Polemiki
2020.06.23 20:54

Wotum separatum w sprawie dokonań ks. Hryniewicza

fot. wiez.pl

Niedawna śmierć ks. W. Hryniewicza OMI przyniosła wiele publikacji w niezwykle pozytywnym świetle przedstawiających dokonania tego teologa. Łącząc się w modlitwie o zbawienie wieczne dla śp. kapłana Wacława pozwolę sobie jednak na votum separatum w ocenie jego dokonań teologicznych. Nie, nie zamierzam obalać pomników. Chcę jedynie wskazać na parę wątpliwości, które budził sposób postępowania ks. Hryniewicza, w dużym stopniu, jak można sądzić, wynikający z jego przekonań. 

Zachowuje we wdzięcznej pamięci jego teksty o wschodnim chrześcijaństwie, które na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego stulecia syciły i jednocześnie pobudzały mój głód wiedzy na ten temat. Wdzięczność jest tym większą, że patrząc z perspektywy lat minionych, to właśnie dobre poznanie Wschodu pozwoliło mi dostrzec, prowadzoną pod pozorem wprowadzania postanowień Soboru, próbę okradzenia mnie z mojego własnego, zachodniego dziedzictwa, a tym samym umożliwiło mi jego odkrycie. 

Nic dziwnego zatem, że z zainteresowaniem sięgnęłam również po opublikowaną w 1990 roku “Nadzieję zbawienia dla wszystkich”. Czy zachowuje ją w podobnie wdzięcznej pamięci jak wcześniej wspomniane lektury? Na szczęście wkrótce po lekturze zapoznałem się z recenzją tej książki, autorstwa o. Jacka Salija OP, opublikowaną w miesięczniku "W drodze”, nr 2/1992. O. Salij w tej recenzji jawi się jako prawdziwy zwolennik nadziei powszechnego zbawienia, nie powstrzymuje go to jednak od wytknięcia ks. Hryniewiczowi nazbyt powierzchownego potraktowania tych tekstów Pisma, które wspominają o możliwości nieodwołalnego potępienia. Wspomnijmy choćby przywoływany w Mt 25,10 i Łk 13,25 obraz zamkniętych drzwi, słowa “Nie znam was” z Mt 10,33 i 25,12 czy wreszcie tekst z Izajasza (66,24), “robak ich nie zginie i nie zgaśnie ich ogień”, które wprost przywołuje Pan Jezus w Ewangelii św. Marka (9,48).

O. Salij podsumował swoją recenzję następującymi słowami: “Los książki Hryniewicza leży w naszych rękach. Książka ta może pobudzić nas do postawy nadziei. Ale może też zwiększyć szeregi wyznawców odrzuconej przez ks. Hryniewicza doktryny apokatastazy - i to wyznawców zakłamanych, bo deklaratywnie się od tej doktryny odcinających.”

Śledząc kolejne publikacje i teksty ks. Hryniewicza, szczególnie jego publicystykę, zacząłem żywić obawę, że i on, niestety, werbalnie głosząc nadzieję, wcale apokatastazy nie odrzuca i w istocie staje się owym zakłamanym jej zwolennikiem. Pewność zbawienia dla wszystkich stała się swoistym idolem ks. profesora Hryniewicza. 

Kilkanaście lat później, w krótkim odstępie czasu miały miejsce dwa wydarzenia, które wyraźnie pokazały mi, że apokatastaza zamaskowana pod pojęciem “nadziei powszechnego zbawienia” stała się dla ks. Hryniewicza rodzajem ideologii. Jak wiadomo zaś dla ideologów, jeśli fakty przeczą ich teoriom, to tym gorzej dla faktów. 

Pierwszym wydarzeniem o którym myślę, była zorganizowana przez National Geographic i Gazetę Wyborczą promocja tzw. ewangelii Judasza. Rzecz miała miejsce w okolicach Wielkanocy 2006 roku. Istotne, ale wcale nie tak rzadkie wydarzenie jakim było odkrycie i odczytanie jednego ze starożytnych manuskryptów, pochodzenia gnostyckiego, postanowiono przedstawić jako coś rewolucyjnego, swego rodzaju kopernikański przewrót w teologii. Przyjmijmy najbardziej korzystną dla promotorów interpretację, że nie mieli żadnych celów ideologicznych a wszystkie ich działania były nakierowane na wykreowanie popytu na polskie tłumaczenie owej “ewangelii Judasza” i zarobienie na tym znaczących pieniędzy. Że przy tym cynicznie grano naukowym znaczeniem rękopisu? Cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz autorytet nauki był nadużywany, ale szanujący się naukowiec, wydawałoby się, powinien był trzymać się od tego z daleka. Ks. Hryniewicz nie skorzystał z okazji i gorliwie się do akcji Gazety Wyborczej przyłączył. W jakim celu? Cóż, nadziei na powszechne zbawienie nie da się zamienić w pewność, jeśli nie dokona się rehabilitacji Judasza. Tymczasem choć Kościół nigdy nie zadeklarował, że ten apostoł został wiekuiście potępiony, to przecież wielowiekowy lex orandi w różnych tradycjach chrześcijańskich nie zostawiał wiele miejsca na nadzieję, że został ocalony. Skoro zatem lubelskiemu teologowi nadarzyła się okazja do zakwestionowania tych tradycji, połączona z możliwością bardzo szerokiego rozpropagowania własnych idei, pokusa okazała się zbyt silna, by jej się oprzeć. A że przy okazji swój uniwersytecki autorytet oddał na usługi komercyjnego marketingu?  Widocznie dzisiaj taka postawa już nie hańbi. Swoją drogą gdyby istotnie chodziło o naukową ocenę odkrycia pochodzącego z IV w. tekstu w języku koptyjskim, będącego tłumaczeniem starszego o dwa wieki greckiego oryginału, właściwszą osobą byłby chyba ktoś specjalizujący się w piśmiennictwie wczesnochrześcijańskim i teologii patrystycznej, które to obszary nie były przecież naukową specjalnością ks. prof. Hryniewicza.  

Drugi przypadek, z tych o którym wspominam to reakcja lubelskiego ekumenisty, za pośrednictwem Tygodnika Powszechnego, na pewne decyzje rzymskiej Kongregacji Kultu Bożego, podjęte pod koniec 2006 roku. Otóż w okresie posoborowym, w tłumaczeniach Mszału Rzymskiego na różne języki, użytą w słowach konsekracji Kielicha formułę pro multis tłumaczono jako za wszystkich (for all, per tutti). Wspomniana decyzja z 2007 roku nakazywała poprawić to zgodnie z sensem zwrotu łacińskiego na za wielu (for many, per molti). Krytyka tej decyzji w Tygodniku Powszechnym w dużej mierze oparta była na argumentacji filologicznej. Koronnym zarzutem było, że zamiast korzystać z ewangelicznej greki, kongregacja opiera się na tekście łacińskim. Interesujące jest jednak, że dla podparcia swoich lingwistycznych wywodów autor, Artur Sporniak nie sięgnął do opinii jakiegoś filologa klasycznego, ale właśnie ks. Hryniewicza. Dostrzegł on “w tej argumentacji wyraz restrykcyjnej eschatologii, kładącej w katechezie nacisk na groźbę wiecznego potępienia.” Powie ktoś, że przecież zalecenie kongregacji nie kwestionowało nadziei na zbawienie nas wszystkich. Z pewnością jednak utrudniało głoszenie pewności takiego zbawienia. A to już było dla profesora KUL za dużo. Uderzał więc mocno: "Nieliczenie się z pułapkami literalnego przekładu, i to dokonanego już z przekładu, grozi w konsekwencji manowcami fundamentalizmu", cytuje Sporniak swojego eksperta.

W całej sprawie zastanowiła mnie jedna rzecz. Kongregacja swoją decyzję uzasadniała m.in. tym, że "anafory, modlitwy eucharystyczne różnych rytów orientalnych, czy to w greckim, syryjskim, ormiańskim, czy słowiańskim języku, zawierają dosłowny ekwiwalent łacińskiego pro multis”. Ten argument Sporniak lekceważąco zbył uwagą o generalnej odmienności rytów i nie odwołał się do żadnego eksperta. Choć tutaj właśnie, jako kierownik Katedry Teologii Prawosławnej ks. Hryniewicz miałby duże pole do popisu. Ta lakoniczność była tak intrygująca, że skłoniła mnie do przeprowadzenia małych poszukiwań w sieci. Szukałem angielskich tekstów tych anafor na własnych stronach różnych kościołów wschodnich. Nie było to specjalnie wymagające zadanie, bo trudne losy wschodnich chrześcijan wygnały wielu z nich do Ameryki, a to doprowadziło do powstania tam ich struktur kościelnych. Okazało się, o czym napisałem dłuższy artykuł, że wszystkie co do jednej anafory wschodnie, a znalazłem ich kilkadziesiąt, jeśli tylko zawierały w swoim oryginalnym tekście odpowiednie sformułowanie, tłumaczyły je jako for many. W żadnej nie użyto formuły for all. Co ciekawsze także w protestanckich tłumaczeniach Biblii, w opisach Ostatniej Wieczerzy, przecież nie dokonywanych z tłumaczenia tylko z greckiego oryginału, znajdujemy formułę for many. A już wisienką na torcie jest fakt, że takie tłumaczenie było też w katolickim lekcjonarzu! Wszystko to nie przeszkodziło ks. Hryniewiczowi w autorytarnym wyrokowaniu o fundamentalizmie, manowcach i literalnym przekładzie z przekładu.

Pozwolę sobie tu na osobiste wspomnienie. Link do swojego artykułu, o którym napomknąłem wyżej, wysłałem do ks. Hryniewicza. Wymieniliśmy kilka maili. Muszę powiedzieć, że nie była to przyjemna konwersacja. Wszystkie najgorsze stereotypy antyklerykalne o duchownych traktujących wiernych świeckich obcesowo i z góry, znalazły swoje odbicie w wypowiedziach mojego interlokutora. Na koniec dowiedziałem się, że nie uprawia on teologii dla takich jak ja, krypto-lefebrystów trzymających się poły rzymskich kongregacji, tylko dla ludzi, którzy rzeczywiście tego potrzebują. Dla pokazania, kto potrzebuje, przesłał mi w załączniku mail innej swojej korespondentki. Przesyłając życzenia na Wielkanoc (2007) osoba ta wyraziła nadzieję, że ks. Hryniewiczowi nie zakażą nauczania “po ostatniej wypowiedzi papieża [Benedykta] o wieczności piekła.” Następnie relacjonowała ona swoje rozczarowanie Benedyktem, m.in. dlatego, że wybrał na wielkopostnego rekolekcjonistę kardynała Biffiego, który cytował Sołowjowa i jego przypowieść o Antychryście.  Muszę się przyznać, że poczułem niezmierne zażenowanie.

Ksiądz profesor Wacław Hryniewicz jest już przed Sądem Bożym. Ufajmy, że Bóg  wliczył go  między Swe owce, odłączył od kozłów i dał ze Swej prawej stanąć strony.

Piotr Chrzanowski

----- 

Drogi Czytelniku, prenumerata do potrzeba forma wsparcja pracy redakcji "Christianitas", w sytuacji gdy wszystkie nasze teksty udostępniamy online. Cała wpłacona kwota zostaje przeznaczona na rozwój naszego medium, nic nie zostaje u pośredników, a pismo jest dostarczane do skrzynki pocztowej na koszt redakcji. Co wiecej, do każdej prenumeraty dołączamy numer archiwalny oraz książkę z Biblioteki Christianitas. Zachęcamy do zamawiania prenumeraty już teraz. Wszystkie informacje wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.

----- 


Piotr Chrzanowski

(1966), mąż, ojciec; z wykształcenia inżynier, mechanik i marynarz. Mieszka pod Bydgoszczą.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij