Duchowość
2017.06.07 13:27

Z dzbanem u studni

Historia Kościoła zna dwa sposoby obrazowania sceny Zwiastowania. Wedle pierwszego, nieco bardziej rozpowszechnionego, archanioł Gabriel zastał Maryję w jej pokoju, kiedy zajęta była poranną modlitwą. W drugiej wersji tego opowiadania, wyrosłej z chrześcijaństwa wschodniego, kluczową rolę odegrała stojąca nieopodal studnia. Jest to szczegół o tyle znamienny, że wedle zwyczajów starotestamentowych, przy studni odbywały się spotkania oblubieńców. Najsłynniejszy tego przykład dała Księga Rodzaju: „Kiedy Jakub przyjrzał się dokładnie Racheli, córce Labana, brata swojej matki, i trzodzie Labana, podszedł do studni, odsunął kamień i napoił stado Labana. Potem pocałował Rachelę” (Rdz 29, 10-11). Od tamtej pory spotkania przy studni kojarzono zazwyczaj ze schadzkami zakochanych.

 

Wcielenie również jest historią miłosną, ponoć zapowiedzianą – i to dość wyczerpująco – w misternych wersetach Pieśni nad pieśniami. Dały temu wyraz najwcześniejsze teksty tradycji pozabiblijnej. Na przykład według Protoewangelii Jakuba, w dniu zwiastowania Maryja „wzięła dzban i wyszła, by zaczerpnąć wody”[1]. Była wtedy sama, jak gdyby oczekiwała poufnego spotkania z Oblubieńcem. Kiedy jednak zbliżyła się do studni, „usłyszała głos mówiący do Niej: «Witaj, pełna łaski, Pan z tobą. Błogosławionaś ty pośród niewiast»”[2]. Słowa te dobyły się z nieba. Dlatego też „spojrzała Maryja na prawo i na lewo, skąd by pochodził ten głos”[3], ale nie zdołała nikogo zobaczyć. „I cała drżąca weszła do swego domu, i pozostawiwszy dzban, wzięła purpurę”[4], atrybut królewski, jak również symbol miłosny. Następnie „siadła na tronie”, nie wiedząc jeszcze, że sama stanie się Panną nad pannami, „i przędła purpurę”[5]. Tak dokonały się zaręczyny Boga i Niewiasty. Cały ten opis zapowiadał oczywiście małżeńskie zjednoczenie Maryi z Królem wszechświata, które wkrótce miało zaowocować Synem kobiety i Boga. Pozostawiony przy studni pusty dzban symbolizował natomiast nienaruszone, dziewicze łono, gotowe na to, aby wypełniły je „strumienie wody żywej” (J 7, 38). To jednak nie ręce ludzkie miały tego dokonać. Bóg osobiście zechciał utkać samego siebie we wnętrzu Niewiasty. Brzemienna Maryja okazała się właśnie tym dzbanem, zapewne naczyniem złotym pośród glinianych, a przy tym pustym – bo dziewiczym. Jako takie pozostało w miejscu spotkań narzeczonych, aby wkrótce można w nim było zanieść życie Ducha Świętego.

 

Studnia kojarzy się również z miejscem odpoczynku i odnowienia sił. W Księdze Liczb Bóg nakazał Mojżeszowi: „Zwołaj tu cały lud, a Ja dam mu wody. I wtedy to Izraelici wyśpiewali pieśń: Niech wytryśnie strumień! Niech zabrzmi o nim pieśń!” (Lb 21, 16-17). Odnalezienie źródła dało wędrującym przez pustynię Żydom namacalny dowód opieki Bożej. Całe to wydarzenie było jednak zarysem przyszłych rzeczy, znacznie bardziej duchowych, głębiej wnikających w chorobę ludzkiej natury i odpowiadających na biedę doczesnego pielgrzymowania. Studnia okazała się zatem znakiem szczęścia, którego pragnie serce. Paradoksem ziemskiego życia jest jednak fakt, iż w zależności od celu tego pragnienia dusza może zasmakować w wolności, albo wręcz przeciwnie – upaść w niewolę. Mówiąc obrazowo, pusty dzban wolno napełnić zarówno czystą wodą, jak i kwasem albo napojem szybko ulegającym zepsuciu. Toteż nowożytni mistycy katoliccy podkreślali dobitnie: wszystkie stworzone dobra, dzięki którym człowiek ma nadzieję doświadczyć zaspokojenia (choćby okazały się najcenniejsze i najbardziej pożądane w porządku natury), ostatecznie nie są w stanie zapewnić prawdziwej szczęśliwości. Już samo doświadczenie braku, przymuszające duszę do nieustannej zależności od stworzeń, wiąże się przecież z uporczywą przykrością. Nie zmienia tego nawet pozyskanie przychylności ludzi czy losu. Przywiązanie do dóbr tego świata staje się wszakże źródłem ulotnego zadowolenia wtedy, gdy uda się je zdobyć, aby w następstwie dać ból, rozczarowanie, albo znużenie. Jest to stan permanentnej niezdolności do dziękczynienia. Zarazem jednak raz zdobytego dobra człowiek nie chce wypuścić z rąk, wierząc, że wraz z nim utraci jedyne szczęście; nie chce pogodzić się z prawdą, że przecież „czas jest krótki” (1Kor 7, 29) i „przemija postać tego świata” (1Kor 7, 31). Nie znajdując radości w samym sobie, dusza poszukuje go na zewnątrz, niczym u sąsiada, któremu rzekomo lepiej się powodzi[6]. W taki oto sposób – pisali święci teologowie i mistrzowie duchowi – ludzie prowadzą życie pogrążone w marności, smutku oraz niewoli, żebrząc o względy tego świata i lękając się utraty jego przychylności.

 

W rzeczywistości droga do szczęścia wiedzie jednak przez pierwsze przykazanie Dekalogu. Nie trzeba zabiegać o zbyt wiele, „tylko jedno jest potrzebne” (Łk 10, 42). Wyłącznie wtedy, gdy dzban serca wypełniony zostaje wodą żywą, zamiast kwasu rozmaitych zależności od stworzeń i dóbr doczesnych, może w rzeczywistej wolności służyć innym. Oto kolejny paradoks Dobrej Nowiny: ten, kto nie opiera pokoju na ludziach, jest w stanie odnaleźć wśród ludzi pokój[7]. Stworzenia oraz życiowe przypadki nie są w stanie dać owemu człowiekowi szczęścia, ani tym bardziej go odebrać. Wszystko przyjmowane jest bowiem w pokoju, bez przejęcia, bez przesadnej dbałości o własne życie, z oczyma skierowanymi ku temu, „co w niebie, a nie ku temu, co na ziemi” (Kol 3, 2). Zaspokojenie takie wynika oczywiście z praktycznego zastosowania pierwszego przykazania, a raczej – z dostrzeżenia za jego lakonicznym sformułowaniem ważnej prawdy o Bogu jako podstawie ludzkiego życia. Mówi Pismo: „Tylko w Panu szukaj szczęścia, a On wypełni twego serca pragnienia” (Ps 37, 4). A więc jedynie Bóg może zaspokoić ten największy, najbardziej podstawowy ludzki głód. Niebiański chleb rozmnożony zostaje nawet na pustkowiu, byle tylko „wyrzucić ze swego serca wszystko, co nie jest Bogiem”[8]. Nowożytni święci, jak choćby św. Jan od Krzyża, św. Filip Neriusz czy św. Alfons Maria de Liguori, byli świadomi, że trwałego zadowolenia nie zdoła zapewnić żadna z rzeczy tego świata: ani bogactwa, ani uznanie, ani dobre imię, ani powodzenie, ani nawet ziemska miłość. Jeżeli nasycenia nie daje żyjący w sercu Bóg, wówczas wszystkie dobra ziemskie okazują się jedynie piaszczystym pustkowiem. Nieprawdą jest zatem, że szczęście płynie ze zdobycia któregoś z upragnionych dóbr. Wręcz przeciwnie: to właśnie owo błędne mniemanie jest źródłem gryzącej tęsknoty, a zatem nieszczęścia.

 

Spojrzenie na sprawy doczesne z perspektywy nieba okazuje się równie ożywcze, co odnalezienie studni pośrodku pustyni. Czerpiąc z tego źródła, dusza znajduje ukojenie. Im częściej napełnia się ona czystą wodą, tym mocniej zaczyna żyć miłością, w której „nie ma lęku” (1J 4, 18) i która „nie szuka swego” (1Kor 13, 5), ponieważ niczego już nie łaknie. Świat nie jest bowiem w stanie zwabić jej zapowiedzią szczęścia, ani zagrozić jej brakiem przychylności. Zależność oparta na obietnicy i strachu już jej nie dotyczy. Człowiek bowiem „tym wyżej wzniesie się do Niego, im głębiej wejdzie w swoje wnętrze i im mniej będzie znaczył dla samego siebie (…). Słowo krytyki dotknie łatwo tylko tego, kto nie zwraca się do wnętrza i nie ma przed oczami Boga”[9]. Dopiero porzucenie złudzeń co do spraw doczesnych, zerwanie zniewalających ziemskich zależności i napełnienie się Duchem umożliwia zatem prawdziwą wolność w stosunku do świata, bliźnich i własnego życia. Dlatego Jezus powiedział: „Kto odczuwa pragnienie, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i niech pije” (J 7, 37). On sam okazuje się tą studnią, która napełnia dzban duszy zadowoleniem, jakiego świat dać nie może. Oprócz Niego nie ma żadnej innej. W Ewangelii Jana objawione zostało coś jeszcze więcej: „kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nigdy już nie będzie pragnął” (J 4, 14). Oznacza to, że człowiek prawdziwie wypełniony Bogiem nie poszukuje już więcej nasycenia dobrami tego świata. Dzięki temu może jednak szczęśliwie z nich korzystać. Do wszystkich z nich podchodzi z pokojem i swobodą, nie uzależniając od nich swojej wewnętrznej postawy, pielęgnując duchowe zadowolenie bez zewnętrznego powodu. Umożliwia to właśnie ewangelicznie rozumiana „wzgarda” świata (pojęta nie jako ziemska odraza, lecz raczej jako porzucenie żebraczego i niewolniczego stosunku do stworzonych dóbr). Dlatego też Tomasz à Kempis zapytywał: „Czy jest coś bardziej spokojnego niż szczere spojrzenie? Kto cieszy się większą wolnością na ziemi od tego, kto niczego nie pragnie?”[10]. Należałoby dodać, że dyspozycja taka zradza się w naczyniu, które napełnione zostało wodą ze studni Życia. Okazuje się bowiem, że pokoju nie rodzi zaspokojenie ziemskich pragnień, lecz raczej spotkanie z każdym ziemskim dobrem w poczuciu zaspokojenia przez dobra niebiańskie. Zobaczyć pierwszeństwo Boga i rzeczywistą miarę stworzeń – oto początek wyzwolenia.

 

Aby jednak dzban można było napełnić czystą wodą, wpierw musi zostać opróżniony. Ikoną tej wzniosłej prawdy jest właśnie panieństwo Maryi, nazywanej w modlitwie Kościoła mianem Vasis spiritualis („Naczynie duchowe”) oraz Vasis insigne devotionis („Naczynie osobliwego nabożeństwa”). Warto spojrzeć na to zagadnienie z nieco szerszej perspektywy, mianowicie – w odniesieniu do życia duchowego rozumianego jako relacja ze Stwórcą, a następnie ze światem. Dziewictwo jest przecież znakiem swoistego ubóstwa. Nie bez powodu synonimem nazwy tego stanu stało się słowo „czystość”, a teologicznym punktem odniesienia – wolność i przejrzystość istot anielskich. Wertując strony niezliczonych nowożytnych traktatów duchowych, można więc dojść do wniosku, że w głębszym sensie chodzi tu nie tylko o wyłączne oddanie się Bogu, ale również o „oczyszczenie” wnętrza poprzez stworzenie wolnej przestrzeni dla prowadzenia Ducha Świętego. Maryja mówi przecież: „oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38), czyniąc z samej siebie puste naczynie w oczekiwaniu na to, aby wypełniły je strumienie niebieskie. Analogiczne pytanie: „Jakże się to stanie? Przecież ja nie znam męża” (Łk 1, 34) wskazuje na wolność od ziemskiego źródła życia. Dlaczego jednak ogołocenie jest tak istotne? Ponieważ odrywa człowieka od tego, co ludzkie i czyni go bardziej dyspozycyjnym na to, co Boże i «święte», czyli «inne». „Kto we wszystkim zgadza się z wolą Bożą, ten zawsze jest spokojny i zadowolony, cokolwiek się zdarzy”[11] – mówi złota zasada drogi do doskonałości. A więc, kiedy człowiek ogałaca się na tyle, aby ze spokojem poddać się Opatrzności Bożej i powiedzieć Bogu: fiat mihi („niech mi się stanie”), w jego sercu powstaje wyciszenie, które jawi się jako wielkie dobro dla duszy. Kiedy człowiek zaczyna doświadczać tego rodzaju dobra, wszystkie okoliczności uznane zostają za dobre. Kiedy zaś okoliczności uznane zostają za dobre, każdy, najmniejszy nawet dar Boży potrafi uszczęśliwić człowieka. Kiedy każdy dar potrafi uszczęśliwić człowieka, dusza dochodzi do przekonania, że niczego jej nie brakuje. Kiedy natomiast niczego jej nie brak, zaczyna ona uwielbiać Boga za wszystko, co się przydarza. I wreszcie: kiedy zagłębia się ona w uwielbieniu, Pan gotowy jest obdarować ją bardziej, niż pragnęłaby.

 

Symbol pustego dzbana może oznaczać także otwarcie na prowadzenie Bożej Opatrzności. Naczynie takie jest czyste, w duchowym sensie dziewicze, a więc wolne od nadmiernych oczekiwań i przewidywań, za to gotowe – niczym Maryja w scenie zwiastowania – na „[pójście] za Barankiem, dokądkolwiek idzie” (Ap 14, 4). Zapewniał św. Franciszek Salezy, że człowiek odpowiednio dojrzały do życia tego rodzaju zaufaniem, w istocie „nie wie i nie myśli o tym, dokąd idzie, lecz daje się nieść i prowadzić, gdzie się matce podoba”[12]. W pewnym sensie dusza taka nie zważa na słowa czy wydarzenia, które rozgrywają się w planie ziemskim, ponieważ dzięki łasce widzi ona, że życie z Ducha jest zawsze czymś większym, szerszym, wyższym, bardziej nieogarnionym i zmiennym, aniżeli typowo ludzkie przyzwyczajenia. Innymi słowy: doświadcza ona głoszonej przez mistyków prawdy, że egzystencja w Bogu pozostaje w ciągłym ruchu w kierunku wyjścia poza własne granice. Strumienia nie da się okiełznać, ani nadać mu biegu wedle własnego życzenia. Również „wiatr wieje tam, gdzie chce; słyszy się co prawda jego szum, lecz nie wiadomo, ani skąd pochodzi, ani dokąd zmierza” (J 3, 8). Życie w łasce jawi się zatem jako szerokie i w pewnym sensie nieprzeniknione. Być może dlatego Opatrzność niejednokrotnie prowadzi ludzi „drogami nieznanymi”[13], a nawet – „drogami całkowicie przeciwnymi niż te, jakie zwykła wybierać ludzka ostrożność”[14]. Jest w tym osobliwa pedagogia Boża, która opróżnia dzban serca z tej doczesnej wody, dającej wprawdzie chwilowe ukojenie, lecz później wzmagającej tylko pragnienie. Aby wyprowadzić człowieka na wolność, Opatrzność działa przecież w sposób nieprzewidywalny. Jej ręka zrywa pęta zniewalających posiadłości oraz rzeźbi duszę poprzez bolesne nieraz uderzenia dłutem i odłupywanie zbędnych kawałków[15]. Wszystko to służy jednak napełnieniu oczyszczonego już naczynia wodą z nieba. Stąd też Jezus pytał uczniów: „Czyż życie nie jest więcej warte niż pokarm” (Mt 6, 25), co w głębszym sensie odnosi się do wszelkich nieuporządkowanych przywiązań ziemskich, nie tylko materialnych, ale również duchowych. Czy życie nie jest czymś więcej niż przyszłość, której człowiek się obawia, bądź której z utęsknieniem oczekuje? Czy zależność od stworzeń nie staje się zawężeniem całości życia? W nieco innych słowach problem ten ujmuje jedna z maksym autora Filotei: „nie pożądajcie niczego, lecz zarówno siebie jak i wszystkie wasze sprawy powierzcie całkowicie bez reszty Boskiej Opatrzności”. Ponieważ jednak ogołocenie jest doświadczeniem zupełnie obcym człowiekowi, który nadal poszukuje pokoju w światowych dobrach, święty autor dodaje: „komuś, kto tego nie doświadczył, trudno uwierzyć, ile pożytku takie nastawienie przynosi duszy”[16].

 

Bycie pustym dzbanem przejawia się nie tylko w wolności od przywiązań, ale również w postawie wdzięczności, o której mówi List do Hebrajczyków: „Bądźcie zadowoleni z tego, co posiadacie” (Hbr 13, 5). Mistrzowie duchowości katolickiej nieustannie podkreślali, że nie ma w życiu ludzkim chwili, która nie dawałaby powodu do uwielbienia Pana. Tymczasem większość ludzi jest przepełniona rozmaitymi oczekiwaniami, ulegając pokusie rozmyślania o przeszłości czy przyszłości, nie wiedząc nawet, że rzeczywistość została stworzona do tego, aby doświadczać jej zawsze «tu» i «teraz». „Kto szuka samego Boga, ten jest bogaty, szczęśliwy, niczego mu nie brakuje i o nic nie dba na świecie”[17]. Nastawienia względem świata stanowią natomiast rodzaj kwasu, z którym nie sposób zmieszać wodę życia. Dopiero wtedy, gdy serce cieszy się ze wszystkiego i z niczego szczególnego, opróżnione z oczekiwań i poddane Bogu, zieleń staje się zielona, jasność – prawdziwie jasna, rzeczywistość – rzeczywista, a każda chwila mówi: «teraz». Mistrzowie duchowości katolickiej zostawili po sobie wiele pochwał tego błogiego stanu: niczego wówczas nie brak, niczego nie trzeba, dusza pasie się spokojnie na łąkach Boga i przychodzi zrozumienie, że istotnie pleni sunt caeli et terra gloria tua („pełne są niebiosa i ziemia chwały twojej”). Zazwyczaj ludzkie serce jest jednak „zakrzywione do siebie” (incurvatus in se), zamiast być „wyprostowane na Boga”. Sprawia to, że człowiek nie żyje na co dzień rzeczywistością i darem. Nie zanosi do studni pustego naczynia, ale nieustannie rzutuje na zewnętrzny świat swoje potrzeby, obawy i dążenia, a więc dzban obciążony tym, „co nie nasyci” (Iz 55, 2). Brak mu czystego, dziewiczego, dziecięcego spojrzenia. Oznacza to, że zacieśnia świat oraz Boga do miary samego siebie, zamiast odwrotnie – otwierać siebie na świat i Boga; rzutuje zamiast dać się wypełnić. Dlatego też wszystko to, co widzi i to, czego doświadcza, pozostaje zawsze na miarę jego ciasnego i zniewolonego serca. Człowiek taki nie jest na co dzień pustym dzbanem. Była nim natomiast Niepokalana Maryja, która na przychodzące wbrew ludzkim oczekiwaniom zwiastowanie anielskie odpowiedziała: „oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego” (Łk 1, 38). Jej postawa ujawniła pełną otwartość na prowadzenie Drogi, Prawdy i Życia. Kiedy usłyszała bowiem o nowinie, jakiej nie znał dotąd żaden człowiek, całe jej wnętrze zdawało się wołać: „Pociągnij mnie za sobą, pobiegnijmy już teraz razem” (Pnp 1, 4).

 

Warto wspomnieć o jeszcze jednym istotnym aspekcie opisu zwiastowania. Otóż właśnie w dniu, w którym anioł Pański odwiedził dom w Nazarecie, ujawniona została tożsamość Maryi jako kobiety wypełnionej wszelką łaską (zob. Łk 1, 28). Znamienne, że „usłyszała [ona] głos mówiący do Niej: «Witaj, pełna łaski»”, akurat w tej szczególnej chwili, gdy „wzięła dzban i wyszła, by zaczerpnąć wody”[18]. We fragmencie tym w interesujący sposób pustka przeplata się z pełnią. Jeszcze ciekawszy okazuje się jednak sam moment nadania (czy raczej ujawnienia) Maryi nowego imienia – Keiaritomene, czyli Pełna łaski. Można z tego wysnuć następujący wniosek praktyczny: dusza, która upodabnia się do pustego dzbana i trwa w gotowości na wypełnienie się wodą Życia, zdolna jest do poznania samej siebie. Im większa wolność od stworzeń, tym głębsze poznanie prawdy o sobie i innych. Niejednokrotnie fałsz pojawia się wszakże tam, gdzie dusza albo pragnie pozyskać świat, albo lęka się utraty jego względów: chcąc uratować swoje życie, należy poruszać się zgodnie z ziemską ułudą. Tymczasem zerwanie z tą zależnością sprawia, że w sercu ludzkim rodzi się czystość spojrzenia, przejrzystość i bezinteresowność, o których 1 List do Koryntian mówi krótko: „[miłość] nie szuka swego” (1Kor 13, 5). Czego mogłaby bowiem pragnąć dusza, którą raz na zawsze nasyciły strumienie wody z nieba? Czy chciałaby kiedykolwiek powrócić do napoju, po którym człowiek „znów będzie wkrótce odczuwał pragnienie” (J 4, 13)? Dziewictwo Maryi – symbolizowane przez pusty dzban pozostawiony przy studni – wskazuje właśnie na ten szczególny rodzaj ubóstwa, wyrwanie ze świata (por. J 15, 19), zwane wolnością i szczęściem. Można zapytać: cóż prostszego od czystości, a zarazem cóż bardziej sprzecznego z ziemskimi przyzwyczajeniami? A przecież ogołocenie to uczyniło z Maryi pełną przepychu komnatę, w której trwa uczta Trójcy Świętej, nie tylko ze względu na nią samą, ale przede wszystkim ze względu na dzieci powierzone jej opiece. Dlatego powyższe rozważania warto zakończyć modlitwą św. Antoniego z Padwy:

 

Przeto błagamy Ciebie, Pani nasza, sławna Matko Boża, wyniesiona ponad chóry aniołów, abyś wypełniła naczynie serca naszego łaską niebieską; spraw, byśmy błyszczeli złotem mądrości; umacniaj nas potęgą swej mocy; ozdabiaj drogim kamieniem cnót; wylej na nas – Ty, oliwko błogosławiona, olej miłosierdzia, którym zasłoń mnogość naszych grzechów; abyśmy mogli zostać podniesieni na szczyt niebieskiej chwały i uszczęśliwieni razem ze świętymi, a to za sprawą Jezusa Chrystusa Syna Twego, który w dniu dzisiejszym wyniósł Cię nad chóry aniołów, ukoronował diademem królestwa i umieścił na tronie wiecznej chwały, któremu cześć i chwała na wieki wieków: Amen. Alleluja[19].

 

Michał Gołębiowski 

 

[1] Protoewangelia Jakuba XI, 1, tłum. M. Starowieyski [w:] Apokryfy Nowego Testamentu. Ewangelie apokryficzne. Część 1: Fragmenty. Narodzenie i dzieciństwo Maryi i Jezusa, red M. Starowieyski, Kraków 2003, s. 277.

[2] Protoewangelia Jakuba XI, 1, jw., s. 277.

[3] Protoewangelia Jakuba XI, 1, jw., s. 277.

[4] Protoewangelia Jakuba XI, 1, jw., s. 277.

[5] Protoewangelia Jakuba XI, 1, jw., s. 277.

[6] Zob. S. Witwicki, Abrys doczesnej szczęśliwości, oprac. L. Ślękowa i A. Oszczęda, Wrocław 2012, s. 86.

[7] Zob. Tomasz à Kempis, O naśladowaniu Chrystusa, tłum. J. Gruchalski, Kraków 2017, s. 238-239.

[8] A.M. de Liguori, O tym, co w życiu jest najważniejsze, oprac. P. Koźlak, Warszawa 2015, s. 96.

[9] Tomasz à Kempis, jw., s. 239; 250.

[10] Tomasz à Kempis, jw., s. 210.

[11] A.M. de Liguori, Duchowe drogowskazy, za którymi powinna postępować dusza pragnąca świętości [w:] tegoż, Droga do świętości. W stronę doskonałości, Kraków 2016, s. 317.

[12] Franciszek Salezy, Wybór pism, tłum. J. Rybałt, Warszawa 2016, s. 317.

[13] Franciszek Salezy, jw., s. 387.

[14] Jean-Baptiste Saint-Jure, Zaufanie Opatrzności Bożej. Źródło pokoju i szczęścia, tłum. L. Danilecka, Warszawa 2014, s. 126.

[15] Jean-Baptiste Saint-Jure, jw., s. 47.

[16] Franciszek Salezy, jw., s. 435-436.

[17] A.M. de Liguori, jw., s. 319.

[18] Protoewangelia Jakuba XI, 1, jw., s. 277.

[19] Antoni z Padwy, Z Kazania na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, tłum. C.T. Niezgoda [w:] Teksty o Matce Bożej. Franciszkanie średniowieczni, oprac. M.S. Wszołek, Niepokalanów 1992, s. 32.


Michał Gołębiowski

(1989), historyk literatury dawnej, filolog, historyk idei, doktorant UJ. Zajmuje się również patrystyką. Autor książki Małżeństwo Józefa i Maryi w literaturze i piśmiennictwie staropolskim doby potrydenckiej.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij