Felietony
2014.10.15 19:20

Tęczowe flagi w katedrze

Katedra w Kopenhadze

fot. Wikipedia

Od jakiegoś czasu próbuję bliżej poznawać Kościół w Skandynawii. Mieszkam w Danii, a pracuję w Szwecji. Katolików jest tu niewielu, ale spotykam żywe i pełne wiary wspólnoty - nie tylko w Kościele katolickim, ale i wśród innych wyznań chrześcijańskich. Jeszcze dwa tygodnie temu rozmawiałam z moją przyjaciółką ze Svenska Kyrkan (luterański Kościół Szwedzki, dawniej państwowy) i miałam poczucie satysfakcji (czy raczej schadenfreude), że my, katolicy pozostający w jedności z Rzymem, możemy się oprzeć mocno na autorytecie Kościoła wyrażanym przez papieża i biskupów, a tymczasem oni dryfują trzymając się "sola Scriptura", niemal jak tonący brzytwy. A teraz przyszedł synod biskupów i uczę się pokory: co znaczy wierność Ewangelii? Przecież słowa Pana są jasne: mężczyźni współżyjący ze sobą nie wejdą do Królestwa (1 Kor 6, 9), "Przez wzgląd na zatwardziałość waszych serc pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było" (Mt 19,8). Kościół żyje z tymi słowami już tak długo, tyle już ludzkich dramatów oświetlił nimi. Czyżby biskupi chcieli zacząć wszystko od zera? Jakie jest miejsce Magisterium? Czy patrzymy właśnie na jego narodziny czy na chorobę? Czekam co dalej. Nie utonie Kościół, ale czuję, że tym razem wieje mocno. I w twarz.

 

Każdy, kto widział tęczowy wystrój katedry luterańskiej w Kopenhadze wie, o czym mówię: w 2009 roku, podczas igrzysk sportowych igrzysk gejowskich w Kopenhadze urządzono w katedrze (Vor Frue kirke, czyli w kościele Najświętszej Marii Panny) ceremonię błogosławieństwa par homoseksualnych - każdy kto chciał wchodził pod przystrojoną tęczowymi flagami kolumnadą kościoła i otrzymywał błogosławieństwo. Nie sakrament, nie ślub - zwyczajne błogosławieństwo. (Śluby wprowadzono dopiero później, w 2012). Byłam, widziałam. Kolumnada Vor Frue - klasyczna, czysta, biała. Klasycyzm Thorvaldsena. Za kolumnadą: marmurowy posąg Chrystusa Zmartwychwstałego, na jego rękach ślady gwoździ, ręce rozkłada i błogosławi. Ale mam wrażenie, odczucie, że ci, którzy wchodzili do kościoła tego dnia nie szli po Jego błogosławieństwo. Szli po wyraz akceptacji swojego stylu życia i swojej ideologii. To był triumf tęczowych flag nad katedrą. Zasłoniły ją.

 

Wypowiedzi kardynałów i biskupów o przyjmowaniu homoseksualistów razem z ich orientacją odbieram jako niezwykle bolesne. Wydaje się, że w szkicu zaproponowanym przez synod chodzi o to, żeby przyjąć i kochać nie tylko osobę - ale i jej problem. Nie leczyć chorobę, ale ją afirmować. Moje doświadczenie życia w Skandynawii i z Kościołem tutaj wskazuje, że takie podejście sprawia więcej ran i więcej kłamstw. Ran - bo intencje są czyste. To prawdziwi chrześcijanie chcą przyjąć i kochać swoich braci, którym źle się dzieje w życiu. A spotykają się z niezrozumieniem ze strony tych właśnie braci - z niezrozumieniem tak wielkim, że sami przestają rozumieć siebie i Ewangelię. Chrześcijanie próbują coś tłumaczyć i być dobrzy - odpowiedź ze strony środowisk homoseksualnych brzmi: "aha, czyli wy w sumie jesteście tacy sami jak m? To świetnie, czyli nie ma się o co spierać?". "No tak", myśli sobie chrześcijanin - "właściwie to nie ma." Tutaj w kościołach nie mówi się zbyt często o grzechu. To prowadzi do kłamstw - za wszelką cenę nie widzieć i nie wiedzieć, że homoseksualizm to grzech.

 

Tymczasem nie chodzi tylko o życie uczuciowe, czy nawet życie rodzinne. Kultura homoseksualna naprawdę jest kontrkulturą. To nie jest zjawisko z dziedziny prywatnej moralności, do której, zdaje się, próbuje sprowadzać je robocze relatio synodu. To jest naprawdę projekt antychrześcijański, który cieszy się coraz większą popularnością. I wydaje mi się, że ma wiele cech podobnych do marksizmu. A jeżeli tak jest faktycznie, to możemy porównać relatio synodu do dialogów z marksizmem, które prowadził Kościół jeszcze czterdzieści lat temu. I jednym z głównych dyskutantów był Jan Paweł II. Na serio zastanawiano się, jak wpuścić marksizm do Kościoła. Dziś z marksizmu nic nie zostało i nikt nie pamięta świętemu, że rozmawiał zbyt uprzejmie z grzesznikami.

 

Co będzie teraz? Póki co - czekamy.

 

Emilia Żochowska

 


 

 

 

Christianitas o synodzie poświęconym rodzinie.

 

Tomasz Rowiński, Okołosynodalny festiwal światowości, 14.10.2014

 

Piotr Chrzanowski, Komentarz do „Listu inteligencji katolickiej” na synod o rodzinie, 13.01.2014

 

Z Tomaszem Rowińskim rozmawia Marta Brzezińska, Kasper zmierza do rozpuszczenia Kościoła w złych praktykach nowoczesnego świata, 7.10.2014

 

Tomasz Rowiński, Gry małżeńskie kardynała Kaspera, 04.10.2014

 

Tomasz Rowiński, Kardynał Kasper nie kryje irytacji, 30.09.2014

 

Tomasz Dekert, Kardynał Kasper & co., czyli nowe oblicze ortodoksji, 24.09.2014

 

Tomasz Rowiński, Dokąd płyną wody Renu, 24.06.2014

 

Tomasz Dekert, „Ankieta Franciszka” w krzywym zwierciadle sondażu, 14.06.2014

 

Michał Barcikowski, Jarmark światowości, 11.06.2014

 

Ks. Krzysztof Irek, 1968-2014: kilka myśli w oczekiwaniu na październikowy synod o rodzinie, 21.05.2014

 

Tomasz Rowiński, Walter Kasper – kardynał celebryta kontratakuje, 09.05.2014

 

Elżbieta Wiater, Owdowiali czy rozwiedzeni. Rozważania na marginesie wystąpienia kard. Kaspera, 06.05.2014


Emilia Żochowska

(1981) zajmuje się studiami średniowiecznymi. Współpracuje z Newman Institutet w Uppsali. Mieszka na wyspie Stryno w Danii. 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij