Polska chrześcijańska
2019.01.17 18:46

Uromantycznienie duszy. Chrześcijaństwo wieszczów

Przez cały rok stulecia odzyskania przez Polske niepodległości publikowaliśmy kolejne rozdziały książki Pawła Milcarka "Polslka chrześcijańska. Kamienie milowe", w roku 2019 opublikujemy pozostałe rozdziały.

 

Nie można sobie wyobrazić twórczości polskich wieszczów romantycznych – bez chrześcijaństwa. Podatni na prąd epoki, rozwichrzeni w poszukiwaniach duchowych i eksperymentach przy Towiańskim, nieraz sarkający najostrzej na hierarchię duchowną i skonfliktowani z „dewocją” – przecież wciąż wracali do wiary i Kościoła, wciąż w swych utworach zostawiali wyraźne ślady szczerego chrześcijaństwa. Oczywiście nietrudno jest wyśledzić u Mickiewicza czy Słowackiego pasje i fantazje zupełnie nieortodoksyjne. Jednak w odbywającej się na polu ich twórczości konfrontacji skłonności romantycznej i dziedzictwa chrześcijańskiego to drugie ma zwykle słowo ostatnie, rozstrzygające lub słowo nawracające, jak słowa Księdza Piotra rozpędzające demony.

Jednak jest tu coś więcej: biorąc z prądu romantycznego formę zachwytu nad przeszłością, zadumy na losami narodów, żądania ich wolności, buntu wobec potęg – nasi wieszczowie wypełnili ją tradycją Rzeczypospolitej, a swe żarliwe mowy uczynili modlitwami. I to właśnie te wiersze-modlitwy najszybciej zstąpiły pod strzechy, najmocniej zabrzmiały echem w sercach i umysłach ich publiczności. Modlitwa obecna od stuleci w pobożności, brzmiąca od kilku wieków także pieśnią kościelną, dzięki Wieszczom stopiła się w dniach niewoli z mocnym uczuciem narodowym i wlała razem z nim w formę poezji wysokiego stylu. To, co już wielkie u Kochowskiego, przenieśli w czas niewoli narodowej i romantycznego pragnienia wolności. To, co żarliwe i waleczne w pieśni Konfederacji Barskiej, uczynili uskrzydlonym i mówionym piękną dykcją. Przez to twórczość naszych romantyków jest kolejnym kamieniem milowym dziejów chrześcijaństwa w Polsce: doszło w niej do jakiejś nowej kompozycji w ekspresji religijności – takiej kompozycji, w której to Polska i wolność jest głównym przedmiotem rozmów z Bogiem, a w rozmowach tych „czucia i wiary” jest co najmniej tyle ile rozumu.

Poetyckie modlitwy Wieszczów – i ich naśladowców – wyszły z tomików i z salonów czy izb, a w swym pochodzie narodowej popularności ustawiły się nawet we wnętrzu świątyń, cytowane z ambony lub recytowane z pobliża ołtarza. Powstał z nich jakby osobny modlitewnik, w którym Polacy wielu pokoleń znajdowali słowa zbiorowej modlitwy. Jej wielkimi inwokacjami bywało i Panno Święta co Jasnej bronisz Częstochowy Mickiewicza, i Bogurodzico, Dziewico! Słowackiego, i Psalmy przyszłości Krasińskiego. Razem z Mickiewiczem mówiono modlitwę z Ksiąg Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego:

Panie BOŻE wszechmogący! Dzieci Narodu wojennego wznoszą ku Tobie ręce bezbronne z różnych końców świata. Wołają do Ciebie z głębi kopalni sybiryjskich i ze śniegów kamczackich, i ze stepów Algeru, i z Francji, ziemi cudzej. A w Ojczyźnie naszej, w Polsce wiernej Tobie, nie wolno jest wołać do Ciebie; i starcy nasi, kobiety i dzieci modlą się do Ciebie w skrytości. myślą i łzami. BOŻE Jagiellonów! BOŻE Sobieskich, BOŻE Kościuszków! zlituj się nad Ojczyzną naszą i nad nami. Pozwól nam modlić się znowu do Ciebie obyczajem przodków, na polu bitwy, z bronią w ręku, przed ołtarzem zrobionym z bębnów i dział, pod baldachimem zrobionym z orłów i chorągwi naszych; a rodzinie naszej pozwól modlić się w kościołach miast naszych i wiosek naszych, a dzieciom na grobach naszych. A wszakże niech się stanie nie nasza wola, ale Twoja. [1]

Aby zobaczyć z całą wyrazistością potęgę tego nowego stylu, jego ciągłość i żywotność, odbijmy się teraz na chwilę od czasów rozbiorowych i przenieśmy aż do czasów stanu wojennego i oporu „Solidarności” – i wejdźmy do warszawskiego kościoła świętego Stanisława Kostki, na „Mszę za Ojczyznę” odprawianą przez błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę. Zgodnie z przyjętym tam „scenariuszem” wybitni polscy aktorzy recytowali poezje religijno-patriotyczne, utwory wybierane przez Księdza Jerzego. Obecność romantyków – Słowackiego i Krasińskiego – jest tam naturalna i znacząca, obok poezji tak różnych jak wiersze Tuwima i Lechonia, Ujejskiego i Pola, Konopnickiej, Miłosza, Brylla, Kamieńskiej, ale i pieśni ze starych modlitewników lub po prostu poetyzowane zapisy przeżyć anonimowych świadków Polski stanu wojennego. Nie tyle procent recytowanych utworów romantycznych, ale sam fakt tak intensywnej obecności poezji patriotycznej w tym miejscu żarliwej modlitwy był świadectwem wpływu romantycznego ducha Wieszczów na polskie chrześcijaństwo.

Czy był to wpływ bezdyskusyjnie pozytywny? Stanisław Szczepanowski, wpływowy publicysta i działacz gospodarczy z końca XIX wieku, nazywany „romantykiem pozytywizmu” – ten, któremu Stanisław Brzozowski dedykował swoją Filozofię romantyzmu polskiego – głosił, że romantycy dostarczyli katolicyzmowi „nowych dogmatów życiowych”, przez co zachowuje on moc w nowej epoce. Romantykom polskim przypisywał w tym szczególną rolę:

„Objawienie narodowe polskie — obja­wienie Mickiewicza, Krasińskiego, Słowackiego, Cieszkowskiego — wniosło do kościoła powsze­chnego ideę Ojczyzny jako świętości, na równi ze świętościami dawniej uznanymi. Zgorszyłby się na to Św. Grzegorz Nazjanzeński walczący w IV wieku z Julianem Apostatą i z przemocą państwową. Piorunująca jego wymowa przedstawia marność ojczyzny doczesnej, a piękność jedynie prawdziwej ojczyzny nie­bieskiej. Pomimo to naród polski słusznie łączy wyobra­żenie religijne ze zbawieniem swej Ojczyzny ziemskiej i ze zwycięstwem sprawiedliwości Bożej w stosunkach narodowych i społecznych. Tędy idzie jedyna droga do krzewienia wyobrażeń religijnych u Polaków…”[2] 

Wspomnieliśmy wyżej o meandryczności chrześcijaństwa Wieszczów, jego odbieganiu i przybieganiu do ortodoksji i rozumu. Oczywiście problemem zupełnie zasadniczym było znalezienie harmonii między miłością wolności i Polski a nadprzyrodzoną przejrzystością chrześcijaństwa, jego uniwersalizmem. Opowiada o tym na przykład święty arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński, przy okazji zwierzenia dotyczącego własnego uznania dla geniuszu Zygmunta Krasińskiego. Z nietajonym podziwem dla Wieszcza pisze w swoich Pamiętnikach o blaskach i cieniach jego idei:

„Dla mnie osobiście poglądy tego najwznioślejsze­go z naszych wieszczów, istotnego orła poetów, od pierwszej chwili stały się niewyczerpanym źródłem światła i siły, tak że pod ich przeważnie wpływem ustalać się poczęły moje zapatrywania się na sprawę narodową i na nasze względem niej obowiązki. […] Przekonanie, iż tylko miłość buduje, iż ofiara jest naj­wyższą potęgą w dziedzinie ducha, stając coraz jaśniej w mym umyśle, doprowadzało mię do coraz to głębszego po­jęcia chrystianizmu, tryumfu Krzyża i pokonania złości po­gaństwa przez krew męczenników. Tym sposobem w duszy mojej, zbyt mało dotąd przeniknionej pierwiastkiem wiary, odbywał się jakby odwrotny proces oświecenia; w normal­nym bowiem porządku światło wiary, tryskając z Krzyża, oświeca wszystkie doczesne sprawy, ukazując je ze stanowi­ska wiekuistej prawdy; w moim zaś wnętrzu losy umęczo­nego narodu rzuciły niejako światło na krzyż Zbawiciela i dały mi poznać całą piękność, wspaniałość i potęgę dzieła Odkupienia przez miłosną ofiarę. Niebawem jednak duch mój wrócił do równowagi prawdy i rumienić się począł owej w zaślepieniu pychy przyjętej apoteozy polskiego narodu. Porównywając boski pierwowzór do urojonego w wyobraźni wieszcza ziemskiego jego wizerunku, przejrzałem jasno, że jakkolwiek naród mój stał się ofiarą okrutnego bezprawia, nie poszedł jednak na męczeństwo ani dobrowolnie, ani bez grzechu, jak nasz Odkupiciel i wstępujący w Jego ślady mę­czennicy, że uwzględniając winy i błędy narodowe, słusz­niej jest nazwać Polskę opłakującą grzechy swe Magdaleną niźli Chrystusem narodów. Odrzuciwszy przeto z poglądów umiłowanego wieszcza mego ten błąd zbyt boleśnie zranione­go serca, tym mocniej ugruntowałem się w prawdziwie chrześcijańskich jego zasadach”[3].

Można przyjąć, że nie tylko u młodego Felińskiego – skądinąd przyjaciela Juliusza Słowackiego w czasach paryskich – religijna twórczość wieszczów prowadziła do owego „odwrotnego procesu oświecenia”; i można też przyjąć, że nie wszyscy po tym pozytywnym wstrząsie „wrócili do równowagi”, umiejąc odsunąć na bok „błąd zbyt boleśnie zranionego serca”, czyli mesjanizm „Chrystusa narodów”. Katolicki romantyzm wieszczów wszedł do duszy polskiej równocześnie ze swym blaskiem i cieniem.

Paweł Milcarek

 

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

 

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas"

 

-----

 

[1] Adam Mickiewicz, Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, Wrocław 1997, s. 53.

[2] Stanisław Szczepanowski, Idea polska. Wybór pism, opr. St. Borzym, Warszawa 1988, s. 270.

[3] Zygmunt Szczęsny Feliński, Pamiętniki, Warszawa 1986, 205.


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij