Recenzje
2026.11.03 19:28

Camino bezbożne?

Ten artykuł, tak jak wszystkie teksty na christianitas.org publikowany jest w wolnym dostępie. Aby pismo i portal mogły trwać i się rozwijać potrzebne jest Państwa wsparcie, także finansowe. Można je przekazywać poprzez serwis Patronite.pl. Z góry dziękujemy.

 

Obejrzałem film „Camino dla opornych”. Fabuła dobrze zrobiona, bez większych mielizn prostego dydaktyzmu czy robionej elektronicznie „cudowności”. Film naprawdę godny uwagi. O niedorosłym chłopcu, dojrzałej kobiecie – i drodze czy Drodze, na której przypadło im iść razem.

Czy to film religijny? Odpowiedź nie jest tu ani prosta, ani łatwa – i na pewno twórcy tak to zaprogramowali lub musieli wziąć pod uwagę.

Z jednej strony – dość oczywiście religijny jest kontekst: przecież wszystko, od samego tytułu, zmierza krokiem pielgrzymim do Św. Jakuba w Composteli (zresztą oryginalny tytuł to właśnie: Compostela). Na tym szlaku jest błogosławieństwo kapłańskie przy wyjściu pielgrzymów, kościoły po drodze, zjawiskowy kontakt z benedyktynami, zabawny i ciekawy epizod z pielgrzymkową „apostołką” namawiającą do modlitwy. Poza tym istotną – ale też oczywistą – rolę odgrywa w pewnym momencie figura Maryi z Dzieciątkiem... Dokładnie tyle i tylko tyle jest z religii, czyli obiektywizowanego świata osobistych i społecznych zwróceń do Boga, uchwytnych w znakach, słowach, wyznaniach. A więc – raczej szczypta niż garść. Cóż zatem więcej?

Wydaje mi się, że określenie tego będzie już zawsze interpretacją, a nie pewnością uchwycenia jakiegoś komunikatu twórców. Interpretacja ta, moim zdaniem, może pójść w dwóch dość odmiennych kierunkach. Spróbuję określić je w ekstremach.

Najpierw ekstremum „bez-bożne”: istotna awantura tego kolorowego obrazu może być odczytana jako przypowieść o tym, że cały ten szlak pielgrzymi – Camino wyrysowane przed wiekami i przez wieki przez ludzi gorliwej chrześcijańskiej wiary i pobożności – jest systemem terapeutycznych luster, w których chodzi o odnalezienie samego siebie i człowieka obok. W tej interpretacji „bez-bożnej” elementy religijne nie są nieważne, lecz okazują się właśnie jedynie narzędziami terapeutycznymi. Tak więc w tym ujęciu misterium Camino pracuje i objawia się wyłącznie między ludźmi, w ich przemianie prowadzącej do znalezienia siebie wzajemnie, odkrycia drugiego człowieka (taka konkluzja została zresztą wypowiedziana w tych właśnie słowach – co mnie ogromnie zdziwiło – przez jednego z wprowadzających panelistów, skądinąd niedawno nawróconego i na pewno gorliwie pobożnego!). Mówiąc krótko: szlak religijny okazuje się – nawet post mortem religii – owocny terapeutycznie... Utylizacja chrześcijaństwa nie jest jednak już jego wyznawaniem.

Jest jednak i druga interpretacja, przeciwne ekstremum. Czy będzie ono dla odmiany „po-bożne”? To zależy. Zależy najpierw od tego, czy chcemy usłyszeć i zobaczyć sam film – czy raczej np. nasze wzruszenie i przeżycie widzów-katolików. To drugie odkładam teraz na bok (sam się nieraz wzruszyłem, a niektóre sceny będą oczywiście podpowiadały nam, bardzo dyskretnie, kody ewangeliczne).

Wolę pozostać przy „czytaniu” filmu, takiej jego interpretacji, która nie chce mocno naginać obrazu do odbioru zdeterminowanego moimi chęciami. Zatem – czy drugie ekstremum interpretacyjne jest, może być „po-bożne”? Otóż to zależy – tym razem zależy od ostrości pewnej zasady teologicznej. Mówiąc bardzo schematycznie: moim zdaniem, jeśli tą zasadą jest augustyńskie zdefiniowanie przedmiotu zainteresowania chrześcijanina przez „Bóg i dusza... Nic więcej zupełnie” – to trudno ten film uznać za „po-bożny” (trudno nie znaczy: w ogóle nie można...).

Jeśli jednak przyświeci nam raczej to średniowieczne, Tomaszowo-humanistyczne „Łaska nie znosi natury, lecz ją oczyszcza i podnosi” – wtedy, sądzę, po-bożność drugiego ekstremum zarysuje się nawet całkiem mocno. Wybieram teraz to drugie rozwiązanie: w tym świetle narracja duchowa filmu co prawda pozostaje światłocieniem i grą w chowanego – ale może się wtedy okazać już nie wędrówką ludzi po postreligijnym labiryncie sprzed wieków, lecz raczej przechodzeniem Boga przez sprawy ludzkie. Wtedy już w bardzo głębokim sensie to Droga przechodzi przez wędrujących, a nie tylko wędrujący idą Drogą.

Może więc nieprzypadkowo te mocne, nieco mocniejsze znaki i gesty wprost religijne – przecież widoczne, czasami „zawiasowe” dla dramaturgii, nie tylko dekoracyjne – nie tworzą zwartej linii, lecz jakby kamienie i kamyczki wynurzające się czasami spod ludzkich przygód i zygzaków życiowych dwojga wędrujących? Żeby iść, musimy po nich przeskakiwać – ale nie bez zanurzania się w (z pozoru?) czysto naturalnych przypadkach, emocjach, perypetiach. Oto zagwozdka interpretacyjna: czy zamysłem utrwalonym w filmie przez jego twórców jest „miganie” tego, co Boskie i święte – trudno uchwytne, a realne miganie na tle indywidualnych historii dwojga oraz na tle zdawałoby się zamkniętej historii objawiania Boga w trwałych znakach sprzed wieków? Deus absconditus? Bóg, który JEST, lecz posługuje się obecnie znakami zewnętrznymi tylko po to, żeby porazić światełkiem znużone oczy dwojga niewolników współczesności?

Nie wiem. Coś we mnie tak chciałoby widzieć istotny głos tego obrazu: stare znaki – jak figura Dwojga – nawet jeśli ulegają rozbiciu, stają się daną z góry, z głębi, z wnętrza instrukcją, jak zlepić na nowo pogruchotany świat ludzi? Według reguły danej przez Twórcę zarówno świata, jak i instrukcji. Twórcę także serc ludzkich. Miganie jest też głaskaniem lub raczej serią pojedynczych dotknięć – które zdają się jedynym lekarstwem dla jednostek wyrwanych z korzeniami i cierpiących. Może tak? A może nie – bo nie wiem, czy moje po-bożne ekstremum interpretacji nie stało się po drodze po prostu zapisem moich dopowiedzeń spoza kadru.

Ale jeśli odpowiedź brzmi „tak” – to film ten ma jednak religijny kod, łączący inaczej niż przywykliśmy oczywistości christianitas (znaki łaski) oraz ukrytą obecność Oblubieńca dusz.

Nie wystarczy powiedzieć to wszystko – i jednak zostawić tu po prostu znak zapytania, z moim wskazaniem na „po-bożność” tego filmu terapeutycznego. Muszę jeszcze zaznaczyć, że opowiedziana wyżej dwuznaczność opowieści „Camino dla opornych” nie tylko daje mu tę nieoczywistość wymaganą w dziele otwartym dla odbiorcy – ale i może go zostawiać na rozstajnych drogach lub dosłownie w wędrówce bez-celowej, w tym interferowaniu „bez-bożnej” terapeutyczności i „po-bożnego” migania sensów. W tle tego filmu jest zresztą o wiele szersza dyskusja współczesna o dalszym szlaku chrześcijaństwa jako całości: czy zamiast (!) dotychczas praktykowanego przez wieki głoszenia przy pomocy otwartych znaków i słów, pewności świadectwa, nieustannego odwołania do Depozytu Prawdy spoza tego świata – mamy się przymierzać wszyscy albo do ukrytego najskryciej chrześcijaństwa „Milczenia” Scorsesego, albo do niewypowiadanego explicite chrześcijaństwa (post-chrześcijaństwa?) dwojga bohaterów „Camino”, albo może do innych wersji chrześcijaństwa niemisyjnego, niewidocznego, niegłoszącego? Chrześcijaństwa, które zaczyna się od nadziei „wyjścia z doła”, a kończy na rekonstrukcji więzi międzyludzkiej? Czyli na sprawie, w której „kapłanami” są terapeuci, a księża i teologowie sensu stricto są już tylko scenografią dobrych emocji? Osobiście sądzę, że – traktowana modelowo – taka recepta jest jedynie gwarancją na utratę przez Kościół i chrześcijaństwo zarówno własnego języka, jak i w końcu pamięci o tym, po co się jest na tym świecie.

To pytania nie do pominięcia – i film o Camino jest dobrą okazją ich postawienia jeszcze raz. Co nie znaczy, że moje ostrzeżenie spada na ten piękny obraz. Nie należy zabijać posłańca pytań. Trzeba ten film obejrzeć.

Paweł Milcarek

Drogi Czytelniku, prenumerata to potrzebna forma wsparcia pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostanie przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co więcej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ. 

 

 


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.