metodologicznym. Stwierdził nawet, że zastosowanej w niej „teologicznej nauki o zasadach” nie zaakceptowałby u studenta pierwszego semestru.

To publiczne upokorzenie zastępuje jednak rzeczową recenzję. Opracowanie Waldsteina nie zostało opublikowane. Nie znamy wskazanych błędów, argumentów autora ani odpowiedzi recenzentów. Opinia publiczna otrzymała wyrok, ale nie udostępniono jej akt sprawy.

Nie wiadomo zatem, czy Waldstein popełnił elementarne błędy warsztatowe, czy też jego zasadniczą winą było to, że nie doszedł do oczekiwanego wniosku.

Od polemiki do sądu nad człowiekiem

Dodatkowym problemem jest sposób, w jaki spór teologiczny został połączony z oskarżeniami politycznymi. Waldstein należy do najbardziej znanych przedstawicieli współczesnego katolickiego integralizmu. Przez kilka lat współredagował portal „The Josias”, określający się jako „podręcznik katolickiego integralizmu”.

W jego klasycznej definicji władza doczesna powinna być podporządkowana duchowej, ponieważ doczesny cel człowieka jest podporządkowany celowi wiecznemu. To stanowisko poważnie kwestionuje liberalne rozumienie rozdziału religii i polityki i niewątpliwie wymaga krytycznej debaty.

Tymczasem wokół cystersa zaczęły pojawiać się znacznie szersze zarzuty: o związki z prawicowymi sieciami politycznymi, wpływ na najwyższe kręgi władzy w Stanach Zjednoczonych, a nawet ideowy związek z przypadkami zastraszania austriackich teolożek.

Publicznie nie przedstawiono jednak dowodów, że Waldstein wysyłał groźby, organizował kampanie nękania albo osobiście doradzał czołowym amerykańskim politykom. Sama uczelnia w Heiligenkreuz prosiła krytyków o wskazanie dowodów potwierdzających związek jego działalności z konkretnymi aktami zastraszania.

Można oczywiście badać polityczne skutki idei. Nie wolno jednak niezauważalnie przechodzić od krytyki poglądów do przypisywania ich autorowi odpowiedzialności za działania innych ludzi.

W epoce mediów społecznościowych stos buduje się szybciej z nagłówków niż z chrustu. Paradoks tej historii polega na tym, że człowiek oskarżony o obronę dawnych stosów sam został wystawiony na stos współczesny — medialny.

Nadal docent, ale bez zajęć

Również określenie „usunięty z uczelni” byłoby nieprecyzyjne. Oficjalna strona szkoły nadal przedstawia Waldsteina jako docenta teologii moralnej, zaznaczając, że przebywa on na urlopie. Rektor oświadczył, że nie może samodzielnie odebrać mu tytułu docenta; wymagałoby to decyzji senatu uczelni.

Opactwo skierowało natomiast Waldsteina na dalsze studia doktoranckie z filozofii w Rzymie. Nie wiadomo, czy jest to kara dyscyplinarna, decyzja formacyjna, czy sposób na czasowe zakończenie konfliktu.

Nie ma także dowodów, że odsunięcie od nauczania zostało nakazane przez Watykan albo było bezpośrednim skutkiem wizytacji apostolskiej opactwa.

Potrzebne są rozróżnienia, nie etykiety

Nie trzeba zgadzać się z Edmundem Waldsteinem, aby dostrzec niepokojący mechanizm obecny w tej sprawie. Kontrowersyjna, historycznie uwarunkowana teza została przedstawiona jako współczesne wezwanie do zabijania ludzi. Naukowy spór o ciągłość nauczania Kościoła przemienił się w polityczny test prawomyślności. Do krytyki argumentów dołączono oskarżenia dotyczące całego środowiska i jego domniemanych wpływów.

Jednocześnie nie opublikowano pracy, która stała się bezpośrednią przyczyną odsunięcia wykładowcy. Nie wiadomo więc, czy zawiodła metodologia, czy też autor nie udzielił odpowiedzi uznanej z góry za właściwą.

Wolność badań nie polega na prawie do bezkarnego głoszenia wszystkiego. Polega jednak na możliwości stawiania trudnych pytań, badania niewygodnych źródeł oraz przedstawiania argumentów bez ryzyka, że samo podjęcie problemu uczyni z badacza politycznego podejrzanego.

Sprawa Waldsteina nie jest prostą opowieścią o niewinnym uczonym prześladowanym za odwagę. Nie jest też prostą historią zwolennika stosów słusznie usuniętego z sali wykładowej. Jest czymś znacznie bardziej interesującym i poważnym: przykładem tego, jak szybko subtelny problem teologiczny może zostać zamieniony w sąd nad człowiekiem — zwłaszcza gdy miejsce argumentów zajmują etykiety, a miejsce dokumentów efektowny nagłówek.

Michał Jędryka

 

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ

 


Michał Jędryka

(1965), z wykształcenia fizyk. Był nauczycielem, dziennikarzem radiowym i publicystą niezależnym. Jest ojcem czwórki dzieci. Mieszka w Bydgoszczy.